Pamiętacie zażarte dyskusje w „Subiektywnie o Finansach” o tym, czy „frankowość” tego lub innego banku ma jakieś znaczenie dla poziomu oferowanego klientom oprocentowania depozytów, czy kredytów? Teoretycznie banki nie mające problemów z frankowiczami powinny oferować klientom lepsze warunki (bo nie miały ekstra-obciążenia w bilansie), ale różnie z tym bywało. Czy teraz banki „frankowe” oddychają już pełną piersią? A klientów „wyciskają” już tylko na wszelki wypadek, a nie z konieczności? Sprawdzam stan gry, bo są nowe liczby!
W czwartek zbierze się unijny trybunał TSUE w sprawie możliwości zakwestionowania WIBOR-u jako punktu odniesienia dla kredytów. Wiele wskazuje na to, że przynajmniej dla części kredytów (tych „najstarszych” i tych, w których klienci byli skąpo informowani o tym jak może się zmieniać WIBOR) trybunał może otworzyć furtkę do toczenia sporów sądowych.
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Na taki rozwój wydarzeń przynajmniej wskazuje opinia Rzecznika Generalnego TSUE, który już jakiś czas temu ogłosił, co mu w duszy gra. Jak na ironię, groźba kwestionowania WIBOR-u przypada na moment, w którym „frankowe” banki przestają odczuwać konsekwencje poprzedniego wielkiego sporu – o kredyty frankowe.
„Frankowe” banki zarabiają więcej, bo tworzą mniej rezerw
Patrząc na wyniki dwóch prywatnych banków najbardziej zaangażowanych dwie dekady temu w udzielanie kredytów frankowych – można zauważyć, że wreszcie oddychają pełną piersią. A pieniądze, które zarabiają, mogą rozdawać akcjonariuszom i przeznaczać na rozwój, zamiast spłacać nimi koszty spraw sądowych z frankowiczami. No dobra, może nie do końca jest tak różowo, ale… jak radzą sobie „frankowe” banki?
Bank Millennium zaraportował właśnie 1,2 mld zł zysku netto za zeszły rok (prawie dwa razy więcej w porównaniu z 570 mln zł oraz 720 mln zł zysku, który „magentowi” pokazali w latach 2023-2024 r.), zaś mBank pochwalił się najwyższym w historii zyskiem w wysokości 3,54 mld zł. Rok temu też było nieźle (2,24 mld zł), ale teraz bank – którego głównym udziałowcem jest niemiecki Commerzbank – przeżywa istne eldorado.
Bardzo duży wzrost zysków w zeszłym roku może być zaskakujący w kontekście spadających stóp procentowych. Zwykle jest to okoliczność zmniejszająca rentowność banków, bo nie da się utrzymać szerokich „nożyc” między oprocentowaniem depozytów i kredytów. W przypadku banków „frankowych” oczywiście nie dałoby się aż tak mocno poprawić wyników, gdyby nie spadające obciążenia związane z frankowiczami.
Oczywiście: w obu bankach biznes idzie znakomicie. mBank na odsetkach zarobił 10,5 mld zł (o 400 mln więcej niż rok temu). Udało mu się zmniejszyć o mniej więcej taką właśnie kwotę odsetki wypłacane klientom za depozyty przy utrzymaniu oprocentowania kredytów na dotychczasowym poziomie. Na opłatach i prowizjach bank zarobił 2,2 mld zł (o 230 mln zł więcej, niż rok temu). Jak łatwo policzyć – dochody banku poszły w górę o jakieś 6%, do poziomu 12,7 mld zł.
Koszty działania też oczywiście wzrosły – do 3,2 mld zł (a więc o ponad 400 mln zł). Na kiepsko spłacane kredyty bank odliczył 750 mln zł rezerw, zapłacił też 2,3 mld zł różnych podatków. To, co zostało (5,5-6 mld zł) w poprzednich latach bywało „zjadane” przez koszty prawne związane ze sporami z frankowiczami. Tym razem jednak zostało „zjedzone” tylko częściowo, bo w koszty rezerw z tytułu kredytów frankowych bank wrzucił 2 mld zł (zamiast 4,3 mld zł, jak to było w poprzednim roku).
Bank, który do tej pory starał się tak kalibrować oprocentowanie lokat i kredytów, prowizje oraz koszty działania, żeby nawet po zapłaceniu frankowiczom cokolwiek mu zostało, tym razem może sobie pozwolić, żeby „odłożyć” mniej na spory z nimi. I stąd nagły wystrzał zysków, nieuzasadniony sytuacją rynkową – bo przecież stopy procentowe spadają, a mBank nie urósł nagle na tyle, żeby zarobić aż 1,3 mld zł więcej.
„Frankowe” banki liczą, że stare kredyty się nie „obudzą”
Spadające koszty sporów frankowych to oczywiście efekt mniejszej liczby tychże. mBank podaje, że z niemal 86 000 wszystkich udzielonych kredytów frankowych już ponad 14 000 jest przedmiotem zakończonych procesów z frankowiczami (w 97% bank je przegrał), zaś w 33 500 przypadkach udało mu się zawrzeć sądową lub pozasądową ugodę (w tym jakieś 10 000 ugód to „urobek” zeszłoroczny). Widać więc, że ponad połowa kredytów frankowych jest w ten czy inny sposób „rozliczona”.
W sądach jest aktualnie jakieś 5 850 spraw z frankowiczami (z tego mniej niż 25% dotyczy kredytów już spłaconych, a reszta to kredyty aktywne). Rok temu był tych spraw w sądach 16 000. Ale wszystkie spory, które są w sądzie, dawno są już uwzględnione w rezerwach. Widać więc, że sytuacja sądowa się stabilizuje i w zasadzie jedynym zagrożeniem pozostaje 33 000 kredytów już spłaconych, które mogą jeszcze „zmartwychwstać”. I rezerwy, które bank teraz tworzy, dotyczą głównie statystycznego ryzyka, że takie „stare” kredyty jeszcze trafią do sądów.
mBank generuje już 3,5 mld zł zysku netto pomimo nie do końca załatwionych spraw frankowych, a gdyby nie frankowicze, to miałby 5,5-6 mld zł zysku netto. I to jest docelowy potencjał zyskowności mBanku. Kilka dni temu Erste Bank Polska (dawniej Santander Bank Polska) podał, że zarobił w zeszłym roku 6,5 mld zł na czysto, a to bank o porównywalnych gabarytach do mBanku. Zysk Erste poszedł w górę w znacznie mniejszym stopniu, niż zysk mBanku, ale też w tym przypadku nie „zagrał” czynnik mniejszego poziomu rezerw na ryzyko prawne.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
Bardzo podobna jest sytuacja w Banku Millennium, o którym jeszcze kilka lat temu mówiło się, że jest najbardziej zagrożony możliwością upadku z powodu franków. Ostatecznie okazało się, że to strachy na lachy (choć upadek Getin Banku pokazuje, że „afera frankowa” wymagała ofiar). A Bank Millennium dziś pokazuje silny wzrost zysków wynikający głównie z… mniejszych rezerw na ryzyko prawne dotyczące kredytów frankowych.
Zeszłoroczny zysk Banku Millennium w wysokości 1,2 mld zł oczywiście jest w pewnym stopniu zasługą zaskakującego wzrostu wyniku odsetkowego, który wyniósł aż 5,75 mld zł (wzrost o 225 mln zł w skali roku) przy niemal identycznym zarobku na prowizjach, co w zeszłym roku (niecałe 780 mln zł). Koszty działania banku wzrosły do 2,55 mld zł (czyli o 300 mln zł), więc zyskowność powinna być podobna, jak w zeszłym roku. Ale jest większa, bo bank utworzył tylko 2,1 mld zł rezerw na ryzyko prawne, zamiast 2,85 mld zł rok temu. To w zupełności wystarczyło, żeby podpompować zysk netto o pół miliarda złotych.
Czy Bank Millennium oddycha już pełną piersią?
Powiedzieć, że Bank Millennium „oddycha już pełną piersią” byłoby pewną przesadą – inaczej, niż w mBanku, rezerwy na ryzyko prawne nadal są większe niż zyski generowane przez bank, ale patrząc na bilans sporów z frankowiczami chyba można mieć dużą dozę optymizmu. Bank Millennium podaje, że gdyby nie „czynniki jednorazowe” (głównie związane z rezerwami prawnymi) miałby 3,2 mld zł zysku netto (tyle, co w zeszłym roku bez tych samych, „frankowych” czynników jednorazowych).
Bank Millennium miał w bilansie 104 000 kredytów frankowych. Z tego 11 300 kredytów już jest rozsądzonych prawomocnie, zaś 30 400 zakończonych w ramach ugód. A więc 40% „problemu” już jest pozamiatane. Kolejnych 17 500 klientów wciąż walczy w sądzie (nie ma jeszcze prawomocnych wyroków). I na te spory bank ma założone rezerwy. Wielką zagadką jest to, czy nie „wzbudzą” się posiadacze już spłaconych 41 500 kredytów lub 3 100 kredytów jeszcze spłacanych, ale nie będących ani w sądzie, ani po wyroku, ani po ugodzie.
Bank Millennium ma przed sobą też inne wyzwania i to niewąskie. O ile jest w stanie przyciągać depozyty (wzrosły ze 117 mld zł rok temu do 130 mld zł dziś), o tyle ma duży problem ze zwiększaniem wartości portfela kredytowego (poszła w górę tylko o 2 mld zł i wynosi dziś 76,5 mld zł). Jeśli nie będzie większego zarobku na kredytach, bankowi pozostanie tylko lokowanie pieniędzy przynoszonych przez klientów w obligacjach skarbowych, a na tym będzie trudniej zarobić, chcąc jednocześnie zwiększać skalę działalności.
CZYTAJ TEŻ:
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
ZOBACZ „MAGAZYN” I SUBIEKTYWNE ROZMOWY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtube. Rozmowy o pieniądzach, komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. A w każdy wtorek „Magazyn Subiektywnie o Finansach” o Twoich pieniądzach. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube.
zdjęcie tytułowe: VisualFinance/Pixabay/Canva




