30 czerwca 2022

Na co idą nasze podatki? Czy więcej do budżetu wkładasz, czy z niego dostajesz? Mamy ściągawkę, żeby to sobie policzyć

Na co idą nasze podatki? Czy więcej do budżetu wkładasz, czy z niego dostajesz? Mamy ściągawkę, żeby to sobie policzyć

Ile kosztuje nas państwo: począwszy od dróg lokalnych, przez służbę zdrowia, CBA, biblioteki publiczne aż po pensje ministrów? Na co idą podatki, policzyło Forum Obywatelskiego Rozwoju, czyli fundacja Leszka Balcerowicza. I na głowę mieszkańca wyszło prawie 31 000 zł. Wydaje się dużo, prawda? A może spojrzeć na to z drugiej strony – ile od państwa dostajemy?

FOR swój raport „Rachunek od państwa” publikuje co roku. I co roku wylicza, jakie wydatki z publicznych pieniędzy idą na poszczególne aspekty działalności administracji. I trzeba przyznać, że pomysł na przeliczenie tego per capita, czyli na jednego mieszkańca, daje bardzo sugestywny obraz tego, jakie są proporcje w kosztach funkcjonowania państwa.

Zobacz również:

Co wynika z tegorocznej edycji? Że w 2021 r. najwięcej kosztowały nas emerytury i renty. Na świadczenia z ZUS, KRUS, emerytury dla mundurowych wydaliśmy prawie 7300 zł w przeliczeniu na jednego mieszkańca. A nie wchodzą w to trzynaste i czternaste wypłaty, na które poszło kolejne 591 zł.

Odwracając punkt widzenia, to oznacza, że system zabezpieczenia emerytalnego wypłaca 8000 zł na mieszkańca. Ale brzmi to absurdalnie, prawda? Bo beneficjentami są ci, którzy świadczenia pobierają, a nie wszyscy po równo. Spójrzmy jednak na to głębiej. Bo gdyby składki na ZUS nie były obowiązkowe, to z czego żyliby seniorzy albo osoby niezdolne do pracy ze względów zdrowotnych?

Z oszczędności, można by odpowiedzieć. Tylko w kraju takim jak Polska, gdzie na dobrą sprawę w dorosłość nie weszło jeszcze nawet drugie pokolenie osób urodzonych w (plus minus) kapitalizmie, na zgromadzenie oszczędności zwyczajnie nie było czasu. Gdyby nie składki, to koszt utrzymywania emerytów i tak spadłby na barki pracujących. Tylko odbywałoby się to w dużo bardziej dramatyczny i nierówny sposób.

Czytaj też: Bessa na giełdach zachwiała wiarą wielu uczestników PPK w dodatkowe oszczędzanie na emeryturę. Ale czy wypisywanie się teraz ma sens?

Ile kosztuje abonament na usługi NFZ? Czy usługi są warte swojej ceny?

Kolejny przykład, który budzi wiele kontrowersji, to służba zdrowia, która kosztuje mieszkańca Polski średnio 3851 zł rocznie. A co ma powiedzieć osoba, która nie choruje? Albo taka, która korzysta z pakietu w prywatnej sieci? No cóż, powinna się tylko cieszyć. Bo niestety te najpoważniejsze – a więc i najbardziej kosztowne zabiegi – są raczej domeną publicznej służby zdrowia.

Przeszczepy, onkologia – mimo wszystkich zastrzeżeń do państwowych szpitali – te medyczne usługi są dla zdecydowanej większości potrzebujących dostępne jedynie przez NFZ. Ale nawet z podstawową opieką zdrowotną warto się przeprosić. To oczywiście żaden dowód, a jedynie anegdota, ale w mojej przychodni jeszcze się nie zdarzyło, żebym nie dostał się na wizytę do internisty czy pediatry z dzieckiem jeszcze tego samego dnia. A w ramach pakietu w Enel-Medzie zwykle trzeba czekać kilka dni.

Finansowanie publicznej opieki zdrowotnej jest przecież oparte na modelu ubezpieczeniowym. Płacimy składkę „na wszelki wypadek”. Tak jak z samochodowym AC. Nie powinniśmy się czuć stratni, jeśli nie rozbijemy auta. Czasami nie korzystamy wcale. Czasami nie potrzebujemy lekarza przez cały rok, a czasami chodzimy non stop. A tak na marginesie… warto na kontrole chodzić nawet, gdy czujemy się dobrze. Profilaktyka jest tańsza niż leczenie.

Czy „pakiet” w NFZ za prawie 4000 zł rocznie jest warty swojej ceny? Jest to prawdopodobnie najdroższy „abonament”, jaki można wykupić na rynku. Obejmuje zdecydowanie największy zakres usług i to właściwie bez limitów. Minusem jest brak gwarancji terminów (które oferują niektóre prywatne sieci), a także niska jakość obsługi klienta. I mam tu na myśli przede wszystkim nieujednolicony system rezerwacji, papierologię i biurokrację.

Państwo ma jednak duże zasługi w negocjowaniu cen leków z koncernami farmaceutycznymi. Ponieważ rząd ma prawo dopuszczać (i refundować) lekarstwa, ma więc silną pozycję przetargową w rozmowach z producentami. Widać to wyraźnie na przykładzie USA, gdzie nie ma centralnego płatnika, a ceny tych samych leków co w Europie mogą być kilkukrotnie wyższe.

Drogi, koleje, kultura i korupcja. Na co idą podatki?

Są jednak takie usługi od państwa, z których nie da się nie korzystać. Chodzi oczywiście o infrastrukturę transportową. Ciężko wyobrazić sobie osobę, która nie porusza się po drogach publicznych. A nawet jeśli prosto ze swojej willi startuje prywatnym samolotem lub helikopterem, to nad takim lotem czuwają kontrolerzy ruchu zatrudnieni przez państwową agencję.

Jeździmy pociągami – i płacimy za bilety – to prawda. Ale inwestycje w renowację linii kolejowych pokrywa przecież państwo. I nawet jeśli posiłkuje się środkami unijnymi, to przecież one też nie biorą się z powietrza, tylko z podatków właśnie. Z tym że płaconych w innych krajach. A przy okazji – usługa w postaci przynależności do klubu europejskich państw ze wszystkimi tego benefitami kosztuje przeciętnego Kowalskiego 866 zł rocznie. Czyli tylko trochę więcej niż abonament Netflixa w wersji premium.

Dzięki publicznym pieniądzom działają teatry i filharmonie. Dzięki dotacjom od państwa można pójść na balet w Operze Narodowej za 50 zł, a żeby obejrzeć komedię w prywatnym Teatrze 6. Piętro trzeba wyłożyć prawie dwa razy tyle.

A jakąż to usługą są dla obywatela pensje dla różnych krewnych i znajomych królika poupychanych po urzędach i agencjach? No kiepską, żeby użyć łagodnego słowa. Pytanie jest o proporcje. Ostatnio media donosiły o nagrodach w prokuraturze, na które trafić ma 37 mln zł. Jak łatwo policzyć, jest to 1 zł na głowę mieszkańca. Sławetna elektrownia w Ostrołęce, na której budowie straty sięgnęły 1,35 mld zł przez 7 lat rządów PiS, średnio kosztowała każdego z nas 5 zł rocznie. Nie jest to mało, ale zanim palniemy głupstwo, że „wszystko, na co idą podatki, to marnotrawstwo”, porównajmy z kwotą 31 000 zł innych wydatków (lub usług) od państwa.

Czytaj też: „Nie ma powodu, żeby podatnicy, którzy się zaszczepili, płacili za testy dla niezaszczepionych”. Wprowadzają nową szykanę. A na koniec wyższe podatki dla opornych?

Jesteś beneficjentem czy płatnikiem w relacjach z państwem? Co robić, żeby netto wychodzić na plus?

Opcje są generalnie dwie. Albo płacić mniej podatków, albo więcej korzystać z publicznych usług. Na obniżanie podatku wielkiego wpływu większość z nas nie ma. Bo nawet jeśli uda się jakąś ulgę czy zwolnienie z PIT wycisnąć, to i tak większość naszych danin do budżetu płacimy pośrednio w cenach towarów i usług.

Skoro więc już i tak płacimy, to trzeba korzystać z tego, na co idą podatki. Jak? Pospacerować po parku, sprawdzić ofertę swojego domu kultury, pójść na wykład na uniwersytecie (a nawet zapisać się na studia – kierunki dzienne są bezpłatne niezależnie od wieku), jeździć więcej komunikacją zbiorową, korzystać z pomocy UOKiK, Rzecznika Finansowego czy Państwowej Inspekcji Pracy.

Nad tym wszystkim wisi jednak wielkie zagrożenie. Koszty obsługi długu publicznego wyniosły w 2021 r. średnio 772 zł na mieszkańca. Ale przez większość ubiegłego roku stopy procentowe w Polsce były bliskie zera, a rentowność skupowanych przez NBP obligacji skarbowych utrzymywała się poniżej 2%. Dzisiaj są cztery razy wyższe.

Czytaj też: Inwestorzy żądają za obligacje polskiego rządu już 8% rocznie! Zadłużamy się na potęgę, a wyznawcy „nowej ekonomii” mówią, że tak wolno. Czy to się może dobrze skończyć?

To zaś oznacza, że w tym roku koszty zadłużenia państwa będą wyższe o tyle, ile wydajemy na sądy i więzienia albo na kulturę i sport. A różnica między 2023 a 2021 r. to wartość całego programu 500+. Dla polityki fiskalnej to zderzenie ze ścianą. Nie da się jednocześnie zwiększać (a nawet utrzymywać) poziomu świadczeń i jakości (nawet marnej) usług publicznych przy tak drastycznie rosnących kosztach. Konieczne jest więc albo cięcie wydatków, albo zwiększenie dochodów (czytaj: wyższe podatki).

Jest jeszcze jedna droga, równie skuteczna, co leczenie zmęczenia amfetaminą, czyli zwiększenie deficytu, a przez to dalsze zadłużanie się. Na krótką metę (czyli do najbliższych wyborów) może by się sprawdziło, ale potem czekałby naszą gospodarkę ostry zjazd i ciężki odwyk.

Źródło zdjęcia: Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej (fot. Opolski Urząd Wojewódzki)/Flickr

Subscribe
Powiadom o
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Przemo
1 miesiąc temu

Kategorycznie żądam zmiany zdjęcia tytułowego 🙂
Wystarczy, że wizerunkiem „pięknej Violi” szczuje mnie lokalna prasa i serwisy internetowe.

2022
1 miesiąc temu

Jest jeszcze fundusz kościelny i to całkiem niemały i rosnący z roku na rok. Są granty dla biznesu Rydzyka i innych „wielkich” prawilnych osobistości i twórców. Jest armia i służby porządkowe pałujące kobiety …..Jest też pisowski dług który nie rośnie ale puchnie i trzeba go będzie spłacić jako bonus za szczęśliwe lata pod rządami PIS…..Mało wyczerpujący ten tekst… Ostrołęka nie kosztowała tylko 5 PLN rocznie każdego tylko, jak Pan podaje, 1,35 mld !!! Ile rodzin można wyciągnąć z biedy? Ile osób wyleczyć? Jak Pan sądzi, a to tylko Ostrołęka wcale nie jedyny sukces ostatnich lat….A na koniec proszę coś o… Czytaj więcej »

2022
1 miesiąc temu
Reply to  2022

Przykro mi, że nie raczył Pan autor odpowiedzieć…..skrytykować, zarzucić mi brak obiektywizmu , przynależność do wrogiego układu lub cokolwiek……Naprawdę mi przykro

Monika
1 miesiąc temu

Czy w kosztach służby zdrowia uwzględniono gigantyczną kwotę która poszła na patologiczne dodatki covidowe?

jsc
1 miesiąc temu
Reply to  Monika

Dodatki to jeszcze półbiedy… gorzej, że wprodzali wtedy bez odpowiedniej uchwały prawodastwo stanu wyjątkowego. A do tego trzaba dorzucić te wszystkie znisczenia pod samowolkami* budowlanymi pod pretekstem zwalczania zarazy.

  • Tu każdy musi przyznać, że tu doszło do niesłychanej (…)innowacji(…) w zakresie zarządzania kryzysowego.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!