Świat pędzi coraz szybciej i to, co wczoraj było megainnowacją, dziś jest normalnością. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu taxi z aplikacji było absolutną nowością. Kiedy Uber wszedł do Polski ze swoimi kontrowersyjnymi usługami społecznościowych przejazdów, dosłownie “pozamiatał” rynek. Możliwość zamówienia taksówki jednym klikiem, z poziomu aplikacji w smartfonie, a później zapłacenia w ogóle bez klikania była rzeczą nie do pomyślenia w “zwykłej” korporacji taksówkowej.

Teraz już nie jest, bo aplikacje do mobilnego zamawiania taksówek mają już nawet drugorzędne korporacje. Być może nie tak ergonomiczne, jak ta uberowa, ale też znośne. W pewnym sensie korporacje taksówkowe odzyskały przewagę konkurencyjną. Uber wciąż jest od nich tańszy, ale… nie jest już jedyną opcją zamówienia samochodu przez smartfona, a jego kierowcy już nie są tacy uśmiechnięci i zadowoleni, jak kiedyś (bo coraz częściej to przepracowani obcokrajowcy, wyzyskiwani przez pośredników i samego Ubera).

Czytaj też: Taksówką taniej, niż własnym samochodem? 

Czytaj też: Nowy pomysł taksówkarzy! Zamówisz ich przez…. bank 

Czytaj też: A to dobre! Pomysł kolejarzy. Wysiadasz z pociągu, a tu

Mając do wyboru: jechać “tradycyjną” taksówką zamawianą przez aplikację lub gruchotem z niezorientowanym w topografii miasta uberowcem za kierownicą, będąc w czasie tej podróży nieubezpieczonym (taksówkarze mają specjalne ubezpieczenie dla zawodowych kierowców, a uberowcy klasyczną polisę OC/AC, która jednak też chroni pasażerów, choć nie wiem czy równie dobrze) i nie mogąc poruszać się bus-pasami – coraz częściej wybieram to pierwsze, choć jest to opcja trochę droższa.

Ale Uber nie dlatego jest Uberem, że daje się bezkarnie doganiać. Niedawno opisywałem aplikację UberEats, dzięki której można zamówić do domu jedzenie. W Indiach Uber testuje usługę UberHire, czyli auto na wyłączność przez określoną liczbę godzin (idealna opcja dla turystów, którzy chcieliby jak najwięcej zwiedzić w krótkim czasie). Wkrótce pewnie będzie też wprowadzał UberPool, czyli jeszcze tańszą opcję przewozową, dzięki której kilka osób znajdujących się na trasie przejazdu kierowcy będzie mogło się dosiąść, dzięki czemu przejazd będzie w cenie biletu tramwajowego.

Czytaj też: Uber dla klientów pragnących wygody. Lux-torpedy!

Czytaj też: UberNITE, czyli tani powrót z nocnej impry. Taksówkarze, spać!

Czytaj: Kolejki w przychodni? Jest już Uber dla pacjentów. Lekarz z aplikacji!

ZACZNIJ OD KOŃCA, CZYLI WKURZAJĄCY KROK W TYŁ… Jakkolwiek zniechęciłem się trochę do Ubera po tym jak został technologicznie “dogoniony” przez tradycyjne korporacje – które najwyraźniej przeczytały moje trzy punkty, dzięki którym “zabiją” tańszego konkurenta – to ostatnio “uberek” znów zaczął mnie przyciągać. Portale poświęcone nowinkom technicznym już w zeszłym roku zapowiadały nową aplikację Ubera jako kolejny hit, ale ja miałem okazję z niej skorzystać dopiero niedawno. I przyznam szczerze, że to jest znowu ucieczka do innego świata.

Co można wymyślić nowego w prostej apce, której istotą jest zamawianie taksówki jednym klikiem i płacenie bez żadnych klików? Wydawałoby się, że niewiele, ale jednak oni znów zmiażdżyli taksówkarzy. W pierwszym rzucie trochę mnie wkurzyli, bo apka od razu po uruchomieniu wymusza wpisanie miejsca docelowego. W poprzedniej wersji wystarczyło kliknąć, by auto przyjechało w miejsce, w którym akurat się znajdujemy. Można było wpisać też miejsce docelowe, ale nie było to konieczne. Teraz apka to wymusza.

ubenew3

… ŻEBY ZROBIĆ CZTERY WPRZÓD. UBERPOOL NADCHODZI! Chyba wiem dlaczego: aby możliwie najlepiej wykorzystać czas kierowcy, m.in. na potrzeby usługi UberPool. Apka musi wiedzieć dokąd chcemy się udać, gdyż łącząc miejsca startowe i docelowe zgłaszających się klientów uberowy “silnik” będzie w stanie ułożyć trasę kierowcy w taki sposób, by pasowała jak największej liczbie użytkowników. A następnie zaproponować tym ostatnim atrakcyjną cenę.

UberPool – jeśli wypali – to może być usługa, która na dobre odróżni Ubera od korporacji taksówkowych. A w dodatku trafiająca w potrzeby młodych ludzi, którzy mniej potrzebują luksusów, a bardziej zależy im na dobrej cenie, być może porównywalnej do ceny biletu na autobus. Startowanie od pytania “dokąd jedziemy” jest więc krokiem w tył, który Uber wykonuje po to, by za chwilę wykonać cztery kroki wprzód. Na szczęście dalej są już zmiany, które już dziś są zmianami na lepsze.

UBER JUŻ “WIE” DOKĄD CHCIAŁBYŚ POJECHAĆ. Widzę więc w nowej aplikacji Ubera podpowiedzi: trzy miejsca, w które mógłbym chcieć pojechać. Podobno apka jest “inteligentna”, a więc uczy się na podstawie tego gdzie się regularnie poruszamy. I jeśli w każdy wtorek jadę na trening tenisowy, to po odpaleniu apki Uber zaproponuje mi właśnie kurs do klubu tenisowego. Nota bene ostatnio tak samo zaczął mi “pomagać” smartfon.

Dziwnym trafem za każdym razem, gdy wsiadam do samochodu, na telefonie pojawia mi się powiadomienie push z informacją jak długo będę jechał tam, gdzie – zdaniem “pana smartfona” – zamierzam jechać. I wiecie co? W 75% przypadków mój smartfon dobrze się domyśla dokąd jadę. Takie “domyślanie się” dokąd zamierzam się właśnie przemieścić to klucz do sukcesu każdej aplikacji transportowej. Uber to wie i właśnie na to stawia. Tej funkcjonalności nie zauważyłem na razie w żadnej innej aplikacji taksówkowej. A używam ich kilka (w tym wszystkich najpopularniejszych).

KLIKASZ MORDKĘ ZNAJOMEGO I… JUŻ ZAMÓWIŁEŚ KIEROWCĘ. To wstęp do bardziej zaawansowanych usług – łączenia aplikacji Ubera z kalendarzem google’owym (dzięki temu podpowiedzi gdzie chciałbym pojechać będą jeszcze bardziej precyzyjne – apka nie będzie się musiała niczego “domyślać”, tylko będzie podpowiadała “na pewniaka”) oraz z listą wybranych znajomych.

Dzięki czemu ci znajomi będą widzieli gdzie aktualnie się znajdujemy, a jeśli udostępnią apce swoją lokalizację, to nie będzie trzeba wpisywać nawet adresu docelowego, wystarczy kliknąć mordkę znajomego, a Uber już będzie wiedział gdzie ma jechać. Apka już dziś od razu wyświetla spodziewaną cenę za przejazd – w przyszłości będzie wyświetlała wszystkie dostępne opcje, czyli nie tylko UberPop i UberSelect (czyli wygodniejsze samochody w nieco wyższej cenie), ale i UberPool.

ubernew2

WRESZCIE NIE TRZEBA SIĘ “GANIAĆ” Z KIEROWCĄ? Zauważyłem też w nowej apce (choć nie w każdym przypadku) wskazówki, które mają mi pomóc trafić do zamówionego samochodu szybciej. Tu też Uber trafił w sedno: jedną z największych wad smartfonowych korporacji taksówkowych jest bowiem konieczność wzajemnego znajdowania się klienta i kierowcy. Kiedyś, gdy na dużym skrzyżowaniu straciłem 10 minut, by spotkać się z kierowcą, tłumaczył mi wtedy, że geolokalizacja nie jest wystarczająco precyzyjna i nie pokazuje dokładnie miejsca pobytu klienta. Z kolei kierowca nie wszędzie może wjechać i zaparkować. No i Uber zaczął podpowiadać użytkownikom gdzie najlepiej się udać, żeby zbyt długo nie szukać kierowcy. To jest coś.

Wydawało mi się, że spokojnie może uberową aplikację “przenieść do archiwum” – mam apki MyTaxi, mam iTaxi, inne korporacje też mają swoje aplikacje taksówkowe. “Prawdziwa” taksówka ma wykwalifikowanego, znającego miasto kierowcę (coraz częściej nie stęka i nie narzeka), może poruszać się szybciej, bo bus-pasami i jest tylko trochę droższa od Ubera (nie czeka się też dużo dłużej na samochód, choć muszę przyznać, że przeważnie Uber przyjeżdża szybciej, niż jakakolwiek taksówka).

Poza tym Uber wyzyskuje pracowników (albo pozwala to robić pośrednikom, którzy go oplatają), nie płaci podatków w Polsce, są podejrzenia, że uprawia nieuczciwą konkurencję (choć żaden sąd prawomocnie tego nie potwierdził, a gdyby nie ten Uber… świat taksówkowych korporacji nadal byłby przaśny, jak w latach 80-tych). Jednak wygląda na to, że Uber znów “odjeżdża” konkurentom. A jak “odpali” UberPool, to może być jeszcze ciekawiej.