Geopolityka? Są ważniejsze rzeczy. Złoto i bitcoin? Mają wiele wspólnego. Polska giełda? „Mam na radarze trzy spółki”. Jak inwestuje Piotr Żółkiewicz?

Geopolityka? Są ważniejsze rzeczy. Złoto i bitcoin? Mają wiele wspólnego. Polska giełda? „Mam na radarze trzy spółki”. Jak inwestuje Piotr Żółkiewicz?

Czy na giełdzie jest bańka spowodowana technologią sztucznej inteligencji? Czy napięcia geopolityczne i wybuchające co rusz nowe wojny to zagrożenie dla naszych inwestycji? Co nam mówi hossa na rynku złota? Czy polskie akcje wciąż są tanie? Jakie trzy rzeczy decydują o tym, że inwestycja będzie sukcesem? Z „Subiektywnie o Finansach” o inwestowaniu pieniędzy rozmawia Piotr Żółkiewicz, zarządzający funduszami inwestycyjnymi z 15-letnim stażem i założyciel funduszu Żółkiewicz & Partners, specjalizującego się — wzorem Warrena Buffetta — w inwestowaniu w wartość

Sytuacja na rynkach kapitałowych staje się coraz bardziej niepewna. Do znaków zapytania dotyczących tego, jak sztuczna inteligencja wpłynie na modele biznesowe spółek z różnych branż, do niepewności wynikającej z rozpętywanej przez Donalda Trumpa globalnej wojny celnej oraz do obaw o kryzys zadłużenia najbogatszych państw świata dochodzi teraz zagadka dotycząca skutków wojny w Zatoce Perskiej.

Zobacz również:

Czy w takiej sytuacji inwestowanie pieniędzy może być w miarę bezpieczne? Wydaje się, że ryzyko jest jeszcze większe niż zwykle, a wahliwość cen różnych aktywów świadczy o tym, że trzeba przykładać jeszcze więcej uwagi niż zwykle do konstrukcji portfela, dywersyfikacji i takiego ułożenia fragmentów portfela, żeby ograniczały wahliwość, a nie ją napędzały.

O tym, jak rozsądnie inwestować pieniądze, rozmawiałem z Piotrem Zółkiewiczem, jednym z bardziej skutecznych inwestorów na polskim rynku. Podobnie jak większość czytelników „Subiektywnie o Finansach” Piotr Żółkiewicz szuka w inwestowaniu „prawdziwej” wartości, która przyniesie długoterminowy wzrost inwestycji i przychody z dywidend. Jakie rady ma Żółkiewicz dla czytelników „Subiektywnie o Finansach”? Oto najważniejsze myśli z tej rozmowy.

  • Nie wydaje mi się, żebyśmy mieli giełdową bańkę AI. Owszem, wielkie niepubliczne firmy – takie jak xAI czy OpenAI – wyceniane są na dziesiątki czy setki miliardów dolarów w prywatnych transakcjach, w kolejnych rundach finansowania, ale na giełdzie nie ma wielu beneficjentów tej – powiedzmy to w cudzysłowie – „banki AI”, może oprócz Nvidii i dosłownie kilku innych spółek.
  • Czy spadki cen akcji producentów oprogramowania są uzasadnione? Nie sądzę. „Kiedyś to software zjadał świat, teraz ma go zjadać AI” – tak myślą inwestorzy w ostatnich tygodniach. A ja szukam okazji. Mam wrażenie, że nie wszyscy rozumieją, czym są spółki softwarowe. Tworzenie kodu to jest 5–7% całości ich biznesu.
  • Na polskim rynku jest może sześć, siedem spółek, które mają jakiś rodzaj monopolu na swoje produkty bądź działają w warunkach oligopolu, a do tego pokazują wzrost przychodów co najmniej 10% co roku, które mają wysokie marże, wysokie zwroty z kapitału. Ale tylko dwie, trzy z nich mam na radarze, bo pozostałe nie są już atrakcyjnie wycenione.
  • Geopolityka? Robi sporo zamieszania na rynkach, ale więcej jest paniki medialnej niż faktycznego zagrożenia. Ja nie jestem ekspertem geopolitycznym, ale moja strategia zakłada, że inwestuję tylko na rynkach rozwiniętych. Uważam, że są inne kwestie niż geopolityka, nad którymi inwestorzy powinni myśleć.
  • Właściwie złoto i bitcoin niewiele się różnią od siebie, bo wartość użytkowa tych aktywów jest niemal zerowa. Wartość złota wynika z wielowiekowej umowy społecznej, ze swego rodzaju percepcji społecznej i może się ten stan jeszcze kilka tysięcy lat utrzymać, a może nie.

Piotr Rosik: Czy dziś jest dobry czas do inwestowania w akcje? Wskaźnik Buffetta, który pokazuje relację wartości amerykańskich spółek giełdowych do amerykańskiego PKB, sięga 230%. Wydaje się, że amerykańskie akcje są niesamowicie przewartościowane, a ponieważ jest też wielkie zamieszanie geopolityczne na świecie, trzeba zapytać, czy tak drogie akcje nie są pułapką dla inwestorów.

Piotr Żółkiewicz (założyciel funduszu Żółkiewicz & Partners): To pytanie z tezą. Warto najpierw rozprawić się raz na zawsze ze wskaźnikiem Buffetta. On do lat 70. miał sens. Jednak już od kilkunastu lat na walnych zgromadzeniach Berkshire Hathaway sam Warren Buffett przyznawał, że ten wskaźnik już niewiele pokazuje. Kiedyś na giełdzie w USA były notowane spółki, które realizowały sprzedaż głównie w USA, a teraz są tam spółki z całego świata, a te rdzenne amerykańskie sprzedają swoje towary i usługi na całym świecie.

Tacy giganci jak Meta, Microsoft czy Google mają kilkadziesiąt procent przychodów spoza Stanów Zjednoczonych. Obecnie sensowniejszym wskaźnikiem byłaby relacja kapitalizacji giełd z całego świata do globalnego PKB lub jakaś wariacja tego wskaźnika.

Czy obecnie jest dobry moment na inwestowanie w akcje, tego nie wiem. Giełdy są nieprzewidywalne. Natomiast są pewne rzeczy, które są przewidywalne, a na pewno można pokusić się o stwierdzenie czy jest w miarę drogo, czy też w miarę tanio. Jednak gdy stwierdzimy, że jest tanio, to nie oznacza, że nie może być taniej. Jeśli stwierdzimy, że jest drogo, nie znaczy, że za 2–4 lata nie może być jeszcze wielokrotnie drożej. Można też ocenić, czy poszczególne spółki czy sektory są notowane we w miarę atrakcyjnej cenie.

Większość analityków z wielkich banków inwestycyjnych oraz zarządzających funduszami inwestycyjnymi na początku tego roku prognozowała kolejny rok hossy na giełdzie, spadek inflacji, niższe stopy procentowe. Czy to jeszcze aktualne?

Chciałbym zwrócić uwagę na to, kto te prognozy przedstawia. Kto mówi, że teraz czas na europejskie akcje, a potem na złoto. To zarządzający i analitycy z funduszy i banków inwestycyjnych, domów maklerskich. Na czym te instytucje zarabiają? Na prowizjach od handlu, czyli od tego, czy przekonają inwestorów, żeby co chwilę zmieniali zdanie. Jeśli inwestor kupi akcje i będzie je trzymał przez 20 lat, to broker nie zarobi nic. Oni nie chcą takich inwestorów, którzy kupią coś taniego, fajnie się rozwijającego i będą trzymali to przez lata.

Pańska rada zmierza w tym kierunku, żeby inwestor starał się myśleć bardzo długoterminowo, dokonywać zakupów na rynkach relatywnie rzadko, żeby kupował dobre akcje w miarę tanio. Ale co w tej chwili spełnia te kryteria, jeśli chodzi o akcje? 

W mediach piszą, że rośnie bańka AI. Ale to niekoniecznie jest bańka. Widać pewne przewartościowanie w sektorze prywatnym, w branży start-upowej, gdzie te setki tysięcy startupów, które mają w nazwie AI, zbierają pieniądze, mając chore wyceny. Widać bańkę AI na rynku rekrutacyjnym, gdzie faktycznie programiści, którzy potrafią programować w środowisku AI, są za ogromne pieniądze podkupywani przez konkurujące firmy.

Widać, że wielkie niepubliczne firmy – takie jak xAI czy OpenAI i mnóstwo innych – wyceniane są na dziesiątki czy setki miliardów dolarów w prywatnych transakcjach, w kolejnych rundach finansowania, ale na giełdzie nie ma wielu beneficjentów tej – powiedzmy to w cudzysłowie – „banki AI”, może oprócz Nvidii i kilku innych spółek. Co ciekawe, w ostatnich miesiącach widać sporo przegranych na parkiecie, z uwagi na rozwój AI. Kiedyś to software zjadał świat, teraz ma go zjadać AI. Tak myślą inwestorzy w ostatnich tygodniach.

A ja szukam okazji. Mam wrażenie, że nie wszyscy rozumieją, czym są spółki softwarowe. Tworzenie kodu to jest 5–7% całości ich biznesu. Biznes software’owy to jest głównie maintenance i compliance, to jest badanie potrzeb klienta, audyty i milion innych różnych drobnych usług. To nie jest tylko pisanie kodu. A nawet tutaj AI w większości firm software’owych aż tak dużo nie zmienia. Jednak rynek tak sądzi i wyprzedaje niemal wszystko. Dla mnie to jest interesująca sytuacja.

Innym ciekawym, ale nietypowym segmentem jest segment dostawców internetu poprzez światłowód czy kabel miedziany. Spółki, które się tym zajmują, są notowane w tej chwili na historycznych minimach. Podobną anomalię dostrzegam na rynku spółek alkoholowych, których notowania znajdują się na wieloletnich minimach – często o 90% niżej niż jeszcze kilka lat temu. Mowa o takich gigantach jak Diageo, Brown-Forman, Pernod Ricard czy Davide Campari-Milano.

To producenci marek, które zna niemal każdy: Aperol, Ballantine’s, Johnnie Walker czy Rémy Martin. Te firmy często mają rekordowe zapasy, które są wartości niemal równej kapitalizacji tych spółek na giełdzie, czyli właściwie, kupując ich akcje, biznes dostajemy gratis, bo płacimy tylko za zapasy. Takich anomalii jest dużo więcej. Trzeba włożyć trochę czasu i pracy, żeby poszukać i zastanowić się nad tym, co inwestorzy słusznie przeceniają, bo coś się faktycznie mocno zmieniło w gospodarce, a co przeceniają niesłusznie.

Co Pan sądzi o sektorze producentów gier? Proszę zarówno o globalne spojrzenie, jak i o spojrzenie na polskie spółki, które zostały mocno przecenione w ostatnich latach. Ten sektor tanieje m.in. przez Project Genie – to jest narzędzie, które jest w stanie na podstawie polecenia tekstowego stworzyć grę wideo.

To jest taka sama teza jak w przypadku sektora producentów oprogramowania: AI ma zjeść producentów gier. Pewnie niektórych zje, a innych nie. To narzędzie, które Pan wspomniał, to tylko narzędzie. Producenci gier używają wielu różnych narzędzi. Im narzędzia będą lepsze, tym lepsze gry będą produkowali. Oczywiście każdy z łatwością może zrobić sobie kilkuminutowy filmik czy marnej jakości grę, ale to nie znaczy, że miliony ludzi będą to oglądały i z tego korzystały.

Pamiętajmy, że spółka gamingowa nie tylko produkuje grę, ale też zajmuje się dystrybucją, marketingiem, ma wiedzę o konsumentach, ma zazwyczaj swoją reputację marki i wiernych konsumentów. Pewnie niektórzy producenci gier nie przetrwają rewolucji AI. Wielu wskazuje na dramatyczne spadki ceny akcji UbiSoft, ale to jest spółka, która nawet przed rewolucją AI nie radziła sobie z konkurencją.

Być może małym studiom z niskimi budżetami będzie łatwiej tworzyć jakieś ciekawe, grywalne gry w dobie rewolucji AI, ale czy one rzeczywiście będą w stanie zagrozić dużym studiom? Przyznam, że nie wiem. Zakładam, że producenci gier z jakościową kulturą korporacyjną sobie poradzą.

Obecnie jednym z największych producentów gier na świecie jest chiński Tencent. To jest firma elastyczna, która jest w stanie dostosować się do różnych wymagań i uwarunkowań. Tencent ma rozwinięte kanały dystrybucji i prowadzi udanie cross selling do użytkowników choćby platformy WeChat.

Jak Pan patrzy na polskie akcje po trzech latach hossy? Czy jest jeszcze przestrzeń do wzrostu dla polskich akcji? 

Trzy lata to nie jest długi okres dla hossy. Zazwyczaj hossy trwają dłużej, patrząc na historię giełd. Przyznam, że ja nie patrzę na cały rynek, tylko szukam wyjątkowych spółek, które mają jakiś rodzaj monopolu bądź działają w warunkach oligopolu, które pokazują wzrost przychodów co najmniej 10% co roku, które mają wysokie marże, wysokie zwroty z kapitału. Najlepiej by były bardzo uczciwe i dbały o akcjonariuszy mniejszościowych oraz żeby miały konserwatywną księgowość.

Ideałem jest to, że wciąż są „founder led”, czyli ich twórca i właściciel wciąż jest aktywnie zaangażowany w kierowanie nimi. Takich jakościowych spółek na polskiej giełdzie jest naprawdę bardzo niewiele. Wydaje mi się, że jest ich sześć lub siedem, z czego połowa nie ma teraz atrakcyjnych wycen. Trzy są na moim radarze. Polski rynek nie obfituje w jakościowe spółki.

Zdradzi Pan nazwę choć jednej z nich?

Nie mogę. Ale to nie jest tak, że ci zarządzający są tacy źli i nie chcą się podzielić za darmo dobrymi pomysłami. My nie możemy, bo jest prawo dotykające tajemnicy funduszu i grożą wielomilionowe kary za złamanie tych przepisów. Jeśli jakiś fundusz ma na radarze jakieś spółki, to nie może o tym mówić w mediach.

Rozumiem. To wróćmy do mojego pytania, mimo że Pan obserwuje tylko wybrane spółki. Czy uważa Pan, że tak ogólnie jest jeszcze jakaś przestrzeń do wzrostów dla polskich indeksów?

Na polskiej giełdzie mamy dużo spółek umiarkowanej i niskiej jakości, natomiast nie wydają się one jakoś mocno przewartościowane na tle spółek z Europy Zachodniej czy z Ameryki. Są one obecnie notowane przy podobnych czy niższych mnożnikach wyceny.

A może Pan zdradzić, który rynek giełdowy uważa Pan obecnie za szczególnie atrakcyjny i perspektywiczny? Który jest wypełniony atrakcyjnymi, relatywnie tanimi spółkami? Może jakiś rynek azjatycki?

W Azji nie ma zbyt wielu rozwiniętych rynków. Japonia była kilka lat temu atrakcyjnie wyceniona i Warren Buffett i Berkshire Hathaway to doskonale wykorzystali. To był majstersztyk, ponieważ Berkshire Hathaway wypuściło obligacje w japońskim jenie, oprocentowane w okolicy 1% i za pozyskany kapitał kupiło na giełdzie japońskiej dobre spółki. Wtedy Buffett kupił akcje takich koncernów jak Mitsubishi i Sumitomo. Te spółki były wtedy notowane przy wskaźniku C/Z na poziomie 4–6 razy zysk, a płaciły dywidendy rządu 5–8% ceny akcji. Jednak od tamtego czasy ich wyceny mocno urosły.

Chiny są oczywiście ciekawym rynkiem. Jednak wielu inwestorów jest uprzedzonych do tego rynku, głównie przez geopolitykę. Ja uważam, że inwestorzy z Zachodu nie doceniają często tego, jak bardzo jest konkurencyjny chiński rynek i jak mocno jakościowe spółki na nim operują. Wiele chińskich spółek wcale nie kopiuje tego, co jest w Europie czy w Stanach, lecz wymyślają modele biznesowe znacznie bardziej skomplikowane, złożone i lepsze niż spółki z Zachodu.

Podkreślam, że mam wrażenie, iż w Chinach konkurencja jest niebywała. Jest ona znacznie większa niż w USA i w Europie. W Chinach jakość zarządu musi być niezwykle wysoka, aby spółki mogły przetrwać, utrzymać udział rynkowy. Ja specjalizuję się w spółkach z rynków rozwiniętych, dlatego poszukuję okazji w Stanach Zjednoczonych, w Kanadzie, w Wielkiej Brytanii i w Australii. Gdy kraj jest rozwinięty, ma rządy prawa, infrastrukturę, sensowne podatki i stabilną walutę, to ja chętnie tam szukam okazji.

Jakie znaczenie ma dla Pana ryzyko geopolityczne? Historia nam podpowiada, że niekoniecznie w trakcie globalnego zawirowania geopolitycznego na giełdach musi być źle…

Oczywiście, historycznie wojny światowe oznaczały druk pieniądza, a to oznaczało, że pracujące aktywa były wysoko wyceniane. Ludzie chcieli po prostu chronić pieniądze przed inflacją, więc inwestowali na giełdzie. Zresztą tak samo działo się w momencie, kiedy Stany Zjednoczone porzucały standard złota – tamtego dnia giełda w USA mocno wzrosła, co było dla wielu mocno nieintuicyjne.

W mediach faktycznie dużo jest geopolityki w ostatnich latach, ale może dlatego, że Polska sąsiaduje z konfliktem zbrojnym. Polacy odczuwają to zamieszanie geopolityczne nieco mocniej niż inne narody. Jednak więcej jest paniki medialnej niż faktycznego zagrożenia. Ja nie jestem ekspertem geopolitycznym, ale moja strategia zakłada, że inwestuję tylko na rynkach rozwiniętych. Uważam, że są inne kwestie niż geopolityka, nad którymi inwestorzy powinni myśleć.

Na przykład?

Spółki giełdowe to są biznesy. To są firmy, które mają produkty, pracowników, klientów. To są podmioty, które codziennie walczą o udział w rynku. A tego nie widać. To trochę jak w lesie, gdy się na niego patrzy, to widać jego piękno, ale gdy się przypatrzymy dobrze, to zobaczymy walkę o światło, o zasoby. Tak samo jest w gospodarce.

I to siły konkurencji są tymi, które codziennie oddziałują na portfel inwestora. A właściwie są to trzy siły. Pierwsza to zanik potrzeby rynkowej. Podam przykład. Mówiliśmy już o tym, że spada sprzedaż alkoholu, bo młodsze pokolenia po prostu piją mniej. Wynalezione zostały też leki, które zmniejszają łaknienie na alkohol. Czy to trwała zmiana? Nie wiemy. Ale na razie ten trend zniszczył 80% wartości spółek alkoholowych, to fakt.

Druga siła to konkurencja rynkowa. Dlatego ja szukam do portfela tylko takich spółek, które mają jakiś rodzaj monopolu, oligopolu. Unikam jak ognia branż, gdzie jest duża konkurencja. Jedną z takich branż jest gastronomia. W tej branży na każdej większej ulicy mamy kilkanaście lokali. Te lokale konkurują głównie ceną, może trochę klimatem. Mają one podobne koszty. To jest fatalny biznes, bez żadnych przewag. To widać choćby po notowaniach spółki Starbucks. Przecież założyciel tej sieci kawiarni musiał już kilka razy własnoręcznie ratować ten biznes.

Trzecie co do wielkości zagrożenie dla portfela, trzecia groźna siła, to substytucja. To nie jest dokładnie to samo co konkurencja. Jak pamiętamy, były kiedyś sieci kin, były spółki, które posiadały te sieci, jak np. Agora. Jednak pojawił się Netflix – internet był coraz szybszy, ludzie woleli oglądać filmy w kinie domowym, prawie za darmo. Nastąpiła substytucja kin przez platformę streamingową.

Te trzy siły codziennie oddziałują na spółki giełdowe. To jest coś, co realnie niszczy wartość portfela. Geopolityka to coś, co jest gdzieś tam daleko, daleko.

Czyli wzrost cen złota w ciągu kilku lat z 1500 dolarów za uncję do 5000 dolarów Pana nie niepokoi? Od dawna mówi się, i jest to historycznie potwierdzone, że złoto jest w pewnym sensie taką polisą ubezpieczeniową dla portfeli inwestorów na niepewne czasy. O czym mówi ta niesamowita hossa na złocie? O tym, że waluty papierowe odchodzą do lamusa?

Rzeczywiście, wzrosty cen złota i srebra są znaczne. Ale dzieje się to po wielu latach słabego zachowania kursów metali. Złoto to aktywo, które ma swoich fanów, jak bitcoin. Ci fani wierzą w to aktywo, fundamenty są nie do końca ważne. Tymczasem właściwie złoto i bitcoin niewiele się różnią od siebie, bo wartość użytkowa tych aktywów jest niemal zerowa. Wartość złota wynika z wielowiekowej umowy społecznej, ze swego rodzaju percepcji społecznej, i może się ten stan jeszcze kilka tysięcy lat utrzymać, a może nie.

To nie jest tak, że takie fizyczne aktywa będą zawsze w cenie. Podam przykład: diamenty. Mówiło się, że one są wieczne. Ludzie traktowali te kamienie jako klasę aktywów inwestycyjnych, inwestowali w diamenty. No i kilkanaście lat temu wynaleziono sztuczne diamenty, a w ostatnich latach koszt ich produkcji dramatycznie spadł, a do tego stały się prawie że nie odróżnienia od kamieni naturalnych, a jakościowo są nawet lepsze.

Co się stało? Cena rynkowa prawdziwych diamentów w ostatnich paru latach spadła o kilkadziesiąt procent. Teraz już mało kto myśli o kupnie diamentów na inwestycję. I teraz pytanie, czy w przyszłości – w warunkach taniej energii – będzie można produkować sztuczne metale? Złoto nie jest aktywem pracującym, a może zostać zastąpione. Od wieków popularność złota wynika z tego, że to jest coś, co ma się w ręku, co można zakopać w ogródku. Że można nim przekupić celnika albo żołnierza. Z drugiej strony historia przypomina, że wiele razy zdarzały się rządowe konfiskaty złota.

Ja tę zmienność na złocie traktuję jako objaw tego, iż mamy w systemie finansowym pewną nadpłynność i ona wybija w niemal losowych miejscach w ostatnich latach. Kilka miesięcy temu mieliśmy niezwykłą hossę dotyczącą spółek zajmujących się komputerami kwantowymi, ich notowania rosły po setki czy tysiące procent w skali miesiąca, a potem równie szybko spadały. Podobna historia była ze spółkami produkującymi marihuanę medyczną.

Inwestuję od 27 lat. Gdybym inwestował tylko w złoto, to byłbym „biedakiem”. Gdy przeanalizujemy zachowanie złota na tle wysokiej jakości spółek giełdowych, to ono przez gros czasu zachowuje się o wiele gorzej.

Wspomniał Pan bitcoina. Chciałbym się nie zgodzić, że bitcoin nie ma wartości fundamentalnej. Jest to sieć, w ramach której nie da się zwiększać podaży monet. Te monety można błyskawicznie transferować po niskim koszcie. Bitcoin ma już za sobą 17 lat istnienia i jednak w długim terminie wciąż zyskuje na wartości.

Ja nie mam problemu z tym, że ktoś w coś wierzy i na tym dużo zarabia. Jeśli tak jest, to gratulacje. Ja dużo zarabiam, nie inwestując w bitcoina, i mi z tym dobrze. Odnosząc się do Pańskich argumentów, to nie jest problem, by w systemie bankowym przesłać w ułamku sekundy setki milionów dolarów. Można to zrobić, nie używając blockchain. Każdy Kowalski, który ma konto w sieci Wise może to zrobić.

Jeśli chodzi o ograniczoną podaż, to podpowiadam, że są takie aktywa, których jakość jest wysoka, a ich podaż spada. Weźmy choćby akcje spółek Apple czy Berkshire Hathaway. Te spółki od wielu lat skupują akcje własne w celu umorzenia. Dodatkowo wypracowują ogromne, gigantyczne wręcz zyski co roku. Czyli z jednej strony mamy aktywa pracujące, które wypracowują sowite zyski, a dodatkowo spada liczba ich akcji. Tymczasem bitcoin nie generuje zysków i ma rosnącą, a później docelowo stabilną liczbę tokenów.

Dziękuję za rozmowę.

PEŁNA WERSJA ROZMOWY Z PIOTREM ŻÓŁKIEWICZEM:

ZOBACZ TEŻ INNE ROZMOWY O INWESTOWANIU:

——————————-

ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM: 

Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

zdjęcie tytułowe: Piotr Rosik

Subscribe
Powiadom o
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Niko
1 miesiąc temu

To chyba donry zarządzajåcy nastawiony na długo termin ala Buffett ,ciekawie sie wypowiada,tak mi jakoś ten Tencent utkwił w pamięci.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Niko

Tak, zdecydowanie on jest długoterminowy

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu