27 marca 2023

Rząd obiecuje kredyt hipoteczny na 2%. Ekonomiści pukają się w czoło: „to napompuje ceny mieszkań”. A może ten pomysł (chwilowo)… ma sens?

Rząd obiecuje kredyt hipoteczny na 2%. Ekonomiści pukają się w czoło: „to napompuje ceny mieszkań”. A może ten pomysł (chwilowo)… ma sens?

Posłuchałem, jak rząd uzasadnia pomysł na kredyt na 2% i… brzmi to zaskakująco sensownie. Szkoda, że działania kończą się na doraźnych interwencjach. Czego brakuje w polskiej, pożal się Boże, polityce mieszkaniowej? I dlaczego wszystkie rządy dotychczas strzelały do złego celu?

Idą wybory, inflacja trochę się już wszystkim opatrzyła, spór o Jana Pawła II też raczej nie będzie w stanie rozgrzewać mediów przez kilka miesięcy – więc na tapet trafiają mieszkania. I słusznie, bo to jedna z największych bolączek życia społeczno-gospodarczego Polski po transformacji. Politycy będą więc prześcigać się w rzucaniu projektów na to, jak każdemu wyborcy zapewnić wymarzone cztery kąty.

Zobacz również:

Rząd pokazał ostatnio założenia programu „Pierwsze Mieszkanie”, na które ma się składać system dopłat do kredytów hipotecznych oraz specjalne konto oszczędnościowe, za pomocą którego będzie można (w założeniach projektu) odłożyć na wkład własny. Recenzowaliśmy te propozycje w tym tekście.

Dlaczego kredyt na 2% ma sens krótkoterminowo?

Na niedawnej konferencji „Rynek mieszkaniowy wobec wyzwań gospodarczych” wypowiedział się Juliusz Tetzlaff, dyrektor Departamentu Mieszkalnictwa w Ministerstwie Rozwoju i Technologii. Odpowiadał na pytania o uzasadnienie szykowanego przez rząd programu „Bezpieczny Kredyt 2%”. I muszę przyznać, że jego tok rozumowania wydaje się zaskakująco racjonalny.

Rynek mieszkaniowy w ostatnim roku mocno wyhamował, co do tego nie ma wątpliwości. Nie ma też wątpliwości, z czego wynika to hamowanie: z braku dostępności kredytów mieszkaniowych, które w Polsce są głównym źródłem finansowania nieruchomości.

A niedostępność kredytów wynika przede wszystkim ze wzrostu stóp procentowych oraz z zaostrzenia przez KNF rekomendacji dotyczącej wyliczania zdolności kredytowej. Wpadliśmy w ostatnich trzech latach z jednej skrajności, czyli prawie zerowych stóp procentowych, w drugą – czyli najostrzejszej polityki pieniężnej od 20 lat.

Można powiedzieć, że już od roku realizacja potrzeb mieszkaniowych dla większości Polaków stała się niemożliwa lub przynajmniej bardzo utrudniona. Młodzi nie są w stanie kupić pierwszego mieszkania, trochę starsi – zmienić go na większe. Nie da się tego zrobić ani przez kupno, ani przez wynajem.

Problem polega na tym – mówił dyrektor Tetzlaff – że te potrzeby nie znikają tylko dlatego, że nie da się ich teraz zrealizować. Po prostu z każdym miesiącem i kwartałem coraz więcej ludzi odkłada decyzję na lepsze czasy.

Co się stanie, gdy te lepsze czasy nadejdą – czyli gdy znowu stopy procentowe zaczną spadać? Ci wszyscy ludzie odzyskają zdolność kredytową i rzucą się kupować mieszkania. A takie uderzenie odłożonego popytu może doprowadzić do drastycznego wzrostu cen, potęgować patologie, wywołać bańkę i generalnie zaburzyć równowagę na rynku mieszkaniowym i w całej gospodarce.

Pamiętamy, co się działo z cenami i dostępnością usług w turystyce i gastronomii, gdy zaczęto zdejmować obostrzenia pandemiczne.

Właśnie po to, żeby uniknąć skumulowania popytu, rząd postanowił wprowadzić program, który sam nazywa interwencją – „Bezpieczny Kredyt 2%” ma więc rozładować to napięcie, rozłożyć je w czasie. Czy przyczyni się do wzrostu cen? Najprawdopodobniej tak, ale te wzrosty mają być łagodne i stopniowe.

Druga sprawa, która mogłaby ten potencjalny szok spotęgować, to ograniczanie podaży. Deweloperzy widzą, że kupujących jest mniej, więc wstrzymują budowy. A im dłużej trwa przestój w akcji kredytowej, tym większa luka w podaży mieszkań się robi. I tym trudniej będzie całą produkcję na powrót rozkręcić.

Dlatego, czy nam się to podoba czy nie, deweloperom trzeba trochę dogodzić – a przynajmniej zapewnić ich, że popyt na mieszkania będzie podtrzymany. W przeciwnym razie, nawet gdy za dwa, trzy lata poziom stóp wróci do normy, zwyczajnie nie będzie czego kupować.

Przyznajcie, że przy takiej argumentacji taka „interwencja” rynkowa się broni.

Przeczytaj też: Mieszkanie prawem, nie towarem? Donald Tusk „pożyczył” hasło i zapowiedział… kredyt 0%. Nie na lodówkę, tylko na mieszkanie. Ile by to kosztowało? Czy ma sens?

Dlaczego wspieranie akcji kredytowej nie ma sensu długoterminowo?

Mój problem z takimi działaniami jest jednak szerszy. Może i krótkoterminowo potrzeba przywrócenia popytu na mieszkania, gdyż zbyt długo trwająca zapaść może doprowadzić do poważnych „blizn” w tej branży.

Nie zmienia to faktu, że programy wspierające akcję kredytową długoterminowo nie rozwiązują podstawowego problemu rynku mieszkaniowego w Polsce: mamy ogromny deficyt mieszkań, jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc w UE pod względem metrów kwadratowych mieszkania na osobę.

A deweloperzy radzą sobie bardzo dobrze, podobnie jak osoby, które kupują mieszkania inwestycyjnie. Nie można mieć do nich o to pretensji – jest okazja do zarobku, więc z niej korzystają. Tort – czyli popyt na mieszkania – jest tak duży, że firmy budujące mieszkania nie muszą nawet za bardzo walczyć o pozyskanie klienta.

Rynek mieszkaniowy był gorący przez lata „cudu gospodarczego”, czyli 2015-2019, ale po cięciu stóp proc. prawie do zera w 2020-2021 r. zaczęło się szaleństwo – popyt wystrzelił, nowych mieszkań nie przybywało w tempie, który by to zaspokoił, więc ceny oderwały się od rzeczywistości.

A potem przyszło nagłe ochłodzenie. Gwałtowne podwyżki stóp procentowych, zaostrzenie rekomendacji KNF – akcja kredytowa w hipotekach skurczyła się o 60-70%. Jednak ceny mieszkań nie zaczęły spadać. Niektórzy twierdzą, że się wypłaszczyły, że weszły na „płaskowyż”. Owszem, na niektórych rynkach leciutko się cofnęły, ale załamania nie widać. Dlaczego?

Moja hipoteza jest taka: na rynku pierwotnym deweloperzy umiejętnie kontrolują podaż – ograniczają nowe budowy, wolniej wprowadzają do oferty kończone inwestycje, dzięki czemu mogą utrzymywać wysokie ceny.

Na rynku wtórnym zaś sytuacja jest taka, że sprzedający są bardzo często też kupującymi. Rodzina chce się przeprowadzić do większego lokalu, więc sprzedaje ten, w którym obecnie mieszka, jednocześnie kupując większe. W ten sposób tworzą się „łańcuszki” transakcji.

