Znacie tę metodę nielegalnej windykacji: jeśli ktoś nie chce oddać pieniędzy to dzwoni się do jego pracodawcy, informuje sąsiada, straszy kontrahentów, rozlepia na klatce schodowej ostrzeżenia: „tu mieszka dłużnik”. Wydzwania się po rodzinie nieszczęśnika, chodzi się za nim i uprzykrza życie na wszelkie sposoby. Wszystko to są praktyki charakterystyczne dla windykatorów spod ciemnej gwiazdy, dla których nie powinno być miejsca w tym zawodzie.

Co jednak zrobić, gdy zadatki na takiego właśnie windykatora ma… bank? Na początku sierpnia tego roku do pani Barbary przyszedł jej pracodawca. Był zatroskany i zaniepokojony, pokazał swojej pracownicy SMS-a, którego dostał od banku BZ WBK. Z wiadomości tej wynikało, że pani Barbara ma kłopoty i to poważne:

„Szanowna Pani, proszę o kontakt do jutra, do godz. 15.00. Niestety, system skierował pani umowę kredytową do do wypowiedzenia (80 dni przeterminowania). W celu wstrzymania wypowiedzenia proszę o wpłatę całości zadłużenia 378,11 CHF lub o kontakt w celu ustalenia minimalnej płatności. Z poważaniem (…) BZ WBK, tel. (…)”

Pracodawca pani Barbary oczywiście nie był adresatem tej wiadomości, zaś wiadomość nie zawierała żadnych danych osobowych. Jednak człowiek ten szybko się zorientował kogo dotyczy problem. Nie wiem czy zadzwonił na wskazany w SMS-ie numer i tam w chwili słabości mu powiedziano do kogo był skierowany ten SMS, czy też po prostu wiedział, że spośród wszystkich jego pracowników tylko pani Barbara ma frankowy kredyt w BZ WBK. Grunt, że przyszedł do pani Barbary i zawstydził ją informacją, że wie o jej problemach.

Jakkolwiek problemy nie były wyimaginowane, panią Barbarę trafił szlag jasny. Zaczęła prowadzić śledztwo, by wyjaśnić skąd bank ma telfon komórkowy jej pracodawcy i jakim prawem wysyła do niego wiadomości windykacyjne dotyczące pani Barbary. Szybko okazało się, że… ten numer telefonu bank posiadł w momencie, gdy pani Barbara składała wniosek kredytowy. Ponieważ zabezpieczeniem kredytu były m.in. jej dochody, bank poprosił o kontakt do pracodawcy, by zweryfikować czy pani Barbara rzeczywiście tam pracuje, na jakim stanowisku i czy posiada dochody pozwalające na spłatę rat.

Tyle, że to było wiele lat temu i to zaświadczenie nie powinno być wykorzystywane do nękania kogokolwiek. Pani Barbara w dobrej wierze przekazała banki namiary na swojego pracodawcę jedynie w konkretnym celu – potwierdzenia zatrudnienia. A tu się okazuje, że po wielu latach bank ten numer znajduje i wysyła nań SMS-y windykacyjne. Pani Barbara złożyła do banku następujące zapytanie:

„Zaświadczenie, które zostało złożone w banku w czerwcu 2008 r. uprawniało Państwa do sprawdzenia czy w momencie zaciągania kredytu byłam pracownikiem wskazanego zakładu pracy, a nie do informowania o jakichkolwiek zaległościach. Proszę o podanie podstawy prawnej takiego postępowania”

Pani Barbara była bardzo wzburzona, bo – jak twierdzi – jej reputacja w oczach pracodawcy została nadwerężona i w pewnym momencie istniało nawet poważne ryzyko, iż zostanie zwolniona z pracy. Zajmuje bowiem stanowisko, w którym niepłacenie przeterminowanych długów nie służy rozwoju kariery. Bank odpowiedział dość skąpo i na okrągło:

„Celem wiadomości tekstowej było jedynie poinformowanie Panią o powstałym zadłużeniu. Bank zobowiązany jest do powiadamiania swoich klientów o wszelkich powstałych nieprawidłowościach. Treść wiadomości tekstowej nie zawierała danych identyfikujących Panią lub posiadaną przez Panią ekspozycję kredytową”

Ostatecznie jednak – po kolejnej wymianie korespondencji – bankowcy oświadczyli, że numer telefonu pracodawcy pani Barbary został nieodwołalnie usunięty z ich bankowej bazy. To dobrze, ale gdybym był podejrzliwy to zacząłbym się zastanawiać: czy to był zwykły błąd, czy też może w systemach informatycznych BZ WBK jest jakieś specjalne miejsce dla danych o numerach telefonów do pracodawców, albo np. do znajomych kredytobiorców, do cioci, mamusi… :-). Użycie ich w formie nacisku na kredytobiorcę – jako się rzekło – byłoby i tak niezgodne z prawem. Ale może w banku jak w służbach specjalnych: zawsze lepiej wiedzieć więcej, niż mniej

obrazek tytułowy: sik-life/Pixabay.com