2 listopada 2019

Jedna trzecia z nas zachoruje na raka. Byle nie za wcześnie. Badania genetyczne: pomoc, by oszukać przeznaczenie czy wielkie naciąganie?

Miałem ostatnio przyjemność wysłuchać wykładu dr Anny Wójcickiej, szefowej firmy Warsaw Genomics, na temat badań genetycznych i ich „zastosowania” w przewidywaniu ryzyka wystąpienia ciężkich chorób, przede wszystkim nowotworów. Okazuje się bowiem, że w obecnym stanie medycyny można na tyle solidnie przebadać swoje geny, żeby znaleźć najpopularniejsze z ryzykownych mutacji genetycznych i spróbować „oszukać przeznaczenie”. Pytanie tylko czy warto i ile to kosztuje.

Każdego z nas definiuje 25.000 genów, z których 5000 jest związanych z chorobami i solidnie przebadanych. Gdybym chciał zbadać swoje podatności na choroby związane z tą częścią mojego DNA, musiałbym wydać kilkanaście tysięcy złotych. I jest już podobno parę osób w Polsce, które taki wydatek poniosły i wiedzą, które z ich 5000 genów są niebezpiecznie zmutowane. A więc: jakie mają ryzyko zapadnięcia na znane nauce choroby uwarunkowane genetycznie.

O jaką wiedzę idzie gra? W naszych genach zapisane są takie choroby jak Parkinsona, Alzheimera, Celiakia, choroby związane z nieprawidłowym funkcjonowaniem serca (zaburzenia rytmu, choroby mięśnia sercowego, wysoki cholesterol) oraz oczywiście choroby nowotworowe.

Dr Wójcicka twierdzi, że właśnie diagnostyka w kierunku skłonności do nowotworów to badanie genetyczne, w które być może warto zainwestować. Przebadanie się na tę konkretną „okoliczność” to koszt rzędu kilkuset złotych, więc nie jest to majątek. Tylko czy to może być najlepsza, czy też raczej… najgorsza inwestycja w życiu?

Czytaj też: Pieniądze szczęścia nie dają? Sprawdzili to na konkretnych liczbach. Co im wyszło?

Czytaj teżTak zmieni się świat, w którym żyjemy. Cztery potężne trendy

Jedna trzecia z nas zachoruje na raka. Byle nie za wcześnie

Bolesna prawda jest taka, że jedna trzecia z nas zachoruje na nowotwór. Oczywiście większość z nas w wieku dość podeszłym, po prostu żyjemy już na tyle długo, że w końcówce życia nowotwory są jednym z głównych „ponurych kosiarzy”, którzy odwołują nas na tamten świat. W końcu na coś trzeba umrzeć, nieprawdaż?

W większości przypadków na nowotwór zapadamy po prostu „ze starości”, ale podobno jedna czwarta ludzi chorujących na raka pada jego ofiarą z powodu „zepsutych” genów. I te osoby mają „szansę” zachorować na raka znacznie wcześniej, po trzydziestce, czterdziestce…

Prawdopodobieństwo zapadnięcia na raka piersi u osoby bez obciążenia genetycznego to jakieś 13%, ale jeśli to obciążenie genetyczne (czyli „popsuty” gen) jest, to prawdopodobieństwo rośnie do 50-80%. W przypadku facetów na raka prostaty zapadnie 12% z nich, w większości dopiero na starość. Ale jeśli mam „zepsuty? gen – to moje ryzyko rośnie do 40%.

W przypadku raka jajników tzw. ryzyko populacyjne to tylko 3%, ale gdy z genem jest coś „nie halo” – robi się 55%. Jeśli mówimy o nowotworze jelita grubego – generalnie mamy 5% „szans”, żeby kiedykolwiek to-to „zaliczyć”. Ale jeśli z genem jest coś nie tak, to już 80%. I w przypadku osób obciążonych oczywiście choroba może dopaść w różnym wieku, niekoniecznie w podeszłym.

Ze statystyk podanych przez dr Wójciecką wynika, że mniej więcej 570.000 Polaków ma niemal pewność, że zapadnie na raka – to po prostu jest „zapisane” w ich genach. To tylko 1,5% populacji, ale w liczbach bezwględnych – olbrzymia liczba osób i dramatów. Około 1,6 mln ludzi ma podwyższone ryzyko – nie jest to niemal pewność, ale dość poważne prawdopodobieństwo wystąpienia raka.

No i teraz dochodzimy do najważniejszego dylematu: czy lepiej wiedzieć, czy lepiej nie wiedzieć? Przedstawiciele firmy ubezpieczeniowej Unum, która sfinansowała cykl wykładów o genetyce dla swoich klientów, uważają, że lepiej wiedzieć. Choćby po to, żeby móc zareagować odpowiednio wcześnie.

Czytaj też: Jak naprawić polską ochronę zdrowia? Trzy punkty, których polskie partie polityczne zapomniały wpisać do swoich programów

Badać geny czy nie badać? Argumenty za i przeciw

Co ciekawe – jeśli mówimy o aspektach ubezpieczeniowych – w Unum wcale nie zamierzają sami badać swoich potencjalnych klientów pod tym kątem, ani wiedzieć jakie są wyniki tych badań. Ich zdaniem to byłoby nieetyczne. Ale z drugiej strony uważają, że trzeba edukować klientów, by zmniejszać ryzyko, że zachorują. Jeśli klient, który ma wysokie ryzyko zachorowania, przebada się i coś z tą wiedzą zrobi – jest szansa, że jednak nie zachoruje. A Unum swoją misję widzi po prostu w dostarczeniu klientom jak najlepszego ubezpieczenia antyrakowego.

Być może pamiętacie, że jakiś czas temu pisałem o ubezpieczeniu oferowanym przez firmę Nationale-Nederlanden, które w pakiecie ma finansowanie badania genetycznego dla niektórych klientów. Mieszanie się ubezpieczyciela w badanie genetyczne klientów nie wygląda dobrze, ale dopóki ubezpieczyciel nie dostaje informacji o wynikach – pół biedy.

Czytaj więcej: Badania genetyczne w cenie ubezpieczenia na życie. Ile to kosztuje i czy warto skorzystać?

Czytaj też: Ile tak naprawdę kosztuje chorowanie? I co można zrobić, żeby kosztowało mniej?

Argumenty za tym, żeby się przebadać, są dość oczywiste:
>>> to niewiele kosztuje i jest proste (trochę krwi lub śliny i po kilku tygodniach jest wynik).
>>> można albo się uspokoić, albo zadziałać (porządne badania po wyniku oferują konsultację z lekarzem i zalecenia, np. USG co pół roku, albo kolonoskopia co kilka lat), dzięki czemu jest niemal pewność, że jak już zachorujemy, to będziemy po pierwsze przygotowani finansowo i organizacyjnie, a po drugie – leczenie będzie łatwiejsze i tańsze, z bardzo dużą szansą na wyleczenie. Pamiętacie Angelinę Jolie? Ona miała niemal pewność, że zachoruje na raka piersi. Zadziałała radykalnie, ale… taki był jej wybór.
>>> połączenie porządnego ubezpieczenia antyrakowego z badaniem genetycznym daje dobrą tarczę ochronną

A argumenty przeciw? Też są mocne:
>>> co z tego, że przebadam się pod kątem raka, skoro wciąż może mnie trafić dowolna z tysięcy innych chorób?
>>> co z tego, że zrobię badanie genetyczne i wyjdzie mi powiększone ryzyko, skoro w Polsce i tak nikt nie chce badać prewencyjnie zdrowych ludzi?
>>> życie ze świadomością „bycia bombą zegarową” nie jest łatwe i generuje koszty. Wydaję pieniądze na to, żeby badać się, choć jestem zdrowy i wcale nie ma pewności, że zachoruję. A być może wydane na prewencję pieniądze będą wyrzucone w błoto, a ja zachoruję na coś zupełnie innego i tych pieniędzy mi zabraknie?

Nauka w służbie zdrowiu czy wyciąganie pieniędzy od naiwnych?

Nie ma żadnego kraju na świecie, który zbadałby genetycznie wszystkich swoich obywateli pod kątem ryzyka nowotworów. W Polsce kosztowałoby to kilkanaście miliardów złotych. A potem trzeba byłoby coś z tą wiedzą zrobić.

U nas dodatkowy problem polega na tym, że rynek badań genetycznych w ogóle nie jest regulowany. Każdy może otworzyć taką działalność. W Unum zachęcają do korzystania ze strony www.badamygeny.pl – to jedna z komercyjnych firm zajmujących się badaniami genetycznymi, ale ponoć solidna (powiązana z Uniwersytetem Warszawskim).

Co myślicie o badaniach genetycznych? Bardziej przemawiają do Was argumenty za czy przeciw? To sensowny pomysł na skorzystanie z postępu nauki, czy wyciąganie pieniędzy przez wzbudzanie strachu przed chorobami? Dajcie znać w komentarzach. Jeśli macie pytania – też piszcie i zostawiajcie namiar e-mailowy na siebie, może przekażę „kompetentnym czynnikom”.

Czytaj też: Polski model państwa dobrobytu? Wziąłem takie jedno państwo i sprawdziłem czego nam jeszcze brakuje. Ooooops…

zdjęcie tytułowe: Geralt/Pixabay

 

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
obimarekkEWALokiMaciej Samcik Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sjunde
Gość
Sjunde

Jeżeli kogoś rąk dopadnie to zanim lekarze podejmą decyzję jaką terapię wybrać zlecą badania genetyczne. Jeżeli wyniki potwierdzają genetyczna skłonność do zachorowania terapia bywa bardziej radykalna. Problem polega na tym, że przy raku liczy się czas a zlecenie badań genetycznych (skierowanie do poradni, skierowanie na badania, oczekiwanie na konsultacje, czekanie na ponowne konsylium) to realnie ponad miesiąc czasu. I to przy naprawdę dobrych wiatrach. Miesiąc kiedy nie dzieje się nic.
Lepiej te wyniki badań mieć już pod ręką.

MarcinZ
Gość
MarcinZ

Dodam, że profesor Jażdżewski (badamygeny.pl) w 2018r. otrzymał nagrodę Człowieka Roku za program badamygeny. Sam się przebadałem za ok. 650 zł. Sprawdzane jest ok. 70 genów i dodatkowo dostaje się zrozumiały dla mnie (laika) opis. Na koniec dnia liczy się oczywiście wizyta u lekarza, czy były w rodzinie przypadki i czy lekarz, u którego będziemy, potrafi skorzystać z tych badań, czy ma inne swoje ulubione. Dodam, że przebadałem się też genetycznie w 23andme.com (ok.200 USD) oraz Promethease. Najmniej zrozumiałe było Promethease – kilkadziesiąt stron niezrozumiałego tekstu – ale za za to za darmo. Podsumowując – warto zbadać – ale wtedy,… Czytaj więcej »

obi
Gość
obi

czy wyniki z tych stron pokrywały się? Trochę się boję wydać np. 650 albo 1000zł żeby oddać krew mieć wywiad a później ktoś stwierdził to co w wywiadzie, że skoro dziadek i ojciec zachorowali to ja też zachoruję. Tak jak w artykule nie ma nikogo kto by kontrolował te badania i na podstawie wywiadu mogą zrobić mi „badanie genetyczne”. Można też kłamać w wywiadzie ale jaki ma to sens?

Ada
Gość
Ada

https://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/antyrak-nowy-styl-zycia/ Pozwolę sobie na bazie 1 lektury nie zgodzić się z przytoczonymi tezami. Książka opisuje dociekania neurochirurga i psychiatry, który otrzymał diagnozę glejaka mózgu z max 1/2 roczna prognoza przeżycia. Przeżył z ta prognoza ….20 lat. Każdy powinien przeczytać te książkę która mówi o tym ze: decydujące znaczenie ma jednak środowisko i tryb życia (badanie wieloletnie dzieci adopcyjnych z rodzin rakowych i nierakowych adoptowanych przez różne rodziny), chemia i pożywienie, stres, a także jak mocno antyrakowe właściwości maja proste owoce i warzywa, o czym się nie dowiemy, bo….. nie można ich opatentować. Można temu wierzyć lub nie, warto przeczytać…

EWA
Gość
EWA

To ja też się dołączę. Książka nie jest o raku, ale przytacza wiele innych danych i wskazuje też jak można jesć, aby tej choroby sie ustrzec. I autor podkreśla, że przytacza wiele nowych badań, dlatego nie należy ich brać jako bezwzględne tyrady, ale jako wskazówki które nie zaszkodzą. Chodzi o książkę dr Mosleya „Jelita wiedzą lepiej”. Książka jest fascynująca, i autor też poleca przebadanie się pod kątem mikrobiomu (badania krwi i kału). Zaleca też właśnie dietę i wskazuje jak wiele od niej zależy, w tym jak często np spozywanie np oliwy obniża szansę zachorowania np na raka piersi. Coś w… Czytaj więcej »

Loki
Gość
Loki

Każdy ubezpieczyciel, czy bankowiec byłby szczęśliwszy, gdyby wiedział że jego klient jest w grupie ryzyka, której powinno się podnieść składkę ubezpieczenia zdrowotnego lub uniemożliwić wzięcie kredytu.

marekk
Gość
marekk

Jestem najlepszym przykładem tego, że naturalne leczenie powinno asystować leczeniu u lekarzy. Miałem przerzuty w raku nerki do kości krzyżowej, śledziony i wątroby, oraz jedno małe ognisko w mózgu. Rodzina prosiła abym poddał się chemioterapii więc się poddałem ale nie okazała się skuteczna. Zdecydowałem się szukać alternatyw i zdecydowałem się na stosowanie olejków z CBD Metodę stosowałem 3 miesiące czyli 20 kropli dziennie i wykonałem badanie PET i zniknęły wszystkie przerzuty oprócz jednego w śledzionie. Ten ostatni przerzuty zniknął po 2 miesiacach razie stosowania CBD. Stosowałem zarówno chemioterapie i metodę naturalną. Nie wiem co było ważniejsze, ale skoro po chemioterapii… Czytaj więcej »

obi
Gość
obi

Nie przekonują mnie „naturalne środki”, zwłaszcza w takich materiałach marketingowych zakońćzonych linkiem (dziwię się, że autor który ręcznie moderuje wpisy takie coś przepuszcza”. Co do chemii to uważam że jak ktoś ma wczesny stan to może i pomaga, ale jak nie pomaga i jest pchana dalej na siłę. to z czasem przestaje cokolwiek robić oprócz szybszego wyniszczenia organizmu. Tak samo „chemia paliatywna” to dobijanie ludzi… albo wyciąganie dodatkowej kasy z NFZ

Sjunde
Gość
Sjunde

Jak możesz mówić o leczeniu nawet naturalnym skoro nie brałeś leku naturalnego tylko suplent diety (jedzenie) z konopii bez badań dopuszczających produkt (bo suple takich nie mają).

Gdyby były badania kliniczne potwierdzające skuteczność używania konopii w leczeniu raka to uwierz wszystkie firmy farmaceutyczne miałyby coś takiego w portfolio, żeby trzepać na tym kasę.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss