Drogie masło – kto jest winien? Połowa Polaków uważa, że… Donald Tusk. Więc będzie interwencja rządu na rynku masła. Mamy już zamrożone ceny prądu, mieliśmy tanie paliwo na stacjach (do tego stopnia, że go zabrakło), to i ceny masła pewnie na jakiś czas może uregulować rząd. Co to zmieni w naszym życiu? Jakie złe rzeczy zdarzą się w naszych konsumenckich głowach? Mój pomysł na ciąg dalszy
Z sondażu opublikowanego w jednym z tabloidów wyszło, że ponad 50% ludzi uważa, iż to premier odpowiada za wysokie ceny masła w sklepach. Mniej więcej co piąty uważa, że za maślaną drożyznę odpowiada prezes banku centralnego Adam Glapiński. To może świadczyć o jednym: że ponad połowa Polaków jest już na tyle „wyprana” z wolnorynkowego myślenia, iż w ogóle nie dopuszcza do siebie myśli o tym, że coś jest drogie z powodu prawa popytu i podaży.
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
W sumie trudno się dziwić, jesteśmy po niemal dekadzie populizmu i – mniej lub bardziej udanych – prób udowadniania nam, że państwo jest omnipotentne, a rynek niepotrzebny. Za droga energia? Państwo zamrozi (i po cichu odda brakującą część firmom energetycznym z naszych podatków – też pobieranych po cichu, bo w cenach towarów). Za drogie paliwo? Prezes firmy paliwowej obniży ceny przed wyborami.
Lekiem na drogie towary w sklepach spożywczych miał być Państwowy Holding Spożywczy i państwowa sieć sklepów (nie udało się państwu przejąć Żabki, choć podobno były zakusy). Za wysokie opłaty bankowe? Może zróbmy jedno wielkie PKO? Ludzie boją się lokować pieniądze na rynku kapitałowym? „Zabijmy” ten rynek oferując państwowe obligacje z nierynkowo wysokim oprocentowaniem. Jesteśmy po ośmiu latach takich cudów. I połowie Polaków wydaje się, że to premier w nocy ustala ceny w sklepach.
Czytaj więcej o takich pomysłach: Energetyczny sabotaż? Oto trzy powody decydujące o tym, że przedłużenie „mrożenia” cen energii zaszkodzi naszym portfelom, zamiast im pomóc
Drogie masło? Rząd rzuci na rynek rezerwy
Oczywiście, politycy odpowiadają pośrednio za warunki gospodarcze, które powodują, że ceny są wyższe lub niższe. To oni wymyślają podatki, ustalają mniej lub bardziej wolnorynkowe reguły gry (np. ograniczając konkurencję), czasem przeregulowują, czasami niedoregulowują. Ceny żywności byłyby znacznie niższe, gdyby rynek nie był kontrolowany przez pośredników, dystrybutorów.
Po latach populistycznej polityki połowa Polaków oczekuje, że jeśli masło jest drogie, to premier osobiście zrobi tak, żeby było tanie. Że się nie da? Że to na wolnym rynku powstają ceny? Rząd właśnie utwierdza niektórych w przekonaniu, że to od niego zależą ceny masła. Centrum Informacyjne Rządu ogłosiło, że Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych zainterweniuje na rynku masła.
„W ostatnim czasie na rynkach światowych znacznie wzrosła cena masła, co jest przede wszystkim efektem niedoboru mleka. Sytuacja ta dotknęła także Polskę. Aby ustabilizować sytuację na rynku, Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych ogłosiła przetarg na sprzedaż dużych ilości masła”
– czytam w komunikacie rządowym. Aby uspokoić sytuację na rynku, Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych ogłosiła sprzedaż dużych ilości masła.
„Ogłoszony przez Rządową Agencję Rezerw Strategicznych przetarg dotyczy sprzedaży mrożonego masła w blokach 25 kg. W sumie Agencja chce sprzedać ok. 1000 ton tego produktu. (…) Sprzedawane przez RARS masło pochodzi z rezerw żywnościowych Agencji. Rezerwy te są tworzone, aby zachować ciągłość dostaw niezbędnych do funkcjonowania gospodarki i zaspokojenia podstawowych potrzeb obywateli”
Cóż, masło nie jest tak strategicznym towarem, jak paliwo – a przypomnijmy jak się oburzaliśmy, gdy prezes Orlenu Daniel Obajtek naruszał strategiczne rezerwy benzyny, żeby dowieźć je do dystrybutorów i sprzedawać poniżej cen rynkowych – ale i w tym przypadku będziemy używać rezerw żywnościowych państwa, żeby wpłynąć na ceny. Przynajmniej chwilowo.
Czytaj więcej o tym: Orlen udziela nam właśnie potężnego rabatu na paliwo. Radość przy dystrybutorach, ale czy (zbyt) tanie paliwo może mieć dla nas… złe skutki?
Czy drogie masło to naprawdę strategiczny problem państwa?
Udział masła w koszyku konsumpcji polskiej rodziny to w ostatnich latach około 0,5-0,6% wszystkich wydatków – jak słusznie zauważyła prof. Joanna Tyrowicz. Jakieś 50-60 groszy z każdych wydanych 100 zł. Mówimy więc o sprawie, która z ekonomicznego punktu widzenia jest bez znaczenia. Choć pewnie z politycznego znaczenie ma. „Imposybilizm” – to słowo robiło karierę przez ostatnie lata w polskiej polityce. Rząd nie może nie mieć wpływu na rzeczy, które – subiektywnie – są dla ludzi ważne (nawet jeśli obiektywnie ważne są umiarkowanie).
Gdybym miał zasugerować rządowi jakieś „ważniejsze” interwencje, to być może bardziej znaczące byłyby ewentualne obniżenie cen na rynku kawy, która też jest rekordowo droga. Kawę pije 80% Polaków, a w przypadku większości z nich ta konsumpcja wpływa na wydajność pracy. A więc ma znacznie większe przełożenie na PKB niż ceny masła.
Analitycy rynków żywnościowych w bankach natychmiast wyliczyli, że rządowa interwencja, czyli rzucenie na rynek rezerw masła, będzie miała wartość porównywalną z 0,5% rocznego popytu na masło, więc jeśli będzie miała wpływ na rynek, to raczej krótkoterminowy (być może to wystarczy, żeby ludzie nie narzekali na ceny masła przy wigilijnym stole). Aparat państwowy angażuje więc swój autorytet raczej w sposób symboliczny, niż po to, żeby wywołać realny, długoterminowy skutek.

Przyczyny wysokich cen masła – poszły w górę o 30% w ciągu roku – mają częściowo naturę globalną i cykliczną. W poprzednich latach masło było tanie, więc część producentów przekierowała „moce produkcyjne” na inne produkty, na których marże są wyższe. Teraz ceny masła są wysokie, więc popyt spada, a wkrótce zapewne produkcja wzrośnie i cena spadnie. Niezależnie od interwencji polskiej RARS.
Czytaj więcej o przyczynach drogiego masła: Politycy oskarżają się wzajemnie o maślaną drożyznę. Kto winien? Oto pięć powodów wzrostu cen masła. I trzy wiadomości dla nas (w tym dwie dobre!)
„Ceny masła tymczasowo spadną (choć ciekawe jak „uzyski” kosztowe w hurcie przełożą się na ceny detaliczne). Być może dotyczy to też produktów, w których masło stanowi znaczącą część kosztów (na pewno wielbiciele wypieków się cieszą). Gdy sprzedaż masła się skończy, prawdopodobnie wrócą stare, wyższe ceny, bo akcja nie rozwiązuje fundamentalnego problemu z mlekiem”
– komentują analitycy mBanku. Jeśli chcemy załatwić problem wysokich cen żywności, to musimy zmienić strukturę rynku, w której dominują pośrednicy dyktujący warunki producentom. Zanim masło trafi do sklepu i będzie kosztowało 10 zł za kostkę, to większość marży zgarną dystrybutorzy. Sprzedaż lokalna, bezpośrednio od producenta, bez zewnętrznej dystrybucji – to by pomogło. Niestety, system podatkowy utrudnia utrzymanie się na rynku małych firm, a dużą część lokalnych sklepów – które mogłyby od tych lokalnych dostawców zamawiać towar bez pośredników – zniszczył zakaz handlu w niedziele.
A tak w ogóle to największym problemem konsumentów dzisiaj nie są rosnące ceny żywności, tylko shrinkflacja, czyli to, że producenci i dystrybutorzy coraz bardziej bezczelnie zmniejszają opakowania, sprzedając nam za te same pieniądze mniejsze porcje towarów. Nie wiem, czy rząd ma tu jakieś narzędzia (chociaż od czego mamy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów?). To na gramaturze jesteśmy dzisiaj najbardziej rąbani po kieszeni.

Jeśli uda się z masłem, to następne w kolejce…
No dobra, koniec marudzenia. Trzeba się cieszyć, że rząd pochyla się nawet nad takimi problemami, jak te warte 0,6% naszych domowych budżetów. Niestety, przy okazji powiększa nam dziury w mózgach, w których będzie hulał wiatr zamiast myśli o tym, że o cenach rzeczy decyduje popyt i podaż, a nie premier z prezydentem. Ale z drugiej strony… jeśli dobrze pójdzie z interwencją na rynku masła, to może da się powtórzyć to samo na rynku mieszkań? Wyobraźcie sobie taki komunikat:
„W ostatnim czasie na rynkach światowych znacznie wzrosła cena mieszkań, co jest przede wszystkim efektem niedoboru pieniędzy. Sytuacja ta dotknęła także Polskę. Aby ustabilizować sytuację na rynku, Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych ogłosiła przetarg na sprzedaż dużych ilości mieszkań”
Mam nadzieję, że rzucenie na rynek części mieszkań z rezerwy państwowej spowoduje efekt nie gorszy niż rzucenie na rynek masła w 25-kilogramowych blokach. Zwłaszcza że mieszkania w blokach to towar znacznie bardziej strategiczny oraz jeszcze bardziej deficytowy, niż masło w blokach.
zdjęcie tytułowe: archiwum własne, Pixabay, TVN 24

