Myślisz, że wysoka inflacja to Twój największy problem na zakupach? Niestety, rozpędziła się też… shrinkflacja. Jak ją rozpoznać na półce w sklepie?

Myślisz, że wysoka inflacja to Twój największy problem na zakupach? Niestety, rozpędziła się też… shrinkflacja. Jak ją rozpoznać na półce w sklepie?

Od miesięcy męczy nas inflacja. I coraz częściej zwracamy uwagę na cenę produktu, zanim trafi on do naszego koszyka. Niestety, samo sprawdzenie ceny nie uchroni nas przed przepłaceniem w sklepie. Powinniśmy też dokładnie sprawdzać etykiety, by upewnić się, że nie padamy ofiarą… shrinkflacji. Na czym polega shrinkflacja i jak się przed nią chronić?

Hasło „shrinkflacja” powstało z połączenia inflacji ze słowem shrink, czyli „kurczyć”. Zjawisko to polega na zmniejszaniu objętości produktu lub stosowaniu innych form zubożania produktu przy zachowaniu tej samej ceny. Popularnym przykładem na stosowanie tej techniki jest zmiana wagi kostki masła. Kiedyś standardowa kostka ważyła 250 g, od dawna jesteśmy już przyzwyczajeni do 200 g, a w ostatnim czasie coraz więcej producentów uszczupla masło do 179-180 g.

Zobacz również:

Takie zjawisko często zamiennie określa się jako skimplacja lub downsizing. Shrinkflacja nie jest ani niczym nowym, ani nie jest zjawiskiem charakterystycznym dla polskiego rynku. Takie triki są stosowane od lat przez producentów na całym świecie. W dobie inflacji i spowolnienia gospodarczego to zjawisko może pojawiać się znacznie częściej.

Coraz więcej konsumentów deklaruje, że z uwagi na wysokie ceny już teraz rezygnuje z niektórych wydatków. Producenci za wszelką cenę walczą, aby to właśnie ich produkt nie wypadł z naszej listy zakupów. Zwiększając jego cenę, ponoszą ryzyko, że po produkt nie sięgniemy, ale gdy zmniejszona zostanie delikatnie objętość, to być może konsument nie zauważy różnicy albo stwierdzi, że woli mało niż nic.

Czytaj też: Magiczna „dziewiątka”, cena kontrastowa… Jak sklepy manipulują cenami i nami? Oto strategie cenowe sklepów, które warto znać, żeby na zakupach nie przepłacić

Jakie triki sztuczki stosują producenci, żebyśmy nie rezygnowali z ich produktów?

Mniejsze opakowania, czyli shrinkflacja w najbardziej popularnej postaci. Niedawno głośno zrobiło się o shrinkflacji w kontekście Ptasiego Mleczka. Producent zmniejszył jego gramaturę z 360 g do 340 g, a więc o ponad 5%. Jeszcze w 2018 roku standardowe opakowanie ważyło 380 g. Cena oczywiście pozostała bez zmian, a być może niedługo wzrośnie. Producent tłumaczy, że zabieg wynika ze wzrostu cen półproduktów i opakowań.

Takich produktów jest znacznie więcej, wystarczy przejść się do sklepu i samemu poszukać. Sama częściej zwracam ostatnio na to uwagę. Będąc ostatnio w Lidlu, zaczęłam z ciekawości przyglądać się opakowaniom czekolad. Początkowo byłam pozytywnie zaskoczona, bo kilka tabliczek marki lidlowej miało dokładnie 100 g.

Po chwili sięgnęłam do niższej półki, po produkty marki Wedel. Pierwsza chwycona przeze mnie czekolada ważyła 80 g, dwie kolejne 90 g i dopiero czwarta z rzędu była opisana wagą 100 g. Wedel to producent Ptasiego Mleczka, więc być może w innych produktach tej marki są podobne zagrywki.

Shrinkflacja niestety nie dotyczy tylko jedzenia. Powinniśmy być uważni również, kupując produkty w innych kategoriach „tematycznych”. Mniejsze mogą stać się nasze ulubione kosmetyki, karma dla zwierząt oraz chemia do domu. Przykładem może być papier toaletowy. Poniżej zdjęcie z rynku brytyjskiego, liczba listków w opakowaniu spadła o 8%.

 

shrinkflacja

Źródło: Business Insider

Strategię „mniej za tę samą cenę” mogą stosować również restauracje. Niedawno zagraniczna sieć fastfoodów Dominos zmniejszyła liczbę skrzydełek w zestawie z 10 do 8 przy zachowaniu tej samej ceny. Na podobny ruch zdecydował się również Burger King.

Zmiana składu. To kolejny sposób na zmniejszenie kosztów przy zachowaniu tej samej ceny dla konsumenta. W przypadku słodyczy i przekąsek tą zmianą może być zastąpienie oleju rzepakowego olejem palmowym, który jest tańszy, a jego produkcja negatywnie wpływa na środowisko. Cukier trzcinowy może być z kolei zastąpiony tańszym syropem glukozowo-fruktozowym.

Ciekawą praktykę w kwestii zmiany składu stosują też producenci masła. Od kiedy ceny masła poszły mocno w górę, w sklepach pojawiło się dużo tańszych zamienników, z zawartością tłuszczu ok. 60%. Informacja o zawartości tłuszczu jest wprawdzie podana na opakowaniu, ale często niewielkim drukiem.

Chcąc obniżyć koszty produkcji soków, firmy czasem zmniejszają ilość soków z owoców na rzecz cukru i dodatkowych sztucznych aromatów. Zmiana składu na gorszy pojawia się też czasem w branży kosmetycznej. Działające składniki aktywne mogą być zastępowane przez tańsze zamienniki, które będą miały gorsze działanie.

Źródło: Instagram, czytametykiety

Wychwycenie zmiany składu jest dużo trudniejsze niż zauważenie zmiany w gabarytach produktu, szczególnie w przypadku kosmetyków. Gdy już raz przyzwyczaimy się do jakiegoś kremu, to raczej nie sprawdzamy i nie porównujemy za każdym razem dokładnego składu. Tym bardziej że lista składników jest często bardzo długa i napisana jest bardzo małymi literami.

Zmiana opakowania i kształtu produktu. Uważny konsument może szybko zorientować się, że jego ulubiony produkt jest mniejszy niż dotychczas. Dlatego producenci robią wszystko, żebyśmy tego nie zauważyli. Wprawdzie waga produktu musi być podana na etykiecie, ale można zastosować kilka trików wizualnych, dzięki którym klient nie wpadnie na to, żeby sprawdzić gramaturę.

Wystarczy trochę podrasować opakowanie, by wydawało się większe. Poniżej przykład musztardy firmy Kania. Producent zmniejszył ilość produktu w słoiku, ale słoik jest teraz wyższy, a więc na pierwszy rzut oka wydaje się, że produktu jest więcej niż wcześniej.

shrinkflacja

Źródło: Instagram, Katarzyna Bosacka

Na ciekawy przykład natknęłam się w zagranicznych mediach, dotyczący czekolady Toblerone. W 2014 r. producent zmniejszył gramaturę aż o 25%. Jednocześnie, żeby opakowanie nie wyglądało na mniejsze, firma postanowiła zwiększyć dystans między charakterystycznymi trójkątami. Ta zmiana została jednak szybko zauważona przez stałych klientów i po fali krytyki firma przywróciła dawny kształt.

shrinkflacja

Napompowane pieczywo. Jeśli Twój ulubiony chleb z piekarni nie smakuje już tak dobrze, to być może piekarz również zmienił jego skład. Inną praktyką, jaka może być wykorzystywana w piekarniach, jest dodawanie spulchniaczy do chleba i bułek. Dzięki temu produkt wizualnie wydaje się większy, choć jego masa mogła spaść.

Zmiana sugerowanej dawki produktu. Kolejna metoda na zakłamywanie rzeczywistości to zmniejszanie sugerowanej dawki produktu, np. płynu do prania. W przypadku tego typu chemii, producent często podaje na opakowaniu, na ile prań wystarczy nam płyn. Dawka na jedno pranie nie jest nigdzie prawnie ani technicznie zdefiniowana. To producent określa ją wedle swoich kryteriów.

Wystarczy, że w swoim opisie zmieni założenia i uzna, że na jedno pranie potrzebujemy nie 30 ml płynu, tylko 25 ml. Wówczas na butelce może napisać, że trzylitrowy płyn starcza nie na 100, ale 120 prań. Chętniej wybierzemy płyn, który starczy nam na większą liczbę prań, nawet jeśli obok mamy podobny produkt o tej samej objętości.

Podobne triki mogą zdarzyć się w przypadku żywności. Na opakowaniach przekąsek bardzo często mamy informację, ile porcji jest w jednej paczce produktu. Wystarczy, że zmienimy sugerowaną porcję z 30 g na 25 g, i można spokojnie zmniejszyć wielkość opakowania ze 120 g na 100 g. W końcu w teorii dostajemy tyle samo porcji.

Shrinkflacja: manipulacja, a może ochrona przed drożyzną?

Zabiegi związane ze zmniejszaniem objętości produktów wyglądają na manipulację. Podczas zakupów raczej nie analizujemy dokładnie wszystkich etykiet, a producenci wykorzystują nasze przyzwyczajenia. Płacimy nieświadomie tyle samo, a dostajemy gorszy lub mniejszy produkt.

Z drugiej strony, jeśli alternatywą byłaby konieczność rezygnacji z ulubionej przekąski, to może lepiej dostać trochę mniej produktu za tę samą cenę? Może to być krótkoterminowe rozwiązanie na czasy wysokiej inflacji, które ochroni firmy przed spadkiem sprzedaży, a nas przed mocnym cięciem kosztów. Gorzej, jeśli kryzysowa strategia stanie się trendem na dłuższy termin.

Mimo wszystko producenci powinni informować o takich zmianach, jeśli chcą być uczciwi wobec swoich klientów. Dajcie znać, jakie jest wasze zdanie w tej sprawie i czy spotkaliście się z przykładami shrinkflacji. Piszcie i komentujcie, wrzucajcie zdjęcia i paragony.

Zdjęcie: Pixabay/Amanda Evert

Subscribe
Powiadom o
65 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Mariusz
3 lat temu

Wedel zaczynał od pół kilograma. 500 gram, tyle kiedyś ważyło opakowanie Ptasiego Mleczka. Potem było 450 gram, potem 400 a potem już z górki. Pojawił się za to plastik, potem więcej plastiku, pewnie w trosce o środowisko. Przy okazji wspomnę o popularnym Krecie do udrożniania rur, opakowanie 800 gram. Zawartość zajmuje dokładnie połowę objętości butelki. To znaczy tyle zajmowało ostatnio, jak kupowałem, pewnie też w trosce o zyski… pardon, środowisko.

Last edited 3 lat temu by Mariusz
Admin
3 lat temu
Reply to  Mariusz

To chyba będzie prawdziwa plaga w najbliższym czasie

Loki
3 lat temu
Reply to  Mariusz

A później słuchamy bajek PR jacy to są ekologiczni. Zwykła chciwość, obłuda i zakłamanie. Smutny ten świat…

Admin
3 lat temu
Reply to  Loki

Ale to trochę od nas zależy. Jeśli nie będziemy na to podatni, to oni nie będą tego robili

Niepewny
3 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

W jaki sposób od nas zależy?Rozwiązaniem byłoby podawanie ceny za samo opakowanie.Klient byłby świadomy ile płaci za opakowanie i wywierał presję na producentach na zmniejszenie opakowań.Puste powietrze kosztuje za które płaci klient.Chciałbym wiedzieć ile kosztuje produkt a ile opakowanie.

Paweł
3 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

Generalnie, tak, ale tylko wtedy gdy mamy wybór, a przecież nie mogę kupić Ptasiego Mleczka o wadze 500g

Wanda
3 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

Będziemy podatni panie redaktorze, to znaczy statystyczna większość będzie podatna. I to wystarczy – bo ona generuje obrót a nie mniejszość. Przykłady są we wszystkich dziedzinach życia. Co roku gigantyczne korki na Zakopiance, skargi na zawyżanie cen, niską jakość. W następnym roku znów tłumy na Zakopiance. I tak od dekad. Podobnie z inwigilacją podatkową, bankową, biurokracją itd. Ten system jest oparty na tym, że większość da sobie narzucić wszystko (lub prawie wszystko).

Admin
3 lat temu
Reply to  Wanda

Ale to nie jest kwestia systemu tylko tego, czy bardziej chcemy mieć wygodę czy prywatność.

Wanda
3 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

Większość chce mieć wygodę a prywatność to dla tej większości nie ma żadnego znaczenia. Do momentu aż ktoś im zapuka do drzwi przed świtem, zablokuje konto, nie wpuści do samolotu za niezapłacony mandat, o którym nawet nie wiedzieli itp.
Prywatność już dawno przegrała, w takiej Azji to jej nigdy nie było, w Europie zabito a w USA jest parodiowana i wyśmiewana przez pokazywanie tych z porożami czy foliami na głowach jako uzasadnienie dla pogłębionej inwigilacji. Ostatecznie nikt przecież nie zarzucił Snowden’owi, że prezentował nieprawdziwe informacje. On jest ścigany przecież za to że upublicznił prawdziwe informacje.. LOL

Admin
3 lat temu
Reply to  Wanda

Widać mu się to przewalić. Musimy – jako ludzkość – stracić prywatność, żeby ją chcieć odzyskać

Monika
3 lat temu
Reply to  Maciej Samcik

Problem w tym że biomasą łatwo manipulować bo ma niskie poczucie wartości i działa na zasadzie: zesraj się a pokaż się. Ktoś wymyślił że Zakopiec to prestige i tak to pokutuje od lat. Jak tu pokazać na fejsbuniu zdjęcia z jakiejś pipidówy. Co ludzie powiedzą. Niech wiedzą że MNIE stać.

A propos shrinkflacji:kaszka kuskus z Kupca którą spożywam z upodobaniem zjechała już wcześniej z 500g na 400, w zeszłym roku na 350, a teraz jest już 300. Inne też już są w takiej gramaturze. Jak żyć?