23 kwietnia 2019

Kredyt miał być tani, a okazał się drogi. Klient odstępuje od umowy. A bank odstąpienia… nie uznaje! Kto tu bardziej cwaniakuje?

Prawo do odstąpienia od każdej umowy kredytu to istotna zdobycz prawa konsumenckiego. To duży komfort, gdy możemy trudną i skomplikowaną umowę zabrać do domu, jeszcze raz przeczytać i ewentualnie odstąpić od niej, jeśli uznamy, że coś poszło nie tak. Gorzej, gdy bank ma problem z respektowaniem tego prawa. A najgorzej jest wtedy, gdy ofiarą pada… prawnik. To nie może się dobrze skończyć. Zwłaszcza kiedy pojawiają się wątpliwości kto tu jest większą ofiarą. Losu

Pan Stanisław (imię zmienione na prośbę bohatera) jest prawnikiem, zajmuje się m.in. sprawami konsumenckimi, więc na regułach rządzących rynkiem finansowym się zna. Czy tak wytrawny lis mógłby paść ofiarą bankowych gierek? Owszem. To zła wiadomość dla wszystkich nas, pozostałych konsumentów, którzy prawnikami nie są i nie mają za sobą „uzbrojenia” w postaci głowy pełnej przepisów i kodeksów. Bo skoro takiego fachurę bank „wrobił”, to jakie my mamy szanse?

Pan Stanisław zeznaje, że potrzebował na krótko większej sumy pieniędzy. Wprawdzie kredyt chciał spłacić szybko, ale kwota była na tyle poważna, że cena miała znaczenie. Stąd – po krótkim rozeznaniu – wybór padł na Getin Bank. To instytucja finansowa, która nie mogła kojarzyć się dobrze prawnikowi z konsumenckim zacięciem, ale doradca bankowy zaprezentował takie warunki (atrakcyjna marża i prowizja za udzielenie kredytu), że uprzedzenia poszły w kąt.

Kredyt miał być tani, okazał się drogi. I zaczął się wyścig z czasem

Umowa została zawarta poza siedzibą banku, do pana Stanisława przyjechał doradca bankowy i przywiózł mu papiery do podpisania. Warunki zostały wcześniej uzgodnione, więc prawnik podpisał dokumenty nie wnikając zbyt głęboko w treść umowy. Zwłaszcza, że wiedział, iż nie podpisuje cyrografu, w razie czego będzie mógł odstąpić od umowy.

Dlaczego prawnik nie przeczytał dokładnie umowy? Mówił, że skoro wszystko było uzgodnione, a projekt umowy był kilka razy wysyłany e-mailem, to nie spodziewał się, że w dokumencie, którzy przywiózł doradca, może widnieć prowizja w innej wysokości, niż uzgodniono.

„Z dokładną treścią umowy zapoznałem się w dniu jej podpisania, kilka godzin później. Wtedy to dowiedziałem się, że bank w zamian za udzielenie kredytu pobierze prowizję w wysokości aż 30% jego wartości. Było to dla mnie kompletnym zaskoczeniem, gdyż wcześniej pośrednik działający w imieniu banku zapewniał mnie, że prowizja będzie na atrakcyjnym, rynkowym poziomie, ale unikał jednoznacznego podania wysokości prowizji”

Po dłuższym namyśle i przeanalizowaniu wszystkich okoliczności sprawy pan Stanisław uznał, że udzielony mu przez bank kredyt jest niezgodny z wcześniej przedstawionymi warunkami i bardzo niekorzystny. Dlatego też, zgodnie z prawem postanowił odstąpić od umowy. W tej sytuacji zaczynają mieć znaczenie terminy, bowiem uprawienie konsumenta do odstąpienia od umowy jest ograniczone czasowo – można to zrobić w ciągu 14 dni kalendarzowych od podpisania papierów.

W przypadku kredytu naszego prawnika sprawa wyglądała tak, że umowa została podpisana 6 sierpnia 2018 r., zaś wypełniony druk odstąpienia od umowy bohater tej historii wysłał 20 sierpnia. Jak łatwo policzyć, zmieścił się w terminie narzucanym przez prawo. Co prawda na styk, ale się zmieścił. Jak się szybko okazało, sprawa – choć wyglądała na prostą jak drut – zaczęła się komplikować.

Klient dostał bowiem z banku pismo, z którego wynikało, że w przypadku jego umowy termin na skuteczne złożenie oświadczenia o odstąpieniu od umowy przypadał… 16 sierpnia. Bank oświadczył, że papiery dotarły do niego dopiero 28 sierpnia, a to oznacza, że „nie został spełniony warunek skutecznego odstąpienia od umowy”. W banku podeszli do sprawy poważnie, bo klient zaczął dostawać wezwania do zapłaty zaległych rat.

Czytaj też: To jakiś żart? Bank zażądał 3000 zł za kredyt, od którego klient odstąpił zgodnie z prawem!

Czytaj też: Leszek Czarnecki obiecał zrekompensować klientom misselling. Prawnik w liście otwartym pisze jak jest naprawdę

Bank: „Może i odstąpienie było w terminie, ale…”

Pan Stanisław bardzo się zdenerwował, bo zaczął podejrzewać, że bank traktuje go niczym głupka, który nie umie policzyć do czternastu. Napisał więc odpowiedź, w której przypomniał bankowi, że 6+14=20, a nie 16, ani tym bardziej nie 28. I że w tym przypadku liczy się termin wysłania oświadczenia, a nie jego doręczenia. Prawnik pismo z odstąpieniem od umowy wysłał listem poleconym, więc miał dowód na to, że zmieścił się z wysyłką w wyznaczonym przez prawo terminie.

Klient zażądał w tym samym piśmie wskazania rachunku, na który ma wpłacić kwotę kredytu, zeby zamknąć sprawę. Był już koniec października, więc sprawy zaczynały się niepokojąco ślimaczyć. Jak się okazało, to był dopiero początek śluzu wydzielanego przez bank. W połowie listopada przyszła bowiem stanowcza i cięta riposta:

„Postanowienia umowy stanowią, iż skuteczność odstapienia zależy jednocześnie od dwóch czynników: złożenia w terminie 14 dni od daty zawarcia umowy pisemnego oświadczenia o odstąpieniu od niej oraz zwrotu kwot wypłaconych przez bank na podstawie umowy nie później, niż 30 dni po złożeniu oświadczenia o odstąpieniu od umowy”

Bank uprzejmie poinformował klienta, że skoro do 16 listopada nie zwrócił pieniędzy na wskazany w umowie rachunek, to umowa jest jak najbardziej ważna, bo nie został spełniony drugi warunek skutecznego odstąpienia od niej. Bank zaczął też naliczać karne odsetki od nie zapłaconych przez klienta rat.

To już przestało być śmieszne. Jak pan Stanisław miał przelać bankowi pieniądze do 16 listopada, skoro bank od połowy października twierdził, że klient nie dotrzymał terminu dostarczenia wypełnionego druku odstąpienia od umowy?

„Bank w piśmie z 11 września 2018 r. zakwestionował skuteczność mojego odstąpienia od umowy. Jakże miałbym bankowi zwracać pieniądze i to jeszcze na rachunek podany do spłaty umowy kredytu? Wówczas moja sytuacja byłaby podwójnie niekorzystna, bo z jednej strony bank by nadal twierdził, że umowa kredytu nie została anulowana i mam ją wykonywać, z drugiej strony zostałbym pozbawiony kapitału, a z trzeciej w BIK widniałaby informacja o moim fikcyjnym zadłużeniu względem banku”

Pan Stanisław zwrócił uwagę na jeszcze na to, że prawo nie uzależnia skutecznego odstąpienia od umowy od zwrotu pieniędzy. To czynność techniczna, którą klient musi wykonać, żeby nie narazić się na konsekwencja prawne, ale odstąpienie to odstąpienie, nie ma bezpośredniego powiązania między zwrotem pieniędzy bankowi, a jego prawomocnością.

Czytaj też: Wygrał w sądzie 46.000 zł, lecz prawnicy banku postanowili go wykiwać. Nie dał się i…

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach”zapisz się na mój newsletter i bądźmy w kontakcie!

Prawnik: „jak mam zwrócić pieniądze, gdy nie podali numeru konta?”

Druga rzecz jest taka, że bank – zdaniem prawnika – nie podał w umowie jednoznacznie numeru rachunku, na który pieniądze miałyby wrócić. Nawet więc, gdybyśmy uznali, że klient powinien sam z siebie pieniądze zwrócić, nie przejmując się, iż bank nie uznał odstąpienia od umowy, nie było możliwości technicznej, by to zrobić. Nasz bohater uważa, że bank w tej sprawie totalnie dał ciała:

„Analiza umowy oraz jej załączników, w tym oświadczenia o odstąpieniu oraz formularza informacyjnego, jednoznacznie prowadzi do wniosku, że niewystarczająco i niejednoznacznie opisano procedurę rozliczenia się stron po odstąpieniu od umowy przez konsumenta. Ani w umowie, ani w oświadczeniu o odstąpieniu, czy choćby w formularzu informacyjnym nie jest uregulowane, na jaki rachunek należy zwrócić udzielone konsumentowi pieniądze. Bank uruchomił pieniądze z jednego rachunku, do wykonywania wskazał inny rachunek, ale do odstąpienia od umowy już takiego rachunku nie wskazał”

Owszem, klient mógłby spłacić cała kwotę na rachunek wskazany jako ten służący do spłaty rat, ale skoro bank usiłował mu wmawiać spóźnienie w dostarczeniu odstąpienia od umowy, to nie można było wykluczyć, że spłata kredytu na rachunek wskazany jako ten do spłaty rat zostałaby potraktowana przez bank jako np. nadpłata, a nie przelew w tytułu anulowania umowy. W końcu z papierów wynika, że…

„Celem prowadzenia tego rachunku jest umożliwienie Kredytobiorcy gromadzenia kapitału służącego wyłącznie spłacie Kredytu”

Odstąpienie od umowy nie jest spłatą kredytu, jest oświadczeniem woli skutkującym anulowaniem wcześniej zawartej umowy i doprowadzeniem do takiej sytuacji jakby umowa nigdy nie została zawarta. Pan Stanisław domagał się więc wskazania pewnego numeru rachunku, na który mógłby przelać otrzymaną przez bank kwotę. Jednocześnie poinformował bank, że ma się kontaktować z jego pełnomocnikiem, radcą prawnym. Prawnik postanowił więc wynająć sobie prawnika.

Dopiero 20 marca 2019 r. – czyli siedem i pół miesiąca od początku tej banalnej sprawy, Zespół Rzecznika Klienta Banku przysłał list, w którym bank „uznał za skuteczne odstąpienie od umowy” oraz podał numer rachunku do zwrotu pieniędzy.

Czytaj też: Płacisz składki, a w zamian dostajesz figę? Klienci się sądzą, a banki robią swoje. Brzydko

Czytaj teżBank zamienił ubezpieczenie na prowizję, ale… mocno się na tym przejechał. Ale wyrok!

—————————————————

Zajrzyj też do rankingów lokat, kont oszczędnościowych, okazji bankowych. I zacznij zarabiać:

>>>  Ranking najwyżej oprocentowanych depozytów

>>> Ranking kont oszczędnościowych. Gdzie zanieść pieniądze?

>>> Przegląd aktualnych promocji w bankach. Kto zapłaci ci kilka stówek?

—————————————————

Czas to pieniądz. Kto pokryje koszty „zabaw” z bankiem?

Ile czasu i energii musiał poświęcić klient-prawnik, czyli fachura w przepychankach prawnych, by zmusić bank do przyznania, że 6+14=20? Bank najpierw dowodził, że nie uznaje tej matematyki. Potem próbował dowieść, że klient nie wpłacił mu pieniędzy, więc kredyt obowiązuje. Potem – to kolejny wątek, który tutaj pominąłem – ów kredyt wypowiedział i wszczął przygotowania do egzekucji.

Klient musiał udowodnić, że białe jest białe, że bank źle interpretuje wymogi dotyczące skuteczności odstąpienia od umowy i że nie określił wystarczająco precyzyjnie rachunku, na który powinny wpłynąć pieniądze po odstąpieniu od umowy. Czy bohater tej historii miał wyjątkowego pecha? A może nie jest to jedyny taki przypadek? Może ta gra, obliczona na przekonanie klienta, że białe jest czarne, bywa wykorzystywana także w innych sprawach? Czy każdy klient ma wystarczającą wiedzę, determinację i umiejętności, by się przed tym obronić?

Mec. Andrzej Stefanowicz, radca prawny z Kancelarii MKS Kancelaria Radców Prawnych, który przystąpił do gry jako pełnomocnik pana Stanisława, nie ma wątpliwości, że bank grał nie fair:

„Instytucje finansowe często wykorzystują pozycję podmiotu silniejszego, zniekształcają informacje przekazywane konsumentom w celu zmuszenia ich do określonego działania, zdarzają się próby wymuszenia określonych zachowań konsumenta. To sprzeczne z prawem ochrony konkurencji i konsumentów. W tym konkretnym przypadku bank trafił na konsumenta znającego swoje prawa i który dodatkowo zaangażował do sprawy pełnomocnika. Dzięki takiemu zachowaniu klienta bank nie miał już innej możliwości jak w końcu ugiąć się pod oczywistymi argumentami klienta”

Tyle, że zarówno prawnik-klient, jak i prawnik-pełnomocnik mogliby znaleźć ciekawsze rzeczy do roboty, niż użeranie się z bankowcami w tak oczywistych kwestiach jak terminy, interpretacja ustawy czy numer konta. Gdyby policzyć koszt czasu, który pochłonęły te „zabawy” z bankiem, to uzbierałoby się ładnych kilka tysięcy złotych, które bank – gdyby chciał rozliczyć się ze swoich błędów do końca – powinien zapłacić tytułem zadośćuczynienia.

A może… to klient jest tu większym cwaniakiem?

Jest też druga strona tego medalu. Może to sytuacja  gatunku „trafił swój na swego”? Wśród doradców klienta znany jest model postępowania, który polega na tym, że klient bierze jak najwyższy dostępny kredyt z jak najniższym dostępnym oprocentowaniem. Wiadomo, że wtedy prowizja musi być ultrawysoka. Ten klient korzysta z pieniędzy przez 14 dni, potem odstępuje od umowy i… ma kolejne 30 dni na zwrot pieniędzy.

To oznacza, że klient ma kredyt na 45 dni, od którego w tym czasie płaci tylko odsetki. Taki prawie-darmowy kredyt. Pewnie taniej jest zrobić to za pośrednictwem karty kredytowej, ale…

„Z pana Stanisława to taki lisek chytrusek ;-). Model biznesu jest dobrze znany. Jeśli klient udaje, że nie rozumie iż numer do spłaty podany w umowie jest teź numerem przydatnym przy odstąpieniu od umowy – wie doskonale, że w umowach nie ma wprost zapisu „przy odstąpieniu wpłać pieniądze na rachunek numer…”, można sobie wydłużyć prawie darmowy kredyt o jeszcze dodatkowe tygodnie”

– komentuje jeden z doradców klienta VIP, który spotkał się w bankach z takimi numerami. Co przemawia za taką hipotezą? Klient sam przyznaje, że o tym, że umowa zawiera bardzo wysoką prowizję zorientował się już po kilku godzinach. Po pierwsze mógł się „zorientować” błyskawicznie, bo zwykle takie parametry są wypisane w umowach wołami (poza tym prawnicy zwykle czytają co podpisują), a po drugie czekał z wypowiedzeniem aż 14 dni.

Przy takiej interpretacji sytuacji okazałoby się że większym cwaniakiem jest tu klient, a bank najpierw złapał się w pułapkę (zaoferował kredyt z bardzo niskim oprocentowaniem i wysoką prowizją), a potem próbował dość nieudolnie się wyplątać i mimo wszystko na kliencie zarobić.

Czytaj też: Problem z bankiem? Nawet prawnicy polecają ten sąd. Poradzisz w nim sobie… bez prawnika

zdjęcie tytułowe: Diego Attorney

 

19
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
6 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
17 Comment authors
AlikmBankToDnoLeszeksadfDon Q. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Monika
Gość
Monika

A czy Pan Stanisław przypadkiem nie działał celowo? Potrzebował pieniędzy „na krótko” więc wykorzystał do swoich celów prawo do odstąpienia od umowy – 14 + 30 dni za jedynie odsetki, pewnie nieduże, skoro prowizja wysoka… Tak to wygląda z powyższego opisu. Gdyby chodziło o koszty nie czekałby 14 dni, a ustalenie rachunku do zwrotu pewnie było możliwe w oddziale / na infolinii.
Bank postąpił niefajnie, owszem, ale jakoś Pana Stanisława mi nie żal.
Kto mieczem wojuje…

Don Q.
Gość
Don Q.

@Moniko, a mi nie żal banku! 😆

Podobnie, jak nie żal mi cwaniaków, którzy używali Revoluta do zamiany limitu kredytowego karty Citi na gotówkę, a potem się oburzali, że bank zgodnie z cennikiem i regulaminem naliczył za to prowizje (choć ja już wcześniej przed takim korzystaniem z kk i Revoluta publicznie przestrzegałem)…

Anna
Gość
Anna

A ja mam jeszcze jedno – i to :kluczowe – pytanie.W j a k i s p s ó b l i c z y ć upływ czasu od czego wszystko się zaczyna. Bo oto Wysoki Sąd – wtedy,kiedy to było możliwe – pouczył mnie,że jeśli termin podany jest w Dniach,to są to Dni Robocze,jeśli zaś w Tygodniach /Miesiącach,to dopiero wtedy wliczane są Także dni ustawowo Wolne od pracy ( grafika celowa). W tzw międzyczasie ustawowo zniesiono wymóg informowania stron przez Sąd o sposobach dalszego postępowania – o czym wiem .Nie słyszałam natomiast o takiej-że (=ustawowej) zmianie sposobu liczenia terminów.Jeżeli… Czytaj więcej »

Jacek
Gość
Jacek

Getin Bank – czemu mnie to nie dziwi.

seb
Gość
seb

Getoin bank ma tak pilnych pracowników, że w 2016 mojej babci (na stałej rencie rodzinnej) sprzedano ubezpieczenie od utraty pracy za kilka tysięcy złotych.

Jan
Gość
Jan

Pytanie na powaznie do Autora: czy w opisanej sytuacji nie mozna bylo zlozyc (na koszt banku) kwoty naleznej bankowi do depozytu sadowego zgodnie z Art. 467. Kodeksu cywilnego:
„Poza wypadkami przewidzianymi w innych przepisach dłużnik może złożyć przedmiot świadczenia do depozytu sądowego: (…)
4) jeżeli z powodu innych okoliczności dotyczących osoby wierzyciela świadczenie nie może być spełnione.”.
Moze to by szybciej nauczylo tego konia latac?

Leszek
Gość
Leszek

Można, ale po co? Gdyby p.Stasiu faktycznie chciał się tych pieniędzy pozbyć, to zapłaciłby na konto podane w umowie (konto do spłaty rat). A jak wyraźnie widać, chciał potraktować tą pożyczkę jako chwilówkę. Uczciwy człowiek widząc po paru godzinach, że umowa mu jednak nie odpowiada, na drugi dzień wypowiada umowę i oddaje pieniądze od ręki. Nie czeka z wypowiedzeniem 14 dni na styk, a później nie udaje głupiego, że mu numeru konta nie podali i on biedny nie wie co z ich kasą robić.

Marcin
Gość
Marcin

Czy to oznacza darmowy kredyt na 14 dni? Podpisuję umowę u siebie w domu a po 14 dniach odstępuję od umowy i zwracam bez odsetek.

Leszek
Gość
Leszek

Nie, odsetki akurat trzeba zapłacić za dni kiedy dysponowało się pieniędzmi.

ktoś
Gość
ktoś

No i teraz idąc logiką niektórych – należałoby powiedzieć, że przecież bank nie powinien uznać odstąpienia umowy, bo zapłacą teraz za to wszyscy klienci, że bank udostępnił kapitał i nic na tym nie zarobił czy wręcz stracił. A prawda jest taka że banki czują się bezkarne i bez pójścia do sądu zazwyczaj niewiele się zdziała. Tutaj jak widać nawet prawnik miał z tym problem.

Mariusz
Gość
Mariusz

Kontakty z firmami Leszka C to proszenie się o kłopoty. Tak właśnie wygląda strategia biznesowa tych firm.

anonymous
Gość
anonymous

Dostałem sms od getin że coś tam się zmieniło i mam zalogować się do konta żeby się zapoznać. Tyle że ja u nich nie mam konta od trzech lat. Najprawdopodobniej po raz kolejny usłyszę w oddziale że „system zapomniał zamknąć rachunek”.

mBankToDno
Gość
mBankToDno

Standart. Moje w mbanku wisi pewnie od 10 lat. Ale mam na wszelki wypadek wypowiedzenie z pieczątka banku 😉 więc niech wisi. Stara sprawdzona praktyka banków

gege
Gość
gege

Pan prawnik podejmujący kontakty biznesowe z Getinem – albo jest niedouczony – albo robi to specjalnie.
Dla mnie nie ma kompetencji prawniczej

lwi
Gość
lwi

W takiej sytuacji chyba jednak lepiej pofatygować się osobiście do placówki banku. Pewnie sprawa byłaby do zamknięcia w ciągu 1-2 dni. Z drugiej strony bank w takich wypadkach zawsze będzie grał na zwłokę, szczególnie jeśli wszystko załatwiane jest korespondencyjnie. Czyli bezosobowo.

Generalnie w przyszłości pewnie będzie prościej, zmainy unijne są jednak prokonsumenckie i cywilzują nasz rynek szybciej niż sami byśmy to zrobili.

A dla biorących kredyt polecam konsekwentnie suwak logarytmiczny Wojciecha Sawickiego. No i czytanie umów przed ich podpisaniem.

sadf
Gość
sadf

To nie jest prawnik tylko oferma. Nie można podpisać umowy nawet nie rzucając okiem na wysokość prowizji. Poza tym nie bierze się kredytów w tym banku, prawnik nie wie?

Leszek
Gość
Leszek

Wiedział, po prostu chciał być mądrzejszy i skorzystać z nisko oprocentowanej chwilówki. Z Uczciwością ludzką na bakier wg mnie. Nie pasują warunki, na drugi dzień wypowiadam umowę i oddaję pieniądze od ręki (konto miał podane do spłaty). Cwaniaczek i tyle.

Alik
Gość
Alik

To cały Getin. Ale czego się spodziewać po cyrku Czarneckiego TW Ernesta.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss