Chcielibyście taki prezencik pod choinkę? Musk, Branson i Bezos zapraszają. Ile kosztuje bilet na największy odlot?

Jeszcze 10 lat i turystyka kosmiczna to będzie biznes wart 20 mld dolarów rocznie. Czy warto w to wejść? Lepiej inwestować, a może samemu polecieć w kosmos? Licząc lekką ręką, na podróż może sobie z miejsca pozwolić co najmniej 62.000 Polaków. Czy można już robić rezerwację?

Poczuć się jak Jurij Gararin, pierwszy człowiek w kosmosie? Albo jak Mirosław Hermaszewski – pierwszy, i jak dotąd jedyny Polak, który „sięgnął gwiazd”? Wkrótce kosmiczna turystyka ruszy na całego, a galaktyczni pasażerowie będą wybierali spośród trzech gwiezdnych linii. Jakie będą limity bagażu? Czy za miejsce przy oknie będzie dopłata? Czy na pokładzie będzie serwowane wino? Na te pytania jeszcze nie do końca znamy odpowiedzi, ale przyjrzeliśmy się ofertom kosmicznych podróży – zarówno z punktu widzenia inwestora, jak i pasażera.

Virgin Galactic na Wall Street. Pierwszy lot już w 2020 roku. A dywidenda?

Było ich trzech. W każdym z nich… to samo marzenie – stworzyć pierwszą „kosmiczną linię lotniczą”. Elon Musk, Jeff Bezos i Richard Branson. Wyścig idzie łeb w łeb, ale najbliżej jest sir Richard Branson, którego linia lotni.. tfu, kosmiczna Virgin Galactic zadebiutowała z końcem października na Wall Street.

Od tej pory żarty się skończyły – to pierwsza publiczna spółka, która chce zarabiać na organizowaniu lotów w kosmos. Inwestorzy nie darują, jeśli plany się nie spełnią, a te zakładają, że już w przyszłym roku pierwsi kosmo-pasażerowie odbędą podróż do gwiazd, a rok później, że firma będzie rentowna! Pozostałe dwie firmy czyli Space X Elona Muska i Blue Origin Jeffa Bezosa pozostają w prywatnych rękach.

Każdy z trzech biznesmenów-wizjonerów poprzez wejście w turystykę kosmiczną realizuje własne ambicje i marzenia (no i pewnie chce trochę zarobić),

Jak dotąd Virgin Galactic nie dał zarobić zbyt wiele, bo od debiutu notowania utrzymują się w okolicach 9,5-10 dolarów.

Na razie rynek komercyjnych podróży w kosmos jest na początku drogi. Szwajcarski bank UBS szacował w tym roku, że kosmiczne, ultraszybkie podróże (np. z Londynu do Sydney, czy Los Angeles w pół godziny), mogą uszczknąć tradycyjnym liniom lotniczym nawet kilka procent pasażerów i w ciągu 10 lat rynek tzw. „space travels” ma być wart 20 mld dol.

Zagrożone mają być połączenia dłuższe niż 10-godzinne, bo według UBS będziemy sobie latać bezpośrednio w najdalsze zakątki świata kapsułami, czy też samolotami kosmicznymi. Dane te są chyba nazbyt optymistyczne, bo na razie nie poleciał ani jeden nowy komercyjny pojazd kosmiczny, a co dopiero mówić o dziesiątkach tysięcy pasażerów. Ale nie zmienia to faktu, że w  blokach startowych stoją już trzy firmy, które są o krok od zaoferowania turystom  kosmicznych doznań.

Żeby tak się stało, to spaść musi cena biletów, która wynosi obecnie ok. ćwierć miliona dolarów, czyli ok. miliona złotych. Oznacza to, że praktycznie z miejsca na taki bilet mogą sobie pozwolić ok. 62.000 Polaków, którzy według KPMG mają majątek powyżej 1 mln dolarów. Czyli kupują bilet i jeszcze coś zostaje.

Pozostali musieliby nieco zacisnąć pasa, przyoszczędzić albo sprzedać mieszkanie. Według NBP mediana majątku gospodarstwa domowego w Polsce wynosi ok. 264.000 zł. Dużo za mało żeby pozwolić sobie na kosmiczną podróż.

Pierwszą Polką w kosmosie miała być Joanna Chojnacka, która – jeśli ktoś jeszcze pamięta – wygrała prawdziwy bilet w kosmos w konkursie radia RMF FM w 2001 r. Na stronie rozgłośni jest jeszcze oficjalny komunikat w tej sprawie. Przez lata w sprawie lotu w na orbitę nic się nie działo, choć laureatka zaliczyła szkolenie w rosyjskim centrum lotów kosmicznych. – Jestem cały czas w kontakcie z organizatorami. Miałam polecieć przed końcem tego roku, ale konstrukcja statku wymaga jeszcze drobnych poprawek – mówiła mi w 2006 r.

Niestety, z podróży wyszły nici. Space Adventures, czyli firma, która miała organizować wyprawę (formalnie amerykańska, ale za organizację odpowiadają Rosjanie), wykpiła się projektu. W tej sytuacji właściciele rozgłośni złożyli pozew w amerykańskim sądzie, w którym domagają się odszkodowania.

Czytaj: Sensacje NASA, nowe planety… Jak zarobić na podboju kosmosu?

Rakietą do gwiazd za 100 mln zł?

Ale prawdziwym pionierem i pierwszym turystą w kosmosie był Amerykanin, finansista Denis Tito, który już w 2001 r. poleciał na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS) wysyłany tam przez Rosjan za 20 mln dol. (rodacy z NASA nie chcieli go wyprawić, dlatego zgłosił się do podmoskiewskiego „gwiezdnego miasteczka”). Potem było jeszcze sześciu takich komercyjnych kosmoturystów, w tym jedna kobieta. Każdy zapłacił równowartość ok. 100 mln zł.

100 mln zł? Tym samym to prawdopodobnie jedna z najdroższych usług na świecie, w dodatku z noclegiem w spartańskich warunkach. Ale pieniądze to nie wszystko – żeby skorzystać z biletu na ISS trzeba było mieć jeszcze końskie zdrowie, więc gwiezdni turyści funkcjonowali raczej jako ciekawostka przyrodnicza niż stała linia biznesowa.

W nadchodzącym roku (no może dwóch) ma to się zmienić. Dzięki trio Musk, Branson, Bezos w kosmos będzie się latać tak jak zdobywa się teraz Mount Everest. Wystarczy „trochę grosza” i niezła kondycja. W trakcie sezonu na Everest wchodzi 700 osób. W kosmos w ciągu kilku lat może polecieć 2-3 razy tyle.

Wycieczka z Muskiem, czyli kosmos pełną gębą

Elon Musk pierwszy komercyjny lot turysty zapowiada na 2021 r., a docelowo właścicielowi Tesli marzy żeby stworzyć regularną siatkę kosmicznych połączeń.

To ma być pełna orbitalna podróż w kapsule, którą wyniesie rakieta. W tym tkwi zasadnicza różnica między jego dwoma konkurentami, Bransonem i Bezosem. Ich pojazdy dotknął kosmosu, ale nie zrobią pełnego okrążenia Ziemi.

Ale na tym ambicje Muska się nie kończą. Ten człowiek chce latać na Księżyc i na Marsa i już ogłosił ceny biletów na Czerwoną Planetę (w dwie strony). Musk sam jeszcze nie wie, jak chce tego dokonać o czym świadczy dość duży rozstrzał cenowy wejściówek na marsjański prom kosmiczny – może być to mniej niż 100.000 dol. albo 500.000 dol.

A Japoński miliarder Yusaku Maezawa już wykupił u Muska bilet na Księżyc i ma polecieć w kilkudniowy lot wokół Srebrnego Globu razem z 6 artystami, którym ufunduje bilety. Artyści mają szukać w przestrzeni inspiracji i natchnienia, gdyż zdaniem Japończyka są do tego lepiej predestynowani niż zawodowi piloci i zblazowani miliarderzy;-) Wiadomo, że mało który artysta mógłby sobie pozwolić na taką księżycową przyjemność.

Wcześniej Musi chce – w porozumieniu z NASA – wysyłać na kilkutygodniowe pobyty na stacje kosmiczne turystów za bagatela 52 mln dol.+35.000 dol. dniówki.

Jeff Bezos i Blue Origin, czyli największe okna w całym wszechświecie

Jeff Bezos to przedsiębiorca, któremu wizji odmówić nie można. Gdy Amazon notował rekordowe wyniki, stał się hegemonem, nie spoczął na laurach, ale zaczął rozwijać nowe linie biznesowe: komunikatory głosowe, czytniki no i loty w kosmos.

Jeff Bezos  przyznawał w kwietniu, że Blue Origin to „najważniejsza rzecz, którą się zajmuje” i, że co roku sprzedaje akcje Amazona, by finansować działalność firmy kosmicznej. To ciekawe, mamy nadzieję, że po okrojeniu majątku o połowę po rozwodzie, jego zapał do finansowania niedochodowej (na razie) działalności nie ostygnie.

Z rakietą Bezosa wzniesiemy się na nieco powyżej 100 km (stacja kosmiczna wisi 300 km wyżej), a statek nie da rady okrążyć ziemi, po prostu wysoko, wysoko się wzniesie, a potem swobodnie opadnie. Ale spokojnie, niezapomniane widoki i stan nieważkości są w „cenie biletu”. Długość takiego lotu wyniesie kilkanaście minut, a każdy z sześciu pasażerów Blue Origin ma mieć miejsce przy sporym oknie o szerokości pralki, czy kilkukrotnie większym niż w samolocie rejsowym. – Nikt nie ma większych okien – zachwala Bezos.

Cena? 200.000-300.000 dol. czyli ok. 1,5 mln zł. Tyle, ile kosztuje mieszkanie na Mokotowie 😉

Richard Branson i Virgin Galactic – kosmos dla „ubogich”

Wspomniany na początku Branson ma ina filozofię wynoszenia ludzi w kosmos i być może dzięki temu najbardziej uprawdopodobnioną.

W liniach Bransona pojazd kosmiczny jest wynoszony przez tradycyjny samolot na wysokość 15 km. Tam dopiero statek SpaceShipTwo odpala silniki rakietowe i wznosi się na ok. 100 km, po czym podobnie jak Blue Origin opada, ale nie na spadochronie, ale ląduje na pasie startowym jak tradycyjny samolot. Długość lotu jest podobna, kilkanaście minut, a cena zbliżona – również ok. 200.000-300.000 dol.

Firma sprzedała już wszystkie 700 biletów i w przeciwieństwie do tradycyjnych linii lotniczych raczej nie stosuje overbookingu – tyle pasażerów ile jest miejsc. Oznacza, to że wolnych terminów nie ma na trzy lata wprzód od kiedy wreszcie ruszą loty pasażerskie. Ale jeśli mamy wolnych 250.000 dol., możemy wysłać wniosek o wpisanie na listę rezerwową. Musimy podać swoje dane osobowe, wiek, płeć, oświadczyć czy studiujemy lub jesteśmy już emerytami. 

Konstrukcja wymagała sporo poprawek, bo w 2014 r. w trakcie testów zginął pilot. Zgaduję, że skoro firma zadebiutowała na Wall Street, to konstrukcja jest już dopracowana w 100%.

Jako pierwsi w kolejce ustawili się m.in. aktorzy aktorzy Brad Pitt, czy Leonardo DiCaprio. Oby nikomu nic się nie stało;-)

źródło zdjęcia: mat. prasowe Blue Origin, YouTube

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Don Q.Maciej SamcikkiesyMarcin Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marcin
Gość
Marcin

Mirosław Hermaszewski

Maciej Samcik
Admin

Ten to miał farta, dostał bilet gratis 😉

kiesy
Gość
kiesy

Żadna tam podróż na drugi koniec świata już nie robi takiego wrażenia w dobie internetu. Ja czekam aż za powiedzmy 5-10 lat ceny biletów na tyle spadną (powiedzmy do 50 tys. zł) aby spełnić swoje marzenie i polecieć na wycieczkę… okołoziemską 🙂

Maciej Samcik
Admin

Ale warto już teraz na to oszczędzać 😉

Don Q.
Gość
Don Q.

Polka się pisze jak Polak (o ile nie chodzi o taniec). 😉

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij