Coś poszło nie tak z wielkimi ultraliberalnymi reformami prezydenta Argentyny Xaviera Milei. Argentyna miała stanąć wreszcie na nogi, a społeczeństwo złapać oddech po dekadach męczących kryzysów walutowych i gospodarczych, tymczasem kraj ponownie osuwa się w stronę kryzysu finansowego. Z pomocą pospieszył prezydent USA Donald Trump, który obiecał Argentynie wsparcie w postaci 20 mld dolarów szybkiej pożyczki, ale w sumie kroplówka dla argentyńskiej waluty może wynieść nawet 40 mld dolarów. Czy to wystarczy i jak argentyńskie załamanie walutowe odbije się na reszcie świata?
Nie minęły 2 lata od czasu wyboru nowego prezydenta Argentyny, a kraj znów staje w obliczu spektakularnego kryzysu wypłacalności. Reformy Milei miały być remedium na wszystkie problemy Argentyny, miały uzdrowić argentyńskie peso, finanse państwa, stłumić inflację i poprawić sytuację materialną obywateli. Zamiast tego mamy déjà vu widoczne głównie w dramatycznym załamaniu peso w tym roku. Czy Argentyna zmierza do kolejnego bankructwa? A może to tylko chwilowe potknięcie na drodze reform?
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Szybka oferta pomocy ze strony prezydenta USA zaprzyjaźnionego z prezydentem Milei może oznaczać chęć podporządkowania sobie tego kraju przez USA. Byłoby to w kontrze do interesów chińskich, które coraz bardziej widać również w Ameryce Łacińskiej. Rywalizacja dwóch mocarstw w Azji i Europie przenosi się na kolejny kontynent, tym razem ten tradycyjnie mocniej związany z sąsiednimi Stanami Zjednoczonymi. Działanie Trumpa już wywołało irytację w Pekinie, tym bardziej że Trump nie chce poprzestać na pomocy Argentynie, ma na oku też inne kraje kontynentu.
Trump otwarcie głosi, że uzależnia dalszą pomoc dla Argentyny od politycznego przetrwania Javiera Milei. Departament Skarbu USA ogłosił dwustronny swap walutowy o wartości 20 mld dolarów i bezpośrednią interwencję na rynku walutowym, aby wesprzeć pikujące peso. Warunek dalszej pomocy? Bliska współpraca z Ameryką w przededniu wyborów parlamentarnych, które odbędą się pod koniec października, i wygrana zwolenników obecnego rezydenta. Tymczasem nastroje społeczne nie są przychylne dla Milei, a kolejne wybory prezydenckie w Argentynie już za 2 lata.
Znikająca siła argentyńskiego peso – to cena pomocy MFW?
Trump lubi bezpośrednie gesty, więc zaprosił Milei do Gabinetu Owalnego, żeby ogłosić światu i Argentyńczykom, że popiera obecnego prezydenta i jego ultraliberalną politykę gospodarczą. Nie omieszkał dodać, że jeśli w najbliższych wyborach nie wygra ugrupowanie Milei, to USA odwrócą się od Argentyny. „Myślę, że wygra” – oznajmił Trump i zapewnił, że kierunek zmian w Argentynie jest zasadniczo słuszny i powinien być kontynuowany, a jeśli nie będzie… koniec z pomocą dla kraju-bankruta. Jednak bankrut to jedno, jednocześnie jest to przecież trzecia co do wielkości gospodarka Ameryki Łacińskiej.
Czy Stanom Zjednoczonym opłaca się inwestować tak ogromne pieniądze w niepewny biznes, jakim jest wsparcie dla równowagi finansowej Argentyny? Same USA mają przecież swoje problemy finansowe, od kilku tygodni trwa shutdown, czyli paraliż budżetowy, który drastycznie ogranicza możliwości wydatkowe administracji centralnej. Prezydent ogranicza działanie wielu agend federalnych, tnie etaty, likwiduje programy społeczne. I boryka się z ogromnym zadłużeniem i rosnącymi lawinowo kosztami obsługi długu. Argentyna jest jednak ważna, bo może stanowić bramę do rozbudowania wpływów na całym kontynencie Ameryki Łacińskiej.
Czy wsparcie ze strony Trumpa będzie skuteczne? Już sama deklaracja wpompowania 20 mld dolarów umocniła argentyńską walutę. A to duża rzecz, bo od początku tego roku peso straciło już 30% swojej wartości, jakby wyrwało się z hamulców stałego kursu wobec dolara. To zerwanie ze smyczy nastąpiło w kwietniu. We wrześniu płacono nawet 1475 peso za dolara, po niedawnym umocnieniu – ok. 1350 peso.
Co spowodowało tak spektakularne załamanie kursu peso? Czy była to niepewność inwestorów co do dalszego kierunku polityki gospodarczej? Wyprzedaż peso została odczytana przez Milei jako atak na jego reformy, stąd odwołanie się do USA jako wyższej instancji. Wyższej nawet niż instytucje międzynarodowe. Dotąd przez kilka dekad Argentyna zwracała się o pomoc do takich instytucji jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
MFW, jeśli udostępnia wsparcie na ratowanie waluty jakiegoś kraju, zawsze wymaga drakońskich oszczędności budżetowych i redukcji wydatków. Tak było w przypadku Grecji w czasie jej kryzysu finansowego kilkanaście lat temu. Wsparcie finansowe pod rygorem cięć, również wydatków na inwestycje, może prowadzić do załamania wzrostu gospodarczego.
Ostatnią pomoc Argentyna uzyskała od MFW niedawno, 11 kwietnia tego roku. Tę datę dokładnie widać na wykresie kursu argentyńskiej waluty. Dlaczego argentyńskie peso skokowo się osłabiło? MFW stawia warunki, a jednym z nich było, żeby Argentyna jak najszybciej powróciła na światowe rynki kapitałowe poprzez większe otwarcie na przepływy finansowe, większą elastyczność kursu peso i złagodzenie ograniczeń walutowych. To zachęciło inwestorów do przetestowania tego mechanizmu rynkowego.

Jak zachęcić wyborców w Argentynie do „właściwego” głosowania?
Pomoc MFW nie spowodowała ostrego zakrętu w polityce gospodarczej Argentyny w tym roku. Warunki postawione przez MFW w sumie zgadzały się z liberalną polityką prowadzoną przez prezydenta. Wsparcie wyniosło 20 mld dolarów, z terminem spłaty po 2 latach, z natychmiastową wypłatą 12 mld dolarów, co dosyć rzadko zdarza się w tego typu programach. Chodziło o natychmiastowe wsparcie stabilności kraju w dosyć trudnym momencie, kiedy Argentyna zaczęła odczuwać symptomy stagnacji, a nawet recesji, po dwóch latach oszczędności i wyrzeczeń finansowych.
Od początku prezydentury Milei, czyli od jesieni 2023 roku, wydatki budżetu skurczyły się aż o ok. jedną czwartą. Teoretycznie to dobry kierunek, który powinien być doceniony przez rynki finansowe i międzynarodowe instytucje finansowe. Cięcia były naprawdę drakońskie i objęły m.in. edukację (redukcja wydatków o 40%), mieszkalnictwo (redukcja o 47%), środowisko (redukcja o 83%). Dużo efektów administracja osiągnęła dzięki redukcji etatów i likwidacji agend i instytucji, podobnie jak w USA pod rządami Trumpa.
Argentyna, trochę wzorem polityki trumpowskiej, krok po kroku odchodziła też w ostatnich dwóch latach od globalnych umów, jak choćby Porozumienia Paryskiego, które oznaczało dla tego kraju zobowiązanie do stopniowego odchodzenia od uzależnienia od paliw kopalnych. Stąd nowy program dla skroplonego gazu ziemnego LNG czy zasadnicze ograniczenie środków na transformację energetyczną czy łagodzenie zmian klimatu. Milei, podobnie jak Trump, postawił na szybkie efekty gospodarcze i przeznaczenie nakładów inwestycyjnych na tradycyjne sektory.
Dlaczego po kilku zaledwie miesiącach okazało się, że niezbędna jest kolejna transza wsparcia, tym razem z USA? Pomoc Ameryki pojawia się w momencie, kiedy peso gwałtownie załamało się po przegranej partii prezydenckiej w wyborach lokalnych. To podkopało wiarę inwestorów w trwałość reform. Pisaliśmy o tym w „Subiektywnie o Finansach” całkiem niedawno:
Ale Millei może pochwalić się sukcesami: ograniczył wydatki rządu, zniósł szereg regulacji krepujących aktywność gospodarczą, zwolnił dziesiątki tysięcy pracowników sektora publicznego. Jednak przede wszystkim udało mu się stłumić inflację do poziomu najniższego od ponad czterech lat. Wskaźnik CPI wyniósł we wrześniu 2,1% w skali miesiąca (nie roku, jak np. w Polsce). Co prawda ceny wzrosły o 31,8% w skali roku, ale to i tak mniej niż 300% w skali roku jeszcze w marcu 2024 roku. Dane o inflacji bardzo obrazowo pokazuje argentyński urząd statystyczny INDEC.

Jakie prognozy dla Argentyny? OECD chwali i ostrzega
Argentyna miała naprawiać swoją gospodarkę i stawać się prawdziwie stabilną potęgą produkcyjno-eksportową. Zamiast tego wracają stare bolączki. Choć w najnowszym październikowym raporcie OECD poświęconym Argentynie bilans dwuletnich rządów prezydenta-reformatora nie wygląda źle. Eksperci OECD zwracają uwagę, że „ambitny i bezprecedensowy proces reform” zaczął przynosić owoce. Przede wszystkim spadła inflacja, a wydatki budżetowe zostały ograniczone.
Argentyna wciąż potrzebuje nowych inwestycji, które mogłyby poprawić produktywność gospodarki. OECD widzi dużą szansę w zwiększaniu mocy odnawialnych źródeł energii i w rozwoju przemysłu związanego z pozyskiwaniem i przetwarzaniem strategicznego metalu ziem rzadkich – litu. Gospodarce potrzeba jest więcej otwarcia na świat i warunków do konkurencji z zewnętrznymi firmami. Bogactwo zasobów naturalnych i wykształceni pracownicy mogą sprzyjać.
Ogólnie kraj jest na drodze do ożywienia gospodarki, choć wciąż widać, że odstaje od sąsiadów, co pogłębiło się w kilku ostatnich latach. Przez wiele lat Argentyna konsekwentnie traciła pozycję w porównaniu z innymi gospodarkami Ameryki Łacińskiej, a poziom jej realnego PKB systematycznie spadał. Po krótkotrwałym dwuletnim odbiciu od roku 2020, po okresie pandemii, ponownie widać spadek i rozjeżdżanie się wskaźnika w relacji do innych dużych krajów kontynentu. Pokazuje to wykres poniżej:

OECD prognozuje, że PKB wzrośnie w Argentynie o 5,2% w 2025 r. i o 4,3% w 2026 r. Niestety uwolnienie waluty w kwietniu 2025 r. powoduje też problemy w postaci konieczności obrony kursu, a do tego Argentyna nie ma środków. Dlatego dla władz argentyńskich priorytetem jest ustabilizowanie państwowego budżetu. To warunek tego, że Argentyna uzyska dostęp do międzynarodowych rynków kapitałowych. W 2024 roku w budżecie pojawiły się – po raz pierwszy od 2010 roku – comiesięczne nadwyżki budżetowe, tzw. pierwotne, czyli takie, które nie zawierają kosztów obsługi długu.

Czy ostre cięcia budżetowe, w tym w wydatkach na cele społeczne i socjalne, nie spowodowały wzrostu ubóstwa? Początkowo tak, ale późniejszy spadek inflacji poprawił sytuację osób najmniej zarabiających i najbiedniejszych. Problemem pozostaje bardzo wysoki udział w gospodarce nieformalnego zatrudnienia za niewielkie pieniądze. Zdaniem OECD taki nieformalny charakter zatrudnienia ogranicza również wzrost produktywności i mobilność społeczną. Reformy powinny teraz objąć rynek pracy, a także system emerytalny.
Argentyna ma system podatkowy, który zniechęca i pracowników, i pracodawców do zatrudnienia na umowy o pracę. Obecnie klin podatkowy, czyli różnica między całkowitym kosztem zatrudnienia pracownika (wynagrodzenie brutto plus koszty pracodawcy) a wynagrodzeniem netto, czyli tym, które do ręki dostaje pracownik, wynosi w Argentynie aż 44%. Argentyna ma najwyższy średni klin podatkowy w Ameryce Łacińskiej. W Polsce klin podatkowy należy do niższych w OECD i wynosi 33,6%, średnia dla OECD to 34,6%.
Tak wysokie obciążenie wynagrodzeń pracowniczych to sprawa głównie wysokich składek na ubezpieczenia społeczne. OECD zaleca obniżenie składek na ubezpieczenia społeczne, zwłaszcza dla pracowników o niskich dochodach, co mogłoby zwiększyć zachęty do tworzenia formalnych miejsc pracy. Jaki powinien być system emerytalny? Powinien łączyć finansowaną z podatków powszechną emeryturę podstawową z filarem składkowym dla osób o wyższych dochodach. To dałoby wyższe emerytury, a jednocześnie nie zniechęcało do podejmowania formalnego zatrudnienia.

Recepty na lepszą gospodarkę. Gdzie tkwi potencjał Argentyny?
Argentyna ma sporo problemów, ale i spore atuty gospodarcze. To m.in. ogromny sektor rolniczy, którego siła tak niepokoi europejskich, a szczególnie polskich rolników w kontekście umowy handlowej UE z krajami Mercosur. OECD podkreśla potencjalną rolę transformacji energetycznej. Dużą rolę może odegrać produkcja energii odnawialnej. Kraj ma czwarty co do wielkości potencjał produkcji morskiej energetyki wiatrowej na świecie i największy potencjał w zakresie wykorzystania energetyki wiatrowej na lądzie w Ameryce Łacińskiej. Sprzyjają temu ogromne obszary argentyńskiej pampy.
Kolejny wielki atut, zwłaszcza kiedy Chiny chcą mocno ograniczyć dostęp zachodniego świata do zasobów metali ziem rzadkich, to zasoby litu. Argentyna ma 20% udokumentowanych światowych zasobów litu i ma duże możliwości zwiększenia produkcji. Niektóre regiony Argentyny oferują „idealne warunki do wydobywania litu w sposób energooszczędny i przyjazny dla środowiska”. Gdyby Argentyna skorzystała z okazji i mocno weszła ze swoimi zasobami na światowy rynek, mogłaby zostać jednym z liderów produkcji i przyciągnąć nowe inwestycje w zakresie zaawansowanych technologii.
Jeśli już powstałby duży sektor produkcji i przetwarzania litu, to mógłby w kolejnym etapie zapoczątkować rozwój sektorów opartych na nowych technologiach. A to z kolei mogłoby się przyczynić do poprawy tak pożądanego przez ekonomistów wskaźnika, jakim jest produktywność. Ten wskaźnik przez wiele lat spadał, m.in. na skutek utrzymywania relatywnego zamknięcia gospodarki, tendencji protekcjonistycznych, barier w handlu zagranicznym i ograniczenia konkurencji z firmami ze świata. Presja konkurencyjna w nowych technologiach mogłaby poprawić sytuację, która odróżnia Argentynę na niekorzyść od krajów OECD:

Argentyna może obecnie znajdować się w punkcie przełamania, po wielu ważnych reformach, ale z uwolnionym peso, które się mocno osłabiło. Im większe osłabienie waluty, tym z kolei większe ryzyko dla podstawowego osiągnięcia ostatnich reform, jakim jest zwalczanie inflacji. Amerykańskie wzmocnienie dla rezerw walutowych Argentyny i stabilizacja płynności kraju w dolarach może być tą pomocą, która przychodzi w dobrym czasie i ma nie tylko polityczny charakter.
Teraz okaże się, czy dotychczasowe reformy Milei w Argentynie mają trwały charakter czy wymagają jednak ciągłego wsparcia. Gdyby po wyrzeczeniach ostatnich dwóch lat kraj znów doświadczył gwałtownej deprecjacji waluty, ponownego skoku inflacji, perspektywy bankructwa setek, tysięcy firm, załamania dochodów budżetu i konieczności restrukturyzacji długu zagranicznego, to byłaby klęska reform. Tylko w wieku XXI Argentyna trzykrotnie przestawała spłacać dług.
Wielkim osiągnięciem okresu prezydentury Milei było ścięcie stóp procentowych banku centralnego do racjonalnych poziomów z punktu widzenia gospodarki. Wynikało to oczywiście z okiełznania inflacji. Referencyjna stopa procentowa spadła do poziomu 29% po dziewięciu obniżkach w ciągu niemal dwóch lat od czasu objęcia urzędu przez Milei w grudniu 2023 roku. Koszty kredytów spadły obecnie do najniższego poziomu od października 2020 roku. Milei obejmował urząd w momencie, kiedy stopy procentowe wynosiły 126%.

Czy Argentyna może zarazić inne części świata?
Nie można udawać, że polityka obecnego prezydenta USA jest zorientowana na poszukiwanie silnych sojuszników w świecie, który zaczyna rozpadać się znów na dwa wielkie bloki polityczne, tym razem skupione wokół dwóch największych mocarstw gospodarczych – USA i Chin. Chiny zainteresowane są nie tylko swoim najbliższym regionem, Rosją, Azją, częścią Europy, ale też np. Afryką i Ameryką Łacińską, czyli tymi regionami, które mają bogate złoża strategicznych surowców, a przy okazji mają duże potrzeby finansowe czy kłopoty, które można wykorzystać do gospodarczego podporządkowania.
To pole, na którym będzie dochodzić do coraz ostrzejszej rywalizacji, zwłaszcza jeśli Chiny będą ograniczać Stanom Zjednoczonym dostęp do swoich minerałów, jak ogłosiły na początku października. Problemem może stać się to, że Pekin będzie kontrolował nie tylko swoje zasoby, ale też zasoby surowcowe wielu innych obszarów świata kluczowych pod tym właśnie kątem. Chiny bardzo mocno walczą też o wpływy w Ameryce Łacińskiej. Utrzymują np. własną linię swapową z Argentyną o wartości 18 mld dolarów. Nic dziwnego, że w kontrze działa też w tym miejscu administracja USA.
Co konkretnie oferują USA w ramach swojej umowy swapowej mającej na celu poprawę płynności peso? Sekretarz skarbu USA Scott Bessent ujawnił, że linia 20 mld dolarów będzie zabezpieczona aktywami Specjalnych Praw Ciągnienia Międzynarodowego Funduszu Walutowego (SDR), które są przechowywane w amerykańskim Funduszu Stabilizacji Kursu Walutowego Skarbu Państwa i zostaną przeliczone na dolary. Zapytany, czy USA przyjmą status wierzyciela uprzywilejowanego przed MFW lub pożyczkodawcami z sektora prywatnego, odpowiedział: „Nie, tak robią Chiny, my tego nie robimy”.
USA pracują też nad dodatkowym pakietem wsparcia dla Argentyny o wartości 20 mld dolarów. Całkowity koszt amerykańskiego planu awaryjnego dla Buenos Aires wyniesie wtedy 40 mld dolarów. W drugiej transzy chodzi o zaangażowanie sektora prywatnego, banków komercyjnych i państwowych funduszy majątkowych i ma być zabezpieczeniem nadchodzących spłat argentyńskiego długu. Udział środków prywatnych ma prawdopodobnie na celu rozwianie narastających obaw, że to amerykańscy podatnicy sfinansują nadzwyczajny plan ratunkowy dla Argentyny.
Jak w Argentynie wykorzystają amerykańskie pieniądze? To będzie na pewno poważne zasilenie rezerw walutowych na wypadek, gdyby trzeba było nagle bronić pikującego kursu peso. Zagwarantowana ma być też obsługa krótkoterminowego zadłużenia kraju w dolarach. Według Bessenta USA skupują peso na otwartym rynku, żeby osłabić presję deprecjacyjną na argentyńską walutę. Czy to wystarczy? Dopływ takich środków na pewno może ustabilizować w krótkim terminie sytuację płynnościową, odsunąć groźbę załamania peso i uspokoić rosnące rentowności długu.
Czy Argentyńczycy mogą jednak spać spokojnie w kolejnych miesiącach? To zależy od tego, czy powróciłoby ryzyko poważniejszego kryzysu. Nawet środki w wysokości 20–40 mld dolarów mogą nie wystarczyć, ponieważ własne rezerwy walutowe Argentyny w dolarach są dosyć niskie z powodu dolarowego zadłużenia krótkoterminowego. To, co powinno być ubezpieczeniem na wypadek kryzysu walutowego, wielokrotnie w Argentynie już było wykorzystywane. Jeśli rynki finansowe straciłyby zaufanie do stabilności waluty i możliwości spłaty długu, kryzys by powrócił.
Wielkim zakładem dla inwestorów – i dla Argentyny – będą wyniki najbliższych wyborów. Donald Trump uzależnił pomoc Argentynie od „dobrych” wyników. A co, jeśli Argentyńczycy zagłosują nie po myśli prezydenta USA? Czy wtedy pomoc zostanie wycofana? Czy jednak ważniejsza niż kontynuacja reform okaże się strategiczna współpraca gospodarcza USA z jednym z największych krajów Ameryki Łacińskiej o wielkim potencjale gospodarczym? Los Argentyny został zawieszony na cienkiej nitce amerykańskiej pomocy.
W Argentynie wkrótce najważniejsze wybory od dekad
Argentyna raczej pozostanie w sferze zainteresowań USA, co jest dla niej polisą ubezpieczeniową. Nawet w przypadku niekorzystnych dla Milei wyników wyborów w Argentynie, USA nie mogą pozwolić sobie na pozostawienie takiego łakomego kąska na pastwę Chin czy sojuszu BRICS, w którym zaangażowana jest sąsiednia Brazylia. Scott Bessent kilkakrotnie deklarował, że oferta pomocy dla Argentyny nie wynikała z nagłych kłopotów czy wzrostu ryzyka systemowego, a raczej z realizacji długofalowego planu zapewnienia amerykańskich wpływów w ważnej części świata.
Zdaniem Bessenta Milei jest gwarantem tego, że Argentyna nie osunie się ponownie w objęcia swojej dawnej polityki socjalistycznej. A przy okazji Trump i jego współpracownicy mają nadzieje, że udane reformy prawicowego liberalnego gospodarczo rządu zachęcą inne kraje w regionie do podążenia tymi śladami, co zwiększyłoby ich poparcie dla Waszyngtonu. Co prawda Trump powiedział, że Stany Zjednoczone nie będą „marnować czasu” na Argentynę, jeśli partia prezydenta Javiera Mileia przegra w wyborach parlamentarnych 26 października, ale trzeba poczekać na dalszy rozwój sytuacji.
Ewentualne kłopoty w Argentynie nie powinny wpłynąć na światowe rynki finansowe czy na Polskę. To wielki kraj, kilkukrotnie większy niż Polska, ale z bardzo niewielkim powiązaniem ze światowym systemem bankowym. Polska nie utrzymuje też bardzo intensywnych relacji handlowych z Argentyną, sprowadzamy przede wszystkim niewielkie ilości artykułów rolnych. Jedynym wpływem może być zwiększenie tzw. awersji do ryzyka i przesunięcie aktywów z rynków wschodzących, do których wciąż zalicza się Polska mimo tego, że teoretycznie jesteśmy już 20. gospodarką świata. Argentyna jest 25. gospodarką.
———————————-
PRZECZYTAJ TEŻ TO:
———————————-ZOBACZ NASZE NOWE WIDEOCASTY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
Źródło zdjęcia: Agustin Fernandez/Unsplash







