Smartfon jest największym „przyjacielem” wielu z nas. Rzecz w tym jednak, żeby nie pochłaniał zbyt wielkich pieniędzy i nie okazał się studnią bez dna. Zwłaszcza, że w grę wchodzi nie tylko zakup drogiego sprzętu, ale i konieczność wykupienia w firmie telekomunikacyjnej dostępu do najróżniejszych usług, w tym transferu danych. Czym należy się kierować wybierając sprzęt i usługi?

*Telefon solo czy z abonamentem?

Przeważnie bardziej opłaca się kupić telefon osobno i dokupić do niego abonament. Opcja zakupu sprzętu razem z abonamentem może być sensowna tylko dla tańszych modeli smartfonów (a i tu różnie bywa). Nawet jeśli oferta pozornie wygląda kusząco “np. telefon za 1 zł”, albo coś w ten deseń, to warto przemnożyć miesięczny abonament przez liczbę miesięcy, przez które będzie trzeba utrzymywać umowę. A potem sprawdzić ile kosztowałałaby sama karta SIM z identycznym abonamentem. I od razu wyjdzie, że zakup zestawu wcale nie jest taką okazją.

*Abonament czy karta pre-paid? Generalnie jestem zwolennikiem usług pre-paid. Oczywiście, niektóre usługi mogą być przez to trochę droższe, niż w ramach abonamentu, ale za to zyskujesz elastyczność kosztową (a dwa-trzy lata obowiązkowego płacenia abonamentu to strasznie długi okres). Kupując kartę SIM typu pre-paid możesz też regulować wartość poszczególnych usług, np. dokupić jeszcze 1 GB transferu danych za np. 10 zł zamiast płacić co miesiąc 30 zł za 4 GB, z których nie zawsze wszystko wykorzystasz. Telefony na abonament są korzystniejsze przy bardzo intensywnym korzystaniu z usług. Jeśli twoje rachunki przekroczą 50-60 zł miesięcznie, to możesz zacząć myśleć o wymianie pre-paidu na abonament.

*Jak nie dać się złapać w pułapkę wysokich rachunków?

-“od złotówki”, ale są dodatki. Kupując cokolwiek w firmie telekomunikacyjnej zwracaj uwagę nie tylko na cenę tego, co kupujesz, ale i na dodatkowe opłaty. Najpopularniejszy ekstrasek, który telekomy doliczają do naszych rachunków, to opłata aktywacyjna. Rachunek może być nawet o 10 zł wyższy jeśli wybierzemy fakturę papierową zamiast elektronicznej, albo gdy nie podpiszemy zgód marketingowych pozwalających bombardować nas reklamami o każdej porze dnia i nocy.

– ekstraski darmowe do czasu. Bardzo często do podstawowej usługi są dokładane dodatkowe (np. jakieś serwisy informacyjne na smartfona), które są darmowe, ale… tylko przez pierwszy miesiąc albo trzy. A potem zaczną cię za nie obciążać. Chyba, że grzecznie zadzwonisz i poprosisz, żeby wyłączyli ekstra usługę, albo napiszesz SMS-a (“Aby dezaktywować, wyślij SMS o treści ABC”).

– sprzedaż wiązana awansem. Telekomy czasem dosprzedają nową usługę, ale w taki sposób, żeby połączyć dwie promocje obowiązujące w różnych okresach. Jeśli chcesz korzystać z jednej, musisz mieć i drugą. Promocja na jedną kończy się za pół roku, a na drugą – za półtora. I już jesteś w pułapce, bo z żadnej usługi nie zrezygnujesz, nie tracąc jakiejś ulgi

– dodatkowy sprzęt “za złotówkę” na kredyt. Bardzo często w Punktach Obsługi Klientów telekomów można otrzymać ofertę “dokup tablet za złotówkę”. Albo internet mobilny, albo coś-tam innego. Zwykle okazuje się, że “za złotówkę” dotyczy tylko pierwszych trzech miesięcy, a potem trzeba spłacać sprzęt na raty.

-“bez limitu”, ale niezbyt szybko. Hasło “bez limitu” dotyczy zwykle szybkiego internetu. Powinno brzmieć raczej “ściągaj, ile sobie chcesz, pod warunkiem że dasz radę”. Po przekroczeniu pewnej liczby ściągniętych gigabajtów szybkość internetu spada do dużo niższych wartości, czasem nieznośnych. Jest bez limitów, ale co z tego? Warto się upewnić, czy “bez limitów” nie oznacza “bez limitów, ale bardzo wolno”. Zwłaszcza jeśli masz płacić abonament i jeśli masz być do niego przywiązany przez np. dwa lata.

*Uwaga na “te” numery, czyli bardzo drogi SMS. Loteria z wysokimi nagrodami, codzienna dostawa dowcipów, czy prognoza pogody – propozycje takich usług telekomunikacyjnych możesz dostać SMS-em. Wystarczy odpowiedzieć “tak” wysyłając SMS-a na wskazany numer i cieszyć się nowymi możliwościami. Kłopot w tym, że takie usługi są bardzo drogie, nawet kilkanaście złotych za każdy SMS, który do nas trafi.

Oszuści wyłudzają od nas pieniądze nie tylko na wiadomości tekstowe. Są jeszcze głuche telefony. Trik stosowany przez oszustów jest bardzo prosty. Chcąc naciągnąć nas na dodatkowe opłaty puszczają na nasze telefony sygnały. Numery zwykle nie wzbudzają podejrzeń, bo zaczynają się np. od cyfr 22, 24 lub 25, które większości z nas kojarzą się z krajowymi numerami kierunkowymi W rzeczywistości te numery telefonów zostały zarejestrowane w egzotycznych krajach. Jeśli spróbujemy oddzwonić, zapłacimy kilkadziesiąt złotych. Najlepiej tego typu usługi, zwane “premium rate”, po prostu zablokować – można to zrobić dzwoniąc na infolinię operatora.