27 września 2017

Gdy 100.000 zł ginie w bankowej czarnej d… ziurze. Chcesz spłacić kredyt, a tu ciemność. Na koń!

To frustrujące, gdy instytucja finansowa zaiwania pieniądze (najwyraźniej po to, by skarbiec był tak pełny, jak u wujka Scroodge’a McKwacza) i chowa głowę w piasek. To bardzo frustrujące, gdy chodzi o 100.000 zł, które giną w bankowej czarnej dziurze na długie miesiące. To nieprawdopodobnie frustrujące, gdy wszystko wynika z drobnego błędu pracownika.

Miałem ostatnio na stole sprawę klientki, która chciała zamknąć 100-tysięczny kredyt w Alior Banku. Przelała pieniądze i sądziła, że sprawa jest zamknięta. Ale tak jej się tylko wydawało. Bank bowiem stwierdził, że kredyt bynajmniej nie jest zamknięty i odmówił wystawienia stosownego zaświadczenia. Najpierw powiedziano mojej czytelniczce, że wpłaciła o 1100 zł za mało, potem – że o 4500 zł za mało.

Czyżby bank sam nie umiał się doliczyć ile klientka jest mu winna? Sytuacja taka się zdarza zwłaszcza wtedy, gdy klient jest marudny i chce wcześniej zamknąć swój kredyt, niepotrzebnie komplikując sytuację. Gdyby po prostu spłacał raty zgodnie z harmonogramem, nic nie trzeba byłoby przeliczać, ani zmieniać i bankowi by się nic nie myliło. Ale cóż poradzić, gdy klienci sią upierdliwi i mają roszczenia.

To nie zawsze jest wyłącznie błąd banku. Czasem klient nadpłaci dużą kwotę, ale zapomni złożyć dyspozycję wcześniejszej spłaty. Wtedy bank nadpłaconą kwotę przerzuca na nie oprocentowane konto techniczne i udaje, że tych pieniędzy nie ma. Ale w tym przypadku nic takiego się nie stało. Klientka złożyła – jak Pan Bóg oraz bankowy regulamin przykazał – pisemną dyspozycję wcześniejszej spłaty kredytu… Czy coś zrobiła źle?

Czytaj też: W tym banku czas rozciąga się jak gumka od majtek

Czytaj też: Mąż podrobił jej podpis na umowie kredytowej. A bank… i tak ścąga z niej pieniądze!

Przeprowadziłem prywatne śledztwo i wyszło mi, że w dniu wpłaty klientka przelała tytułem dyspozycji wcześniejszej spłaty kwotę inną, niż ustalona kilka dni wcześniej z pracownikiem. Przez ten czas narosły jakieś-tam drobne odsetki. Ponieważ kwota, której wymagał bank na dzień wykonania przelewu była wyższa, niż faktyczna spłata, bank uznał, że nie może wykonać dyspozycji spłaty „całkowitej” (bo tak była sformułowana dyspozycja – podyktowana klientce przez pracownika banku).

A skoro tak, to… nie wykonał żadnej spłaty – nawet częściowej. I spokojnie trzymał sobie prawie 100.000 zł, naliczając jednocześnie klientce odsetki od kredytu tak, jak gdyby nigdy nic. A w zasadzie: jakby nie zapłaciła ostatniej raty. A potem ostatniej oraz przedostatniej. A potem: ostatniej, przedostatniej i przedprzedostatniej. Klientka zaś przez cały ten czas myślała, że jest z bankiem rozliczona. Nice.

„To nieprawdopodobne – w takiej sytuacji max następnego dnia dzwoni się do klienta i pyta co zrobić z pieniędzmi. Albo je odsyła. Tak się dzieje jeśli oczywiście mówimy o banku, a nie o lichwiarzu z bazaru”

– pisze czytelniczka. Bank zatrzymał pieniądze i najwyraźniej uznał, że to jakaś darowizna. Cóż, taki jest kapitalizm. W zasadzie to nie bank powinien się przejmować, że ma za dużo pieniędzy, tylko ten, kto je przelał, prawda? Moja czytelniczka miała poczucie, że znalazła się w matriksie. Zwłaszcza, że bank, po tym jak zaiwanił 100.000 zł, nadal naliczał jej odsetki od pełnej kwoty kredytu oraz odsetki karne od nie spłaconych w terminie kilku rat, ignorując przy tym rzeczywiste saldo kredytu, które w maju wzbogaciło się kwotą się niemal 100.000 zł.

„Proszę Pana o pomoc. To jest jakaś nieprawdopodobna granda. I ogromne nadużycie jeśli nie zawłaszczenie mienia czy kradzież. Z góry dziękuję za pomoc i czekam na kontakt”

– napisała czytelniczka, która podobno nie jest w stanie dogadać się z bankowcami. Podjąłem działania operacyjne, gdyż jestem sobie w stanie wyobrazić jak może się czuć klient „wywłaszczony” z dużej porcji banknotów. Poprosiłem znajomych aliorowców o pomoc w odkręceniu sprawy, tzn. w przeksięgowaniu kwoty, która w maju wpadła do czarnej dziury na konto kredytu i anulowanie odsetek narosłych za okres rzekomego niespłacania rat w terminie. Bank zamilkł, ale okazuje się, że była to cisza przed burzą:

„Dzień dobry, Panie Redaktorze, jest Pan naprawdę wielki! :-). Już mam pismo z banku, że zamknęli mi kredyt z datą 24 maja i nawet zrezygnowali z prowizji od wcześniejszej wpłaty. Oddadzą mi jeszcze 1400 zł. Bardzo mi zależy aby Panu jakoś podziękować – czy i u kogo można tam coś drobnego zostawić?”

– przeczytałem kilka dni później w e-mailu od czytelniczki. Pomagam Wam bez pobierania jakichkolwiek opłat w pieniądzu lub w naturze (choć kiedyś – bez ostrzeżenia – dostałem od wdzięcznego czytelnika schab domowej roboty, a innym razem tort), a najlepszym dowodem wdzięczności jest e-mail z informacją, że problem już rozwiązany. Cieszę się, ale i martwię, bo w kolejce czeka dziś kilkaset Waszych e-maili.

A wniosek z tej historii? Jest następujący: nie wystarczy przed nadpłatą rat złożyć stosowną dyspozycję. Trzeba też zadbać, żeby ta dyspozycja była precyzyjna. Inaczej znów będzie trzeba zaglądać do czarnej d…ziury.

 

6
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Alior Bank hoduje konta-zombie? "Naliczają mi prowizje za ROR założony... 20 lat temu!" | Subiektywnie o finansach - Maciej SamcikDawidPaweł K.RatWik Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
mm
Gość
mm

Ach te polskie gunwiane pseudo-banki. Wieczna mentalność cwaniaczka z bramy albo gracza w 3 kubki. Widać Alior to podobne dziadostwo jak klony Czarneckiego. Prawie 30 lat od rzekomego upadku komuny, a te głąby nadal zachowują się jakby ledwo wyszli z PRLu. Pomyśleć, że kiedyś na fali patriotycznego uniesienia na serio chciałem się do tego dziadowskiego Aliora przenieść ze wszystkimi finansami. Na szczęście mi przeszło.

Wik
Gość
Wik

Żenujący, cyniczny i cwaniacki Alior Bank. Jak zwykle… Cwaniaczki z bazaru mają przynajmniej honor. „bankowcy” z tego złodziej….go kartelu mają tylko czarną d…ę.

Rat
Gość
Rat

Panie redaktorze, myślę, że spokojnie może Pan zbierać napiwki-wdzięczniki w bitcoinie.
Adres na stronę i już. Póki nie zostaną wymienione na zł to nie ma obowiązku podatkowego.

Paweł K.
Gość
Paweł K.

Cóż, w tej wypowiedzi znajduje się ewidentny błąd. Bitcoin jest takim samym „środkiem materialnym” jak wszystko inne, np. pszenica. Jeśli ktoś obadruje Cię 1000-cem ton pszenicy to wzgogacasz się w momencie obdarowania, a nie spieniężenia (a kwota, czyli „cena * ilość * % podatku”, opodatkowania jest z dnia wystąpienia zdarzenia). Tak samo jest z bitcoinem, przy czym „napiwki” w założeniu nie są opadatkowane jeśli od jednej osoby bez pokrewieństwa nie otrzyma się wartości większej od równowartości limitu. Należy tylko trzymać wszystkie informacje np. z portfela, przez 5 lat.

Dawid
Gość
Dawid

ale zupełnie nie rozumiem babka wpłaca kasę i co i nic? budzi się po kilku miesiącach? no jak tak można przecież to 100k??? trzeba mieć łeb w chmurkach…aż czytam z niedowierzaniem, że tacy ludzie są?! Panie Macieju da mi Pan kontakt do tej Pani i podam rachunek chociażby na jakieś chore dziecko potrzebujące… bo może trafi się jakiś naciągacz i znów napisze „o ja mądra przelałam w kosmos kasę…”

trackback

[…] Czytaj też: Gdy 100.000 zł ginie w czarnj d… iurze […]

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany