Wiele razy na lamach „Subiektywnie o Finansach” zajmowaliśmy się oprocentowaniem depozytów w złotych. W ostatnich miesiącach ich rentowność przed uwzględnieniem podatku dochodziła nawet do 8-10% w skali roku (choć tylko dla depozytów promocyjnych), czyli znacznie przewyższyło wysokość głównej stopy procentowej banku centralnego. Ale dlaczego banki płacą żałośnie niskie odsetki za depozyty w innych walutach, np. w dolarach czy euro? Dlaczego jest ono znacznie niższe od tego, które oferują banki na Zachodzie?
Tego artykułu możesz również posłuchać w naszym kanale podcastowym. Czyta Maciej Danielewicz
- Prosty portfel inwestycji z pięciu polskich ETF-ów? To już możliwe. Nie trzeba się ruszać z polskiej giełdy, żeby inwestować globalnie [POWERED BY PZU]
- Kilkanaście kliknięć od zaplanowania przyszłości finansowej. Automatyczne inwestowanie: jak zrobić to w pięć minut (albo nawet szybciej)? Przewodnik
- Zupełnie nowy rachunek z kartą w nowym banku: ile minut zajmie ci jego otwarcie? Sprawdziłem. Nie masz prawa narzekać na swój bank
Co ma zrobić posiadacz walut obcych, np. euro, dolara, franka szwajcarskiego czy funta brytyjskiego, jeśli chciałby założyć lokatę w polskim banku? Musi się niestety pogodzić z tym, że oprocentowanie będzie śmiesznie niskie i na pewno nie będzie to lokata, na której można zarobić, a już zwłaszcza w czasach wysokiej inflacji.
Jakie są przyczyny niskiego oprocentowania, które jest bardzo niskie i nie oddaje obecnego poziomu stóp procentowych w zagranicznych bankach centralnych?
Czytaj też: Czy to możliwe? Jeden z banków oferuje oprocentowanie lokaty na 10%
Czytaj też: Depozytowy przełom. Czy znikną oferty depozytów w złotych na 8%?
Depozyty walutowe: czego możemy oczekiwać w polskim banku?
W naszych największych bankach lokaty w dolarach to z reguły 0,5-1%, tylko w jednym banku można uzyskać na nowe środki oprocentowanie 2,5% w skali roku, ale oferta jest ograniczona czasowo. Główna stopa procentowa Fed obecnie mieści się w przedziale 4,50-4,75%.
Lokaty w euro to z reguły zaledwie 0,1-0,7%, tylko w jednym banku obecnie można uzyskać oprocentowanie 1,25%, ale oferta jest – podobnie jak w przypadku „okazyjnego” depozytu w dolarach – ograniczona czasowo. Dla porównania: główna stopa procentowa EBC to obecnie 3,5%.
Lokaty we franku szwajcarskim nie przekraczają 0,1%, podczas gry główna stopa procentowa szwajcarskiego banku centralnego wynosi 1%. Lokaty w funcie brytyjskim to z reguły 0,3-0,7%, wyjątkowo w jednym banku oprocentowanie lokaty może wzrosnąć do 2,5%, z tym że muszą to być nowe środki. Główna stopa procentowa Banku Anglii to 4%.
Oprocentowanie lokat walutowych w polskich bankach zdecydowanie nie zachęca do oszczędzania w ten sposób. Dlaczego polskie banki kompletnie nie walczą o posiadaczy walut obcych? Wydaje się, że są co najmniej trzy powody, dla których banki w Polsce nie ścigają się na wysokość oprocentowania lokat w walutach obcych.
Waluty to raczej „bezpieczna przystań”, a nie wehikuł do zarabiania
W naszych tekstach z ostatniego roku dotyczących tego, jak najlepiej ocalić przynajmniej część wartości pieniędzy w obliczu gwałtownego wzrostu cen, pisaliśmy często o lokatach, ale zawsze były to lokaty złotowe. Jeśli klienci banków chcieli uzyskać w miarę korzystne oprocentowanie dla swoich oszczędności, to zawsze wybór padał na lokatę w polskiej walucie.
Lokaty walutowe były na drugim planie, bo klienci posiadający waluty nie traktują lokaty w banku jako istotnej metody na pomnożenie oszczędności. Jest to raczej rodzaj dywersyfikacji oszczędności, realizacji inwestycyjnej zasady, żeby nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka, ucieczka do bezpiecznej przystani w czasach niepewności takich jak pandemia czy wojna.
Jeśli posiadacze aktywów w walutach myślą o zarobku, to jedynie z racji ewentualnych korzystnych różnic kursowych. Jasne, że ktoś, kto założył lokatę w euro oprocentowaną na… 0% w roku 2020, ale za euro płacił 4,20 zł, może cieszyć się obecnie kursem 4,70 zł. Podobnie jest z innymi walutami. Na tym tle nie ma większego znaczenia, czy oprocentowanie wynosi trochę więcej czy trochę mniej – głównym źródłem zarobku są różnice kursowe.
Bankom niepotrzebne waluty, więc się o nie nie starają
Ze strony banków widać wyraźny brak zainteresowania promocją lokat w walutach. Po pierwsze ewentualna promocja i ściganie się na oprocentowanie nie miałoby sensu, biorąc pod uwagę małą liczbę zainteresowanych klientów. Polacy zarabiają w złotych i to w tej walucie rozliczane są wszystkie transakcje w naszym kraju. Nawet okresy zawirowań, jak pandemia czy wojna, nie zmieniły pozycji złotego.
Polacy nie przerzucili się na obce waluty. Jest to widoczne również w udzielanych kredytach w walutach obcych. Po doświadczeniach z kredytami we franku szwajcarskim czy, w mniejszym zakresie, w euro, ruch kredytowy w walutach praktycznie zamarł.
A jeśli banki nie udzielają walutowych kredytów, to po co mają przyciągać śladowe ilości walut? To kwestia równowagi w bilansie banków. Banki muszą zachować odpowiednie proporcje między aktywami a pasywami w walutach. Przy braku kredytów walutowych, w sumie niewielka jest rola walutowych lokat.
Banki walczą o depozyty w złotym, bo… tak im nakazano
Gdyby odwrócić sytuację z lokatami w walutach obcych, to można by powiedzieć, że banki walczą o lokaty w złotym, bo polska waluta potrzebna im jest do wykazania się odpowiednimi wskaźnikami płynności i do udzielania kredytów złotowych.
Można by tak powiedzieć, ale nie byłaby to do końca prawda. Pól roku temu Maciek Bednarek sprawdzał, jak wygląda sytuacja płynnościowa polskich banków. A wygląda znakomicie. Polskie banki od wielu lat są nadpłynne i nic się w tej kwestii nie zmieniło.
Polska waluta potrzebna do udzielania kredytów złotowych? Niekoniecznie, bo akcja kredytowa od roku wygląda bardzo słabo z powodu gwałtownego wzrostu stóp procentowych banku centralnego, a w konsekwencji – wzrostu oprocentowania kredytów.
Dlaczego więc banki jednak na jesieni ubiegłego roku ścigały na oprocentowanie lokat złotowych? Odpowiedź po części tylko mieści się w zakresie ekonomii.
Tak naprawdę banki same z siebie długo utrzymywały oprocentowanie lokat na śmiesznych niemal zerowych poziomach, które nijak się miały do rosnących stóp procentowych i oprocentowania kredytów. I pewnie tak by zostało do tej pory, gdyby nie to, że nie spodobało się to rządowi. Rząd więc pogroził bankom palcem. Poskutkowało. Banki z dominującym kapitałem Skarbu Państwa rzuciły się do podwyższania oprocentowania, a za nimi poszły banki w pełni prywatne.
————
CHCESZ TAKICH HISTORII? ZAPISZ SIĘ NEWSLETTER „SUBIEKTYWNIE O ŚWI(E)CIE”:
Jeśli lubisz czytać o tym co słychać w świecie wielkich finansów globalnych, przyłożyć ucho do pokojów, w których obradują szefowie banków centralnych, dowiedzieć się co słychać w największych korporacjach, sprawdzić wieści z rynku walut, surowców, akcji i obligacji – zapisz się na poranny newsletter „Subiektywnie o świ(e)cie” – przy porannej kawie przeczytasz wszystkie najważniejsze wieści dla Twojego portfela, starannie wyselekcjonowane i luksusowo podane przez Macieja Danielewicza i ekipę „Subiektywnie o Finansach”.
————
A jak jest w strefie euro? Tu klienci mogą korzystniej lokować pieniądze
Według najnowszej analizy Europejskiego Banku Centralnego, łączne oprocentowanie nowych depozytów terminowych (czyli „o ustalonym terminie zapadalności”) dla gospodarstw domowych wzrosło do 1,44%, głównie pod wpływem rosnącej stopy procentowej EBC. Z kolei oprocentowanie depozytów jednodniowych gospodarstw domowych pozostało bez zmian – jest na poziomie 0,07%. Po marcowej decyzji EBC stopy depozytowa i refinansowa wynoszą odpowiednio 3% i 3,5%.
Dla banków oprocentowanie kredytów i depozytów to dwie kwestie występujące równolegle. Zasadniczo banki są instytucjami zbierającymi depozyty po to, żeby udzielać kredytów. Ale – tak samo jak w Polsce – na Zachodzie jest duża różnica między oprocentowaniem depozytów i kredytów.
Oprocentowanie kredytów na zakup nieruchomości mieszkaniowych zaciąganego na 5-10 lat wynosi dziś 3,29%. Oprocentowanie kredytów mieszkaniowych powyżej 10 lat wzrosło do 2,60%. A oprocentowanie nowych kredytów konsumpcyjnych dla gospodarstw domowych – 6,47%.
Poniżej wykres pokazujący, jak zmieniały się w rytm podwyżek stóp procentowych w 2022 r. bankowe stopy procentowe nowych kredytów i depozytów dla gospodarstw domowych w strefie euro: linia niebieska to oprocentowanie kredytu dla gospodarstw domowych. Linia żółta – oprocentowanie lokaty „z ustalonym terminem zapadalności” dla gospodarstw domowych (czyli po prostu depozytu terminowego). Linia czerwona – oprocentowanie depozytów jednodniowych dla gospodarstw domowych.

Z wykresu widać, że banki europejskie bardzo aktywnie reagują na zmiany oprocentowania stóp procentowych banku centralnego strefy euro. Ale tę sytuację trzeba oczywiście porównywać z naszymi lokatami w złotych. Banki europejskie potrzebują euro, żeby udzielać kredytów w euro i zachować wskaźniki płynnościowe.
I o ile te lokaty nie rosły w początkowej fazie podwyższania stóp procentowych przez NBP, który rozpoczął cykl zacieśniania już we wrześniu 2021 r., o tyle potem, o czym była mowa w początkowej części artykułu, banki szybko zaczęły nadrabiać swoje opóźnienie, aż niektóre doszły do oprocentowania depozytów nawet na 8% w skali roku.
Widząc zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych przez NBP, a nawet obniżek w perspektywie nawet końca tego roku lub początku 2024 r., banki szybko przechodzą do niższego oprocentowania depozytów. Jasne jest, że w tym zadaniu nie czekają na wskazówki od przedstawicieli rządu,.
Niestety musimy pogodzić się z tym, że oprocentowanie depozytów np. w euro w naszych bankach zawsze będzie istotnie niższe niż w złotych, ze względu na niższe stopy procentowe w głównych obszarach walutowych. Ale też dużo niższe niż w krajach pochodzenia walut, z uwagi na brak zainteresowania naszych banków zbieraniem depozytów w walutach obcych.
Pozostaje traktować waluty jako bezpieczną przystań, i liczyć na to, że ich wartość w stosunku do złotego wzrośnie, co może być naszym oczekiwanym zyskiem z takiej inwestycji.
Żródło zdjęcia: Unsplash

