Tantiemy z piosenek jak dywidenda z zysku giełdowych spółek. Jak i ile można zarobić na talencie i popularności twórców muzyki?

Tantiemy z piosenek jak dywidenda z zysku giełdowych spółek. Jak i ile można zarobić na talencie i popularności twórców muzyki?

Topowi polscy twórcy z tantiem potrafią zgarniać nawet milion złotych rocznie. Powstała platforma umożliwiająca odkupienie od artystów przysługujących im praw autorskich i zarabianie na ich talencie i popularności. Ile można wycisnąć z takiej inwestycji i jakie ryzyko trzeba zaakceptować?

Sytuacja na rynku stóp procentowych jest taka, jak każdy widzi. Schowanie pieniędzy do banku oznacza realną stratę, bo nieoprocentowany depozyt pożera 3-procentowa inflacja. Żeby cokolwiek zarobić, albo przynajmniej uratować oszczędności przed spadkiem ich wartości, trzeba wychylić nos poza bank. Dla tych, którzy nie akceptują nadmiernego ryzyka inwestycyjnego, rozwiązaniem mogą być np. obligacje skarbowe, czy fundusze inwestujące w papiery dłużne. Jeśli oczekujemy większych profitów, trzeba zaryzykować, a więc spróbować szczęścia np. na rynku akcji.

Zobacz również:

Jest też cała masa alternatywnych inwestycji. I właśnie o jednej z nich chciałbym wam dziś opowiedzieć. A chodzi o zarabianiu na… talencie muzyków, kompozytorów czy autorów tekstów piosenek. Każdy twórca ma prawo do tantiem, a więc rodzaju dywidendy. Kiedy jakaś piosenka odtwarzana jest publicznie, np. w radiu czy telewizji, określona kwota trafia do autorów za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.

Ile? To oczywiście zależy od popularności zespołu, a precyzyjniej: jak często ta muzyka jest grana. Rekordziści z polskiego podwórka tacy jak Romuald Lipko, który napisał większość piosenek dla „Budki Suflera” z tantiem potrafił zgarniać nawet 2 mln zł rocznie (pisał nie tylko dla „Budki Suflera”, ale też dla Anny Jantar, Urszuli czy Izabeli Trojanowskiej). Podobną kwotą w dobrych czasach mogła pochwalić się też Beata Kozidrak z zespołu „Bajm”. Do tantiemowych tuzów trzeba też zaliczyć np. Jana Borysewicza, Roberta Gawlińskiego, Kayah czy Muńka Staszczyka z T.Love.

Artysta, którego twórczość jest na topie, ma właściwie gwarancję stałego dopływu gotówki. W polskich realiach organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, np. ZAIKS, inkasują tantiemy o wartości ponad 500 mln zł rocznie (w Europie ta kwota sięga 5 mld euro) i wypłacają  je artystom w cyklach minimum półrocznych. A gdyby tak mieć prawo do części tego tantiemowego tortu? Takie możliwości daje anotemusic.com – platforma do obrotu prawami majątkowymi do muzyki.

Artysta jak spółka dywidendowa

Twórcę, który posiada prawa autorskie lub pokrewne do utworów, można porównać do spółki akcyjnej dzielącej się z inwestorami wypracowanymi zyskami. Spółka wypłaca dywidendę, zaś twórca ma prawo do tantiem. Żeby móc zarabiać na tantiemach, trzeba najpierw namówić artystę, by odsprzedał całość lub część swoich praw do utworów.

Jaki może on mieć w tym interes? Przecież w ten sposób pozbywa się regularnego zastrzyku gotówki. Dzięki temu może poprawić swoją płynność finansową. Środki, które inwestorzy wyłożą za prawa do tantiem, artysta dostanie od razu po zakończonej aukcji, którą można porównać do debiutu giełdowego spółki. Natomiast pieniądze w kolejnych latach zasilać będą portfele inwestorów.

Rzecz jasna, przed twórcą  ciężki wybór, bo sprzedając swoje prawa autorskie dziś dostanie mniej pieniędzy, niż mógłby zebrać w sumie w ciągu np. 10 lat. Platforma otwarta jest na różne scenariusze. Twórca może „oddać” swoje prawa tylko na jakiś czas, po czym do niego wrócą, albo może skorzystać z modelu „lifetime”, czyli rozstać się z nimi na dłużej, ale zawsze ma możliwość „odkupienia utworów” po cenie rynkowej, jeśli uzna, że nie chce być dalej obecny na platformie.

Wydaje mi się, że możliwość zgarnięcia większej kwoty z tantiem może być kusząca zwłaszcza w czasie pandemii. Prawie cały 2020 rok upłynął bez koncertów, a wielu artystów, ale też ludzi z zaplecza organizacyjnego (dźwiękowcy, oświetleniowcy, menedżerowie) pozbawionych było ważnego źródła dochodu. Musieli ustawić się – jak inni przedsiębiorcy – po pomoc w ramach tarcz antykryzysowych czy po inne dotacje. Zapewne pamiętacie, jak wielkie kontrowersje wywołało niedawne przyznanie wsparcia dla artystów z puli Ministerstwa Kultury.

Bartłomiej Tworek, współzałożyciel platformy anotemusic.com, podkreśla, że artyści – choć są uwielbiani przez fanów, to niekoniecznie przez banki. A przecież oni też mogą chcieć zaciągnąć kredyt na mieszkanie czy na inne potrzeby życiowe lub zawodowe, np. zakup nowego sprzętu muzycznego czy nagranie nowej płyty. Sprzedaż praw do części swojej twórczości może być więc alternatywnym sposobem finansowania.

Przeczytaj też: Czy muzyka z platform streamingowych na dobre rozjedzie winyle i płyty CD? Na świecie to już się dzieje, ale Polska stawia (jeszcze) opór

Jaki potencjał zysku z tantiem, a jakie ryzyko?

Podałem powody, dla których twórca może mieć motywację do sprzedaży praw do swoich utworów. A jaka jest perspektywa inwestora? Jaki jest potencjał zysku, ryzyko inwestycyjne i jak anotemusic.com wycenia twórcę i przyszłe przychody? Przede wszystkim na podstawie historycznych przychodów.

„Rozmawiamy z twórcami czy właścicielami praw autorskich, którzy mają co najmniej trzyletnią historię przychodową. Generalnie patrzymy na osoby, które w świecie muzycznym już funkcjonują, są rozpoznawalne. Istotna jest dla nas stabilność przychodów i duże prawdopodobieństwo, że w najbliższych latach będą utrzymane na zbliżonym poziomie. Sprawdzamy wiele różnych wskaźników, np. to, jak często twórca wydawał płyty, jaka była słuchalność jego piosenek. Atutem z pewnością będzie, jeśli twórca ma na koncie evergreeny, czyli piosenki, które się nie starzeją oraz współpraca z wieloma artystami. I na tej podstawie proponujemy określoną kwotę”

– tłumaczy Tworek i podaje przykład. Załóżmy, że jakiś artysta z tantiem ma średnio 1 mln zł i zaoferuje sprzedaż praw do 10% swojego repertuaru, czyli 100.000 zł rocznie. Jest duże prawdopodobieństwo, że w ciągu dekady, ten pakiet praw zarobi 1 mln zł. Jeśli twórca sprzeda prawa na 10 lat, to po zakończonej aukcji dostanie „z góry” pięcio- albo sześciokrotność prognozowanych rocznych przychodów, czyli w tym przypadku 500.000 – 600.000 zł.

Przychody z tantiem za pozostały okres, czyli 4-5 lat, będą stanowiły potencjalny zysk dla inwestorów. W tym przypadku stopa zwrotu może więc wynieść 7-10% w skali roku. W ten sposób twórca będzie nadal otrzymywał 900.000 zł z tantiem oraz jednorazowo otrzyma od inwestorów 500.000 – 600.000 zł.

Przedstawione proporcje to tylko przykład, a nie reguła. Ostateczne warunki i potencjał zysku zależą od twórcy, jego popularności, od tego, czy pozbywa się wszystkich praw, czy tylko ich części i na jaki okres.

„Mamy katalogi twórców, co do których spodziewamy się, że mogą przynieść 5-6% zysku rocznie, ale są też i takie z wyższym potencjałem stopy zwrotu”

– mówi Bartłomiej Tworek, ale podkreśla, że spodziewany zysk to nie gwarancja i w całą inwestycję zaszyte jest ryzyko. A największe jest takie, że twórca może stracić popularność. Jak nie będą grane jego piosenki, nie będzie przychodów z tantiem, a więc nie będzie zysków. W czarnym scenariuszu inwestorzy muszą się więc liczyć również z tym, że nie odzyskają zainwestowanego kapitału.

Ale ludzie z anotemusic.com przekonują, że to ryzyko jest rozproszone, bo – po pierwsze – popularność może stracić artysta, ale nie twórca. A po drugie, twórcy obecni na platformie współpracują co najmniej z kilkoma artystami – wykonawcami. Jeśli więc jeden artysta nagle straci popularność, to inni wciąż pozostają „na topie”.

Co też ważne, śmierci twórcy-artysty nie trzeba postrzegać w kategorii ryzyka. Wręcz przeciwnie. Gdy umiera znany artysta, często jego twórczość przechodzi drugą młodość, mówi się i pisze o nim, a jego muzykę przypominają rozgłośnie radiowe.

Przeczytaj też: Czy pieniądze faktycznie leżą na ulicy? Zaglądamy do portfela ulicznego artysty. Ile wynosi jego miesięczna „pensja”? I czy to się opłaca?

Handel na rynku pierwotnym i wtórnym

Jeśli choć trochę zaciekawiłem was możliwością zainwestowania w talent artystów-muzyków, to teraz kilka słów na temat technicznych aspektów tego produktu. Formalnie nie inwestujemy w artystę czy zespół, a w katalog wyselekcjonowanych piosenek czy utworów muzycznych.

Niektórzy muzycy całe życie związani są z jednym zespołem, wówczas można powiedzieć, że „mamy akcje danego zespołu”. Często jest jednak tak, że ktoś związany jest z jakimś zespołem, ale pisze teksty lub muzykę również dla innych wykonawców. Katalog utworów, do których nabywamy tantiemowe prawa, może być więc bardzo różnorodny, co może pozytywnie wpływać na jego wycenę oraz bezpieczeństwo inwestycyjne.

Żeby zainwestować w taki katalog, trzeba założyć konto inwestycyjne na platformie anotemusic.com, podać dane osobowe, wskazać dokument tożsamości, który jest następnie weryfikowany. Platforma funkcjonuje bowiem pod reżimem m.in. ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy. Kolejny krok to zasilenie konta przelewem bankowym lub kartą kredytową. I od tego momentu można już zainwestować w nowe katalogi twórców, ale nie tylko.

Z założenia inwestycja ma charakter długoterminowy, ale to nie oznacza, że ma zerową płynność. Platforma pozwala bowiem handlować prawami do przepływów pieniężnych z tantiem na rynku wtórnym. Rzecz jasna, nie robi tego za darmo. Prowizja za dystrybucję dywidendy może sięgać do 8% wartości otrzymanych przez dany katalog wypłat.

A ile trzeba mieć pieniędzy, by „kupić sobie artystę”? Minimalny próg wejścia to po prostu wartość jednego udziału w danym katalogu, czyli podobnie jak cena jednej akcji.

„Obecnie to ok. 6 euro. Produkt przeznaczony jest zarówno do inwestorów indywidualnych, jak i instytucjonalnych. Inwestycję można też potraktować sentymentalnie, a więc fani jakiegoś twórcy mogą kupić sobie prawa do przychodów z jego tantiem”

– mówi Bartłomiej Tworek. Platforma wystartowała w połowie 2020 r. Do tej pory inwestorzy mogli zainwestować w katalogi muzyczne włoskiego wydawcy Benvenuto Edizioni Musicali, włoskiej wytwórni Irma Records oraz polskich artystów: Tomasza Luberta (znany z zespołu „Virgin”), Piotra Koncy (gitarzysta w zespole „IRA”), a niedawno sprzedano katalog z utworami Artura Gadowskiego z zespołu „IRA”. Nie licząc tego ostatniego, w cztery katalogi inwestorzy zainwestowali 357.000 euro.

„W zamian inwestorzy otrzymali do tej pory ponad 12.000 euro z tytułu wypłaconych tantiem i czekamy na spływ kolejnych”

– mówi Bartłomiej Tworek. W najbliższych miesiącach anotemusic.com planuje wprowadzić „na giełdę” katalogi twórców z Włoch, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Prowadzone są też rozmowy z kilkoma polskimi twórcami.

Źródło zdjęcia: Pixabay

Subscribe
Powiadom o
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Marcin O.
1 miesiąc temu

„Kupić sobie artystę”… trochę to śmierdzi niewolnictwem 🙂 Ale w sporcie dawno już tak jest, to czemu tu tak być nie ma 🙂

Radek
1 miesiąc temu

Inwestycja?
Raczej spekulacja. Inwestować to może wytwórnia, która daje pieniądze na promocje artysty (billboardy, wywiady, występy w śniadaniówkach), ma kontakty w rozgłośniach radiowych itd. i dzięki temu może liczyć na zysk.
A tu? Jaki wpływ na popularność artysty/twórcy ma wpływ „inwestor”? Po prostu kupuje udziały i liczy, że na zysk. Nie ma nic do powiedzenia w temacie doboru materiału na płytę itp. Czy jest planowany doroczny zjazd walny inwestorów?

Jacek
10 dni temu
Reply to  Radek

(…)Raczej spekulacja. Inwestować to może wytwórnia, która daje pieniądze na promocje artysty (billboardy, wywiady, występy w śniadaniówkach), ma kontakty w rozgłośniach radiowych itd. i dzięki temu może liczyć na zysk.(…)
Niekoniecznie spekulacja… jeśli wytwórnia czy inny promotor popularności konkretnych utworów jest jednym i tym samym podmiotem co inwestor to będzie kręcił takie lody jak handlarze roszczeń reprywatyzacyjnych,

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!