Dlatego też możliwe jest wyhamowanie rynku bez spadku cen – ci, którzy wystawiają mieszkania na sprzedaż nie mają powodu obniżać oczekiwań, skoro sami potrzebują pieniędzy z ich sprzedaży na wkład własny pod większe mieszkanie.

Największą marżę zgarnia więc ten, kto sprzedaje ostatnie mieszkanie w tym „łańcuszku”, kto już nie kupuje kolejnego. I może to być albo deweloper, albo inwestor. No i za każdym razem swoje bierze także bank.

Obecnie udział banku w „wartości dodanej” takiego biznesu jest najwyższa od lat – a z kolei po stabilizacji cen widać, że deweloperom przypada nieco mniej. Jednak każdy program wspierania akcji kredytowej – a właściwie tylko takie mieliśmy przez ostatnie 25 lat w Polsce – jest transferem publicznych pieniędzy do banków i deweloperów.

Tak samo będzie z programem kredytów na 2% czy nawet na 0%. Może, gdyby w parze z uruchomieniem takich programów szło zamrożenie cen nieruchomości i oprocentowania kredytów, zasadne byłoby stwierdzenie, że środki te poprawiłyby sytuację kupujących.

Nie ma jednak takiej siły, która by powstrzymała rynek przed skonsumowaniem takich transferów. Skoro dzięki dopłatom rządowym ludzie są w stanie zapłacić więcej – czy to za mieszkanie, czy to za kredyt – to ceny jednego i drugiego pójdą w górę.

Kredyt na 2% zadziała teraz, a nam potrzeba rozwiązań długoterminowych

Tak jak napisałem wcześniej – Polsce potrzeba więcej mieszkań. Po tylu dekadach powinniśmy się już jednak chyba nauczyć, że nie da się zaspokoić potrzeb mieszkaniowych naszego społeczeństwa działaniami detalicznymi – przez indywidualne transakcje finansowane kredytem hipotecznym.

Nie ma chyba też się co łudzić, że państwo zacznie masowo budować. Próby były podejmowane i zakończyły się fiaskiem. Program Mieszkanie+ okazał się niewypałem. Być może mieszkaniówka to proces zbyt złożony organizacyjnie dla struktur państwowych.

Potrzebny jest napływ nowego kapitału, ale w taki sposób, by przyczyniał się on do powstawania nowych mieszkań, a nie zdejmował z rynku już te istniejące. Wydaje się to pozornie paradoks, jednak wydaje się, że taką rolę mogłyby wypełniać dobrze uregulowane podmioty w stylu REIT.

REIT, czyli Real Estate Investment Trust, to powszechne w krajach Zachodu wyspecjalizowane firmy, które zajmują się inwestowaniem w budynki mieszkalne i zarabianiem na ich długoterminowym wynajmie.

W Polsce były podejmowane próby wprowadzenia do systemu finansowego takich rozwiązań, jednak nigdy się to nie powiodło. Przeciwnicy (np. obecny prezes NBP) argumentowali, że dopuszczenie nowego kapitału na i tak mocno wydrenowany rynek mieszkaniowy w Polsce tylko pogłębi problem z dostępnością.

Trudno się nie zgodzić z taką diagnozą – dlatego też polska specyfika REIT-ów, czy jak je tam nazwiemy, powinna zawierać mocne preferencje dla nowych budynków – albo wręcz do nich się ograniczyć.

Dlaczego to mogłoby być zbawienne? Raz, że inwestorzy instytucjonalni mogliby na szerszą skalę zacząć inwestować w powiększanie zasobów lokalowych w Polsce. Dwa, że robione by to było przez firmy prywatne, a nie agencje państwowe, co daje większą szansę, że całość będzie miała ekonomiczne ręce i nogi.

Trzy, że wprowadzanie takich REIT-ów na giełdę (albo dystrybuowanie ich udziałów w innych sposób) pozwoli inwestorom indywidualnym przeznaczyć część portfela na rynku nieruchomości bez konieczności fizycznego kupowania mieszkań.

Cztery, że ucywilizuje i sprofesjonalizuje najem – który w Polsce służy zazwyczaj do zaspokajania potrzeb mieszkaniowych tymczasowo, a nie długoterminowo. Ale dzieje się tak dlatego, że na rozdrobnionym i zindywidualizowanym rynku najmu, żadna ze stron nie chce się wiązać wieloletnimi umowami.

W każdym niemal sektorze gospodarki następują procesy profesjonalizacji i konsolidacji – a to dlatego, że zdecydowana większość biznesów korzysta na efekcie skali. Nie inaczej powinno być z rynkiem mieszkaniowym.

Władze mniej lub bardziej rozsądnie próbują równoważyć popyt i podaż na tym rynku. Historia pokazała, że kompletnie nie radzą sobie ze wzmacnianiem podaży – a jedynym sposobem na to jest napompowanie popytu i liczenie na to, że skłoni to deweloperów do zwiększenia „produkcji” mieszkań.

Wydaje mi się, że spór o to, czy powinniśmy stawiać na wynajem czy na własność jest fałszywą alternatywą. Nie chodzi bowiem o to, żeby najem instytucjonalny zastąpił własność, ale o to, by została dołożona druga noga. Pieniądze na to w gospodarce są, popyt na mieszkania wydaje się nie do zaspokojenia w przewidywalnej przyszłości. Potrzeba tylko dobrej regulacji.

Przeczytaj też: Rekomendacja KNF w sprawie zdolności kredytowej będzie złagodzona? Tylko czy to coś pomoże? Deweloperzy powinni szykować „plan B”. Trzypunktowy

Źródło zdjęcia: Ivan Bandura/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
57 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Niepewny
1 rok temu

Ten problem był już wielokrotnie poruszany i nikt z tym nic sensownego nie zrobił. 1 Oferowanie kredytów na 30 lat to nadal kula u nogi kredytobiorcy. 2 Nabywając takie mieszkanie ograniczamy się do zamieszkania w jednym miejscu.Spada nasza konkurencyjność na rynku pracy. 3 Zamiast REIT-ów mieszkania powinny budować samorządy.Mają grunty,mogą brać taniej kredyty. 4 Sejm musi uchwalić nowe prawo lokatorskie które gdzie będzie chroniło właściciela a nie pasożyta -lokatora.Oczywiście trzeba uchwalić jakieś widełki cenowe za m2. 5 W Polsce jest około 1 mln pustostanów-trzeba sobie zadać pytanie dlaczego i rozwiązać ten problem. Jeszcze raz podkreślę,uwiązanie ludzi w 30 letni kredyt… Czytaj więcej »

callipso
1 rok temu

W sumie racja tylko zagrożenie jest takie, że jeśli damy rynkowi samemu decydować to wybierze najbardziej zyskowne dla niego rozwiązania. Już teraz mamy problem z małymi mieszkaniami i spada średnia metraży. Mam taką obawę, że w REITAch 80% będzie lokali małych a takie 3-4+ pokoje to będzie drobny procent. Moim zdaniem nie mamy problemu z mieszkaniami jako takimi tylko z mieszkaniami o większej powierzchni w miastach. Cena nowych jest zaporowa a najem takiego lokalu daje 3% to lepiej w to miejsce zrobić 3 kawalerki czy małe dwa pokoje na 7-8%. Natomiast jak wymusimy na REITach by budowali duże mieszkania to… Czytaj więcej »

Mario
1 rok temu

Długoterminowo, przechodzimy na Euro i wszyscy mamy kredyty 1.6% przez cały okres kredytowania. Druga opcja rząd buduje milion mieszkań po 6tys za metr . Czyli 2 lata budżetu dla TVP.

Hieronim
1 rok temu
Reply to  Mario

> Rząd buduje mieszkania (…)

Już niejeden rząd próbował, dziwnym trafem nigdy nie udawało się.

Romek
1 rok temu

Nazywanie tego kredytem na 2% już wielu ludzi wprowadziło w błąd bo myślą, że to jest kompletny opis tego produktu. Ale jak się dowiadują, że do tego trzeba doliczyć marżę i robi się 3,5-4% oraz że to jest tylko na 10 lat to nastawienie się zmienia.

Michał
1 rok temu

Czesi maja niby wyższą inflacje niż u nas, a można zwykły kredyt na 5,99% wziąć 🙂

mko
1 rok temu

Fajnie by było uzupełnić artykuł okroiła analizę rynku pierwotnego pod katem koncentracji/rozproszenia graczy. Żeby odejść od populistycznych tez o „deweloperach”, którzy o czymś decydują. Rynek jest tak rozproszony, że głosuje nogami, a nie decyzjami odgórnymi

Admin
1 rok temu
Reply to  mko

O rynku pierwotnym pisaliśmy we wcześniejszych tekstach, ale raczej pod kątem ograniczania podaży przez deweloperów, niż rozproszonego rynku

Katka
1 rok temu

Panie Redaktorze, nie chcę się czepiać, ale trafić można na tapet, a nie na tapetę ?

Hans
1 rok temu

Sprawdźcie Państwo ile stoi pustych mieszkań, które mogłyby być wynajmowane i załagodzić problemy mieszkaniowe (wiem, wynajem to nie własne, ale masz gdzie się podziać). A wiecie dlaczego wielu ludzi ma więcej niż jedno mieszkanie ale go nie chce wynajmować? Patologiczne prawo, które w sytuacji gdy wynajmujący przestaje płacić nie pozwala go usunąć z mieszkania tylko wszystkimi kosztami obciąża właściciela i w praktyce odbierając mu często na lata dostęp do jego własności a patologia wynajmująca śmieje się mu w twarz – ot cała tajemnica. Zmienić prawo „nie płacisz – won na bruk” i mamy przynajmniej kilkaset tysięcy mieszkań wchodzących na rynek… Czytaj więcej »

Niepewny
1 rok temu
Reply to  Hans

Nie ma odważnej partii która to zaproponuje.Do TV zlecą się Ikonowicze i inne krzykacze i będzie pozamiatane.

Jacek
1 rok temu
Reply to  Hans

Rządzący mogli już to dawno zmienić, ale wolą straszyć właścicieli pustostanów finansowymi sankcjami.
PiS = Pasożyty i Szkodniki

Bartek
1 rok temu
Reply to  Hans

I do tego dorzucić drugie prawo, że jeżeli najemca dotrzymuje umowy i płaci, to wynajmujący nie może mu tej umowy wymówić, a cenę najmu może podnieść najwyżej raz do roku o wskaźnik inflacji. Wtedy będziemy mieć cywilizowany model najmu długoterminowego, chroniący obie strony i dający pewność i stabilność na lata.

Plus ograniczenie (przez podatki i/lub maksymalny odsetek lokali w budynku / osiedlu / dzielnicy) najmu krótkoterminowego, który jest uciążliwy dla stałych mieszkańców. Mieszkanie z definicji służy do mieszkania, a nie działalności hotelowej.

Hans
1 rok temu
Reply to  Bartek

Nie może wypowiedzieć płacącemu? – to chyba dość absurdalny pomysł, bo w sumie może odebrać mi władzę nad moim mieszkaniem na całe moje życie. Długi (np. pół roku) okres wypowiedzenia jeszcze bym rozumiał ale zakaz rozwiązania umowy jest absurdalny. Przykładowo:
– mam dziecko i chciałbym mu dać mieszkanie po studiach i co nie będę mógł, bo wynajmujący płaci? – rozwodzę się i chciałbym zamieszkać w swoim własnym mieszkaniu i co też nie mogę?

Bartek
1 rok temu
Reply to  Hans

No i widzisz, tu jest clou problemu, jeśli chcemy mieć cywilizowane zasady dla obu stron. Jeżeli umowa jest na czas nieokreślony i najemca jej dotrzymuje, to wypowiedzenie ze strony wynajmującego powinno być możliwie ograniczone. Podobnie jak nie chciałbyś, żeby operator telefoniczny, dostawca internetu, gazownia, ciepłownia, zakład telefoniczny czy bank wypowiedział Ci umowę, bo, odwołując się do Twoich przykładów, zmieniły im się pomysły na życie. W swoim pierwszym wpisie sugerujesz, że najemca ma płacić, a wynajmującego nie obchodzi jego sytuacja życiowa. I ok. Tylko teraz odwróć sytuację: dlaczego najemcę miałoby obchodzić, że się rozwiodłeś albo że Ci córka dorosła? No bądźmy… Czytaj więcej »

Hans
1 rok temu
Reply to  Bartek

Cywilizowana zasada „wynajmujesz być może do własnej śmierci i nie możesz odzyskać mieszkanie jak płacą” no cóż mamy inny pogląd na cywilizowaną umowę wynajmu. Na takich zasadach dalej bym nie wynajmował.

Hans
1 rok temu
Reply to  Bartek

No i właśnie z powodów takich oczekiwań ludzie nie mają gdzie się podziać, bo kto chciałby się pozbawić być może na całe swoje życie możliwości odzyskania i decydowania o własnym mieszkaniu?

Bartek
1 rok temu
Reply to  Hans

No to musisz się zdecydować, czy mieszkanie ma być Twoim prawem, czy towarem, na którym chcesz zarabiać. Bo widzę, że na razie chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko. I właśnie z takich powodów ludzie wolą kupić swoje własne mieszkanie niż je wynajmować od januszy biznesu, którzy w każdej chwili mogą strzelić focha i wymówić im umowę najmu.

Hans
1 rok temu
Reply to  Bartek

Moja własność nie powinna podlegać tak wielkim ograniczeniom jak proponujesz – dajesz duże prawa atemu kto wynajmie a ograniczasz do minimum właścicielowi, a na sensowne pytanie poniżej zadane przez @Łukasz nie odpowiedziałeś bo pokazuje skalę głupoty Twojej propozycji

Łukasz
1 rok temu
Reply to  Bartek

Ale najemca może strzelić focha i wypowiedzieć 😉 coś Ci się sypie tą obustronna pewność na lata.

Łukasz
1 rok temu
Reply to  Bartek

Ja tak odnośnie tej „obustronnej” pewności na lata. A co gdy nie wynajmującemu a najemcy zmienią się plany życiowe? Awans i dobry stołek 450 km od dotychczasowego miejsca zamieszkania 😉 może jechać ale dalej musi płacić właścicielowi? No bo chyba nie może ot tak z 6 miesięcznym okresem wypowiedzieć? Bo co wtedy że stabilności właściciela? Może jednak bzdurne te Twoje propozycje… czy tylko właściciel może być ograniczony a najemca nie?

Bartek
1 rok temu
Reply to  Łukasz

Mowa o umowie długoterminowej na czas nieokreślony. Poczytaj sobie o skali mobilności Polaków.

Hans
1 rok temu
Reply to  Bartek

Czyli? Jaka jest Twoja odpowiedź? Co w sytuacji opisanej wyżej? Bo nie odpowiedziałeś 😉

Łukasz
1 rok temu
Reply to  Bartek

Cieszę się że nie odpowiedziałeś na moje pytania, bo jak mniemam trudno bronić tych bzdurnych propozycji, które wcześniej napisałeś a brak odpowiedzi to czasem najlepsza odpowiedź.

Raider
1 rok temu

Kilka wniosków/przemyśleń po artykule – kupujący mają mentalność niewolnika Banków – skoro jedynym sposobem na wkład własny na większe mieszkanie jest sprzedaż poprzedniego. Kiyosaki byłby „dumny” z wywalania swoich aktywów, które mogą zarabiać na spłatę tego kredytu, zamiast wkopać się w jeszcze większy skonsolidowany kredyt – bo pewnie to poprzenie lokum, też jeszcze spłacone nie jest – konsumpcjonizm wszedł zbyt mocno w krew – tu autko w leasingu, tu kredycik, tu jeszcze inny kredycik, tu abonamencik, a gdy rozsądne – nie ustawione pod wybory, aby nie drażnić „suwerena” – stopy procentowe powinny wynosić 20%, to kwik płacz i zgrzytanie zębów… Czytaj więcej »

Obserwator
1 rok temu
Reply to  Raider

No tak, wystarczy wstrzymać się z decyzją jakieś 20 lat a może, podkreślam MOŻE uda się kupić nieco taniej. Kto tyle zaczeka?

Raider
1 rok temu
Reply to  Obserwator

Dwadzieścia lat na 20%? Moje wyrazy współczucia [CENZURA-red, powątpiewanie z taki scenariusz]

Radek
1 rok temu

Argumentacja kreatywna, ale wcale się nie broni. Zwykła wymówka, by nie brać się do trudnej i odpowiedzialnej pracy.

I nie, deweloperom nie trzeba ani trochę dogodzić, wręcz przeciwnie. Trzeba ich docisnąć. Nastąpiła chwilowa zmiana sił na rynku i można postawić im ultimatum: budujecie z nami państwowe mieszkania na wynajem i zarabiacie dalej albo wasz biznes się kurczy.

Taki program w partnerstwie publiczno-prywatnym jest trudniejszy niż sypnięcie dopłatami, a po co minister ma się trudzić? Power point, pół godziny na jakieś konferencji i po robocie 🙂

Hieronim
1 rok temu
Reply to  Radek

> budujecie z nami państwowe mieszkania na wynajem i zarabiacie dalej albo wasz biznes się kurczy.

Państwowe mieszkania na wynajem – co to takiego? To jakiś socjalizm+ czy jak? Firmy prywatne nie są od pod pomagania rządowi, a od zarabiania, wydaje się, że czasem o tym zapominamy.

Niepewny
1 rok temu
Reply to  Hieronim

A dopłaty do wszystkiego to nie socjalizm?Proszę poczytac sobie o rynku mieszkaniowym a Anglii.Do lat 80-tych mieszkaniami zarządzały gminy nastała Thatcher i sprywatyzowała mieszkania.Ceny najmu są kosmiczne,ceny za m2 oderwane od zarobków(podobnie jak u nas).Jeśli koszty utrzymania to 50-60% dochodów to jest chore.

RAFAL
1 rok temu

Najbardziej to zazdroszczę moim teściom i rodzicom.W latach siedemdziesiątych dostali za grosze mieszkania nowe . Czekali ok 5-6 lat.Pozniej potrafili tylko narzekać ,że gówniane mieszkania dostali.Tesciowie sprzedali za kupę kasy później i postawili dom.A matka samą się przewala na prawie 60 metrach.Ja z żoną musiałem już ostro zapieprzqc w latach 90-tych.Kupilismy chyba najtańsze mieszkanie na rynku z lat60-tych w wieżowcu na 10 piętrze .Na tyle było stać.Oczywiscie zapłaciliśmy jakiemuś staruchowi ,który dostał za grosze wcześniej.A moją wredna matka ,ta która dostała prawie za darmo ,oceniła ,że to slumsy .Takie to pokolenie hipisów z komuny.Nie podobało im się bo nie było… Czytaj więcej »

Admin
1 rok temu
Reply to  RAFAL

Grunt to mieć w życiu szczęście

RAFAL
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Nareszcie Chyba podświadomie przyznał Pan ,że żyjąca wtedy młodzież miała szczęście .Niezle jak na liberała .Też chciałbym wtedy żyć ,dostać mieszkanie ,spokojna pracę i stabilne życie .Konstatacja ,że grunt to mieć szczęście jest jak najbardziej trafna .To do czego w takim razie te analizy ekonomiczno – spoleczne ?

Admin
1 rok temu
Reply to  RAFAL

Bo szczęściu można próbować pomagać 😉

Kacper
1 rok temu

Zupełnie pominięto schemat dobrze funkcjonujący np. we Wiedniu, tj. budownictwo komunalne z regulowanymi czynszami. Działa to od kilkudziesięciu lat, wynajem takiego mieszkania jest tańszy niż w Warszawie i w takich mieszkaniach mieszka większość wiedeńczyków.

T-1000
1 rok temu
Reply to  Kacper

Ale w Polsce się nie da.

stef
1 rok temu
Reply to  Kacper

Tylko w pl jest za łatwo wykupić mieszkanie komunalne i to z dużym rabatem.

Niepewny
1 rok temu
Reply to  stef

Zrobić bez możliwości wykupu.Chcesz mieszkanie na własność to weź kredyt.

Obserwator
1 rok temu

Nikt Wam nie da tyle, ile my Wam obiecamy 😉 A sam program jest w kraju potrzebny. Jeśli nadal będzie tak, że dwoje młodych dorosłych nie będzie w stanie zacząć samodzielnego życia i założyć rodzin, to w końcu dojdzie do exodusu jak w 2004. Wiem, że nie ma ludzi niezastąpionych, pytanie czy na pewno chcemy, aby w naszym kraju, zamiast Polaków, osiedlali się ludzie z krajów trzeciego świata? Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie mam nic przeciwko imigrantom. Ale kiedy rdzenni mieszkańcy muszą wyjeżdżać, to ewidentnie coś tu nie gra.

Last edited 1 rok temu by Obserwator
Stef
1 rok temu

Deweloperzy ograniczyli podaż.
Rząd zwiększy popyt.

Ciekawe jak to wpłynie na ceny mieszkań mieszczących się w limicie w krótkim terminie.

Stef
1 rok temu

W Polsce brakuje też polityki uwalniania dużych mieszkań komunalnych. Są przypadki ze 1 osoba mieszka na 120 m2, powinny być takie mieszkania zamieniane na mniejsze.

Jakub
1 rok temu

„tapet” 🙂

PawełS
1 rok temu

więc na tapetę trafiają

Błagam, na jaką znowu tapetę? Na tapet, Panie Redaktorze…

Admin
1 rok temu
Reply to  PawełS

Tak, na tapet

T-1000
1 rok temu

Tylko dobrej regulacji??? W tym kraju są dobre regulacje, ale tylko na papierze.

stef
1 rok temu

Nie związana z artykułem obserwacja, zauważyliście, że budownictwo jest odporne na automatyzacje i prefabrykacje. Mamy XXI wiek a pan Kazimierz – murarz nadal stawia ścianę cegła po cegle jak w XVII w. Jedyne co się zmieniło od lat 90tych to zamiast betoniarki, piasku i cementu mamy gotowe mieszanki, wylewki i to tyle. Więc pole do redukcji kosztów budowy jest olbrzymie.

SaaS
1 rok temu
Reply to  stef

Budownictwo z prefabrykatów istnieje, sam kupiłem w 2019 w Krakowie takie nowe mieszkanie. Chociaż rzeczywiście nie jest to zbyt popularne.

Sylwester
1 rok temu

Nie ma, moim zdaniem, żadnego argumentu za powolnym podnoszeniem cen w czasie, by kiedyś tam w przyszłości ceny gwałtownie nie podskoczyły. To jest wyłącznie powolne gotowanie żaby.
Jeśli zaś teoria nie wystarcza, to jak działa podnoszenie cen „powoli i już teraz” pokazał niedawno Orlen. Nie sądzę, by ktokolwiek z konsumentów na tym zyskał, a miliony z pewnością straciły.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu