Wakacje to dla ciebie głównie wydatki? Otóż na wakacjach można też całkiem nieźle… zarobić! Turystyczny biznes na giełdzie: są zyski i dywidendy

Lato jest tym okresem w życiu Polaka-szaraka, w którym radośnie wydaje on ostatnie zaskórniaki, by zaliczyć choćby jeden turnus poza domem. Ale czy można… zarobić na wakacjach? Teoretycznie to możliwe, o ile wśród swoich inwestycji masz udziały w biurach podróży, sieciach hotelowych, liniach lotniczych. Czy na tym da się zarobić?  Sprawdźmy!

Polacy podróżują na potęgę choć pod względem ilości pieniędzy, które wydajemy na wakacje jeszcze bardzo dużo brakuje nam do europejskiej średniej. Zyski liczą linię lotnicze, touroperatorzy, właściciele condohoteli, hotelarze. W tym roku na wakacje wyjedzie ponad 70% z nas. To aż o 15 pkt. proc. więcej niż przed rokiem – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Diners Club Polska. 

Brzmi imponująco, prawda? Ale… pod względem podrózowania jesteśmy ciągle na dorobku.  Według raportu Ministerstwa Sportu i Turystki na wczasy zagraniczne w 2016 r. (nowszych danych nie ma) pozwoliło sobie 17% Polaków.  A reszta? Prawie 37% badanych odpowiada, że nie ma pieniędzy. Sytuacja się poprawia, w czym duża zasługa programu Rodzina 500+.

To oznacza, że choć firmy z sektora kwitną i notują nieraz rekordowe wyniki, to jest duża szansa, że jeszcze nie przekwitły. Jak można zarobić na wakacjach? Mając udziały w spółkach, które w tym czasie mają żniwa. Myślę o biurach podróży, sieciach hotelowych, liniach lotniczych.

Czytaj też: Żar leje się z nieba? To nic, są dowody, że wtedy zyski mnożą się szybciej

Czytaj też: Te marki mają największą moc wyciągania nam kasy z portfela

Rainbow Tours liczy zyski. A inwestorzy? Też!

Najprostszy trop – biura podróży. W kasach działających w Polsce trzech największych biurach podróży, czyli Itaki, TUI i Rainbow Tours jeszcze nigdy nie zostawialiśmy tyle pieniędzy. W ciągu ostatnich trzech lat przychody tego trio wzrosły o kilkadziesiąt procent do 4,7 mld zł.

Z tej trójki tylko Rainbow Tours notowany jest na giełdzie, co oznacza, że możliwości zdyskontowania sukcesu branży touroperatorów są dość okrojone. W ubiegłym roku spółka zarobiła na czysto 36,1 mln zł.  Dla porównania odnotowujemy, zarobki innych biur:

  • Itaka – 2016 r. 51 mln zł; 2017 r. 23 mln zł
  • TUI Poland – 2016 r. 9 mln zł; 2017 r. 12 mln zł
  • Grecos Holiday – 2016 r. 14 mln zł; 2017 r. 20 mln zł.

To jedyne biura podróży w Polsce, które mogą się pochwalić dwucyfrowym – licząc w milionach złotych – zyskiem netto.

Jak sobie radzi Rainbow Tours? Firma debiutowała w niemal najgorszym możliwym momencie, bo w absolutym szczycie hossy, w październiku 2007 roku. Inwestorzy indywidualni walczyli o zapisy na akcje tak zaciekle, że każdy z nich dostawał o 30% mniej papierów, niż by chciał (redukcja zapisów).

Sam debiut był mizerny – ledwie 1,2% wzrost. Pierwszy dzień notowań spółka zakończyła na poziomie 8,63 zł. Za kilkanaście miesięcy na parkietach całego świata zagościła największa w powojennej historii bessa, a akcje „tęczowej” spółki ledwo wybroniły się przed spadkiem do poziomu groszowego – w marcu 2009 r. szurały w okolicach 1,06 zł.

Co się zmieniło od tamtego czasu? Rainbow Tours stało się wzorową, giełdową spółką. Kurs akcji wzrósł do 35 zł, czyli 3400%. Rekord ustanowiła na początku tego roku – wtedy akcje kosztowały w okolicach 50 zł. W tym samym czasie indeks szerokiego rynku WIG wzrósł ok. 150%, indeks największych spółek WIG20 o niecałe 50%, indeks średnich spółek mWIG40 o 233% a małych sWIG80 o 110%. Czyli turystyka jest wyraźnie powyżej giełdowego benchmarku.

„Tęczowa” dywidenda z turystyki

A to nie wszystko. Zarząd firmy regularnie decydował o dzieleniu się zyskiem z akcjonariuszami poprzez wypłatę dywidendy. Ta jest przez Rainbow wypłacana regularnie od 2012 r. i wynosiła od 4 groszy na samym początku do 1,2 zł w tym roku (co oznacza mniej więcej 3% ceny akcji).

W tym oku na warszawskim parkiecie zadebiutowało największe biuro podróży działające w krajach bałtyckich Novaturas – organizuje wycieczki w 30 kierunkach, posiada prawie połowę rynku czarterowego w krajach bałtyckich i wchodzi na Białoruś (wcześniej akcje były do kupienia na giełdzie w Wilnie).

W porównaniu z Rainbow Tours litewski konkurent to jednak mniejszy zawodnik – przychody w ostatnich 3 latach wzrosły z 99 mln euro do 141 mln euro, a spółka zarobiła na czysto 8,2 mln euro w ubiegłym roku. Zarząd Novaturas zapowiada, że w następnych latach będzie rekomendował wypłatę na poziomie 70-80% zysku netto. W tym roku spółka chce przeznaczyć na to 6 mln euro.

Wskaźnik cena do zysku (C/Z) dla Rainbow Tours to 14,5 (czyli mniej więcej tyle lat potrzebowalibyśmy żeby zwróciło nam się to, co wydaliśmy na początku na zakup akcji spółki przy założeniu, że ta cały zysk przeznaczałaby dla akcjonariuszy).

Im większe C/Z, tym „droższy” jest zysk spółki, czyli tym drożej kupujemy prawo do każdej złotówki ewentualnej dywidendy. Wynik dla Rainbow plasuje tę spółkę mniej więcej w połowie wszystkich spółek notowanych na GPW. Dla porównania dla Novaturas to 10,7.

Drugi ważny wskaźnik, który może rzucić nieco światło na realną wartość firmy to cena akcji do wartości księgowej (C/WK).Wartość księgowa to majątek spółki. I tutaj Rainbow Tours z wynikiem 4,59 mieści się w giełdowej dwudziestce „najdroższych” firm. Novaturas jest nawet wyżej, bo 5,95.

Ale działalność biur podróży ze względu na swoją specyfikę sprzyja osiąganiu wysokich wskaźników C/WK. A to dlatego, że firmy po prostu nie za bardzo mają jakiś majątek, który możnaby zapisać w księgach – ot, głównie komputery, wyposażenie biur no i swoją markę.

Czytaj też: Czy warto stać się udziałowcem spółek produkujących gry komputerowe?

Czytaj też: Polskie spółki szukają nowych leków. Niektóre dały już zarobić 1000%! Każdy może ulokować w nich kawałek swoich oszczędności i też zarabiać na ich (ewentualnym) sukcesie

Zagraniczna konkurencja wyceniana jeszcze wyżej

Rzućmy okiem na globalną konkurencje – np. brytyjski Thomas Cook, najstarszy, liczący 178 lat i sprzedający wycieczki za 10 mld euro rocznie touroperator na świecie. Założona w Peterborough firma obecnie notuje wskaźnik wskaźnik C/Z – 60, a C/WK – 40. To pokazuje, że przynajmniej teoretycznie biura podróży notowana na GPW może czekać świetlana przyszłość.

Tym bardziej, że akcje Cooka wcale nie biją rekordów. Po odzyskaniu wigoru po załamaniu się po arabskiej wiośnie dziś notowane są po 107 pensów (wartość akcji na londyńskiej giełdzie podaje się właśnie w ten sposób). Dla porównania jeszcze 4 lata temu były prawie dwa razy droższe.

Niższe wskaźniki notuje niemieckie TUI, najpotężniejsza turystyczna marka na świecie z prawie 19 mld euro przychodów rocznie. Wartość wskaźnika C/Z dla TUI to 16, a C/WK – 4,7. Może to sugerować, że akcje TUI na poziomie ok. 19 euro są niedowartościowane. 62% rekomendacji wydanych przez analityków dla TUI w maju brzmi „kupuj”, 29% „trzymaj”, a 9% „sprzedaj”.

Enter Air czyli lot po zyski. Oby nie był koszący

Biura podróży żyją w symbiozie z czarterowymi linia lotniczymi, które zapewniają transport tysiącom klientów na linii zimna północ-ciepłe południe.

Linie lotnicze to ciężki biznes, o czym wiedział już Gordon Gekko, bohater filmu „Wall Street”. Kiedy młody makler Bud Fox proponował mu inwestycję w linię lotniczą Bluestar, ten krzywił się, „strajki, ceny paliwa, eee to nie dla mnie”- odparł Gordon „chciwość jest dobra” Gekko.

Faktycznie, mimo prawie 30 lat od premiery filmu, branża lotnicza się nie zmieniła – strajki jak były tak są, a zyskowność zależy od cen paliwa, pogody, no i obłożenia miejsc w samolotach. Ile potrafią namieszać siły natury przekonaliśmy się w 2010 r. kiedy wybuchł wulkan Eyjafjallajökull.

Przyjrzeliśmy się polskiej czarterowej linii Enter Air, która zadebiutowała na GPW w grudniu 2012 r. sprzedając akcje po ok. 14 zł. Dziś cena tych akcji to już 20 zł, choć w międzyczasie było i 30 zł. Enter Air był pupilkiem inwestorów. Liczba pasażerów rośnie, firma wymienia flotę, ale  giełdowi gracze ostatnio ma moment wstrzymali oddech. Konkurencję dla nich stanowi litewski przewoźnik pod marką Small Planet Airlines i czeski Travel Service. 

Po pierwszym kwartale bieżącego roku Enter Air zanotował 1,85 mln zł straty operacyjnej (czyli na działalności związanej tylko z lotnictwem), mimo, że przed rokiem był 12 mln zł na plusie. Zarząd uspokajał, że w pierwszym kwartale firma miała sporo wydatków – przeglądy samolotów, uruchomienie własnej firmy firmy serwisowej. I prosi żeby czekać do wakacji, to wtedy wyniki przebiją z nawiązką to co było przed rokiem.

Orbisie, czy ci nie żal? Pewnie, że nie! Kasa się zgadza

Rozwija się też branża hotelarska.  Liczba noclegów udzielonych w obiektach turystycznych w Polsce zwiększyła się od 2010 r. o 42%, co plasuje nasz kraj na piątym miejscu w UE, zaraz za Węgrami, ale przed Słowacją i Czechami.

Nie dalej jak kilka dni temu ukazał się raport firmy doradczej CBRE, z którego wnika, że zdecydowana większość inwestorów myśli o ulokowaniu swoich oszczędności w hotele. Polska została wskazana jako pierwsze najbardziej atrakcyjne miejsce do tego typu inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej oraz dziewiąte w całej Europie.

Co ciekawe polski rynek hoteli rośnie głównie dzięki turystom krajowym. W 2016 r. udział obcokrajowców w całkowitej liczbie noclegów wyniósł zaledwie 20%. I to pomimo, że ceny mamy europejskie, a zarobki polskie – kilkudniowy pobyt w szczycie sezonu w turystycznych miejscowościach kosztuje tyle, ile tygodniowe wczasy all inclusive za granicą.

Najbardziej znaną hotelarską spólką, której współwłaścicielem może być każdy z nas jest Orbis, którego korzenie sięgają lat 20-tych zeszłego wieku. Dziś inwestorem strategicznym w Orbisie jest francuski Accor, jedna z największych tego typu spółek na świecie. Od 2014 r. akcje Orbisu wspinały się niemal nieprzerwanie, obecnie są w okolicy historycznych rekordów, czyli ok. 100 zł za jedną akcję.

Do sukcesu przyczyniła się nie tylko zwiększona chęć Polaków – i przedstawicieli innych nacji, które korzystają z usług Orbisu – do podróżowania, ale przemyślana restrukturyzacja firmy – Orbis pozbywa się balastu w postaci hoteli, które obecni właściciele dostali w posagu, gdy prywatyzowano spółkę – zamiast remontować stare hotele, wolą je sprzedać (często są to nieruchomości w niezłych lokalizacjach, zwykle blisko centrów miast). Skupiają się na rozwoju marek związanych z francuskim właścicielem (najpopularniejsze to Novotel, Ibis, Sofitel).

Orbis pozbył się kilkunastu hoteli, m.in. słynnego Kasprowego w Zakopanem, ale też hotelu Cracovia w Krakowie, czy Neptun w Szczecinie, albo Mrongovia w Mrągowie. Obecnie Orbis jest właścicielem 124 hoteli, a jedna trzecia przychodów pochodzi spoza Polski – od Łotwy, aż po Bułgarię. Coraz mniej osób pamięta, że spółki Orbisu były organizatorami wycieczek, czy przejazdów autokarowych.

Orbis regularnie, od 2002 r. z krótką przerwą na czas kryzysu finansowego 2009-2011 wypłaca akcjonariuszom dywidendę. Wartość dywidendy na akcję wynosi zwykle kilka procent. Czy to dużo? Analitycy sugerują porównywać stopę dywidendy z tym, ile możemy zarobić 10 – letnich obligacjach skarbowych.

Obecna emisja takich obligacji skarbowych EDO0628, daje nam zarobić 2,7% w pierwszym roku, a w następnych 1,5% ponad inflację. Obecnie ceny rosną w tempie 1,6%. Stopa dywidendy Orbisu wyniosła w ubiegłym roku 1,91% co oznacza, nie była to jakaś super opłacalna inwestycja.

Dla porównania: stopa dywidendy Rainbow Tours wynosiła nawet 4,2% w 2015 r. Ale biznes Orbisu jest znacznie bardziej stabilny, niż turystycznego operatora wycieczek.

Gdańska wyspa Booking.com

Orbis jest przykładem dobrze zarządzanej spółki, która jednak, podobnie jak inne sieci hotelowe będzie musiała w najbliższych latach zmierzyć się z zupełnie nowym zjawiskiem gospodarki współdzielenia. Jej turystycznym odłamem jest portal Airbnb (nienotowany na żadnej giełdzie), który oferuje właścicielom mieszkań możliwość ich wynajmu na krótki termin.

Jeśli mamy „kwaterę” w atrakcyjnej lokalizacji – centrum modnego miasta – Kraków, Warszawa, że o Sopocie, czy Gdańsku nie wspomnę, to bardziej nam się opłaca wynajmować mieszkanie na weekendy niż na długi okres, choćby studentom.

Oczywiście, to rodzi inne, społeczne problemy: wyludnianie się centrów miast, czy zamieniania się takich kamienic, czy apartamentowców w wielkie imprezowanie ku rozpaczy „zwykłych” sąsiadów. Podobno przeżywająca budowlany boom Wyspa Spichrzów w Gdańsku, która zdaniem złośliwców ma zmienić nazwę na Wyspa Booking.com.

To zjawisko europejskie i nikt nie wie za bardzo jak sobie z tym poradzić. Ale dla inwestorów to szansa do zarobku – jeśli nie stać nas na kupno takiego mieszkania, możemy zainteresować się spółkami, które są operatorami apartamentów. Jedną z takich firm, która buduje apartamenty na wynajem jest pomorski Dekpol. Obrana strategia się opłaciła – kurs akcji w ciągu półtora roku wzrósł z 10 do 40 zł.

Najbardziej zbliżony profilem działalności do Orbisu jest notowany na giełdzie Warimpex. To spółka o niemieckich korzeniach, które inwestuje na rynku nieruchomości w Polsce, Czechach, Rosji, na Węgrzech, we Francji i w Austrii. Firma buduje i prowadzi hotele, w tym całkiem luksusowe jak InterContinental, a także jest deweloperem na rynku biur.

Na koniec roku 2017 Warimpex był właścicielem, współwłaścicielem lub dzierżawcą sześciu hoteli z łączną liczbą 1 600 pokoi. Dla Warimpeksu odłam hotelarski to tylko część działalności, więc po zachowaniu kursu nie można wysnuwać jednoznacznych wniosków, czy akurat ten segment jest najbardziej opłacalny czy nie. Dość powiedzieć, że lata świetności wycena spółki ma za sobą, dziś jej akcje można kupić za ok. 6 zł, co oznacza, że firma nie podniosła się po kryzysie 2009 r. Wcześniej akcje kosztowały kilkanaście złotych.

Zyski spod samiuśkich Tater? Niekoniecznie

Spółką wybitnie turystyczną jest słowacka spółka Tatry Mountain Resort. Firma na giełdzie jest od 2012 r. (oprócz tego jeszcze na giełdzie w Pradze i w Bratysławie). Słowacy zajmuje się zarządzeniem ośrodkami narciarskimi na Słowacji i w Polsce, m.in. w Szczyrkowski Ośrodek Narciarski, jest też właścicielem ogromnego aquaparku Tatralandia, w którym podobno suma długości zjeżdżalni jest tak długa jak trasa spod Pałacu Kultury do Placu Zbawiciela w Warszawie. To największa tego typu firma w tej części Europy.

Firma zarobiła w 2017 r. ok. 7 mln euro, przy przychodach 95 mln euro. Oznacza to, że skala biznesu zwiększyła się w ciągu 5 lat prawie dwukrotnie. Nie widać tego za bardzo w kursie akcji, który od półtora roku jest w wyraźnym „trendzie bocznym”, czyli porusza się wężykiem w widełkach 115-120 zł. Na domiar złego spółce ciążą obligacje, które wcześniej wyemitowała, a teraz musi płacić odsetki i sukcesywnie spłacać kapitał.

Firma do 2013 regularnie wypłacała dywidendy, nawet w wysokości 70% zysku netto. Ale po emisji obligacji w 2013 r. „zdolność do wypłaty dywidend ograniczyła się”.  Jeśli nic się nie zmieni, to inwestorzy chyba nie mają tu czego szukać.

Turystyczna struktura od Alior Banku

Jeśli uznajemy, że inwestowanie w akcje spółek nas nie interesują, bo to za bardzo absorbujące, możemy zdać się na innych. Alior Bank oferował w ubiegłym roku coś w rodzaju funduszu opartego o wycenę spółek turystycznych. Piszę coś w rodzaju jak fundusz, ale to funduszem nie było – chodzi o certyfikat depozytowy z progiem wejścia ustalonym na 3 000 zł.

Polega to na tym, że kupujemy od Alior Banku wyemitowane przez niego papiery wartościowe, których cenę finansowi inżynierowie powiązali z kursami akcji czterech globalnych firm turystyczno-rozrywkowych:  TUI, Thomas Cook,  The Walt Disney i Priceline.

Ta ostatnia to właściciel portalu Booking.com. Spółka zmieniła w lutym nazwę na bardziej rozpoznawalną – Booking Holdings. Akcje spółki na giełdzie w Nowym Jorku wyceniane są na rekordowe ok. 2100 dol. (kilkaset procent zysku w ciagu ostatnich kilku lat).

Na produkt można się było zapisać tylko w lipcu w sierpniu ubiegłego roku, a termin wyjścia z inwestycji jest za 3 lata – wtedy bank gwarantuje nam, że nie stracimy kapitału (nie licząc opłat początkowych, mogących sięgać 2,5%).

Bank przekonuje, że w wariancie optymistycznym można zarobić 12%, a w pesymistycznym wyjść na zero (minus opłaty). Warunek – pieniądze musimy zamrozić na te 3 lata, jeśli będziemy chcieli wycofać je przed czasem, wtedy ryzyko straty bierzemy na siebie.  Jestem ciekaw jaki będzie bilans tej inwestycji dla klientów Alior Banku.

Zarabianie na podróżowaniu od… KGHM

Na GPW ciekawym rodzynkiem jest spółka Interferie na wskroś związana z organizacją wczasów. To biuro turystyczne założone w 1992 r. w Lubinie, czyli w samym sercu miedziowego kombinatu. Wtedy do majątku nowopowstałej spółki weszły ośrodki wypoczynkowe dedykowane pracownikom KGHM.

Dziś spółkę ciągle, pośrednio, bo poprzez fundusz, kontroluje miedziowy gigant, a Interferie pośredniczy w sprzedaży biletów lotniczych, autokarowych, ale jednak głównie zajmuje się obsługą dawnych hoteli, m.in. w Szklarskiej Porębie, Ustroniu Morskim, Kołobrzegu i pięciogwiazdkowego hotelu  Interferie Medical SPA.

W sumie to 2 tys. pokoi hotelowych, więcej niż ma Warimpex. Spółka ostatni raz, symboliczną dywidendę wypłaciła 5 lat temu. Interferie są raczej ciekawostką, symbolem niedokończonej prywatyzacji. Sama spółka jest niewielka, z kapitalizacją na poziomie 56 mln zł, a płynność akcji jest nie duża. Akcje z ceną 3,75 zł są raczej blisko historycznych dołków.

Firmy, których już z nami nie ma

Na GPW jeszcze jakiś czas temu notowany był jeden z największych portali rezerwacyjnych Travelplanet.pl, ale nowi czescy właściciele z funduszu Rockaway Capita, postanowili spakować manatki i zabrać spółkę z giełdy. Na GPW, a dokładniej na mniejszym rynku New Connect nie też już pośrednika Fly.pl (firma zmieniła właściciela i działa jako spółka z o.o.).

W listopadzie minie 5 lat od ogłoszenia bankructwa przez spółkę OEM, właściciela portalu rezerwacyjnego Ostatniemiejsca.pl. Założona w 2004 r. firma z Suwałk miała w szczytowym okresie swojej działalności 70 oddziałów. W 2012 r. weszła na giełdę NewConnect i zebrała 150 tys. zł na rozwój. Ale giełdową karierę przerwała już po roku – spółka ogłosiła niewypłacalność likwidacyjną. Powody problemów finansowych to ostra konkurencja na rynku, rezygnacja kilku dużych touroperatorów ze współpracy z OEM i ogólnie wahliwa koniunktura na rynku turystycznym.

Turystyka to nie jest branża na złą pogodę

Na tle świata kondycja polskiej branży turystycznej nie odbiega od trendów. Sieci hotelowe liczą zyski, touroperatorzy rosną w siłę, zyski liczy wspomniany portal Booking.com. Dwie duże hiszpańskie sieci hoteli RIU i Iberostar – najbardziej na świecie żyjące z turystyki – nie są notowane na giełdzie.

Możemy spojrzeć na wyniki innych marek, takich jak Hilton, czy Marriott. Jednak ich biznes opiera się w dużej mierze na zarabianiu na wyjazdach biznesowych, organizowaniu konferencji, a nie wypoczynku w tropikach. Hilton Worldwide w ciągu 3 lat podwoił swoja wartość do 80 dol. za akcję. Podobnie Hyatt Hotels Corporation i Marriott International.

Branża turystyczna jest teraz „w gazie”, ale taka sytuacja nie będzie trwać wiecznie.  Jeśli przyjdzie spowolnienie (co ekonomiści już wróżą, i nie chodzi o żaden wielki kryzys, ale zwykły cykl koniunkturalny) turystyka siądzie.  Udział gospodarki turystycznej w PKB Polski utrzymuje się od kilku lat na poziomie 5-6% dając zatrudnienie ok. 760 tys. osób, czyli ok. 4,7% ogółu pracujących.

Poza tym na naszą chęć do wyjazdów wpływają ogólnie nastroje społeczne. Branża kiepsko wspomina 2010 r. gdy po katastrofie smoleńskiej i wielkiej fali powodziowej, która przeszła przez Polskę mało komu chciało się podróżować i cieszyć się życiem.

Nie można nie wspomnieć też o ryzyku zamachów. Na przykład po zamachach na tunezyjskich plażach w 2015 r., w których zginęło 38 osób, w większości Brytyjczyków, w tym roku do Tunezji przyleci 75 tys. wyspiarskich turystów. To jedna szósta tego, co było przed zamachem.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany