11 grudnia 2025

mBank daje klientom „guzik awaryjny”, a Revolut włącza „tryb uliczny”. Czy banki na serio zaczęły przejmować się naszym bezpieczeństwem?

mBank daje klientom „guzik awaryjny”, a Revolut włącza „tryb uliczny”. Czy banki na serio zaczęły przejmować się naszym bezpieczeństwem?

Atak na nasze pieniądze coraz częściej odbywa się w smartfonie. Bankowość mobilna – czyli „bank w kieszeni” – to wygoda, ale i nowe niebezpieczeństwa. Banki i fintechy reagują: mBank odpala właśnie „guzik awaryjny” w aplikacji, a Revolut zaoferował klientom „tryb uliczny”. Oba rozwiązania robią coś bardzo podobnego: kupują klientowi czas – tyle że na dwa różne sposoby, Dobry pomysł?

Bankowość w smartfonie to duża wygoda (można podejrzeć na bieżąco saldo, wykonać przelew albo np. zamówić kartę z natychmiastową „dostawą”), ale jest całkiem duża grupa posiadaczy kont bankowych, którzy odmawiają korzystania z bankowości mobilnej. Mówią, że to zbyt niebezpieczne, a banki niewystarczająco zabezpieczają klientów przed kradzieżą pieniędzy „z kieszeni”. Poza tym pojawia się argument, że pieniądze to zbyt poważna sprawa, żeby używać ich „w biegu”.

Zobacz również:

Skala problemu, czyli ile pieniędzy nam kradną?

Z jednej strony aplikacje mobilne są zabezpieczone biometrycznie, a banki ograniczają wysokość przelewów możliwych do zlecenia w smartfonie, ale z drugiej strony opisywaliśmy w „Subiektywnie o Finansach” przygody klientów banków, którzy ze smartfonem wybrali się do klubu nocnego i tam byli usypiani, a potem okradani. Logowanie biometrią jest bezpieczne, ale pod warunkiem, że nikt nie używa naszego np. palca bez naszej świadomości.

Jak zwykły użytkownik ma mądrze korzystać z bankowości w smartfonie, żeby unikać oszustów i złodziei, a jednocześnie „realizować codzienne potrzeby” za pomocą bankowości mobilnej? Bankowcy wprowadzają nowe rozwiązania, żeby przekonać nas, że to może być bezpieczne.

Świeżutkie badanie „ARC Rynek i Opinia” (pochodzące z listopada 2025 r.), zlecone przez mBank, wykazało, że 87% dorosłych Polaków zetknęło się z próbami wyłudzenia od nich pieniędzy (zapewne głównie za pomocą phishingu, choć pewnie w grze były też bardziej wysublimowane metody), a 11% realnie straciło mniejsze lub większe pieniądze. Najczęściej były to kwoty do 500 zł, ale co piąty z poszkodowanych (czyli 2-3% wszystkich Polaków) ma na koncie poważne straty – przekraczające co najmniej 2 000 zł.

Z kolei Narodowy Bank Polski szacuje, że samych tylko oszustw polegających na przelaniu pieniędzy na złodziejskie konto jest w Polsce prawie 17 000 kwartalnie. A ich kwota zwala z nóg – mówimy o 135,4 mln zł pieniędzy, które mogą rocznie tracić Polacy. Czy banki mogłyby pomóc uchronić nas przed przynajmniej częścią tych złodziejskich transakcji?

Pewnie by mogły. I coraz częściej słyszę o przypadkach zatrzymywania nietypowych przelewów czy płatności kartą oraz próbach kontaktowania się przez bank z klientami, celem potwierdzenia czy naprawdę chcą przelać pieniądze na giełdę kryptowalut.

mBank wprowadził finansowy „guzik awaryjny”

Nowa funkcja w mBanku – czasowa blokada transakcji – jest odpowiedzią na potrzebę wspierania klientów, którzy z bankiem „w kieszeni” chcą się czuć bardziej bezpieczni. Bank reklamuje ją jako finansowy hamulec bezpieczeństwa, „guzik awaryjny”: po jednym kliknięciu w aplikacji mobilnej z konta nie da się wykonać przelewu, zapłacić używając BLIK-u, zapłacić kartą ani wypłacić gotówki w bankomacie czy oddziale. Zaplanowane raty kredytów, czy stałe zlecenia „idą” normalnie – blokada dotyczy tylko nowych, inicjowanych przez klienta transakcji.

W praktyce mówimy więc o guziku, który „cementuje” saldo. Konto pozostaje widoczne, aplikacja działa, można się zalogować, sprawdzić historię, wejść w ustawienia. Ale każde „wyjście” pieniędzy z konta klienta, o ile jest to transakcja inicjowana po „naciśnięciu guzika bezpieczeństwa” jest zablokowana do czasu, aż klient blokadę świadomie zdejmie. Po każdym zalogowaniu aplikacja informuje, że blokada jest aktywna i prowadzi użytkownika przez proces jej wyłączenia, podsuwając przy okazji zalecenia bezpieczeństwa, np. zmianę haseł czy skanowanie urządzenia pod kątem wirusów.

Przycisk blokady transakcji przeznaczony jest do sytuacji, w której użytkownik podejrzewa, że właśnie pada ofiarą oszustwa (ale nie ma takiej pewności). Zamiast wymyślać na gorąco, co zrobić („dzwonić do banku?”, „czyścić telefon?”, „jechać do oddziału?”), jest to jedno, proste zachowanie awaryjne: „zamrożenie” konta. To kupuje najcenniejsze w walce z oszustami aktywo: czas na zastanowienie bez ryzyka, że to oznacza stratę pieniędzy.

Prosty w użyciu „guzik awaryjny”, czyli „panic button” może ograniczyć nie tylko straty klientów, ale też reputacyjne straty instytucji finansowych. Każda spektakularna historia „wyczyszczonego konta” niszczy zaufanie nie tylko do konkretnego banku, ale do bankowości cyfrowej jako takiej.

Oczywiście, to nie jest rozwiązanie magiczne. Blokada zadziała tylko wtedy, gdy klient z niej skorzysta – musi wiedzieć, że istnieje, i każdorazowo, gdy poczuje niepokój, wejść do aplikacji i nacisnąć ikonę z kłódką. Aplikacja nie „domyśli się”, że ktoś (podając się za pracownika banku) właśnie namawia klienta przez telefon do przelania pieniędzy na wskazane konto. Ale w rękach świadomego użytkownika to przydatne narzędzie.

Revolut i lokalizacyjna „tarcza”

Revolut idzie w tym samym kierunku, ale podchodzi do celu z zupełnie innej strony. Fintech, mający ponad 65 mln klientów na świecie i ponad 5 mln w Polsce, który od kilku lat pozycjonuje się jako „globalna superapka finansowa”, najpierw wprowadził funkcję „wealth protection” – dodatkową warstwę biometrii (selfie, odcisk palca) wymaganą przy większych przelewach i wypłatach ze zgromadzonych oszczędności (ma to być odpowiedź na problem kradzieży telefonów z odblokowaną aplikacją bankową: jeśli złodziej wyrwie nam smartfon, zna PIN do ekranu lub przechwycił nasze hasło, dodatkowy poziom biometryczny utrudnia mu dobranie się do pieniędzy).

Teraz  fintech dorzuca do tego kolejną warstwę – street mode, czyli „tryb uliczny”. To rozwiązanie oparte na geolokalizacji. Klient definiuje na mapie swoje „zaufane miejsca”: dom, biuro, hotel w czasie wyjazdu. Kiedy znajduje się w tych strefach, przelewy powyżej ustalonego limitu, po potwierdzeniu tożsamości przez selfie, przechodzą od razu. Kiedy znajduje się poza zaufanymi lokalizacjami, każdy przelew przekraczający limit dostaje automatycznie godzinne opóźnienie i wymaga dodatkowego potwierdzenia tożsamości po upływie tej godziny.

To rozwiązanie jest zaprojektowane pod konkretny scenariusz, który w Wielkiej Brytanii dorobił się już nazwy „transfer mugging”. Trend jest nieprzyjemny: kradzieże telefonów w Anglii wzrosły od 2021 r. o ok. 425%, a złodzieje coraz częściej nie tylko wyrywają urządzenie, ale wymuszają na ofierze odblokowanie konta i wykonanie przelewu, np. z wykorzystaniem selfie do potwierdzenia tożsamości.

Tam, gdzie czujemy się bezpiecznie (dom, biuro), mamy wygodę i szybkość. Tam, gdzie ryzyko jest obiektywnie większe (podróże, wieczorne spacery w obcym mieście, świąteczne jarmarki), aplikacja sama dokłada dodatkową warstwę ostrożności. Tu też nie ma magii – street mode zadziała, jeśli mamy włączone usługi lokalizacji (a więc Revolut „wie”, gdzie się znajdujemy), poprawnie skonfigurowane miejsca zaufane i sensownie ustawiony limit typowej transakcji. To narzędzie dla osób, które są gotowe poświęcić odrobinę wygody w imię dodatkowego bezpieczeństwa w sytuacjach podwyższonego ryzyka.

„Guzik awaryjny” i street mode. Dwa podejścia, ten sam cel

Na pierwszy rzut oka mBank i Revolut robią coś innego. Jeden daje globalny „kill switch” na wszystkie wychodzące transakcje. Drugi – inteligentną, lokalizacyjną tarczę z opóźnieniem tylko dla wybranych przelewów, w określonych warunkach. Ale jeśli „rozebrać” oba rozwiązania na funkcje, okazuje się, że filozofia jest ta sama: nie zatrzymamy wszystkich oszustów na poziomie systemów, więc musimy uzbroić użytkownika w proste, zrozumiałe narzędzia, które działają wtedy, gdy on sam ma wątpliwości albo znajduje się w niebezpiecznej sytuacji.

mBank stawia na scenariusz „coś jest nie tak, boję się, że ktoś ma dostęp do mojego konta czy urządzenia”. Klient może wtedy jednym ruchem odciąć wszystkie wypływy z konta, zachowując dostęp informacyjny. To szczególnie ważne w czasie ataków typu „na pracownika banku” czy „na funkcjonariusza policji” – nie chodzi o techniczne przełamanie zabezpieczeń, ale o zmanipulowanie samego płatnika. W takim scenariuszu „blokada transakcji” jest wręcz psychologiczną tarczą: pozwala klientowi przerwać rozmowę, powiedzieć „nic nie zrobię, mam wszystko zablokowane”, skonsultować się z rodziną czy bankiem.

Revolut natomiast celuje głównie w sytuację, w której zagrożenie jest fizyczne, a decyzja o transakcji jest wymuszona przemocą: telefon zostaje skradziony lub ofiara jest zmuszana do zrobienia przelewu. Street mode nie wymaga wówczas od klienta żadnej aktywności – działa, bo wcześniej został skonfigurowany. Cała sztuka polega na tym, by jak najwięcej użytkowników zrobiło to zawczasu, zanim zacznie się świąteczny sezon kradzieży w zatłoczonych miastach.

Z perspektywy klienta oba rozwiązania mają też swoje wady. Blokada mBanku może być upierdliwa, jeśli ktoś włączy ją „na wszelki wypadek”, a potem zapomni wyłączyć – każda próba płatności zakończy się fiaskiem. Street mode z kolei wprowadza świadome opóźnienie w niektórych realnych sytuacjach: jeśli chcemy natychmiast pilnie przelać większą kwotę będąc poza zaufaną strefą, trafiamy na godzinę „kwarantanny”. Tyle że chyba zawsze prawdziwe bezpieczeństwo zawsze kosztuje nas trochę wygody.

W „Subiektywnie o Finansach” apelowaliśmy od lat o to, żeby w pewnych sytuacjach banki opóźniały przelewy, upewniając się, że klienci świadomie chcą wykonać nietypową dla siebie transakcję. To oczywiście może być frustrujące dla osób, które chcą szybko przetransferować pieniądze, ale daje czas na sprawdzenie każdego większego przelewu. I chyba nadeszły czasy, w których ruch pieniędzy powinniśmy już nie „przyspieszać”, lecz „spowalniać”. Czy to będzie działało jak automat (street mode), czy będzie intencjonalnie uruchamiane przez klienta („guzik awaryjny”), czy przez bank dla nietypowych transakcji – to już kwestia wtórna.

——————————

JEŚLI CHODZI O PIENIĄDZE, WARTO SIĘ POSTARAĆ…

po 11 latach oszczędzania ochłap od banku

kwestia staranności czyli to nie było oszustwo

negatywna decyzja kredytowa

—————————–

CZYTAJ HISTORIE Z ŻYCIA WZIĘTE:

czynności zwykłego zarządu i zablokowane pieniądze

wspólne pieniądze w małżeństwie

była żona mieszka były mąż płaci raty

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których  musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

zdjęcie tytułowe:  TheDigitalArtist, Pixabay

Subscribe
Powiadom o
39 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Skipper
4 miesięcy temu

Banki zaczynają pewnie widzieć, że już nowych klientów nie będzie. A, że pojawiają się fintechy oraz banki przebrane za fintechy to trzeba jakoś zadbać o tych dotychczasowych. Może się bowiem okazać, że wygra ten co ma lepszą apkę.

Osobiście uważam, że już to widać na rynku. Oferta Millenium choć niezbyt wspaniała to jednak nie najgorsza, a aplikacja działa jak powinna i to przyciąga klientów.
Choć oczywiście mogę się mylić.

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Skipper

Chyba tak 😉

Rado
3 miesięcy temu
Reply to  Skipper

Tu masz zdecydowaną rację. Zauważam to u siebie. Np. apka Citi to katastrofa i długo tam nie wytrzymam. Najlepsza moim zdaniem Alior, chociaż nie oferuje bezpłatnych przelewów natychmiastowych.

Switch
4 miesięcy temu

Guzik awaryjny mBanku jest prawdopodobnie zainspirowany rozwiązaniem wprowadzonym przez banki w Singapurze. W tym państwie-mieście banki zostały zobowiązane przez ustawę do wprowadzenie funkcjonalności o nazwie „kill switch” (Pan Jakub nazwał ją tak samo w artykule). Guzik awaryjny mBanku podobnie jak kill switch w Singapurze zamraża operacje na rachunku. W obu wypadkach aby odwołać blokadę trzeba porozmawiać z pracownikiem banku – na infolinii lub w oddziale. Są również różnice. Banki w Singapurze umożliwiają aktywację kill switch w aplikacji, serwisie transakcyjnym, na infolinii a nawet w bankomatach. mBank z jakiś powodów uważa, że jeśli nie masz przy sobie smartfona to nie zasługujesz na bezpieczeństwo. W… Czytaj więcej »

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Switch

Dzięki za fajne uzupełnienie! Nie wiedziałem, że to rodem z Azji 😉

Switch
4 miesięcy temu
Reply to  Switch

W moim komentarzu wkradł się błąd. W mBanku można wyłączyć blokadę w aplikacji, na infolinii oraz w oddziale, w Singapurze trzeba porozmawiać z pracownikiem banku na infolinii lub w oddziale.

Switch
4 miesięcy temu

Warto jeszcze wspomnieć o telefonie alarmowym ING, który służy tylko do zgłaszania oszustw. Moim zdaniem to bardzo dobry pomysł ponieważ na zwykłych infoliniach czasami trzeba długo czekać na połączenie z konsultantem. Dodatkowo konsultant na zwykłej infolinii nie jest ekspertem od oszustw. Jestem ciekawy czy ktoś oprócz ING wprowadził w Polsce telefon alarmowy? W tematach związanych z bezpieczeństwem nasz zespół ekspertów jest dostępny dla Ciebie cały czas: +48 32 357 00 12 Pod tym numerem obsługujemy wyłącznie poniższe tematy: – podejrzewasz oszustwo – chcesz zastrzec kartę, dokument lub zablokować dostęp do Mojego ING – doszło do kradzieży lub zgubienia urządzenia z… Czytaj więcej »

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Switch

O, tak, fajne to, dzięki za uzupełnienie!

Ralf
4 miesięcy temu
Reply to  Switch

Co nie przeszkadza ING przykładać łapy do jednej z największych patologii, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo – kopiowania dowodów osobistych.
Podczas ostatniej wizyty w ING, po weryfikacji tożsamości Pani z okienka postanowiła skserować mój dowód „bo takie mają procedury”. Poprosiłem grzecznie o podstawę prawną, a skończyło się pyskówką, likwidacją wszystkich produktów, załadowaniem kilkudziesięciu tysięcy do kieszeni i oziębłym pożegnaniu patusów od kopiowania dowodu…

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Ralf

Gruba akcja. A gdzie Pan zaniósł te kilkadziesiąt tysięcy z gotówce? Bo obawiam się, że w każdym banku, do którego chciałby Pan wpłacić tyle w gotówce, natychmiast by Pana prześwietlili i to nie tylko dowód, ale też życiorys 😉

Ralf
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

To nie była kasa, którą chciałem wpłacić, tylko kasa, która już była na koncie! Konto było otwierane kurierem i chyba przelewem weryfikacyjnym. A poszedłem do oddziału (przy Grunwaldzkiej we Wrzeszczu), żeby dopiąć leasing.
Swoją drogą warto popełnić artykuł o tej patologii. Mimo wytycznych UODO i Prezesa Banków Polskich patologia ma się w najlepsze. Dokumenty próbują kopiować banki, urzędy, hotele, a ostatnio nawet ubezpieczyciele, przy likwidacji szkód! I potem te kopie latają w darknecie.
W czasach, gdy każdy ma przy sobie aparat fotograficzny wysokiej klasy, żaden system DLP nie pomoże i ochrona takich kopii to fikcja!

Ralf
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Ale tam nie ma najważniejszego, czyli odpytania patusów (oprócz wzmiankowanego Santandera), o podstawę prawną tych działań.
Bo, co jest w ustawach, to ja wiem.
Generalnie ta sytuacja świadczy o słabości państwa.

Xxx
4 miesięcy temu
Reply to  Ralf

O prosze, a w innych bankach żeby pobrać kilkadziesiąt tysięcy złotych trzba się zgłosić ze dwa dni wcześniej. Dobry bank.
Kopiowanie dowodów to praktyka patusiarska przyznaje, jednak w przypadku banku jest to praktyka, która wywołuje uśmiech zazenowania z mojej strony, a nie realną obawę:D

Ralf
4 miesięcy temu
Reply to  Xxx

Nic nie trzeba zgłaszać. Można. A jak się tego nie zrobi, to po prostu płaci się prowizję. I tak jest w większości banków. W tym konkretnym przypadku nastąpiła likwidacja wszystkich produków bankowych i wypłata w gotówce 40 tys. zł nastąpiła od razu, w gotówce, bez prowizji.

Last edited 4 miesięcy temu by Ralf
Krzysztof
4 miesięcy temu
Reply to  Ralf

Panie to samo w Velo bank [CENZURA-red, komentarz nie na temat, spam]

Krzysztof
4 miesięcy temu
Reply to  Krzysztof

Jak nie temat jak to prawda

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Krzysztof

Pod danym wpisem komentujemy tylko dany temat, a nie swoje przeżycia

Krzysztof
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

[CENZURA-red, komentarz nie na temat. Komentujemy pomysły banków na zwiększanie bezpieczeństwa, a luźne spostrzeżenia dotyczące Velo Banku nas nie interesują w tym momencie]

Mmmm
4 miesięcy temu

Raczej problemem jest, że banki przegrywają procesy o zwrot kasy od oszukanych klientów. Klienci często wygrywają procesy o taką wyłudzoną kasę. I w rezultacie to banki tracą kasę. Może ktoś ma statystyki ile pieniędzy klienci odzyskują od banków.

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Mmmm

Nie wiem, wydaje mi się, że nie ma, ale poszukam

Stefan
4 miesięcy temu

Apropo bezpieczeństwa i przestrzegania procedur. Mam Alior kantor konta w PLN,EUR i AUD + karta Mastercard. Place 480 AUD z konta w AUD. Po miesiącu hotel oddaje mi 480 AUD i tu robi sie ciekawie. Na konto wpływa 430 AUD ale w opisie zwrotu jest 480 AUD. W odpowiedzi na reklamację dostaje info z Alior Kantoru że Mastercard zwrócił im niby 278 EUR ale łaskawie uznają reklamację. Tym samym Alior Bank sie przyznał do łamania swoich procedur bo zgodnie z regulaminem jeśli zwrot jest w EUR powinien być zaksięgowany na koncie w EUR a nie AUD. Sprawdzajcie wyciągi! Pomijam już… Czytaj więcej »

Last edited 4 miesięcy temu by Stefan
Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Stefan

Noooo… to grubo

Rado
3 miesięcy temu
Reply to  Stefan

A ja próbowałem zamknąć firmowe Alior Kantor. Tam chyba pracownicy są specjalnie szkoleni aby zniechęcić klienta skutecznie do tego. Tyle, że trafili na cierpliwego…

Stef
4 miesięcy temu

Ciekawi mnie inny fenomen czyli oslabienie bezpieczenstwa przez wygodnictwo. W wielu bankach jak sie zaloguje do aplikacji to mogę zmienic limity wysokości przelewow w apce, w apce, tym samym hasłem co sie loguje. Bardzo wygodne ale jak ktos pozna hasło albo je „zgadnie” to loguje sie do apki zmienia mój limit z 100 zl na 8000 zł i jednym przelewem albo kilkoma, czysci konto. Dodam że ten bank stosuje 4 cyfrowe haslo w apce, tylko cyfry. (Oczywiscie trzeba jeszcze miec dostęp do telefonu z apką). Wydaje sie to troche bez sensu bo po to ustawiam niski limit przelewów przez aplikację… Czytaj więcej »

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Stef

No właśnie, jak sądzicie?

Maciej
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

W Nestbanku limit transakcji wykonywanych za pomocą aplikacji można zmienić tylko przez komputer i odwrotnie

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej

Ma to sens

Switch
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej

To ciekawe, to na pewno jest utrudnienie dla przestępców – nie słyszałem jeszcze o takim rozwiązaniu. Czy login i hasło w aplikacji i serwisie internetowym są takie same?

Maciej
4 miesięcy temu
Reply to  Switch

Nie. Ale dodatkowo każda zmiana limitu wymaga potwierdzenia w aplikacji

Switch
4 miesięcy temu
Reply to  Stef

Jeśli chcesz mieć limity, które naprawdę chronią to mBank jako jedyny ma opcję „Zmiana limitów tylko na mLinii”. Do tego warto zawsze logować się aliasem a nie numerem klienta bo numer klienta służy również do identyfikacji na mLinii (więc lepiej ujawnić/utracić alias niż numer klienta). Kwestię zbyt łatwej zmiany limitów został poruszony na stronie 21 oraz 25 raportu Rzecznika Finansowego z 2019 roku: „Analizowane przez Rzecznika Finansowego przypadki pokazują, że przestępcy przejmujący kontrolę nad kontem ofiary zwykle mają możliwość dokonywania wszelkich zmian. Ustawione przez klienta limity, dotyczące na przykład liczby czy wartości przelewów dziennych, są łatwo zmieniane przez oszustów, jeśli… Czytaj więcej »

Max
4 miesięcy temu
Reply to  Stef

No i dobrze, że można zmienić limity w aplikacji, bez logowania się przez laptopa, albo, co jeszcze gorsze, bez dzwonienia na infolinię. Większe prawdopodobieństwo włamania jest przecież przez stronę banku, niż przez aplikację. Aplikacja działa na konkretnym telefonie, więc ktoś faktycznie musiałby mieć do niego dostęp. Telefon z bankowością trzeba zabezpieczyć i tyle.

Switch
4 miesięcy temu
Reply to  Max

Nie rozumiesz tematu. Prawie wszystkie banki mają mniejsze limity transakcji w aplikacjach co oznacza, że postrzegają aplikacje jako mniej bezpieczne niż inne kanały dostępu. Przestępcy nie muszą włamywać się na aplikacje. Oni najczęściej instalują aplikacje na swoim urządzeniu. To, że ktoś korzysta tylko z aplikacji i zmienia limity tylko w aplikacji nie ma znaczenia. Serwis internetowy i infolinia również są dostępne – można w nich zmienić limity. Przestępca wybierze sobie ten kanał dostępu, do którego jest mu się łatwiej dobrać (czasami może nawet aktywować kanał dostępu, który jest nieaktywny). Przeczytaj raport Rzecznika Finansowego (link w moim komentarzu powyżej) – procedury… Czytaj więcej »

Last edited 4 miesięcy temu by Switch
Krzysztof
4 miesięcy temu

[CENZURA-red, spam]

Krzysztof
4 miesięcy temu
Reply to  Krzysztof

Czemu cenzura

Switch
4 miesięcy temu

BNP Paribas wprowadził Panic Button. BNP Paribas pozwala zablokować tylko kanały dostępu. Guzik od mBanku oprócz kanałów dostępu blokuje również przelewy, płatności blikiem i kartą. Zastanawiam się czy w praktyce guzik od mBanku może zablokować coś czego Panic Button od BNP Paribas nie blokuje?

Twoje konto pod ochroną- zablokuj dostęp jednym kliknięciem.
https://www.bnpparibas.pl/repozytorium/komunikaty-bezpieczenstwa/twoje-konto-pod-ochrona-zablokuj-dostep-jednym-kliknieciem
W aplikacji GOmobile dodaliśmy funkcję Panic Button, która pozwala szybko zablokować dostęp do bankowości, gdy coś wzbudzi Twój niepokój.

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Switch

Ciekawe pytanie, poszperamy, bo to ciekawe.

Switch
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Mam już pewne przemyślenia na ten temat. Blokada mBanku prawdopodobnie zablokuje płatności blik a blokada BNP nie. To może mieć praktyczne znaczenie bo nie ma łatwego sposobu blokowania blika po tym jak podało się komuś kod (czegoś jak zastrzeżenie karty). Z powodu powszechności oszustw na blika może to być bardzo przydatne. Blokada mBanku zablokuje płatności kartą a blokada BNP nie. Nasuwa się pytanie czy są przypadki fishingu gdzie ludzie ludzie podają dane dostępowe oraz dane karty aby trzeba było szybko zablokować obie te rzeczy. Tylko wtedy będzie to miało praktyczne znaczenie. Przelewy. W przypadku wewnętrznych pewnie nie ma różnicy. W… Czytaj więcej »

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Switch

Całkiem prawdopodobne

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu