Przedsiębiorcy wprowadzani w błąd? Kilka lat temu opisywaliśmy w „Subiektywnie o Finansach” działalność portalu z informacjami prawniczymi, który oferuje swoje usługi przedsiębiorcom w bardzo kontrowersyjny sposób. Wystarczy nieostrożne słowo podczas rozmowy telefonicznej i pechowemu przedsiębiorcy grozi wysokokwotowa faktura. Niestety, to się wciąż może zdarzyć
Przedsiębiorcy zawsze musieli się mieć na baczności bardziej niż konsumenci. Prawo nie chroni ich w tak dużym stopniu jak zwykłych zjadaczy chleba, są traktowani jak „profesjonalni uczestnicy rynku” (choć w ostatnich latach np. uzyskali możliwość odstąpienia od umowy zawieranej przez internet w takim terminie jak konsumenci). Dlatego bardzo często są na widelcu etycznych i nieetycznych sprzedawców. Zwłaszcza że dane każdego przedsiębiorcy są publicznie dostępne w ewidencji CEIDG.
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Nabrać się można nawet podczas rozmowy telefonicznej. Bo przecież przez telefon też można się na coś umówić, o czym wie każdy, kto przedłużał (albo kupował) abonament w telewizji kablowej czy firmie telefonii komórkowej. Dlatego, rozmawiając przez telefon z telemarketerami, warto mieć się na baczności, żeby przypadkiem się na coś nie zgodzić, nie podać komuś adresu e-mail do przesłania oferty albo… czegoś więcej niż oferty.
Czytaj więcej o tym: Portal z informacjami prawnymi. Za darmo, ale tylko przez chwilę. A potem? 1600 zł za dostęp. Firmy jak pająki łapią klientów w sieć opłat
Przedsiębiorcy wprowadzani w błąd? Rozmowa telefoniczna, kliknięcie w link i… 2000 zł do zapłacenia
Jedna z moich czytelniczek prosiła mnie, żebym przestrzegł przedsiębiorców przed portalem EIPR („Eksperci Informacje Prawo Rozwój”). Jego telemarketerzy łowią klientów, obdzwaniając wszystkich, których zidentyfikują jako osoby prowadzące działalność gospodarczą. Oferują możliwość korzystania w 14-dniowym okresie próbnym z wiedzy zgromadzonej na stronach rzeczonego portalu.
Jeśli przedsiębiorca w tym czasie nie odstąpi od umowy, to – zgodnie z regulaminem usługi – przechodzi ona w płatny tryb. A wtedy do przedsiębiorcy jest wysyłana faktura na ok. 2000 zł. Moja czytelniczka odbyła taką rozmowę marketingową i – nie chcąc robić przykrości pani telemarketerce – zostawiła jej adres e-mail. Zgodziła się też na rejestrację w portalu, której – w jej imieniu – dokonała usłużna telemarketerka. Moja czytelniczka nie miała zamiaru z niczego korzystać, po prostu wyświadczyła rozmówczyni uprzejmość. Potem o sprawie zapomniała.
A przypomniała sobie dopiero wówczas, gdy otrzymała fakturę. W pierwszym momencie nie mogła nawet zidentyfikować, za co jest ta faktura, zaś w drugim – stwierdziła, że to musi być pomyłka i nieporozumienie. Otworzyła pocztę e-mail i zaczęła przeszukiwać ją pod kątem frazy „EIPR”. Znalazła następujący e-mail, wysłany jej tuż po rozmowie.
„Dziękujemy za rejestrację w portalu EIPR. Dzięki rejestracji w EIPR otrzymujesz dostęp do: wiadomości z kraju i ze świata, bazy porad prawnych (ekspertów, kancelarie prawne, podatkowe), aktualnych ujednoliconych przepisów prawnych, interpretacji podatkowych. (…) Aby skorzystać z oferowanych możliwości serwisu, zaloguj się na stronie: https://eipr.pl/wp-login.php. Poniżej znajdują się dane zamówienia podane przy rejestracji. Należy zachować je w bezpiecznym miejscu.”
A dalej dane do logowania (z jakże skomplikowanym hasłem 11111 oraz loginem takim samym jak adres e-mail, dane firmy mojej czytelniczki i prośba o sprawdzenie poprawności danych. „W przypadku ujawnienia błędnych danych prosimy o sprostowanie w ciągu 14-dniowego okresu testowego”. Na koniec jeszcze informacja:
„Jesteś w okresie 14-dniowego bezpłatnego dostępu do portalu EIPR. Prosimy o zapoznanie się z zawartością portalu. Jeżeli ocenisz, że portal nie jest przydatny, nie spełnia oczekiwań, to w każdej chwili możesz zrezygnować, wyłączając dostęp poprzez zakładkę odstąpienie w dziale kontakt na stronie portalu, w przeciwnym wypadku nie musisz wykonywać żadnych czynności.”
Jest jeszcze cennik, z którego wynika, że po zakończeniu okresu próbnego trzeba zapłacić za korzystanie z portalu 1999 zł za pierwszy rok, a potem 1499 zł za kolejny rok. Moja czytelniczka odkryła też drugi e-mail, wysłany kilka dni później, który zawiera przypomnienie o konieczności zalogowania się do portalu.
Kogo skusił e-mail? A kto go nie zauważył?
Czy wydawca portalu EIPR miał prawo wystawić taką fakturę? Z punktu widzenia prawa nie ma czegoś takiego jak „okres próbny”. Można zawrzeć umowę albo jej nie zawrzeć. Skoro firma twierdzi, że klient zawarł z nią umowę (a tak twierdzi, skoro wysyła faktury na 2000 zł), to musi umieć udowodnić, że rzeczywiście tak było.
Pytanie brzmi, jakie są po temu przesłanki, nie licząc rozmowy telefonicznej, podczas której klient zgadza się na „rejestrację”, zostawia swój adres e-mail oraz milcząco zgadza się na okres próbny. Czy to wystarczy, żeby zawrzeć umowę? Z regulaminu portalu wynika, że – jego zdaniem – tak:
„Zamówienie usług świadczonych za pośrednictwem Portalu EIPR można składać przy wykorzystaniu środków porozumiewania się na odległość, tj. formularza zamówienia dostępnego na stronie Portalu wypełnionego osobiście lub za pośrednictwem konsultanta, poczty elektronicznej, SMS i rozmowy z przedstawicielem potwierdzającej zgodę na uruchomienie usługi.”
Nie wiem, czy podczas rozmowy z telemarketerką moja czytelniczka zgodziła się na takie brzmienie regulaminu, ale został on jej dostarczony w e-mailu po rozmowie. Od tego momentu został uruchomiony mechanizm bomby zegarowej.
„Dzień następny po skutecznej rejestracji formularza zamówienia rozpoczyna 14–dniowy okres testowy, w którym Usługobiorca ma prawo do 14–dniowego okresu bezpłatnego korzystania z Usługi, służący zapoznaniu się przez Usługobiorcę z funkcjonalnością usługi. Realizacja zamówienia rozpoczyna się w dniu roboczym, w którym Użytkownik przyjął ofertę zawarcia umowy o świadczenie usługi dostępną na stronie Portalu, w postaci formularza zamówienia i Regulaminu. Zawarcie umowy o świadczenie usług następuje w wyniku skutecznie dokonanej przez Użytkownika rejestracji”
– mówi regulamin. Zdaniem właścicieli EIPR „brak odstąpienia od umowy w wyżej określonym terminie skutkuje przedłużeniem umowy na odpłatny okres abonamentowy zgodny ze złożonym zamówieniem z ceną określoną w formularzu rejestracyjnym”. A więc kto w ciągu dwóch tygodni od niezobowiązującej – jak się wydaje – rozmowy marketingowej nie odstąpi od umowy, zdaniem firmy staje się jej klientem. Dziwne? A jakże.
Sytuacja klienta jest łatwiejsza, jeśli nie zalogował się do portalu. Zalogowanie bowiem się do niego i nieodstąpienie od umowy w ciągu 14 dni oznacza bowiem, że klient chce skorzystać z portalu na określonych warunkach. Otworzył e-mail, przeczytał do końca, wpisał login i hasło… Można się zastanawiać, czy regulamin został właściwie dostarczony, czy w rozmowie telefonicznej rozmówcy nie są wprowadzani w błąd (trudno to udowodnić, mało kto nagrywa rozmowy z marketingowcami), ale jakąś tam wolę skorzystania z usługi klient miał, skoro skorzystał z możliwości zalogowania się i nie odstąpił od umowy.
Ten, który się nie zalogował, może argumentować, że woli korzystania z rocznego abonamentu nie wyraził. Z mocy prawa rozmowa telefoniczna nie jest zawarciem umowy. To, że firma wymyśliła sobie, że otwiera okres testowy i jeśli klient w tym czasie nie odstąpi od umowy, to kupuje jakąś usługę – nie oznacza, że jest w stanie tego ewentualnie dowieść przed sądem.
To, że ktoś się dał zarejestrować do czegoś przez telefon, nie musi być traktowane jako oświadczenie woli korzystania z usługi. Ba, przedsiębiorca mógł tego e-maila w ogóle nie zobaczyć. I wydawca EIPR nie jest w stanie udowodnić, że dostarczył regulamin oraz cennik. Ma tylko rozmowę telefoniczną.
Przedsiębiorcy są wprowadzani w błąd. Jak nie dać się nabrać?
Przedsiębiorcy wprowadzani w błąd zapewne będą podnosili dwie okoliczności: że działali pod wpływem błędu lub podstępu. Obie te okoliczności precyzuje Kodeks cywilny (art. 84 oraz art. 86). Z kolei art. 60 Kodeksu cywilnego mówi o tym, na czym polega oświadczenie woli w postaci elektronicznej. Protip: nie polega na tym, że firma dostarcza na skrzynkę pocztową e-mail z taką propozycją.
Generalna rada dla wszystkich przedsiębiorców jest następująca: jeśli z kimś rozmawiacie, nie podawajcie żadnych danych ani adresów e-mail dopóki nie jesteście pewni, że to ma jakikolwiek sens. Ani z litości, ani z pośpiechu, ani z roztargnienia. Jeśli już swój e-mail podacie, to słuchajcie uważnie telemarketera i nie wypuszczajcie drugim uchem tego, co usłyszycie. Jeśli dostaniecie e-mail, to pamiętajcie, iż samo zalogowanie się gdzieś może oznaczać, że wyraziliście wolę skorzystania z czegoś.
Umowę można zawrzeć w formie elektronicznej – ważne więc, gdzie klikacie, co klikacie, gdzie się logujecie. Nie dajcie się wprowadzać w błąd, bo to bywa kosztowne. A chętnych na Wasze pieniądze nie brakuje.
ZOBACZ TEŻ NASZE NOWE WIDEO: Skąd wzięła się jajeczna drożyzna?
ZOBACZ NASZ NOWY WEBINAR: Jak lokować oszczędności w erze dezinflacji? Jak na niej skorzystać?
————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o Finansach” i korzystaj ze specjalnych porad Macieja Samcika na kryzysowe czasy – zapisz się na weekendowy newsletter Maćka Samcika i bądźmy w kontakcie! W każdą sobotę lub niedzielę dostaniesz e-mailem najnowsze porady dla Twojego portfela.
>>> Zapisz się też na nasz „powszedni”, poranny newsletter „Subiektywnie o świ(e)cie” – przy porannej kawie przeczytasz wszystkie najważniejsze wieści dla Twojego portfela, starannie wyselekcjonowane i luksusowo podane przez Macieja Danielewicza i ekipę „Subiektywnie o Finansach”.
————
POSŁUCHAJ TEŻ NASZEGO PODCASTU
W 151. odcinku podcastu „Finansowe Sensacje Tygodnia” zabieramy Was do Ukrainy. Jak w czasach wojny działa ukraińska gospodarka? Co jest, a czego brakuje na sklepowych półkach? Jak funkcjonują przemysł, transport, zaopatrzenie? Czym płacą Ukraińcy i jak ukraiński rząd radzi sobie z wypłatą świadczeń socjalnych? Naszym gościem jest Michał Kozak, dziennikarz ekonomiczny, od kilkunastu lat mieszkający w Ukrainie. Zapraszają Maciej Danielewicz i Maciej Bednarek. Podcast jest do odsłuchania pod tym linkiem.
Ekipa „Subiektywnie o Finansach” co środę publikuje nowy odcinek podcastu „Finansowe Sensacje Tygodnia” (w skrócie: FST). Rozmawiamy o tym co nas zbulwersowało albo zaintrygowało w minionym tygodniu i zapowiadamy przyszłe sensacje wokół naszych portfeli. Poza cotygodniowym podcastem możesz też posłuchać tekstów z „Subiektywnie o Finansach” czytanych przez ich autorów. Ten cykl podcastowy nazywa się „Subiektywnie o Finansach do słuchania” (w skrócie: SDS).
Wszystkie nasze podcasty znajdziesz pod tym linkiem, a także na wszystkich popularnych platformach podcastowych w tym Spotify, Google Podcast, Apple Podcast, Overcast, Amazon Music, Castbox, Stitcher).
————
ZNAJDŹ NAS W MEDIACH SPOŁECZNOŚCIOWYCH!

Jesteśmy także w mediach społecznościowych, będzie nam bardzo miło, jeśli zaczniesz nas subskrybować i śledzić: na Facebooku (tu profil „Subiektywnie o Finansach”), na YouTube (tutaj kanał „Subiektywnie o Finansach”) oraz na Instagramie (tu profil „Subiektywnie o Finansach”).
zdjęcie: Sean Foster/Unsplash

