Nasze oszczędzanie: 10% Polaków jest blisko zamożności, Połowa oszczędza, ale większość – nie tak, jak trzeba

W zależności od metody liczenia wychodzi, że mamy 550-700 mld zł oszczędności, czyli jakieś 20.000 zł oszczędności na głowę. Czyli po 5000 euro. Allianz w swoich raportach o światowym bogactwie liczy, że nawet po 6500 euro. Szok i niedowierzanie. Dla porównania: przeciętny Amerykanin ma na koncie w banku, w akcjach, obligacjach, funduszu emerytalnym, albo na polisie oszczędnościowej równowartość jakichś 152.000 euro. Japończyk – 84.000 euro. Zachodni Europejczyk – 58.600 euro. Ponad dziesięć razy więcej, niż przeciętny Polak.

Więcej na ten temat: Dobra zmiana? Polacy rzucili się do gromadzenia

Jeszcze więcej o tym: Mała sensacja w oszczędzaniu na emeryturę!

CO DZIESIĄTY JEST BLISKO ZAMOŻNOŚCI. No, ale przeciętny Polak nie istnieje. Część jest poniżej, a część powyżej średniej. Z badań przeprowadzonych na zlecenie Związku Banków Polskich wynika, że prawie połowa Polaków (dokładnie 44%) nie widzi w swoim domowym budżecie potencjału do oszczędzania. A więc prawdopodobnie nie ma oszczędności. I że lwią część długoterminowych oszczędności kontroluje 30% zamożniejszych Polaków, z których każdy przeciętnie uciułał jakieś 50.000 zł (czyli jakieś naście tysięcy euro).

Niewykluczone, że koncentracja oszczędności jest jeszcze większa – z niektórych szacunków wynika, że połowę oszczędności – czyli najmarniej 250-350 mld zł – zebrało tylko 10% najzamożniejszych Polaków. To by oznaczało, że ta elita ma po 80.000-100.000 zł. Poniżej jest 20% posiadających po kilkanaście tysięcy złotych zaskórniaków, a połowa obywateli jest – przynajmniej pod względem oszczędnościowym – goła i niekoniecznie wesoła.

Więcej na ten temat: Połowa z nas nigdy nie będzie miała oszczędności, bo…

CO CZWARTY MOŻE ODŁOŻYĆ DWIE STÓWY MIESIĘCZNIE. Do podobnego wniosku można dojść inną drogą – pytając Polaków jak duże są możliwości odkładania pieniędzy w tej niespełna połowie gospodarstw domowych, które w ogóle taką zdolność posiadają. Średnio jest to mniej więcej 100-200 zł. Gdyby ktoś zaproponował polskim konsumentom konieczność odłożenia 300 zł miesięcznie, to nie wymiękłoby tylko 25% (a więc mniej więcej połowa tych, którzy mają zdolność generowania nadwyżki w domowym budżecie).

Ale 14% uważa, że byłoby w stanie uciułać nawet 500 zł miesięcznie. Takie 500 zł miesięcznie ulokowane na 5% (a więc nie tylko w banku, ale i w obligacjach oraz funduszach inwestycyjnych) już po dziesięciu latach pozwala uciułać 80.000 zł. To jest ta elita, która zgromadziła co najmniej 50.000 zł oszczędności (a niektórzy mówią, że kontroluje połowę wszystkich oszczędności Polaków).

Więcej na ten temat: Spontaniczni, nieogarnięci, niezmotywowani. W której grupie jesteś?

Fundacja Kronenberga ostatnio przepytała o to Polaków. Pod względem kwot przeznaczanych na oszczędzanie – to pytanie dotyczyło tylko tej połówki Polaków, którzy zadeklarowali, że mniej lub bardziej systematycznie oszczędzają – nadzieję na zebranie poważnych kwot ma jakieś 30%. Bo oni odkładają więcej, niż 250 zł miesięcznie. Mówimy więc o jakichś 15% ogółu społeczeństwa. Albo o 20-25% jeśli obniżymy próg do 200 zł miesięcznie. I wszystko się zgadza z wcześniejszymi badaniami, o których było powyżej.

CO DRUGI MA DROBNE „NA CZARNĄ GODZINĘ” Te spostrzeżenia w zarysie potwierdzają dane GUS, z których wynika, że 49% Polaków zgłasza brak możliwości pokrycia nieoczekiwanego wydatku w wysokości 1000 zł z bieżącego domowego budżetu lub ze zgromadzonych oszczędności. To oznacza, że ta połowa Polaków nie ma żadnych luzów finansowych i żyje „od pierwszego do pierwszego” bądź nawet tkwi w długach. I jak trzeba wydać na coś nagle pieniądze, to albo ich nie wydaje, albo idzie do Vivusa albo banku. Jakieś 8% gospodarstw domowych ma zaległości w opłatach.

Więcej na ten temat: Nie jest dobrze, połowę rodzin zabiłby nagły wydatek w wysokości…

CO ÓSMY ODKŁADA SYSTEMATYCZNIE. Fundacja Kronenberga jak co roku przepytała Polaków (reprezentatywną grupę ponad 1000 osób) o ich podejście do pieniędzy. Wynika z nich, że tylko 20% uważa, że oszczędzanie jest bez sensu, ale tylko połowa mniej lub bardziej systematycznie gromadzi oszczędności. Druga połowa tylko o tym myśli. Z tego, że połowa Polaków oszczędza trzeba się cieszyć, ale… tylko 13% oszczędza regularnie, cała reszta – dorywczo. A jak wiadomo z dorywczego oszczędzania raczej nie weźmie się ani porządna poduszka finansowa, ani fundusz na realizację marzeń, ani kasa na dostatnią emeryturę. Na autostradzie do zamożności, niezależności finansowej i świętego spokoju jest tylko te 13% systematycznie odkładających pieniądze.

WIĘKSZOŚĆ: BEZ POMYŚLUNKU I BEZ CELU. Wszyscy, którzy coś-tam gromadzą, mniej lub bardziej systematycznie, zostali też przepytani o to w jaki sposób oszczędzają. To pytanie przyniosło bolesne wnioski, bowiem najpopularniejszą formą oszczędzania jest dla większości posiadaczy oszczędności… przechowywanie pieniędzy na ROR. To jasno wskazuje, że nie mówimy tu o żadnym długoterminowym oszczędzaniu, tylko o zwykłych zaskórniakach, które raz na kilka miesięcy są wydawane na wakacje albo wyprawkę wrześniową dla dziecka. Jednym z najpopularniejszych sposobów oszczędzania jest… trzymanie kasy pod poduchą!

Potwierdza to kolejne pytanie w badaniu Fundacji Kronenberga – o cel oszczędzania. Tylko 18% ludzi myśli o celu długoterminowym, pozostali wskazują te bieżące. Prawdopodobnie te 18% to mniej więcej ta sama grupa, która systematycznie oszczędza pieniądze. Bo do krótkoterminowych celów dyscyplina i systematyczność oszczędzania nie jest absolutnie niezbędna.

POŁOWA Z NIEOSZCZĘDZAJĄCYCH MOGŁABY OSZCZĘDZAĆ? Jak wynika z Diagnozy Społecznej prof. Czapińskiego mamy w kraju ledwie jakieś 10% rodzin, które posiadają zaskórniaki zabezpieczające je przed konsekwencjami życiowych turbulencji, a więc przekraczające równowartość sześciomiesięcznych dochodów.

Prawie co trzecia rodzina posiadająca oszczędności (28%) ma je w wysokości nie przekraczającej zaledwie jednomiesięcznych dochodów. Trudno to nazwać oszczędzaniem… No, ale oni przynajmniej próbują. A co z pozostałymi? Najłatwiej powiedzieć, że jedyną „winą” tej połowy Polaków, która nie ma żadnych oszczędności, jest brak wystarczających dochodów. Dopiero po zaspokojeniu podstawowych i mniej podstawowych potrzeb można sobie pozwolić na odkładanie pieniędzy.

Ale to nie jest jedyna przyczyna. Z Diagnozy Społecznej prof. Czapińskiego wynika, że choć co drugie gospodarstwo domowe nie ma żadnych oszczędności, to tylko w co piątym nie ma ich dlatego, że nie są w stanie związać końca z końcem. 

Więcej na ten temat: Diagnoza z poduszką, czyli nasze mini-oszczędzanie

Potwierdzają to wyniki najnowszych badań Fundacji Kronenberga. Wynika z nich, że część Polaków nie wydaje wszystkiego co zarobi, ale dzieje się tak głównie dlatego, że nie planuje wydatków i nie kontroluje ich. W przypadku tej grupy jedyne czego brakuje, to nawyk oszczędzania pieniędzy, bo dochody na przyzwoitym poziomie już są. Jak liczne jest to grono, które mogłoby oszczędzać, ale pieniądze się „rozchodzą”?

Z powyżej cytowanych badań prof. Czapińskiego wynika, że prawdopodobnie to aż jedna czwarta społeczeństwa i połowa tych, którzy nie oszczędzają. A Fundacja Kronenberga de facto to potwierdza. Przynajmniej poszlakowo, bo jak zerkniecie na różnicę między odsetkiem osób nie planujących i nie kontrolujacych wydatków wśród oszczędzających i nie oszczędzających, to owa różnica wynosi właśnie jakieś kilkanaście procent pytanych.

WIęcej o tym: Co robi Polak ze swoimi oszczędnościami? Co trzeci… 

Poradnik dla niezamożnych: Jak oszczędzać gdy nie starcza do pierwszego?

PODATNICY POWINNI SPONSOROWAĆ OSZCZĘDZAJĄCYCH? Ostatnią kwestią dotyczącą oszczędzania, którą trzeba zbadać z okazji Światowego Dnia Oszczędzania, są potencjalne sposoby na to, żeby ta jedna czwarta z nas, która mogłaby zacząć oszczędzać, chociaż tego nie robi, poczuła się odpowiednio zmotywowana :-). I żeby większość z tej połowy, która oszczędza ale ze zmiennym szczęściem, dołączyła do tych 10-15% Polaków, którzy gromadzą kasę w tempie 500 zł miesięcznie lub szybciej. I która – jak wszystko na to wskazuje – jest w posiadaniu połowy wszystkich oszczędności.

Otóż zdaniem Polaków ankietowanych przez Fundację Kronenberga trzeba dać ulgi podatkowe od długoterminowego oszczędzania. Nie jestem do tego przekonany, bo ulgi podatkowe w największym stopniu będą wspierały najzamożniejszych, których do oszczędzania nakłaniać nie trzeba. Jestem miłośnikiem automatycznego, defaultowego oszczędzania, odsysania niewielkiego procenta dochodów już w momencie ich uzyskania przez konsumenta.

 

najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Wśród osób deklarujących, że są oszczędne, trzy czwarte ma jakieś emerytalne zaskórniaki. Ale i wśród nich jedna trzecia ma jakiś rodzaj polisy ubezpieczeniowej o trudnym do ustalenia potencjale opłacalności. Z badań nie wynika też jakie pieniądze (w relacji do comiesięcznych zarobków) zgromadzili oszczędni Polacy. W tej sprawie proponuję sięgnąć do innych statystyk, które zamieściłem w tekście: “Nasze oszczędzanie. 10% jest blisko zamożności. Połowa oszczędza, ale większość &#821… […]

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany