25 marca 2017

Jak nie zapłacić kary za zapomniane, nieużywane konto? Case study

Jak nie zapłacić kary za zapomniane, nieużywane konto? Case study

Pieniądze zarabiane na posiadaczach nie używanych kont to stała pozycja w „budżetach prowizyjnych” większości banków. O ile jeszcze kiedyś posiadanie rachunku, który świeci pustkami, nie niosło za sobą żadnych negatywnych konsekwencji, to teraz – zwłaszcza, gdy klient wziął też kartę debetową – jest już surowo karane. Na domiar złego nie wszystkie banki uczciwie uprzedzają nieaktywnych klientów o istniejącym zadłużeniu wynikającym z nieużywania konta. Przypominają sobie o ściągnięciu zaległych opłat dopiero wtedy, gdy w grę wchodzą już kwoty idące w setki złotych. Otrzymując monit z żądaniem zapłaty np. 150 zł za konto bankowe, o którego istnieniu dawno zapomnieliśmy, czujemy się zagonieni do narożnika. Niesłusznie. Jedna z moich czytelniczek odpowiedziała kontrą i wygrała z bankiem na punkty. Wygrała, jak twierdzi, z nudów. Bo mogła i chciała się z bankowcami podroczyć.

„Miałam kiedyś konto w Getin Banku z kartą umożliwiającą cash-back. Zapomniałam o nim na jakiś czas. Przypomniałam sobie parę miesięcy temu i ze strachem w oczach postanowiłam sprawdzić naliczone opłaty. Było prawie 100 zł”

Zobacz również:

– pisze pani Iwona. Oczywiście natychmiast zadzwoniła do banku i zapytała dlaczego jest winna aż tyle. Okazało się, że jej konto promocyjne, z naliczanym money-backiem za transakcje kartowe, zostało przekształcone w standardowe konto GetinUp, które – jeśli nieużywane – jest potwornie drogie. Pani Iwona najpierw zalała się zimnym potem, a potem zaczęła szukać punktów zaczepienia.

„Nie kojarzyłam żadnej informacji z banku – listownej, ani mailowej, że moje konto zmienia się w zwykłe. W dodatku w panelu logowania nazwa konta była nadal „promocyjna”, a nie GetinUp”

Konsultantka podobno motała się w zeznaniach i nie była w stanie wytłumaczyć na jakiej podstawie bank zmienił jej pakiet i nie poinformował o tej zmianie listem lub mejlem, za to zaczął naliczać opłaty. Pani Iwona grzecznie wysłuchała jej wywodów, a potem równie grzecznie poprosiła o umorzenie opłat naliczonych na koncie. Konsultantka powiedziała, że może co najwyżej przyjąć skargę, która zostanie rozpatrzona przez „wyższe czynniki” w banku. Jakiś czas później pani Iwona otrzymała od banku odpowiedź:

„W przypadku wystąpienia salda ujemnego na rachunku możemy prowadzić działania windykacyjne (m.in. wysyłka monitów). Niemniej jednak, powyższe nie jest regulaminowym bądź umownym naszym obowiązkiem, w związku z czym brak podjęcia działań windykacyjnych oraz brak rozwiązania przedmiotowej umowy o prowadzenie ROR nie stanowi z naszej strony naruszenia. W świetle powyższych faktów informujemy, że nie mamy podstaw do anulowania zadłużenia powstałego na przedmiotowym rachunku. Prosimy o uregulowanie zaległości”

– odpisał bank. Nic nadzwyczajnego: oni zawsze tak odpowiadają klientowi, który jeszcze nie zaczął się awanturować. Ale pani Iwona ma alergię na sytuację, w której jest przyparta do muru. Wyciągnęła więc asa z rękawa. Szczęśliwym trafem przypomniała sobie, że na okres trwania promocji – czyli jeszcze zanim przekształcono konto w standardowy pakiet GetinUp – przypadał koniec ważności jej karty debetowej. I że nowej karty nie dostała (nie wiadomo czy bank nie wysłał, czy wysłał, ale przesyłka zaginęła). A więc nie mogłaby spełnić warunków darmowości konta GetinUp, czyli wykonać określonej liczby płatności kartowych, by nie płacić za konto, w które przekształcono jej poprzedni rachunek.

„Nie mogę spełnić warunków umowy bez aktywnej karty debetowej, a mimo ostatniej rozmowy z państwa konsultantem nadal nie otrzymałam nowej karty”

– argumentowała pani Iwona. Wymiana maili trwała dobrych kilka tygodni, aż w końcu bank powiedział „pas”. Napisali, że generalnie klientka nie ma racji i że oni nie wiedzą z kim pani Iwona rozmawiała (w sensie: który pracownik plątał się w zeznaniach, bo przecież nie miałby żadnego powodu, żeby się plątać), ale… w imię dobrej współpracy umarzają tę stówkę długu.

„Macieju, wiesz jak się czuję? Absolutnie fantastycznie – jak Joanna d’Arc, albo inna silna postać kobieca. Jak damskie wydanie bohatera domu z reklamy Leroy Merlin. Zadłużenie nie było duże, mogłam je spokojnie spłacić, ale tknęło mnie coś, co chciało zrobić bankowi małego psikusa – tak dla urozmaicenia życia :-)”

Spierając się z bankami czasem nie wystarczy mieć rację. Trzeba też cierpliwości, czasu i pomysłu, by znaleźć argumenty przyciskające bankowców do ściany. W tym przypadku bank miał trochę za uszami: zmienił klientce pakiet ROR na droższy (najpewniej miał do tego prawo), ale nie poinformował jej, że będzie płaciła prowizje za nieużywanie karty i na dodatek tej karty jej nie dostarczył (a w każdym razie nie dostarczył prawidłowo, a więc nie ma żadnego dowodu na to, że otrzymała plastik do ręki). A na koniec jeszcze „zapomniał” wysyłać sukcesywnie monity, tylko czekał aż dług osiągnie postać trzycyfrową. Oczywiście: bank mógł też walczyć do upadłego – jak nie tak dawno Raiffeisen, który w dwóch instancjach w sądzie toczył śmiertelny bój o jakieś 5 zł – ale potrafił poskromić swą dzikość. Za to należy mu się mały plus na drodze to tego, by wreszcie nauczyć tego konia latać ;-).

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

[…] Czytaj też: Jak nie zapłacić prowizji za ni używane konto? Oto patent […]

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu