30 października 2017

Poprosili PKO BP o zestawienie spłaconych rat kredytu. Co bank na to? Jest jak nieszlachetny rycerz

Spory najbardziej walecznej grupy frankowiczów – tych, którzy już nie wierzą, że ktoś cokolwiek za nich załatwi – z bankami-kredytodawcami coraz bardziej się profesjonalizują. Kredytobiorcy są coraz bardziej wyedukowani, analizują przebieg procesów sądowych i argumentację przeciwnej strony, zaś ich własna linia procesowa coraz rzadziej opiera się na łatwym do obalenia „bo ci źli banksterzy nie powiedzieli mi, że ten kredyt jest taki ryzykowny”. Wiedzą jakich dokumentów szukać i gdzie jest miękkie podbrzusze bankowych prawników.

A bankowcy? Im lepiej ich przeciwnik jest uzbrojony, tym bardziej starają się utrudnić mu życie. Ostatnio przed zadaniem podkładania nóg biegnącym frankowiczom stanął bank PKO BP, który – jak wynika z moich informacji – został zasypany wnioskami o wydanie zaświadczeń dotyczących kredytów frankowych.

Prawdopodobnie stos wniosków jest wynikiem przygotowań do akcji prawnej (pozwu zbiorowego), do którego przygotowuje się grupa klientów. Aż dziwne, że PKO BP jeszcze nie jest w ogniu frankowej walki sądowej, bo przecież ma większy portfel takich kredytów, niż mBank, czy Bank Millennium. Co prawda są to przede wszystkim kredyty odziedziczone po Nordei, którą PKO-owcy przejęli dobrych kilka lat temu, ale fakt pozostaje faktem – jest tego „sprzętu” w księgach rachunkowych sporo.

Klienci do PKO BP: „prosimy o excela”

Klienci, którzy złożyli w PKO BP wnioski o zaświadczenie twierdzą, że zostali zlekceważeni. PKO BP, być może za radą własnych prawników, wysłał im zaświadczenia, które nie odpowiadają na ich żądania. W czym problem? Oddaję głos kikunastu osobom, które przesłały mi do wglądu swoją korespodencję z PKO BP, licząc na wzbudzenie we mnie świętego oburzenia.

„Mam kredyt waloryzowany kursem franka z 2008 r. Mimo regularnej spłaty rat zadłużenie jest przeogromne i w zasadzie nierealne do spłaty zadłużenie. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Złożyłam do PKO BP wniosek o wydanie zaświadczenia o kredycie prosząc o dokładne informacje oraz kopie niektórych dokumentów, m.in. kopię wniosku kredytowego oraz kopie dyspozycji wypłat transz kredytu. Jak należało przypuszczać, bank wydał pseudozaświadczenie, które zawierało może 10% informacji, o które prosiłam, odmawiając udostępnienie kopii dokumentów”

– napisała do mnie jedna z czytelniczek. Cóż, bankowcy oczywście realizują swoją strategię, która nie ma na celu ujawniania klientom dokumentów, które mogłyby obciążać bank lub jego pracowników. Pytanie brzmi natomiast czy w tej strategii bankowcy nie posunęli się zbyt daleko. Czy to arogancja czy złamanie zasad komunikacji prawidłowo działającego banku z klientami?

„Panie Redaktorze chciałam podzielić się informacją dotyczącą aroganckiej postawy Banku PKO BP względem swoich klientów. W lutym tego roku zwróciłam się do kancelarii Mazur i Wspólnicy aby oceniono moją sytuację względem zaciągniętego kredytu we frankach na zakup mieszkania. W związku z tym potrzebowałam dodatkowych informacji, po które zwróciłam się do banku. Oczywiście nie otrzymam oczekiwanych informacji i została mi naliczona opłata za wydanie zaświadczenia (w kwocie 50 zł)”

– skarży się inna czytelniczka. Zauważyliście, że w sprawie franków dymią głównie kobiety? Czyżby ich mężowie w mniejszym stopniu czuli potrzebę przyznawania się do błędu, jakim było podpisanie umowy kredytowej na takich warunkach i w takim momencie? To na marginesie. Jakich dokumentów i cyferek zażądali klienci, zaś bank im odmówił?

Czego żądali klienci, a bank nie dostarczył?

Wśród nich są m.in. czytelna kopia wniosku o udzielenie kredytu, wniosku o wypłatę kredytu (poszczególnych transz), potwierdzenie wysokości i daty wypłaty kredytu w złotych oraz we frankach, tabelaryczne zestawienie wszystkich wpłat tytułem spłaty kredytu (także w złotych), oprocentowanie kredytu dla każdej z rat, a do tego zestawienie wszystkich innych naliczeń związanych z kredytem, niewliczonych do kwoty otrzymanego kredytu, ale składających się na zadłużenie.

„Składając wniosek o wydanie zaświadczenia do PKO BP – największego polskiego banku – miałem nadzieję, że spotkam się z adekwatnie wysoką jakością obsługi. Jakże ogromne było moje zdziwienie, gdy kilka tygodni później otrzymałem jakiś świstek papieru, który szumnie nazwano „zaświadczeniem”, a z którego wynika jedynie to, że mam sobie wszystko sprawdzić, bo bank umywa ręce. Najwyraźniej bank ma coś na sumieniu i chce to ukryć”

– oburzają się klienci. Ich zdaniem podstawą prawną do udostępnienia informacji jest art. 462 Kodeksu cywilnego. Stanowi on, że „dłużnik, spełniając świadczenie, może żądać od wierzyciela pokwitowania. (…) Dłużnik może żądać pokwitowania w szczególnej formie, jeżeli ma w tym interes”. Klienci twierdzą, że skoro spłacali raty, to mają prawo żądać od banku, jako wierzyciela, pokwitowania spełnienia wszelkich dotychczasowych świadczeń związanych z umową kredytu.

I to pokwitowania zarówno co do wysokości zapłaconych odsetek oraz kapitału kredytu zbiorczo, jak również pokwitowania każdej zapłaconej raty i wskazania jej części składowych. Klienci powołują się także na art. 728 Kodeksu cywilnego, z którego z kolei wynika, iż przysługuje im prawo otrzymania szczegółowego wyciągu z rachunku. Klienci sugerują, że przygotowanie takich dokumentów nie jest dla banku większym problemem i że w przeszłości realizował takie wnioski klientów

PKO BP do klientów: „przeszukajcie szuflady”

Czy klienci słusznie się awanturują? Cóż, widziałem kilkanaście zaświadczeń wystawionych przez PKO BP (czytelnicy przesłali mi je jako potwierdzenie, że bank robi sobie z nich jaja) i rzeczywiście nie przypominają one kompendium wiedzy o kredycie.

W typowym zaświadczeniu, wysłanym do frankowicza, bank informuje, że dnia tego a tego wypłacił kredyt w takiej a takiej wysokości (kwoty są we frankach) i że standardowo może wydać co najwyżej zaświadczenie o aktualnym zadłużeniu z podziałem na kapitał i odsetki. Jeśli zaś chodzi o wysokość zapłaconych rat, to są one w harmonogramach, które klienci otrzymują.

Formularz wniosku o kredyt pismo odsyła do oddziału (tam pracownicy je udostępnią), zaś wszelkie aneksy, porozumienia i inne dokumenty zostały sporządzone w dwóch egzemplarzach (jeden dla klienta), więc klient – w domyśle – niech poszuka ich w swoich szufladach. Jeśli chodzi o oprocentowanie kredytu i poszczególnych rat to bank informuje, że podstawą jest LIBOR i marża, że zasady naliczania oprocentowania są opisane w umowie, zaś stawka LIBOR jest jawna.

Czytaj też: Ile można zarobić na nic-nie-robieniu? Prowizje za dostęp do tych danych porażają

Czytaj też: Gdy bank ma zadatki na złego windykatora. I w sprawie nie spłacanego na czas kredytu pisze do… twojego pracodawcy

Czytaj też: Banki korzystają z sezonu na PIT-y. Nawet 100 zł za jednozdanieowe zaświadczenie!

No i co powiecie? Zaświadczenie rzeczywiście jest sformułowane w sposób nic-nie-mówiący i gołym okiem widać, że bank nie mówi klientom wszystkiego co wie. W standardowej sytuacji prawdopodobnie nie byłoby problemem wyciśnięcie z systemów informatycznych informacji ile i kiedy bank wypłacił klientowi, kiedy w jakich kwotach przyjmował poszczególne raty oraz jakie było ich oprocentowanie. Cała „zabawa” odbywa się w walucie rodzimej, więc nie trzeba byłoby nawet nic przeliczać.

Bank jednak albo: a) tych danych nie ma, bo zapomniał ich wziąć z Nordei po przejęciu banku, b) podejrzewa, że dane, o które proszą klienci, będą wykorzystane do dokładnego obliczenia roszczeń w ramach pozwu sądowego. Patrząc przez pryzmat czystej taktyki takie postępowanie banku można próbować zrozumieć – będąc na wojnie nie podaje się na złotej tacy amunicji przeciwnikowi.

Bank ma rację czy jest jak nieszlachetny rycerz?

Z drugiej zaś strony patrząc to przecież nie jest wojna. Najgorsze co może spotkać bankowców to proces, w którym zatriumfuje sprawiedliwość. I w zasadzie uczciwa instytucja finansowa nie powinna się bać sprawiedliwego rozstrzygnięcia. A więc nie powinna się obawiać potwierdzenia kwot, które przepływały między nim, a kredytobiorcą. Skoro bank nic nikomu nie ukradł, naliczał zobowiązania klienta prawidłowo, kredyt nie zawiera żadnych nieuczciwych zapisów to chyba nie ma co się bać, prawda?

Czytaj też: Historia pewnej reklamacji. Co zrobić, żeby bank chciał ją przyjąć? 

Bardzo jestem ciekaw czy da się skutecznie zakwestionować brak informacji ze strony banku i czy może to być podstawą wypłaty zadośćuczynienia lub pokrycia przez bank kosztów, które poniesie klient, by samodzielnie wyliczyć to, czego bank mu nie chce przekazać. Sporo na temat zakresu obowiązków banku mówi zapewne umowa kredytowa i regulamin spłaty kredytu. Jest zapis kodeksu cywilnego mówiący o pokwitowaniu i ten o udostępniania historii rachunku.

To byłby ciekawy spór. Być może nie będzie potrzebny, bo gdy sprawa trafi do sądu to zapewne wniosek o przekazanie wszystkich danych o spłacanych ratach będzie pierwszym wnioskiem dowodowym prawników klientów. Z całą pewnością można powiedzieć, że bankowi kierowanemu przez Zbigniewa Jagiełło nie pozostało wiele z etosu rycerskiego, który nakazywałby w czasie pojedynku podać przeciwnikowi szpadę i stanąć do równej walki ;-).

 

22
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
20 Comment authors
Maciej SamcikBiannaGosciuKrasnoludekFrankowicz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Przemcio
Gość
Przemcio

przecież większość ludzi brała kredyt w banku Nordea a nie w PKO BP. Stąd po fuzji PKO może nie posiadać wszystkich dokumentów. Nie chcę nikogo bronić ale trzeba spojrzeć obiektywnie.

Dosia
Gość
Dosia

Wiedziały gały co brały ? chcieli błysnać , zaistnieć inaczej. Ale cóż pazerność i brak klasy . To już nie bankierzy to biznesmeni . Co z tym bankiem zrobili? Teraz nawet dywidendy nie płacą ?

pozwalembank
Gość

Rozbawiłeś mnie do łez.

Krasnoludek
Gość
Krasnoludek

Ta, jasne. Bank niby przejął kredyty nie martwiąc się o dokumentację. To dopiero arogancja. Uczciwa niby instytucja przejmuje wierzytelności za grubaśne miliony i obić się nie martwi. Obie strony i Norea i PKO na tym zarobiły a teraz kroją ile się da, doprowadzając ludzi do ubóstwa. To niestety jest odpowiedź.

klient
Gość
klient

PKOBP to najgorszy bank z jakim miałem do czynienia. Pracownicy w placówkach są ok, ale podejście całej instytucji – jej polityka, to dramat. Dużo by pisać, szkoda czasu na to barachło.
Fakt że ten bank jest największy pod względem liczby klientów można chyba uzasadnić tylko tym, że polacy lubią być gnojeni. Taki syndrom ofiary historyczny.,

Tomek
Gość
Tomek

@Przemcio – nie tylko może posiadać, ale nawet musi. Bo jak udowodni, że klient ma jakiś kredyt i w konkretnej kwocie do spłaty? Bank się wycfanił, bo wcześniej za taki wykaz brał 300 zł (płaciłem), po pojawieniu się głosów, że jest to nielegalne (zbyt dużo według cennika) zaczął robić inne problemy.

Klient
Gość
Klient

Podobne zachowanie cechuje PEKAO S.A. który przejął BPH. Chyba nie mają starych umów z klientami, nadal nie uwzględniają ujemnego oprocentowania CHF. W przypadku chęci przewalutowania – udzielają odpowedzi po 3-4 miesiącach. Mam wrażenie, że panował (panuje) tam spory bałagan.

Piciot
Gość
Piciot

czyli PKO z umowy o zmiennej stopie procentowej zrobił stałą 🙂 Magia … banki z prawem robią co chcą … a gdzie jest KNF ? Czyta oferty pracy w mbanku ? Skoro jest zmienna a libor się zmienia to znaczy ,ze się zmienia zawsze a nie tylko jak oszustowi wygodniej.

pozwalembank
Gość

To tylko w gra na czas. W sądzie klienci pokażą papiery z banku, sąd zobliguje bank do przekazania informacji/danych i zobaczymy co wtedy zrobi bank…? 🙂 Prostacka grana czas – nic więcej.

W temacie pozwu zbiorowego przeciwko PKO BP to taki został właśnie przyjęty do rozpoznania.
Postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie, z dnia października 2017 r, sygn. akt XXIV C 109/16, link: https://document.li/esAi
Komplet info w treści postanowienia.

bartezzz
Gość
bartezzz

No właśnie … 3-4 miesiące czekania na decyzję o przewalutowaniu. Sam to przerabiałem w Deutsche Bank. W ramach wprowadzenia udogodnień w postaci 6-paku ZBP, po zgłoszeniu chęci przewalutowania dowiedziałem się od mojego banku, że nie stać mnie na przewalutowanie i skierowano mój wniosek do działu windykacji. Super. Ja się dziwię, że nikt nie robi o to rabanu. Przecież to zwykłe zastraszanie.

hasler
Gość
hasler

Skutki PISoBOLSZEWIZACJI banków.

Piotr
Gość
Piotr

Komu potrzebna ta uwaga? „Zauważyliście, że w sprawie franków dymią głównie kobiety? Czyżby ich mężowie w mniejszym stopniu czuli potrzebę przyznawania się do błędu, jakim było podpisanie umowy kredytowej na takich warunkach i w takim momencie? To na marginesie.” Po pierwsze, ci faceci być może zapieprzają po 12-14 godzin dziennie, aby spłacać ten bandycki niespłacalny pseudokredyt, po drugie, czy faktycznie popełnili błąd i mają się do czego przyznawać? Raczej zostali oszukani przez zawodowców.

Frankowicz
Gość
Frankowicz

Popełnili błąd, dając się naciągnąć. Nie dymią, bo zdają sobie sprawę, że to podpisali, zgodzili się na to i płacą. A fakt, że jest to niezgodne z prawem czy sztuką bankową to już inna kwestia.
Nie twierdzę, że bank dobrze robił dając takie kredyty, ale nie zwalajmy na banki całej winy.

jago_74
Gość
jago_74

Też mam kredyt w PKOBP ale z 2006 roku. Czy gra jest warta świeczki, by iśc z Bankiem na wojnę? Przecież mają bdb prawników. Mój kredyt nie był duży, bo na 50k franków.

Drugie pytanie, to czy mogę ubiegać się o zwrot ubezpieczenia niskiego wkładu i jeśli tak to na jakiej podstawie? Jeśli zarządzam tego od Banku, to czy może on robić mi od tego momentu na złość i np. wypowiedzieć kredyt z żądaniem natychmiastowej spłaty?

Zyta
Gość
Zyta

Podobre pytanie kredyt z 2006 z terminem na styczeń 2019r zostawilam do spłaty ok 5chf.
Spłacić. ..czy zostawić i czekać na ustawy?
Wiem, ze mizerne szanse na wprowadzenie ustawy, do tego zanim kupiłam mieszkanie miałam dom. Wiec ew. tylko/az spread, ale nawet tu moze nie objac kredytow splaconych.
Kredyt w CHF w GE Bank Mieszkaniowy/GE Money/BPH a teraz Chińczyki na niego zerkaja:-) obawiam się ze i tak będzie problem z wykreśleniem kredytu z hipoteki:-)
A jeśli zamknąć to o jakie dokumenty ich poprosić by się zabezpieczyć przy ew. postepowaniu sądowym?

Piciot
Gość
Piciot

czy warto ? nie rozumiem pytania, jasne ze warto. To było oszustwo, bank cie oszukał. Jesteś ofiarą celowego działania mającego na celu złe gospodarowanie pieniędzmi a przez to straty. Wystąp o wszystko co masz, na koniec dostaniesz PLN + Libor + zwrot ubezpieczenia niskiego wkładu bo to bank sie ubezpieczał za twoje pieniądze bo nie byleś/aś strona ubezpieczenia. Bank nic cie nie wypowie, kompletnie nic nie zrobi. Obecnie jest akcja adwokatów i w każdym miescie są chętni do pomocy. wiecej na stronie adwokatura.pl. Porozmawiaj z jakimś prawnikiem w okolicy , on oceni twoje szanse i bilans zysków i strat.

jago_74
Gość
jago_74

piciot: oceni za 150 – 200 zł. To jedno. O takiej kwocie piszesz jako stracie w bilansie zysków i strat? Bo jakie jeszcze mogę ponieść straty? koszty sądowe? Wiesz, mnie ubezpieczenie niskiego wkłądu kosztowało jakieś 800zł no i moja umowa jest z 2006 r. (przedawniła się chyba).

Aurelia
Gość
Aurelia

Dla mnie to najlepszy bank. W 2008 roku zaciągnęłam kredyt hipoteczny i nawet myślałam o frankach, ponieważ w tym czasie frank miał bardzo korzystny kurs. Oczywiście pracownik PKO BP poinformował mnie o ryzyku zmiany kursu , kilku moich znajomych też potwierdza, że pracownicy ostrzegali przed zmianą kursu. Nie użalajcie się nad sobą, zaślepiła was chciwość i teraz zgrywacie głupich, że nie wiedzieliście o ryzyku. Nic nie ma za darmo. Mam już dość biadolenia ” poszkodowanych” przez banki i nawet parabanki, bo przez pazerność sami pakują się w kłopoty

Gosciu
Gość
Gosciu

Urzekła mnie twoja historia.
Jeśli nie jesteś trolem to chyba tylko wyjątkiem od reguły

Mariusz
Gość
Mariusz

Niestety pracownicy PKO BP są albo niedokształceni albo musza oszukiwać swoich klientów aby złapać kogoś na kredyt. Mnie w błąd wprowadziła sama dyrektorka placówki banku. Informacje uzyskane od niej były nie prawdziwe. Zupełnie inne informacje otrzymałem poprzez kanał informacyjny załączony do konta.

Bianna
Gość
Bianna

Jestem niemal pewna, ze PKO nie ma tych dokumentów. Pracuje w sporej firmie, która miała kiedyś konta w Nordei, po połączeniu PKO nie raz nas prosilo o skalny dokumentów, bo ich nie otrzymało . To gra na czas i zniechecenie, bo zwyczajnie nie są w stanie udowodnić zadłużenia. Przejęli dane na kontach i w systemach a podkładek pod to brak. Z tego jeszcze będzie dym.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany