Niemcy w kryzysie. Ale z niego wyjdą i zrobią niedługo kolejny duży skok gospodarczy – uważa Sebastian Płóciennik, szef Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, ekspert ds. niemieckich. Skończyła się era niezawodnych i drogich spalinowych aut niemieckich, musi zacząć się era niemieckich zaawansowanych technologii. I pewnie się zacznie. Ale czy to będzie z pożytkiem dla Polski, czy też jest dla naszej gospodarki zagrożeniem?
Nasz sąsiad zza Odry jest od dłuższego czasu w kryzysie gospodarczym. Niemieckiej gospodarce mocno zaszkodziła inwazja Rosji na Ukrainę i sankcje nałożone przez Unię Europejską na import rosyjskich surowców, który pozbawił niemiecką gospodarkę taniego źródła paliw i energii. Ale to nie są jedyne przyczyny. Niemcy słabły już wcześniej. Muszą przemyśleć swoją strategię gospodarczą. Skończyła się era niezawodnych i drogich spalinowych aut niemieckich, musi zacząć się era zaawansowanych technologii.
- Płatności kartą czy gotówką? EBC sprawdził jak odpowiadają Europejczycy. Stara miłość do gotówki nie (za)rdzewieje. Uratują ją… młodzi! [POWERED BY EURONET]
- Ameryka nie musi się zawalić, żeby inwestorzy przestali na niej zarabiać. Czy właśnie zbliżamy się do tego momentu? [POWERED BY UNIQA TFI]
- Proszę zapiąć pasy, będzie bujało. Oto pięć zasad, które prawdopodobnie przyniosą Ci sukces w inwestowaniu w 2026 r. [POWERED BY XTB]
Niemcy zanotują drugi rok z rzędu zwijania się gospodarki. Ujemna dynamika PKB rok po roku to jedne z gorszych wyników w całej Unii Europejskiej. A mówimy o największej gospodarce w całej Unii Europejskiej. Czy to tylko sprawa perturbacji związanych z odcięciem od Niemiec rynku rosyjskiego? Niestety nie, wskaźniki koniunktury w Niemczech pogarszały się już wcześniej, przed wojną i pandemią. Źle dziać się z Niemcami zaczęło już od ok. roku 2018.
Pogarszający się eksport niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego, słabe wyniki w produkcji aut elektrycznych, utrata wielu rynków, przenoszenie niemieckich firm do USA w poszukiwaniu lepszych warunków rozwoju, tańszej energii i mniejszych ograniczeń regulacyjnych – to główne problemy. Na niemieckiej sile eksportowej mocno odbiły się zakłócenia w wolnym rynku i globalnym handlu. Gospodarka nastawiona na eksport musi teraz stawić czoła nowym warunkom, w których najbardziej będą liczyć się innowacje, nowe technologie, zdolność do podjęcia ryzyka inwestycyjnego.
Zapraszam do przeczytania najciekawszych myśli Sebastiana Płóciennika, eksperta od spraw niemieckich, z którym rozmawiałem o przyszłości niemieckiej gospodarki.
>>> Czy Niemcy znów są chorym człowiekiem Europy? Wtedy, kiedy Niemcy zostały przez tygodnik „The Economist” nazwane „chorym człowiekiem Europy”, czyli na początku tego wieku, podstawowy problem, z jakim musiała zmierzyć się ich gospodarka, to było wysokie bezrobocie i strukturalne problemy na rynku pracy. Wokół tego koncentrowały się wszystkie działania rządu. Wtedy powstała słynna „Agenda 2010” ówczesnego kanclerza Gerharda Schrödera. To była m.in. reforma zasiłków dla bezrobotnych i zasiłków socjalnych. Teraz jednak sytuacja jest o wiele trudniejsza, ponieważ Niemcy obecnie mają wiele innych problemów.
>>> Gdzie tkwi największy problem niemieckiej gospodarki? Są nimi na pewno koszty energii. Jako źródło problemu najprościej wskazać na wojnę i na odcięcie od rosyjskiego gazu, który miał przecież Niemcom gwarantować niskie ceny energii i konkurencyjność kosztową na rynkach międzynarodowych. Ale te problemy zaczęły się wcześniej wraz ze zbyt szybką próbą przejścia na zasilanie gospodarki przez źródła niskoemisyjne albo zeroemisyjne i likwidacją energii atomowej.
Być może to wszystko by się z czasem udało, gdyby nie wojna. Ale nie zmienia to faktu, że Niemcy zostały postawione przed bardzo trudnym wyborem. Czy akceptować recesję spowodowaną wysokimi kosztami energii, czy przeznaczyć 200 mld dolarów na zmianę dostawców? Zdecydowały się na tę drugą opcję. Ceny energii i tak pozostaną wyższe niż u konkurentów – w USA i Chinach. I to będzie słabość gospodarki niemieckiej. Choć koszty energii są istotne dla firm, które wytwarzają ok. 4% niemieckiego PKB, czyli branż najbardziej energochłonnych.
Ale problem promieniuje na konsumpcję wewnętrzną. Gospodarstwa domowe cierpią z powodu wysokich rachunków, więc ograniczają konsumpcję. A to wpływa na wzrost gospodarczy i wywołuje stagnację. Niemcy są bardzo zapobiegliwi, zawsze byli, zawsze skłaniali się ku wysokim oszczędnościom, a taka sytuacja jeszcze bardziej popycha ich ku oszczędzaniu.
>>> Jak bardzo sytuację w Niemczech pogarszają problemy demograficzne? Niemcy wchodzą w kolejną ostrą fazę kryzysu demograficznego, a niemieckim przedsiębiorcom brakuje 2 milionów pracowników. Teraz, w czasie dekoniunktury. A co będzie, kiedy gospodarka zacznie odbijać od dna? Jakie wtedy będą braki na rynku pracy? To oczywiście ogranicza inwestycje, ogranicza perspektywy wzrostu.
Niemcy, paradoksalnie, w ostatnich latach notują wzrost liczby ludności. Ale to wynika z napływu uchodźców. Uchodźcy to nie pracownicy. Zanim staną się pracownikami, musi minąć sporo czasu. Przystosowanie ich do wymogów niemieckiego rynku pracy, przeszkolenie, nauka języka – to trwa, kosztuje i nie musi się udać. Poza tym Niemcy popełniły kilka błędów związanych z rynkiem pracy. Angela Merkel zapewniła Niemcom złotą erę pokryzysowego wzrostu (po wielkim kryzysie finansowym lat 2009-2010). Niestety zbyt szczodrze obdarowała pracowników (wcześniejsze emerytury). Dużo osób z tego skorzystało i nie ma ich już na rynku pracy.
Merkel tak zliberalizowała niektóre przepisy socjalne, że można pobierać zasiłki, a niekoniecznie pracować. Tym tropem zresztą podążył też obecny rząd koalicji Olafa Scholza, który wprowadził rodzaj zasiłku obywatelskiego. Z drugiej strony matki mają dość ograniczone możliwości oddawania dzieci do przedszkoli. Dlaczego? Bo jest duży kryzys zatrudnienia w sektorze publicznym, zwłaszcza w przedszkolach i matki decydują się na pracę raczej w niepełnym wymiarze czasu.

>>> Czy Niemcy są dziś wielkim bastionem biurokracji, która blokuje rozwój gospodarki? Kraj cierpi na przerost regulacji. Część jest wynikiem prawa europejskiego, ale też lokalnego. Obecnie na to nakłada się tradycyjny interwencjonizm Socjaldemokratów i Zielonych, którzy są w rządzie. Przedsiębiorcy uskarżają się na ogromną liczbę nowych regulacji i domagają się od rządu odbiurokratyzowania. Jednak część problemów w tym zakresie nie wynika z tego, jak działa niemiecka biurokracja, bo ona wbrew pozorom nie jest aż taka zła, tylko – nadaktywni są politycy. Implementują np. często przepisy unijne bez spojrzenia na interesy niemieckich przedsiębiorców.
>>> Czy Niemcy płacą cenę za zakłócenia w globalnym handlu i załamanie trendu globalizacji? Niemcy są gospodarką zasadniczo eksportową. Eksportują głównie do Chin, do Stanów Zjednoczonych, do krajów Unii Europejskiej. To Niemcy byli przez wiele dekad nazywani mistrzem eksportu. Mieli wyjątkowo wysoki udział eksportu w PKB. Ich specjalizacją stało się eksportowanie na cały świat produktów przemysłowych stosunkowo zaawansowanych technologicznie, o bardzo wysokiej jakości. Co się zmieniło w ostatniej dekadzie? Nagle ten fenomen eksportowy przestał być taki oczywisty.
Najlepszym przykładem są firmy samochodowe z Chin, które technologicznie mają często ciekawsze produkty niż niemiecki przemysł samochodowy, rozpieszczony dekadami wzrostu. To jest w tej chwili jedna z poważnych słabości niemieckiej gospodarki. Okazało się, że Niemcy zbyt długo wierzyli w to, że silnik spalinowy pozwoli im zarabiać. Przespali rewolucję elektromobilności, próbowali ją nawet zignorować, fałszując dane. Volkswagena w 2015 r. montował w autach oprogramowanie pozwalające na manipulację wynikami pomiarów emisji z układu wydechowego. A Chińczycy w tym czasie przestawili się na produkcję samochodów elektrycznych i rozwój technologii bateryjnych.
>>> Czy Niemcy mają jeszcze szansę w rywalizacji z Chinami? Niemcy w tej chwili próbują ten peleton dogonić. Nie wiadomo jednak, czy to im się uda. Oczywiście mają ogromny potencjał, ale opóźnienia technologiczne nie sprzyjają wzrostowi. Niemcy były wielkim beneficjentem globalizacji i chcą nadal świata otwartego z jednakowymi regułami handlu. Jednak w ostatnich latach ten system się sypie. To się zaczęło od prezydentury Donalda Trumpa, który zaczął sabotować niektóre światowe reguły i organizacje wolnego handlu. Potem doszły napięcia geopolityczne.
Niemcy ogłosili strategię dialogu i ograniczenia ryzyka (strategia ogłoszona w połowie 2013 r.), ale wszyscy wiedzą, że to potrwa wiele lat i odbędzie się kosztem fantastycznych zysków, które niemieckie firmy osiągały na rynku chińskim. Globalizacja przestała ciągnąć gospodarkę, a zaczyna być problemem, bo trzeba inwestować w przenoszenie produkcji, w dywersyfikację handlu, trzeba się przejmować tym, że wybucha konflikt na Bliskim Wschodzie i trzeba kierować transporty jakąś konkurencyjną trasą. To zaczęło być logistycznie koszmarem.
>>> Czy lekarstwem na kryzys niemiecki jest interwencjonizm i ochrona ich lokalnego przemysłu? Zresztą sama pandemia też dała do myślenia niemieckim menedżerom, bo w poprzednich dekadach można było łańcuchy wartości dowolnie rozciągać i optymalizować pod kątem kosztów, a tu nagle okazało się, że to nie wystarcza, że bezpieczeństwo jest najbardziej kluczowym hasłem i trzeba podciągnąć niektóre łańcuchy dostaw bliżej, bo w wypadku kolejnej pandemii firma zostanie odcięta od dostaw, więc trzeba znowu zdywersyfikować.
A jeżeli mówimy o konkurencji globalnej, to już nawet nie chodzi tylko o to, że Chiny czy Indie są tańsze, ale też, że inni brutalnie sięgają po coś, co jeszcze 20 lat temu było tabu. Chodzi np. o politykę przemysłową opartą na subwencjonowaniu produkcji i eksportu. Robią to Chińczycy, ale już nie tylko oni. Unia Europejska w tej chwili nakłada cła na chińskie samochody, ale robią to też Amerykanie. To jest jedna z zasad Inflation Reduction Act (pakiet wsparcia dla amerykańskiego przemysłu zainicjowany przez administrację Joego Bidena w 2022 r.).
To jest system, który jest nastawiony na ściąganie m.in. niemieckich firm do Stanów Zjednoczonych, żeby te firmy tam produkowały, a nie w Niemczech. Dla USA generuje to eksport, ale nie dla Niemiec. Bardzo istotne w tych zachętach są niższe w USA koszty energii, ale też mniej biurokracji, mniej ograniczających reguł, większy rynek pracy. Wiele firm niemieckich rzeczywiście decyduje się na przenoszenie produkcji.
>>> Czy pomysł sprowadzenia do Europy np. chińskich inwestycji to z punktu widzenia Niemiec szansa czy kolejne zagrożenie? Niemcom zależy na globalnym, otwartym systemie handlu, więc im więcej wymiany ciosów, tym bardziej zmniejszają się szanse na to, że w ogóle ten system będzie działał, a tym samym – spadają szanse na to, że niemieckie firmy będą mogły bez większych problemów eksportować na cały świat. Bo skoro Chińczycy sięgną po takie środki czy Europejczycy, to pewnie inni też będą mogli. Obudzimy się w kompletnie innym systemie, który z punktu widzenia niemieckich firm jest groźny. A Niemcy muszą więcej sprzedawać na świecie.
Chińscy producenci, widząc, że mogą pojawić się wysokie cła, dążą do tego, by otwierać fabryki w Europie. Te fabryki będą działały według europejskiego prawa, zatrudniały europejskich pracowników, płaciły tu podatki. Ale to już nie będzie ten otwarty system światowy, tylko raczej gospodarka oparta na relacjach między krajami, regionalnych czy kontynentalnych. Francuzi, popierając wprowadzenie ceł, liczą właśnie na to, że Chińczycy nie będą mieli wyjścia i zaczną inwestować w fabryki na miejscu, w Europie. Z korzyścią dla krajów, w których te fabryki powstaną. Polska poparła Francję w sporze o cła, bo Polacy również mają nadzieję na zwiększone inwestycje w tym zakresie.
>>> Czy Niemcy w kryzysowych czasach nie są zbyt oszczędni i nie padają ofiarą własnej strategii „austerity”? Niemcy powinny bardziej wspierać przemysł, ale nałożyły sobie duże ograniczenia i pozostawiły gospodarkę samą sobie. Z kolei mają bardzo zaawansowane ośrodki naukowe, jednak nie przekłada się to na innowacyjną gospodarkę. Niemcy są tradycyjnie państwem innowacyjnym, z silną nauką. Powstaje tu bardzo dużo nowych produktów, a wydatki na naukę sięgają 3% PKB. Ale też nie mają tak odważnego podejścia do biznesu jak w USA, gdzie firmy i startupy technologiczne dysponują gigantycznymi środkami, również z pomocy publicznej jak np. Tesla.
W Niemczech rynek kapitałowy kuleje, a finansowanie pochodzi głównie od banków, a wiadomo, że banki chcą mieć bezpieczny biznes, są zachowawcze. W przypadku rynku startupów takie finansowanie nie jest efektywne. A nie ma w Niemczech w ogóle kultury inwestowania ryzykownego w nowe produkty i firmy. Zarządy firm są rozliczane bardziej z bezpieczeństwa niż z bardzo wysokich zysków. Rynek kapitałowy w Niemczech działa trochę inaczej niż w Stanach, gdzie premia za akceptację ryzyka jest bardzo wysoka, więc może skusić bardzo wielu graczy.
>>> Czy Niemcy mogą stać się technologicznym hubem Europy? Pewną szansą jest polityka koncernów takich jak Volkswagen czy Mercedes. Skupują z rynku dobre startupy, które dysponują innowacyjnymi pomysłami. To potrzebne, bo przeprowadzenie zmian wewnątrz firm jest często bardzo skomplikowane. Łatwiej czasami nabyć po prostu startup, który coś już rozwinął i nawet trochę przepłacić, ale jednak mieć gotową innowację. Tak działały i działają wielkie amerykańskie koncerny z Doliny Krzemowej. Niemcy muszą nauczyć się lepiej wykorzystywać wynalazki, które mają i przekazywać je do produkcji.
Niemcy powinny też powrócić do projektów z obszaru energii atomowej i przemyśleć swoje zaangażowanie w transformacji energetycznej. To potrzebne, ale nie powinno się odbywać ze szkodą dla gospodarki. W Niemczech jest stagnacja i trzeba z tej stagnacji szukać wyjścia. Tym, co paraliżuje w tej chwili Niemcy, to jest bardzo dysfunkcyjny układ w koalicji rządzącej, gdzie wszyscy się szachują nawzajem, więc wcale nie można wykluczyć tego, że dojdzie do przesilenia i nawet wcześniejszych wyborów. Według kalendarza wybory mają się odbyć za rok.
>>> Czy Polska powinna się cieszyć z niemieckich problemów i liczyć na wzmocnienie naszej roli w Europie kosztem zachodniego rywala? Ostatnia rzecz, jakiej powinniśmy sobie życzyć, to przedłużający się okres stagnacji w Niemczech. To by zresztą oznaczało słabnięcie w ogóle gospodarki europejskiej i całego systemu europejskiego. Niemcy będą szukali inwestycji blisko siebie, więc Polska jest w dobrej sytuacji. Ale nowy przemysł będzie inny niż dotychczasowy. Bardziej zaawansowany. Konkurencja będzie bardzo ostra.
To może być wyzwanie dla polskich firm. Pojawią się tu chińscy konkurenci, którzy chcą sprzedawać wyłącznie na europejskim rynku. To może prowadzić do konieczności przemodelowania naszych sposobów działania w przemyśle, naszego modus operandi. Będzie się liczyła elastyczność organizacji produkcji i wdrażania innowacji. Taka, jaką prezentowali Niemcy w poprzednich dekadach. Niemcy byli bardziej elastyczni w tym swoim działaniu. Wielokrotnie w historii tej elastyczności dowiedli. Więc obecnie też na pewno im się uda.
Rozmowy z Sebastianem Płóciennikiem możesz wysłuchać w podkaście „Finansowe Sensacje Tygodnia” w Spotify lub na jednej z siedmiu innych platform podcastowych oraz pod tym linkiem. Możesz ją również obejrzeć na naszym kanale w Youtube lub w oknie poniżej:
Źródło zdjęcia: Domenik Kowalewski/Unsplash


