Czy to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie – powiedzmy sobie szczerze, że naszym kieszeniom wcale nie tak bliskim – powinno nas niepokoić? Jestem w stanie sobie wyobrazić scenariusz, w którym ten konflikt doprowadza do poważnych strat polskich inwestorów oraz konsumentów. Ale jest to scenariusz dość mało prawdopodobny. A przynajmniej taką mam nadzieję. Oto cztery rzeczy, na które powinniście zwracać uwagę, żeby ocenić, czy to tylko turbulencje (które przejściowo dotkną inwestorów, ale ich nie zmasakrują) czy początek kryzysu, który odczują nie tylko posiadacze kapitału. I czy już czas na wdrażanie awaryjnego planu dla Waszych pieniędzy
Nie zanosi się na to, by „ustrzelenie” przywódcy Iranu było wydarzeniem, o którym za tydzień zapomnimy. Ostrzeliwanie tego kraju na razie się nie kończy, a Iran wciąż stać na to, żeby się odgryzać i atakować sąsiednie państwa pociskami balistycznymi oraz dronami. A poza tym teraz to już jest dla irańskich elit „sprawa osobista”. A zatem będą wychodzili ze skóry, żeby Zachód „zabolało”. Czy to może być początek kryzysu gospodarczego?
- Zdalny leasing, czyli auto dla firmy bez wychodzenia z domu? Coraz więcej banków wprowadza tę nowinkę. Jak to działa? [POWERED BY BNP PARIBAS]
- Jedziesz samochodem na weekend? Zanim wrzucisz walizki do bagażnika, sprawdź warunki ubezpieczenia auta. Na wszelki wypadek [POWRED BY PZU]
- PZU zaprasza posiadaczy oszczędności do tańca. Na parkiecie nowy ETF: daje udział w sukcesach 1300 największych spółek świata. Czy to będzie hit? [POWERED BY PZU]
Kluczowe będzie to, czy zostanie na dłużej zamknięta cieśnina Ormuz, która jest przez Iran kontrolowana i przez którą przepływa 20% światowej ropy naftowej. Jeśli inwestorzy zaczną się nie na żarty obawiać gospodarczych konsekwencji takiej blokady, to możemy odczuć konsekwencje tego stanu w naszych portfelach. Choćby w postaci ucieczki kapitału do najbezpieczniejszych miejsc na świecie oraz wzrostu inflacji wskutek wyższych cen ropy naftowej. A więc i wyższych kosztów obsługi zadłużenia.
Przez weekend rynki były w większości zamknięte, więc mogliśmy tylko spekulować, co się wydarzy. Pojedyncze instrumenty finansowe sygnalizowały dużą nerwowość posiadaczy kapitału (np. certyfikaty odzwierciedlające ceny ropy w Teksasie czy notowania bitcoina). Ale dopiero realny powrót handlu akcjami, obligacjami, surowcami i walutami pozwoli ocenić, czy powinniśmy się zacząć trzymać za portfele i czy to początek kryzysu czy tylko turbulencje, które przejściowo mogą „uszkodzić” kiepsko zdywersyfikowane portfele, ale raczej nie zagrożą zwykłym konsumentom-nieinwestorom.
Tylko turbulencje czy początek kryzysu? Patrz na te cztery rzeczy
Na co powinniśmy patrzeć, by sprawdzić, jak duży może być wstrząs? Przede wszystkim lepiej patrzeć na co, co zdarzy się za dzień lub dwa, niekoniecznie na pierwsze reakcje inwestorów. Te mogą być emocjonalne, więc i błędne. Ale jak sytuacja się „ustoi” i większość posiadaczy kapitału uzyska optymistyczny lub pesymistyczny obraz przyszłości i zacznie go konsekwentnie wyrażać, „głosując pieniędzmi”, będziemy mogli powiedzieć więcej. Także o tym, czy to może nas zaboleć. I czy może zaboleć nie tylko posiadaczy kapitału, ale też każdego konsumenta.
Po pierwsze: na jakim poziomie ustabilizuje się cena ropy naftowej? Jeszcze kilka miesięcy temu baryłka ropy kosztowała 55–60 dolarów. Ostatnio jest to raczej 70 dolarów. Obawy o problemy z dostawami i o wzrost kosztów transportu ropy muszą podnieść jej cenę o te 10–15%. To jest wliczone w oczekiwania ekspertów obserwujących ten rynek. Jeśli więc za kilka dni cena ropy ustabilizuje się na poziomie 80 dolarów za baryłkę, będzie można odetchnąć z ulgą. Jeśli to będzie grubo ponad 100 dolarów za baryłkę i w dodatku z tendencją rosnącą, to będzie zły znak.

Chodzi oczywiście o przełożenie na wzrost cen paliwa i w konsekwencji na inflację oraz na cenę pieniądza. Cieszyć się będą z tego tylko posiadacze akcji wielkich firm wydobywających i przerabiających ropę (w Polsce nie będą mogli narzekać udziałowcy Orlenu czy KGHM). Natomiast powrót obaw o inflację nie będzie zwiastował nic dobrego. Trzeba się będzie obawiać o zwolnienie tempa, w którym kręci się globalna gospodarka. A to może uderzyć w zarobki dużej części z nas. Warto więc trzymać kciuki, żeby ceny ropy za bardzo nie oszalały (patrząc na perspektywę kilku najbliższych dni, nie godzin).
Po drugie: jak zareaguje polska waluta i jak zmieni się rentowność naszych obligacji? Takie wydarzenia jak wojna na Bliskim Wschodzie zwykle powodują odpływ do bezpiecznych aktywów. Inwestorzy nie gonią za jak najwyższym zyskiem, lecz „parkują” pieniądze tam, gdzie będą one spokojnie leżały, nie tracąc na wartości. Bardzo ciekawe, czy elementem tego procesu będzie wycofywanie się z polskich obligacji i akcji (siłą rzeczy także sprzedawanie polskiej waluty) czy też nie? Może się zdarzyć, że inwestorzy globalni uznają Polskę za gospodarkę na tyle silną, że nie powinna ucierpieć z powodu wyższych cen paliw.

Gdyby złoty nie tracił na wartości zbyt dużo, a polskie obligacje – np. te najpopularniejsze wśród globalnych inwestorów, 10-letnie – zachowały rentowność w okolicach 5% (ostatnio spadły nawet poniżej tego poziomu), to byłby sygnał, że polskie aktywa są uznawane za relatywnie bezpieczne. Oczywiście: część oszczędności zawsze trzeba mieć w obcych, „twardych” walutach, ale część każdy ma w polskim złotym, więc trzymajmy kciuki, żeby się on trzymał dzielnie – głównie w stosunku do euro i dolara.
Po trzecie: jaka ostatecznie (a więc po dwóch dniach) będzie skala umocnienia się dolara wobec innych walut. Jeśli będzie duża, to może oznaczać, że inwestorzy (a przynajmniej ich niemała część) nie na żarty obawiają się regularnego krachu globalnej gospodarki spowodowanego bardzo drogim paliwem. To byłaby oczywiście zła wiadomość dla wszystkich, którzy część pieniędzy mają ulokowanych na rynku kapitałowym: w funduszach inwestycyjnych, w ETF-ach, w funduszach PPK. Pewnie warto będzie spojrzeć na rentowność amerykańskich obligacji, jeśli będzie spadała bardzo gwałtownie, to będzie znak nadchodzących szybko turbulencji, a może i kryzysu.

Po czwarte: jak zmienią się wyceny alternatywnych „bezpiecznych przystani”. Myślę głównie o złocie, ale też o bitcoinie. Jeśli chodzi o złoto, to nie ma dwóch zdań, że pójdzie w górę. Pytanie tylko o ile. Z jednej strony inwestorzy mogą chcieć uciekać do bezpieczeństwa, ale z drugiej, jeśli spodziewać się będą wzrostu inflacji, to być może jednak wybiorą oprocentowane jakoś tam obligacje w bezpiecznych krajach. Gdyby złoto przebiło gwałtownie historyczne maksimum i dalej rosło, oznaczałoby to, że inwestorzy bardziej boją się kryzysu zadłużenia (spowodowanego wyższym oprocentowaniem długu) niż inflacji. I to byłaby zła prognoza.
Bitcoin z kolei ostatnio jest bardzo precyzyjnym barometrem tego, w jakim stopniu inwestorzy odwracają się od rynku akcji, funduszy inwestycyjnych i innych wahliwych sposobów inwestowania. Gdyby bitcoin zaczął tonąć i przebił się przez granicę 50 000 dolarów za „monetę”, oznaczałoby to zapewne poważne załamanie na rynku akcji. I zapewne też kryzys płynności (rynek dziś niestety w dużym stopniu „wisi” na lewarowanych inwestycjach, które są automatycznie zamykane w przypadku turbulencji i powodują jeszcze większe spadki cen aktywów).
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
Albo „to” dotknie tylko inwestorów albo też tych, którzy nie mają pieniędzy
Te cztery parametry powinny dać w ciągu kilku dni (ale nie kilku godzin) dość dokładny obraz tego, co nas czeka. Czy będą to krótkie turbulencje, które nie powinny „uszkodzić” zbytnio oszczędności, czy też będzie to początek kryzysu i trzeba się spodziewać testu na dywersyfikację naszych portfeli? Być może zbytnio wystawionych na ryzyko wahliwości rynku akcji, być może przeciążonego ryzykownymi aktywami, być może niewystarczająco zdywersyfikowanego walutowo i jeśli chodzi o inwestycje alternatywne.
Miejmy nadzieję, że dolar pójdzie w górę umiarkowanie, „oprocentowanie” polskich obligacji utrzyma się tam, gdzie jest, ropa naftowa podrożeje, lecz nie oszaleje, a złoto będzie drożało bez ekstazy. Jeśli cztery barometry wyjdą poza skalę, to po pierwsze wygrają tylko ci, którzy mają najbardziej odporny na wstrząsy portfel, a po drugie wstrząsy te dotrą też do kieszeni tych, którzy nie mają żadnych aktywów, w postaci wyższych odsetek od kredytów, niższej pensji i wyższych kosztów życia.
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————-
ZOBACZ NASZE NOWE WIDEOCASTY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
FELIETONY WOJENNE I SUBIEKTYWNE:




