Rosnące już drugi dzień z rzędu w szalonym tempie ceny ropy naftowej zwiększają obawy dotyczące konsekwencji wojny na Bliskim Wschodzie dla globalnej gospodarki. Inwestorzy zaczynają tracić nerwy. Polska waluta straciła już 12 groszy w stosunku do dolara, 8 groszy w stosunku do euro. To największy spadek złotego od roku, inwestorzy żądają też wyższych odsetek od polskich obligacji i wycofują się gremialnie z polskich akcji. Czy zaczyna się totalny risk-off? Rady dla inwestujących
Jeszcze w poniedziałek wydawało się, że posiadacze kapitału obstawią scenariusz szybkiego zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie i nie będą wykonywali nerwowych ruchów. Nie było panicznego odwrotu ani na rynkach akcji oraz innych ryzykownych aktywów (ich ceny spadały, lecz łagodnie), ani jeśli chodzi o rentowności obligacji (one z kolei rosły, lecz dostojnie). Niestety, sytuacja się pogarsza.
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Inwestorzy tracą nerwy. Ropa naftowa drożeje za szybko
Ostateczna „wycena” wojny na Bliskim Wschodzie zapewne zajmie inwestorom kilka dni, co zresztą prognozowałem przed otwarciem poniedziałkowych notowań. Z całą pewnością za wcześnie jeszcze, by powiedzieć, że wojna na Bliskim Wschodzie zaowocuje globalnym kryzysem gospodarczym, ale można już ogłosić, że inwestorzy właśnie zaczęli brać pod uwagę czarny scenariusz. Jeszcze w poniedziałek go nie zakładali, lecz coś im się zmieniło w głowach.
Przyczyną jest zapewne kontynuacja wzrostów cen ropy naftowej. Optymiści zakładali, że ceny ropy Brent – które poszły w górę z 70 dolarów za baryłkę do 80 dolarów – uspokoją się na tym poziomie. Ale wciąż idą w górę – dziś o kolejne 6-7%. Do prognozowanych przez amerykańskie banki inwestycyjne poziomów 110-120 dolarów za baryłkę jeszcze sporo brakuje, ale cena 90 dolarów za baryłkę już majaczy na horyzoncie. Gorzej, że nie widać żadnych czynników, które mogłyby zatrzymać jej wzrost. Na górnym wykresie kurs ropy Brent, a na dolnym – ile dolarów trzeba zapłacić za jedno euro.

Dopóki nie będzie poważnych sygnałów deeskalacji konfliktu między Izraelem oraz Stanami Zjednoczonymi, a Iranem, cena ropy będzie przedmiotem strachu i spekulacji. A więc może być tak, jak jeszcze kilkanaście tygodni temu było ze złotem i srebrem – rosły, przekraczając wszelkie granice wyobrażenia, a sceptykom mówiły „i co nam zrobicie”. Do realnej gospodarki drożejąca ropa dojść może szybko przez ceny paliw, a do głów inwestorów wchodzi już teraz, wywołując odwrót od wszystkiego, co wiąże się z ryzykiem wahliwości.
Sytuacja jest niezwykle ciekawa, bo ten odwrót od ryzyka obejmuje właściwie wszystkie aktywa poza amerykańskim dolarem. Spada wycena franka szwajcarskiego i jena japońskiego, tonie srebro, spada cena złota. To tak, jakby inwestorzy uznali, że „zielony” w portfelu – niezależnie od tego, jak będzie oprocentowany – jest jedyną oazą bezpieczeństwa. Czyżby chodziło o to, że za tym dolarem stoi dziś siła militarna, która decyduje o wszystkim?
Ten odwrót od wszystkiego, co nie jest dolarem, może być niepokojący, bo spycha polskie aktywa do „drugiej ligi”.
Największy spadek wartości złotego od roku
Generalnie Polska ostatnio była uważana za kraj niezwykle atrakcyjny do inwestowania. Wciąż tanie akcje i spółki wypłacające wysokie dywidendy, niemal gwarantowane 5% rocznego zysku na obligacjach (a ostatnio też niska inflacja, nie przekraczająca 2,2%), niskie zadłużenie i wysoki wzrost gospodarczy. Złoty był mocniejszy, niż frank szwajcarski i było to odzwierciedleniem pozycji polskiej gospodarki w głowach inwestorów.
Można było mieć nadzieję, że ten kryzys będzie pierwszym, w którym polskie aktywa będą traktowane w kategoriach może nie „bezpiecznej przystani”, ale przynajmniej spokojnej zatoczki, z której nie ma co zabierać łódki, bo nie dotrą tu te największe fale. Niestety, wydaje się, że te nadzieje powoli znikają. Polska waluta zdecydowanie za szybko traci na wartości. W ciągu dni kurs dolara wzrósł z 3,57 zł do prawie 3,7 zł. Prawie 13 groszy w dwa dni to sporo. Dziś złoty traci 2% w stosunku do dolara. Forint węgierski traci 3%, ale korona czeska tylko 1%.

Bardziej niepokoi osłabianie się polskiej waluty również w stosunku do euro. Jeśli spojrzymy na kurs złotego w ostatnich miesiącach i na to, co dzisiaj się dzieje z tą parą walutową, to można dojść do wniosku, że euro „zerwało się ze smyczy”. Patrząc w dłuższej perspektywie to jeszcze nie jest nic strasznego, ale z całą pewnością dziś inwestorzy pokazują jaką mają opinię o inwestowaniu w złotowe aktywa w czasie kryzysu. Wyprzedaż złotego jest największa od niemal roku, czyli od wprowadzenia ceł przez Donalda Trumpa. Teraz złoty stracił w stosunku do euro 8 groszy, wtedy to było aż 13 groszy.
Siłą rzeczy wyprzedaż waluty widać też w spadku cen akcji na giełdzie oraz w wyższych rentownościach obligacji rządowych. Największy spadek złotego od roku oznacza, że inwestorzy żądają teraz za polskie obligacje 10-letnie na rynku wtórnym 5,05% (kilka dni temu było 4,9%). Na giełdzie mamy największą korektę od sierpnia zeszłego roku (choć ceny akcji wciąż są o 30% wyższe, niż rok temu).
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
Czy warto zakładać czarny scenariusz?
Kluczem do odpowiedzi na pytanie „co dalej” będzie oczywiście zachowanie ceny ropy naftowej. Jeśli rzeczywiście dojdzie ona do poziomu 110-120 dolarów za baryłkę, to przełoży się to na wyższą inflację i wolniejszy wzrost globalnej gospodarki. Inwestorzy zaczną niżej wyceniać akcje i żądać wyższych odsetek za obligacje. Państwa będą miały wyższe problemy z obsługą zadłużenia, a firmy większe kłopoty ze spłacaniem obligacji.
To oczywiście czarny i wciąż mało prawdopodobny scenariusz – fatalny dla przyszłości akcji, kiepski dla surowców (popyt na nie spadnie), mieszany dla inwestujących w obligacje. Bezpieczni będą tylko posiadacze „czystej” gotówki, najlepiej takiej, która nie traci na wartości. I chyba właśnie w tym kierunku chce iść spora część inwestorów. Cała nadzieja w tym, że ten komunikat dotrze do Donalda Trumpa, któremu ani silny dolar, ani wysokie ceny ropy naftowej nie są w smak. Albo musi szybko wygrać tę wojnę, albo szybko ją skończyć.
A wszystkim denerwującym się o los swoich portfeli inwestycyjnych zalecam melisę i spokojne obserwowanie co się dzieje. I unikanie nerwowych ruchów. Sprzedać jest łatwo, trudniej potem trafić w dobry moment z odkupieniem. To na razie wciąż zamieszanie nie większe, niż to sprzed roku, po wprowadzeniu ceł przez Trumpa. Owszem, jeśli potrwa zbyt długo, to może być jeszcze większe i mieć większe konsekwencje. Ale skoro rynek wymusił na Trumpie wycofanie się częściowe w ceł, to być może wymusi też deeskalację na Bliskim Wschodzie. Gorzej, jeśli okaże się, że sytuacja jest już poza kontrolą.
————————–
CZYTAJ TEŻ:
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————-
PAMIĘTAJ O PODATKU OD ZYSKÓW Z INWESTYCJI:
zdjęcie tytułowe: Copilot







