Banki nie są w Polsce zbyt lubiane, bo handlarzy pieniędzmi generalnie się nie lubi. Zwłaszcza jeśli mają wysokie marże, czyli różnicę między odsetkami, które płacą ludziom za depozyty, a tymi, których żądają za kredyty. I jeśli nadmierna chciwość prowadzi je na koniec ku przepaści (i potem trzeba je ratować naszymi pieniędzmi). Ale jeśli bank jest dobrze prowadzony, nie wpada w pułapki i generuje stabilne zyski, bardziej opłaca się mieć jego akcje niż lokaty, które oferuje. Dziś wyniki finansowe za 2025 r. opublikował bank, który chyba najbardziej na polskim rynku spełnia tę definicję
Nadmierna chciwość to główny grzech handlarzy pieniędzmi. Wówczas albo udzielają zbyt ryzykownych kredytów (i potem wpadają w tarapaty) albo rzucają się na toksyczne produkty, na których można najwięcej zarobić (i też wpadają w tarapaty). Płaci za to społeczeństwo (inne banki pieniędzmi klientów), wierzyciele (np. posiadacze obligacji) oraz udziałowcy. Kto miał akcje Getin Banku, wie, jak to się może skończyć. W tym konkretnym przypadku skończyło się utratą wszystkich pieniędzy.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
„Normalność” w wynikach finansowych banku, czyli co?
Ale handel pieniędzmi może się też odbywać w sposób mniej ryzykowny. Patrząc na banki o przewidywalnej naturze i powtarzalnych zyskach często przychodzi mi do głowy ING Bank Śląski. Może dlatego, że to był pierwszy bank, którego akcje kupiłem (w słynnej ofercie publicznej, która zakończyła się debiutem z 13,5-krotnym przebiciem). A może dlatego, że od lat kojarzy mi się z relatywnie tanimi, ale trudno dostępnymi kredytami i stosunkowo wysokim oprocentowaniem depozytów.
Oczywiście, to w pewnej części stereotyp. Kto próbował w tym banku promocji oszczędnościowej, wie, że bez doktoratu się tego nie ogarnie, a wysoki procent to często reklamowa ściema (bo jest tylko na chwilę i pod warunkami). Kto dał się nabrać na „lokatę dla dziecka” i jego pieniądze zostały uwięzione – też ma inne zdanie „w temacie”.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
Ale nie da się ukryć, że ING był jednym z nielicznych banków, w których nie pojawiły się kredyty frankowe. I że do dziś trzyma wysoką jakość portfela kredytów. I że to bank, który w ciągu ostatniego ćwierćwiecza tylko siedmiokrotnie nie wypłacił akcjonariuszom dywidendy.
Patrząc na jego wyniki finansowe za 2025 r., widzę… normalność. Czyli taki model biznesowy, który – mimo wszystko – nie jest obliczony na łupienie klientów za wszelką cenę, ani na agresywny wzrost bez względu na koszty. ING dziś podał cyferki za zeszły rok, a w nich widać wzrost rentowności wychodzący ze wzrostu skali działalności (a nie z jakichś szaleństw). ING Bank na czysto zarobił o 5% więcej niż rok temu (czyli 4,63 mld zł), co jest skorelowane ze zwiększeniem skali działalności o 8% (wzrost aktywów), mniej więcej w podobnym stopniu dzięki wzrostowi depozytów (z 218 mld zł do 233 mld zł), jak i kredytów (ze 167 mld zł do 181 mld zł).
W raportach innych banków widać dużą asymetrię między dochodami odsetkowymi (stoją w miejscu lub rosną) a kosztami odsetek płaconych klientom (szybko spadają). Wynika to z rozszerzania różnicy między oprocentowaniem kredytów i depozytów, czyli po prostu z „krojenia” klientów na oprocentowaniu lokat. W ING tego zjawiska nie zauważyłem. Wzrost dochodów z odsetek (o 700 mln zł, do poziomu 13,8 mld zł) jest podobny w skali do wzrostu kosztów odsetek (o 560 mln zł, do poziomu prawie 5 mld zł). Wzrost zysku odsetkowego jest więc minimalny (o 150 mln zł, do 8,9 mld zł).
ZOBACZ NOWY ODCINEK „MAGAZYNU”:
Czy bank może rosnąć „sprawiedliwie”?
To oznacza, że bank dość uczciwie podchodził do kwestii manewrowania warunkami udzielania kredytów i oferowania depozytów. Patrząc na marżę odsetkową netto – to wskaźnik „krwiożerczości” banków, jeśli chodzi o różnicę między oprocentowaniem kredytów i depozytów – w ING ona może nie jest niska (3,27%), ale znacznie niższa od tej generowanej przez konkurentów: mBank (3,74%), czy Santander Bank (a właściwie już Erste Bank Polska – 4,64%), a nawet znacznie mniejszy Bank Millennium (4,01%). Nie wiem, czy ING „nie chce” czy „nie umie” wyciskać takiej marży, jak konkurenci – ale biorę liczby za dobrą monetę, czyli przyjmuję hipotezę roboczą, że tak po prostu miało być.
Portfel kredytowy ING jest w ponad połowie złożony z kredytów korporacyjnych (100,7 mld zł), w nieco mniejszej części z kredytów detalicznych (80,5 mld zł). W tych detalicznych – inaczej niż w wielu innych bankach – miażdżącą większość stanowią te hipoteczne, czyli najtańsza forma finansowania (69,3 mld zł). Bank ma w portfelu ledwo 10 mld zł kredytów detalicznych innych niż hipoteczne, co potwierdza, że stara się limitować ryzyko, udzielając pożyczek niezabezpieczonych głównie własnym klientom, których bardzo dobrze zna. To oczywiście ogranicza rentowność (bo banki najlepiej zarabiają na wysoko oprocentowanych kredytach konsumpcyjnych), ale zmniejsza „krwiożerczość”.
Wśród klientów ING dość ciekawa jest struktura oszczędności. W oszczędnościach detalicznych (stanowiących 136 mld zł z 233 mld zł całego portfela banku) stosunkowo duży jest udział pieniędzy oprocentowanych, a więc przechowywanych na kontach oszczędnościowych. Jest ich aż 82 mld zł, podczas gdy na kontach osobistych – 35 mld zł (na depozytach terminowych – 19,1 mld zł). Nie wiem na ile to kwestia polityki banku, a na ile wyedukowania klientów, ale klienci tego banku większą część pieniędzy, niż średnio klienci banków w Polsce trzymają na oprocentowanych (marnie, ale zawsze) kontach oszczędnościowych. To może być jedno z wyjaśnień tego, że ING pokazuje mniejszą marżę odsetkową, niż inne banki.
Z czego bierze się wzrost zysków banku, skoro jego wynik odsetkowy i prowizyjny wzrosły tylko w minimalnym stopniu, zaś koszty działalności, liczone razem z podatkiem bankowym poszły w górę o 8% (do 5 mld zł)? Ano z tego, z czego powinien pochodzić wzrost zysku banku, czyli z mniejszych strat kredytowych. Rezerwy na nie spłacane w terminie kredyty w ING spadły (z 944 mln zł do 782 mln zł), czyli znacznie silniej, niż wzrosły koszty działania banku. I to cała tajemnica wzrostu rentowności ING. Nie podwyżki oprocentowania kredytów, niezaniżanie oprocentowania depozytów, nie manewry rezerwami na ryzyko prawne.
To, że bank jest w stanie zwiększać skalę kredytowania (a nie tylko pozyskiwać depozyty, co jest łatwe, bo w naszych kieszeniach jest coraz więcej oszczędności) ma duże znaczenie dla jego stabilności. Banki, które pozyskują depozyty, ale nie są w stanie zwiększać portfela kredytowego, wpadają w pułapkę polegającą na „przeciążaniu” bilansu obligacjami Skarbu Państwa (które kupują, zagospodarowując pieniądze pozyskiwane od klientów). W ING udział posiadanych obligacji rządowych (65 mld zł) w całości aktywów nie przekracza 23%, o kilka punktów procentowych mniej niż w przypadku np. Banku Millennium, który ma problem ze zwiększaniem skali kredytowania.
————————
CHCESZ MNOŻYĆ PIENIĄDZE?
W lutym najlepsza lokata bankowa oferuje 6,6%. Jak ją „zarezerwować”? Trzeba wejść do Okazjomatu Samcikowego, pobawić się chwilę suwakami (okres lokaty, kwota), kliknąć check-box (uwzględnić czy wyciąć promocje dla nowych klientów?) i wszystko stanie się jasne. Wybieramy, klikamy, zarabiamy. Zapraszam do sprawdzenia, nie ma czasu do stracenia:
————————
Kura znosząca złote jajka. Ale nie deponentom
Wzrost rentowności wynikający z lepszego portfela kredytowego (a nie z większego „krojenia” klientów), powiększenie skali działalności w „zdrowy” sposób, czyli zarówno poprzez przyjmowanie depozytów, jak i zwiększanie portfela kredytowego – to rzeczy, które akcjonariusze ING zapewne doceniają. Ale najlepszą wiadomością dla nich jest to, że bank znów wypłaci dywidendę.
Na razie mamy tylko rekomendację zarządu mówiącą o przeznaczeniu na nią 75% zysku, jednak zapewne stanie się ona ciałem (czyli uchwałą walnego zgromadzenia akcjonariuszy). Zysk na akcję na koniec 2025 r. wynosi 35,6 zł, co oznacza, że dywidenda mogłaby wynieść 26,7 zł. Biorąc pod uwagę cenę akcji ING (ok. 420 zł), mówimy o stopie dywidendy na poziomie 6,3%. To dużo więcej, niż można dostać na depozycie, zarówno w tym banku, jak i w większości innych banków. W zeszłym roku bank wypłacił 25,2 zł dywidendy (8,5% ceny akcji), a dwa lata temu – 33,3 zł (11% ceny akcji).
Bank może płacić dywidendę, bo ma 21,3 mld zł kapitału własnego, czyli „poduszki finansowej” na ewentualne problemy. Jego tzw. współczynnik kapitałowy, czyli odsetek własnego kapitału do skali działalności, od ponad dekady stabilnie krąży w zakresie 15-17%, co daje na tyle duży spokój ducha szefom banku i nadzorowi bankowemu, że bank nie ma problemów z przeznaczaniem pieniędzy na dywidendy. Nie musi zyskami łatać strat, dziur kapitałowych, ryzyk prawnych i innych nieprzyjemności.
Patrząc na porównanie tego, jak rośnie rynkowa wycena banku ING na tle innych instytucji finansowych (mierzonych indeksem WIG-Banki) oraz największych 20 spółek na warszawskiej giełdzie (mierzonych indeksem WIG20) mam wrażenie, że rynek jednak jest długoterminowo efektywny, bo wyżej wycenia bank, który jest stabilny i ostrożnie zarządzany niż te, które przeżywają jakieś turbulencje. Na niebiesko zmiany akcji ING, na zielono zmiany indeksu WIG-Banki, na żółto zmiany indeksu WIG20.

W ciągu ostatnich 10 lat, mając akcje ING, można było czterokrotnie pomnożyć zainwestowany w nie kapitał. W 2016 r. kupowało się je na giełdzie średnio po 90 zł, dziś kosztują 420 zł. Przez tych 10 lat bank wypłacił 76 zł dywidendy na każdą akcję, czyli prawie drugie tyle, ile wynosiła cena akcji przed dekadą. A więc inwestując 10 lat temu niecałe 100 zł w akcję tego banku, można dziś mieć 500 zł (licząc zmianę ceny akcji i dywidendy). Można nie lubić banków, ale tylko do momentu, w którym jest się ich udziałowcem i można inkasować takie zyski.
CZYTAJ TEŻ:
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
zdjęcie tytułowe: VisualFinance






