14 września 2023

Mieszkanie w Warszawie, Krakowie albo Trójmieście? Ceny są tu szalone. Może pora pomyśleć o…przeprowadzce i zaoszczędzić setki tysięcy złotych?

Mieszkanie w Warszawie, Krakowie albo Trójmieście? Ceny są tu szalone. Może pora pomyśleć o…przeprowadzce i zaoszczędzić setki tysięcy złotych?

Czas na przeprowadzkę? Za metr kwadratowy nowego mieszkania w Warszawie trzeba już średnio zapłacić prawie 15 000 zł, niewiele taniej jest w Krakowie i Trójmieście. A mówimy o mieszkaniach bez wyposażenia. Takie stawki przekładają się na ogromne kredyty i wysokie raty, które mocno obciążają budżet tych, którzy się na nie zdecydowali. Na szczęście na mapie Polski wciąż są miasta, w których za metr mieszkania zapłacimy mniej niż 10 000 zł. Może warto rozważyć przeprowadzkę z najdroższych miast? Ile można zaoszczędzić, zmieniając miejsce zamieszkania?

Problemy młodych na rynku mieszkaniowym to gorący temat. Od wprowadzenia „Bezpiecznego Kredytu 2%” popyt na mieszkania znów wystrzelił i – co za niespodzianka – przyniósł ze sobą wzrost cen. Ci, którzy łapią się na program, trochę zaoszczędzą, ale co z tymi, którzy muszą wziąć kredyt na standardowych warunkach?

Zobacz również:

Zakup własnego i nieciasnego mieszkania na kredyt to marzenie wręcz nie do zrealizowania dla wielu osób. Za metr kwadratowy nowego mieszkania w stanie deweloperskim w Warszawie trzeba dziś zapłacić prawie 15 000 zł. Ale to tylko średnia, bo tę kwotę trzeba pomnożyć razy dwa i trochę, zbliżając się do centrum. Jak podaje rynekpierwotny.pl, średnia cena metra mieszkania w Śródmieściu to 31 000 zł, a na Woli – ponad 22 000 zł. Najtańsze dzielnice to Wesoła, Wawer i Białołęka – tam ceny są poniżej 11 000 zł za metr, ale czy takie stawki możemy uznać za atrakcyjne?

Para zarabiająca łącznie ok. 10 000 zł może liczyć na kredyt rzędu 600 000 – 700 000 zł. Co za tę kwotę można kupić w Warszawie? Przyjmując średnią cenę za metr 15 000 zł, kupimy zaledwie 35-45 mkw. Decydując się na tańsze dzielnice, starczy nam już na ok. 65 mkw. Ale mowa tu przecież o mieszkaniu deweloperskim. Przy takim metrażu trzeba jeszcze dołożyć ok. 100 000 – 150 000 zł na wykończenie. Jeśli koszty wykończenia wrzucimy w kredyt, to pozostanie nam 550 000 zł, za które kupimy średnio 36-50 mkw.

Na takim metrażu nie zmieścimy więcej niż pokój z aneksem plus niewielka sypialnia, a i tak będzie to bardzo ciasne mieszkanie. Jeśli pojawi się dziecko, to nie wiadomo nawet, gdzie postawić łóżeczko. W 10-metrowej sypialni może być ciężko, chyba że pozbędziemy się szafy. Tylko gdzie wtedy trzymać ubranka i wszystkie akcesoria dziecięce? Za kilka lat przydałby się jeszcze własny pokój dla dziecka. Wtedy albo dziecko pokoju nie dostanie i mieszka z rodzicami, albo rodzice przeniosą się do pokoju, za to dziecko dostaje trochę własnej przestrzeni. Żadne rozwiązanie nie jest satysfakcjonujące.

Drogie mieszkania w stolicy? Może pora na wyprowadzkę?

Dlatego coraz więcej osób staje przed dylematem, czy faktycznie jest sens pakować się do Warszawy. Stolica kusi możliwościami zawodowymi, ale okazuje się, że zarobki wcale nie są już najwyższe. Katowice, Kraków i Gdańsk – to mieszkańcy tych miast mogą liczyć na najwyższe wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw. Niestety Kraków i Gdańsk również są w czołówce najdroższych miast w Polsce, jeśli chodzi o ceny mieszkań i koszty życia.

Najwyższe ceny mieszkań i jednocześnie nie najwyższe zarobki sprawiają, że Warszawa wylądowała na 10. miejscu w rankingu dostępności mieszkań przygotowanego przez portal rynekpierwotny.pl. Tu za przeciętną pensję można kupić zaledwie 0,59 mkw. mieszkania, podczas gdy w Katowicach za przeciętne wynagrodzenie można już kupić 0,87 mkw. Pomimo wysokich cen mieszkań całkiem nieźle w tym rankingu wypada Gdańsk.

Może więc wyprowadzka w poszukiwaniu tańszego mieszkania wcale nie jest głupim pomysłem? Sama mam znajomych, którzy się zastanawiają, czy nie wyprowadzić się z Gdańska do rodzinnego miasta. Jak sami mówią, tam za 700 000 zł kupią sobie 100-metrowe mieszkanie do remontu, w Gdańsku za tę kwotę muszą się liczyć z metrażem o połowę mniejszym. Inni znajomi podjęli taką decyzję już dwa lata temu.

Zamiast pakować się w kredyt na kilkaset tysięcy, wyremontowali dużo niższym kosztem rodzinny dom w dużo mniejszej miejscowości i z tego, co wiem, są ze swojej decyzji bardzo zadowoleni. Przeprowadzając się do rodzinnego domu, oprócz większego metrażu zyskali ogródek, a koszt przedszkola dla dziecka spadł z 1400 zł do 300 zł.

Takie rozwiązanie może być szczególnie opłacalne dla osób, które pracują zdalnie i, zmieniając miejsce zamieszkania, mogą zachować pensję z wielkomiejskiego korpo. Za przeprowadzką w rodzinne strony może przemawiać jeszcze jeden kluczowy argument, ważny zwłaszcza w przypadku rodzin z dziećmi, a mianowicie bliskość dziadków, którzy chętnie zajmą się chorym wnuczkiem lub wnuczką, podczas gdy rodzic musi pracować.

Niestety, w przypadku popularnych prywatnych placówek za żłobek czy przedszkole trzeba płacić niezależnie od tego, czy dziecko ma 100% frekwencji czy przez choroby pojawia się w placówce sporadycznie. Częste zwolnienia, na które najczęściej decydują się kobiety, sprawia, że matki mają mniejsze szanse na awans i wyższe zarobki. Jeśli wyprowadzka w rodzinne strony oznacza jednocześnie pomoc dziadków, to potencjalne korzyści finansowe są zdecydowanie wyższe niż oszczędność na metrze kwadratowym.

Czas na wyprowadzkę w rodzinne strony? Ile można zaoszczędzić?

Przejdźmy jednak do konkretów i zastanówmy się, ile faktycznie można zaoszczędzić, decydując się na wyprowadzkę ze stolicy do miasta równie wygodnego do życia, ale tańszego. Do porównania wybrałam Katowice, skoro to właśnie to miasto zostało uznane za najbardziej przystępne cenowo, oraz przykładowe miasto w województwie warmińsko-mazurskim z liczbą mieszkańców poniżej 50 000 mieszkańców.

Przyjmiemy też dwa scenariusze. Pierwszy, bardziej optymistyczny, w którym obie osoby utrzymujące gospodarstwo domowe pracują zdalnie i pomimo przeprowadzki utrzymują swoje warszawskie zarobki na poziomie średniej 6300 zł netto. W drugim scenariuszu przeprowadzka wiąże się z obniżką wynagrodzenia do tego lokalnego. Ile trzeba zapłacić w każdym z tych trzech miast za 70-metrowe mieszkanie?

W Warszawie – średnio 1 040 000 zł, w Katowicach – 735 000 zł, a małym mieście (licząc średnią za metr kwadratowy – 7000 zł), zapłacimy 490 000 zł. Decydując się na przeprowadzkę do małego miasta, wydamy o 550 000 zł mniej niż w Warszawie i o 295 000 zł mniej niż w Katowicach.

Zakładamy jednak, że jest to stan deweloperski i w przypadku Warszawy trzeba doliczyć 150 000 zł za wykończenie. Ceny robocizny są w województwie śląskim średnio o 10% niższe, ceny w hurtowniach też mogą być niższe. Przyjmijmy więc, że wykończenie w Katowicach zapłacimy 140 000 zł, a w małym mieście 130 000 zł.

Załóżmy, że we wszystkich przypadkach wpłacamy 20% wkładu własnego, ale do kredytu dorzucamy koszt wykończenia. Jaka rata czeka nas przy kredycie na 30 lat z oprocentowaniem 8% w skali roku? W przypadku Warszawy musimy wziąć kredyt na kwotę 982 000 zł, rata wyniesie ok. 7200 zł. Mieszkanie w Katowicach oznacza kredyt w wysokości 728 000 i ratę 5350 zł, a w mniejszym mieście 522 000 zł z ratą 3800 zł. A teraz podliczamy przeprowadzkę.

Scenariusz pierwszy: warszawskie zarobki i lokalne ceny nieruchomości. Pozostanie w Warszawie oznacza, że jedna wypłata w całości idzie na pokrycie raty i trzeba dorzucić jeszcze 900 zł z drugiej pensji. Na życie pozostaje 5400 zł. W Katowicach na życie zostanie 7250 zł, a w najmniejszym mieście aż 8770 zł, to aż o 3000 zł więcej niż w Warszawie przy jednoczesnych niższych kosztach życia (przedszkola, restauracje, transport itp.).

Scenariusz drugi: lokalne zarobki i lokalne ceny nieruchomości. Para wyprowadza się z Warszawy, ale zarobki dostosowują się do mniejszego miasta. Przeciętne wynagrodzenie w Katowicach to ok. 6600 zł netto, czyli więcej niż w Warszawie. W województwie warmińsko-mazurskim zarobią już jednak ok. 4400 zł netto.

W przypadku pozostania w Warszawie nadal pozostaje w portfelu 5400 zł, w Katowicach tym razem zostaje nam więcej, bo zarobki tam są wyższe, czyli po odliczeniu raty mamy 7850 zł, a w małym mieście 5000 zł, trochę mniej niż w przypadku pozostania w Warszawie, ale jeśli uwzględnimy niższe koszty życia, to te kwoty będą zbliżone.

 

Wniosek? Czas na wyprowadzkę się do… Katowic. Albo do Łodzi. Albo nawet do Poznania, bo tam też ceny nieruchomości aż tak bardzo nie „odjechały”, a jest to całkiem przyjemne miasto do życia.

Kiedy warto rozważyć przeprowadzkę, a kiedy jednak nie?

Oczywiście czasem z miejscem do życia wiąże nas rodzina albo praca. Ale w pozostałych przypadkach – mając w perspektywie 20-30 lat spłacania rat kredytowych – warto rozważyć przeprowadzkę do miasta, w którym te raty, za porównywalny metraż, będą znacznie niższe. Oczywiście, płacąc dużo za metr kwadratowy, płacisz też za dostęp do najwyższej klasy infrastruktury (restauracje, kluby, kina, teatry, parki, baseny, atrakcje miejskie). I to jest argument, o ile z tej infrastruktury rzeczywiście korzystasz.

A tak na poważnie to przed podjęciem życiowej decyzji, jaką jest zakup mieszkania, warto wziąć pod uwagę nie tylko te największe miasta, szczególnie jeśli mamy możliwość pracy zdalnej i zachowania dotychczasowych wielkomiejskich zarobków. Zamiast na siłę pchać się do stolicy, która kusi atrakcyjnymi zarobkami, pora zastanowić się nad tym, na co te zarobki wystarczą. A niestety nadwyżka wysokiej pensji może zostać zjedzona przez ratę kredytu, wysokie czesne w przedszkolu czy drogie wyjścia do restauracji.

Z drugiej strony największe polskie miasta mają najniższy poziom bezrobocia i to też należy mieć na uwadze, bo dziś raczej nikt nie zakłada pracy w jednym miejscu do emerytury. Dlatego dokonując takiej analizy – i obmyślając scenariusz obejmujący przeprowadzkę – trzeba patrzeć na kilka czynników. Cena nieruchomości, możliwości zawodowe, koszty utrzymania, jakość życia, bliskość rodziny i jeszcze kilka innych.

A jakie są Wasze przemyślenia? Mieszkając w Warszawie, Gdańsku czy Krakowie rozważaliście kiedykolwiek przeprowadzkę? Czy zastanawialiście się przed zakupem mieszkania, ile moglibyście zaoszczędzić, wyprowadzając się do mniejszego miasta?

Zdjęcie tytułowe: Freepic/gpointstudio

Subscribe
Powiadom o
74 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Regnard
9 miesięcy temu

Zdecydowanie przeprowadzka. Najlepiej na odległość wyrażoną w godzinach lotu.

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  Regnard

A to dopiero po 15 października 😉

Maciek
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie Redaktorze, poczucie humoru jak zawsze niezrównane :). Za ten żart kapituła uśmiechu z dumą przyznaje Panu osiem gwiazdek 🙂

Marco
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie wierzy Pan w zmiany na lepsze?

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  Marco

Wierzę, mój optymizm jest ograniczony jedynie racjonalizmem 😉

Agata
8 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Czy warto kupować mieszkanie w Warszawie inwestycyjnie aktualnie 17-20tys za metr

Admin
8 miesięcy temu
Reply to  Agata

Zależy od lokalizacji. Jeśli przez kolejnych 10 lat będzie inflacja na poziomie 5% plus (to jest prawdopodobne) to to może mieć sens. Ale z drugiej strony obligacje skarbowe antyinflacyjne są dużo mniej kłopotliwe w „obsłudze” i bardziej płynne.

Agata
8 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Obligacje są obarczone ryzykiem bankructwa Państwa, zaś nieruchomość zawsze pozostanie. Chociaż jeśli byłyby są świetnym instrumentem. Jaki według Pana powinien być udział procentowy nieruchomości w całym majątku?

Admin
8 miesięcy temu
Reply to  Agata

Nieruchomości też są obarczone ryzykami (płynności, spadku wartości w wyniku spadku mocy nabywczej wynagrodzeń na danym terenie, wojny na danym terenie). W przypadku nieruchomości wydaje mi się, że rozsądny udział nie powinien przekraczać 15-20%. To samo dotyczy zresztą obligacji

0xmarcin
9 miesięcy temu
Reply to  Regnard

Ciężko myśleć o przeprowadzce jak od września/października jest wielka akcja zaganiania pracowników do biur 🙁

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  0xmarcin

Oj, jest, jest 😉

Marcin Staly Czytelnik
9 miesięcy temu
Reply to  0xmarcin

Tylko w jakim celu?

ona
9 miesięcy temu

w celu obciążenia budżetu Państwa L4, które będzie masowo brane w październikowym, listopadowym sezonie grypowym przez pracowników, którzy po 3 latach stracili troszkę odporność na zarazki z komunikacji miejskiej 🙂

Daniel
9 miesięcy temu

Mój znajomy strażak. Pracuje w Olsztynie zarabia średnia krajową jeździ do pracy 10 12 razy w miesiacu kupil duży dom w nidzicy w cenie małego mieszkania w Olsztynie droga 60 km do pracy siódemka wyremontowana dwupasmówka jedzie do pracy max 40 minut. Jestst bardzo zadowolony

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  Daniel

Bardzo dobra koncepcja. Znam ludzi, którzy wyprowadzili się z Wrocławia pod Lubin i też sobie chwalą. Więcej metrów, większy spokój, niższe ceny, niższe koszty utrzymania

Marcin
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie znam tych okolic ale to jest jakieś 80-100 km w jedną stronę w zależności od trasy. Sprawdziłem na mapach, że o godzinie 12:00 dojazd z Lubina do Wrocławia to 1 godz. 20 min. Na 99% o 8 rano dojazd będzie dłuższy. Zaokrąglę to do 3 godzin w 2 strony. Rzeczywiście sielskie życie.

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  Marcin

Pod warunkiem, że ktoś by zamierzał tam codziennie jeździć do pracy. Ci ludzie pracują zdalnie…

TomR
9 miesięcy temu
Reply to  Daniel

Trzeba się liczyć z płatnymi drogami w niedalekiej przyszłości. Aktualnie płacą ciężarówki, ale w przyszłości rozszerzenie na osobowe wydaje się oczywiste. 120 km dziennie, po powiedzmy 30 gr/km, przez 20 dni w miesiącu to 720 zł miesięcznie.

Freak
9 miesięcy temu

Mieszkam na wsi i planuje wyprowadzkę do miasta. Po prostu na wsi musisz zarezerwować czas po pracy na „drugą zmianę” w domu. Ciągle praca w domu i ogrodzie. Chyba, że kupisz mieszkanie w popeegierowskim bloku to tych prac jest mniej. Na wsi nie ma żadnych rozrywek, długi czas dojazdu do pracy. Z plusów jeśli ktoś lubi zieleń to ma prywatny ogród (na pewno spędzi tam dużo czasu aby utrzymać go w właściwym stanie). Trzeba mieć na uwadze, że życie na wsi jest drogie (utrzymanie domu, ogrodu) i będzie coraz droższe m.in przez uchwały które zakazują opalania węglem i drewnem.

Ppp
9 miesięcy temu
Reply to  Monika Madej

Bardzo ważna sprawa. Człowiek w mieście jest przyzwyczajony, że spółdzielnia/wspólnota załatwia wywóz śmieci, ogrzewanie, przeglądy kominów, sprawdzanie gazu, remonty czy odśnieżanie chodnika – człowiek na wsi to wszystko musi robić samemu.
W trakcie czytania przyszło mi do głowy, że przecież Warszawa, Poznań, Katowice czy Gdańsk są stolicami aglomeracji – zamiast przeprowadzać się do innego województwa, może warto sprawdzić mniejsze miejscowości tejże aglomeracji (Tychy, Nowy Dwór Maz, Gniezno, Wejherowo).
Pozdrawiam.

mariusz
9 miesięcy temu
Reply to  Monika Madej

Najczęściej w miastach powiatowych jest wszystko, czego w życiu potrzeba. Plus taki, że to wszystko jest na mniejszej powierzchni, nie trzeba długo jechać, można się przejść spacerem. Kwestia tylko kto jaki ma zawód, jaką może wykonywać pracę i ile mu w kieszeni zostaje 🙂

jsc
8 miesięcy temu
Reply to  Monika Madej

Mało powiedziane…, które mają dobre położenie to mają nawet potencjał być fajną pozycją na weekendowy wypad. Weżmy na ten przykład Podkowę Leśną czy inne miasta-ogrody.

jsc
8 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Wywóz śmieci to akurat po wejściu ustawy organizuje gmina, a po wybuchu wojny na Ukrainie weszła w sektor paliw grzewczych.

mko
9 miesięcy temu
Reply to  Monika Madej

Pewnie już milion razy było wałkowane w innych artykułach, ale raz jeszcze: właściciel mieszkania w bloku nie płaci żadnego czynszu. Dbajmy o czystość języka polskiego i języka ekonomicznego, szczególnie tutaj.

Romek
9 miesięcy temu
Reply to  Freak

Racja. Samo koszenie trawników to przynajmniej 6 godzin tygodniowo w sezonie.

Radek
9 miesięcy temu
Reply to  Romek

😀

Piotr
9 miesięcy temu
Reply to  Romek

Z jednej strony racja, z drugiej strony jesteś o karnet na siłownie/basen do przodu.

Piotr
9 miesięcy temu
Reply to  Freak

Też mieszkam na wsi i w życiu nie zamieniłbym tego na miasto ze spalinami i korkami. Owszem, utrzymanie domu jest czasochłonne i kosztowne (zwłaszcza jeśli zależy nam na wyższym standardzie). Owszem jest to praktycznie drugi etat (realnie można powiedzieć że 1/2) ale jeśli masz pracę biurową to ogród jest świetny na odstresowanie 🙂 Jak mawia nasz kochany prezydent: „jak jeżdżę na nartach to nie myślę” i tutaj wstaw sobie dowolną pracę ogrodową 🙂

Lukasz
5 miesięcy temu
Reply to  Piotr

jakby smogu nie było na wsi 😉

Celina
9 miesięcy temu

Jedno i drugie rozwiązanie na swoje wady i zalety. Na etapie rodziny z nastolatkami i studentami oszczędniej i czasowo i finansowo jest nam mieszkać w mieście. Za lat kilkanaście też będzie nam wygodniej w mieście mając blisko sklep, lekarza itp. Tylko tego ogrodu i własnych owoców i warzyw wiecznie mi żal.

Ania
9 miesięcy temu
Reply to  Monika Madej

A potem dziecko na dalszą edukację trzeba i tak wysłać do dużego miasta. I płacić za wynajem mieszkania…

WoW
9 miesięcy temu

Takie rozwiązanie może być szczególnie opłacalne dla osób, które pracują zdalnie i, zmieniając miejsce zamieszkania, mogą zachować pensję z wielkomiejskiego korpo.
Powyższe założenie sprawia, że dla pokaźnej części czytelników nie ma zastosowania. Planując przeprowadzkę albo tracisz wynagrodzenie korporacyjne albo tracisz pół życia na dojazdach. Wiele firm ogranicza możliwość pracy zdalnej non-stop (i znam mnóstwo powodów dlaczego :))

Marcin Staly Czytelnik
9 miesięcy temu
Reply to  WoW

Dlaczego? 🙂

Irek
9 miesięcy temu

Przy takiej analizie trzeba wziąć jeszcze pod uwagę perspektywy danego miasta. W dużych miastach za kilka lat raczej nie będzie problemu ze sprzedażą mieszkania po cenie wyższej niż cena zakupu. W mniejszych, wyludniających się miastach, jest na to mniejsza szansa.

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  Irek

Słuszne uzupełnienie!

Michał
9 miesięcy temu

Z mojej perspektywy nie ma to sensu. Kosztem 40% tańszego mieszkanie/dom (połowa ceny i podobny koszt remontu) z plusów miałbym: ogródek (na którym można siedzieć 4 mc w roku i jeszcze nie miałbym na to czasu, bo byłbym w dojazdach, do dotyczy zdalnie) większe mieszkanie / dom a z minusów niższe zarobki w wariance pracy na miejscu (nie dotyczy zdalnie) słabszą infrastrukturę długie dojazdy cięższą do zbycia nieruchomość (mieszkanie w dużym mieście się sprzedaje łatwo, dom na wsi to koszmar) lepszą służbę zdrowia (ważne dla starszych osób) i pewniejszą pomoc ratowniczą w razie potrzeby szkoły, przedszkola, zajęcia kulturowe lepsze sklepy… Czytaj więcej »

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  Michał

Dzięki za fajną check-listę!

Marcin Staly Czytelnik
9 miesięcy temu
Reply to  Michał

Praca niestety nigdy nie jest pewna na lata. Wszystko zalezy od koniunktury.

jsc
8 miesięcy temu
Reply to  Monika Madej

(…)Jeśli Warszawę do małego miasteczka to zdecydowanie te minusy należy uwzględnić.(…)
Najpierw zwracasz uwagę, że zależy co się porównuje, a póżniej sam lecisz w generalizację… W przypadku Podkowy Leśnej wiele minusów odpada.

Obserwator
9 miesięcy temu

To samo było w Hiszpanii, Grecji, Irlandii. U nas będzie inaczej 😉

Stef
9 miesięcy temu

Przyjęto 2 scenariusze ale w obu mieszkanie 70m2. Wyliczenia wypadają zupełnie inaczej przy 35 m2 dwa pokoje, na 2 osoby powinno wystarczyć.

Marcin Staly Czytelnik
9 miesięcy temu
Reply to  Stef

A co z dziecmi?

Add
9 miesięcy temu
Reply to  Stef

35m2 na dwie osoby? Serio? Sami sobie wmawiacie że to wystarczy?

Marco
9 miesięcy temu

Zarobki w Katowicach, Krakowie i Gdańsku są wyższe niż w Warszawie?

Marcin Staly Czytelnik
9 miesięcy temu
Reply to  Marco

Duzo nizsze, ale wiadomo zalezy tez od branzy.

Marco
9 miesięcy temu
Reply to  Monika Madej

Można prosić o link to tych danych?

Luk
9 miesięcy temu

Kilkanaście lat temu po kilkuletnim pobycie w Warszawie postanowiliśmy wrócić na Śląsk . Mając porównanie cen nieruchomości i ogólnych kosztów i jakości życia, stwierdziliśmy, że Warszawa (pod kątem kupna mieszkania , założenia rodziny, jakości życia i spokoju ) zostaje daleko w tyle . Z perspektywy czasu można powiedzieć że to była b. dobra decyzja. W aglomeracji śląskiej jest mnóstwo możliwości ze względu na przemysł, IT , SSC , dużo korporacji międzynarodowych i łatwość przemieszczania się między miastami . Często czasowo jest krócej niż pomiędzy dzielnicami Warszawy. Myślę, że zarobki porównywalne, a nie ma takiego „wyścigu szczurów” napędzanego głównie przez osoby… Czytaj więcej »

Stefan
8 miesięcy temu
Reply to  Luk

Same here. Mieszkałem w Warszawie 18 lat – studia plus praca zawodowa. Kilka lat temu wyprowadziliśmy się do Katowic. O wiele lepsza jakość życia, blisko w góry no i mieszkanie kosztowało 5 tys za metr od dewelopera.

Adam
9 miesięcy temu

Pani Moniko zawsze może się Pani przeprowadzić do Nigerii albo do Tanzanii. To dopiero będą oszczędności. I wtedy pyk artykuł na Sof

Daniel
9 miesięcy temu

Zdecydowanie zostać w Warszawie, jeżeli myślimy o długiej perspektywie.
Tylko Warszawa utrzyma dodatnią demografię i tylko ona będzie się liczyć w Europie, zaraz po Londynie, Paryżu i Amsterdamie.
Warszawa jest stabilna, pozostałe miasta to Totolotek. Dzisiaj jest dobrze, a za 15 lat może być płacz.
O małych miasteczkach i prowincji nawet tutaj nie wspomnę, katastrofa i armagedon w perspektywie dziesięciolecia

Piotr
9 miesięcy temu
Reply to  Daniel
jsc
8 miesięcy temu
Reply to  Daniel

Na prawdę pojechałeś… w Mad Maxa.

Rafał
9 miesięcy temu

Dla mnie strategia jest taka, że jeśli naprawę ktoś jest wielkomiejskim zwierzęciem to pomysł eksportu do małego miasta czy na wieś doprowadzi go do depresji 🙂 ALE, wszyscy ci niezafiksowani mogą sobie fajnie i wygodnie ułożyć życie w małym mieście ulokowanym obok dużego. Ja tak mam i sobie chwalę. Jeśli jest się szczęściarzem i ma zarobki w okolicach przeciętnej krajowej i żyje w związku z partnerem o podobnych zarobkach to w małym mieście można poczuć się jak klasa średnia /to moja prywatna ocena :)/ i żyć wygodnie. Aktualnie obserwuję, że ceny mieszkań w małych miastach blisko dużych są jeszcze znośne… Czytaj więcej »

TomR
9 miesięcy temu

Podstawową zaletą większych miast jest skalowanie ponadliniowe. W promieniu r masz r^2 (r do kwadratu) obiektów, ludzi, organizacji czyli także r^2 różnego rodzaju okazji, ale i r^2 konkurencji… Tzn. podwojeniem odległości – czyli też czasu dojazdu – masz aż 4 razy więcej okazji do wyboru, za 3 krotne zwiększenie czasu dojazdu – aż 8 razy więcej potencjału, okazji itd. Jeżeli jest się konkurencyjnym to sytuacja kilka razy więcej okazji kontra kilka razy więcej konkurencji jest okolicznością pozytywną. Małe miasteczka takiego skalowania nie mają, więc przegrywają, a średnie przez takie skalowanie są mniej atrakcyjne. Skalowanie okazji do kwadratu odległości oznacza także,… Czytaj więcej »

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  TomR

Ciekawe z tym skalowaniem ponadliniowym, nie znałem tej koncepcji oceny atrakcyjności miast

jsc
8 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Bo to jakiś wymysł… taki Oxford czy Cambridge to nie są jakieś wielkie metropolie, w Polsce ledwo łapałaby się na miano powiatu grodzkiego.

Last edited 8 miesięcy temu by jsc
Bartek
9 miesięcy temu

Moim zdaniem lepsza jest trzecia droga czyli stosunkowo tania gmina bezpośrednio przy dużym mieście/aglomeracji. Kluczowy jest dojazd koleją – wtedy wystarczy z reguły 15-20 minut aby się znaleźć w ścisłym centrum. Polskie duże miasta mają tzw. gwiaździsty układ komunikacji podmiejskiej czyli wszystkie linie (pociąg, autobusy, busy) jeżdzą do centrum. No a kolejne 10-15 lat to będzie zdecydowany rozwój kolei podmiejskich – UE to na nas wymusi. Ten model od lat funkcjonuje na zachodzie i północy Europy – pozwala kupować wygodne (większe) mieszkania czy domy i żyć komfortowo korzystając z udogodnień i atrakcji dużego miasta. Co do działki/domu to dziś wszystko… Czytaj więcej »

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  Bartek

Bardzo dobra koncepcja. Właśnie dlatego teraz w takich ościennych gminach z dobrą komunikacją kolejową do miasta ceny nieruchomości rosną najszybciej (chyba nawet szybciej w największych miastach)

Bartek
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

To fakt. Ceny rosną szybciej, bo wyjściowo w ostatnich latach były stosunkowo niskie.
Jednak nadal bez problemu można kupić wygodne 3-4 pokojowe mieszkanie w cenie 1-2 pokojowego w mieście.

Tylko warto szukać inwestycji w odległości max 1000-1200m od stacji kolejowej. Nadal jeszcze takie są, choc ceny nieruchomości w takich lokalizacjach rosną najszybciej.
W teorii można dojezdzać do parkingów typu park&ride autem/rowerem/hulajnogą ale to już nie daje komfortu.

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  Bartek

Tak, jeśli jest bezpieczna droga, to i 3km od stacji kolejki jest dobrą opcją – codzienny ruch w takiej skali jest zbawienny dla zdrowia

jsc
8 miesięcy temu
Reply to  Bartek

Chwalisz koleje podmiejskie, a zapominasz, że obsługują one całe metropolie, czyli wylatują z aglomeracji na odległość 30-50 km., czyli biorąc to na podwórko polskie to SKM’ka powinna śmigać przykładowo między Żyrardowem,a Mińskiem Mazowieckim.

EwKamil
8 miesięcy temu

ja kupiłem w warszawie od fabryki domów zanim ceny tak poszły w góre i to najlepsza moja decyzja w życiu była

jsc
8 miesięcy temu

(…)Oczywiście, płacąc dużo za metr kwadratowy, płacisz też za dostęp do najwyższej klasy infrastruktury (restauracje, kluby, kina, teatry, parki, baseny, atrakcje miejskie). (…) Tu o paradoksie jest na odwrót… Małe i pewna część średnich miasta są pietnastominutowe same z siebie, aż się prosi żeby powiedzieć, że z definicji. A w aglomeracjach to choćbym nie wiem jak się starać to sporo rzeczy musi być w innej dzielnicy co zmusza do korzystania z zbiorkomu co mimo wszystko jest jakoś tam uciążliwe… a nasze aglo miały to nieszczęście, że w czasach rewolucji przemysłowej w dużej mierze to były prowincje przygraniczne zaborców. A te, które jakimś trafem miały… Czytaj więcej »

Last edited 8 miesięcy temu by jsc
Marcin
8 miesięcy temu

Ja sobie nie wyobrażam mieszkać poza Warszawą, to moje rodzinne miasto. Do tej pory mieszkałem z rodzicami ale najwyższa pora się wynieść, od wwwconstruction na Sęczkowej 73 jest niezła opcja. Do przemyślenia.

Warszawiak
6 miesięcy temu

6300 zł netto to chyba jak się tyra po 12h + 1.5h dziennie dojazd, wiekszosć ludzi jakich znam w Warszawie zarabia po 5 do 5.5 tys w życiu bym teraz mieszkania nie kupił. 8 lat temu płaciłem 6 za metr teraz po 15 tys w górę, chore czasy dla ludzi którzy planują powiększyć rodzinę.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu