Bank BGŻ BNP Paribas to uśpiony tygrys polskiego rynku bankowego. Należy do największej w strefie euro grupy finansowej BNP Paribas, ma ogromne ambicje, ale wciąż nie dorównuje innym dużym graczom działającym nad Wisłą – jak PKO BP, Bank Pekao (dwa państwowe banki), ING, BZ WBK (należący do Santandera z Hiszpanii), czy mBanku (własność niemieckiego Commerzbanku). Próbuje się wyróżnić na różnych polach, ostatnio jest to jedyny duży bank oferujący konto osobiste z kartą bezwarunkowo za zero.

Czytaj też: Robin Hood ustrzeli bankową konkurencję? Konto bez warunków za zero. Taka strzała

W pożyczkach gotówkowych francuski bank idzie drogą wytyczoną kiedyś przez BGŻ (który kupił i przyłączył), a więc oferuje pieniądze z ostatnim rokiem bez procentów. Jeśli jesteś klientem, który spłaca w terminie raty i nie przynosisz bankowi żadnych kłopotów, to oprocentowanie pieniędzy w ostatnim roku będzie wynosiło równe zero. Ostatnio to rozwiązanie jest intensywnie promowane w telewizji pod hasłem kredytu „Wszystko gra”.

Bohaterami spotu reklamowego są młodzi ludzie, których rodzice chcą „być na bieżąco w ich zmieniającym się świecie”. Rodzice, widząc, że młodzi mają się ku sobie (choć oni sami zapewniają, że „to nie jest to co myślisz, tato”), decydują o remoncie. Dobrze, że tylko o remoncie, bo gdyby to jednak było „to o czym myślisz, tato”, trzeba było pójść od razu po kredyt hipoteczny. Być może niechcący odkryłem sekrety kolejnego odcinka kampanii :-).

Czytaj też: Drugi rok gratis czyli prezent mniejszy, niż myślisz

Czy kredyt bez procentów w ostatnim roku to podniecająca wizja? Na pierwszy rzut oka oczywiście tak. Któż nie chciałby mieć takiej przyjemnej końcówki spłacania pieniędzy do banku? Co prawda BGŻ BNP Paribas ogranicza promocję do kredytów dłuższych, niż dwa lata (czyli przynajmniej przez rok trzeba oddawać pieniądze przy regularnym procencie), ale korzyść i tak wygląda atrakcyjnie. Lecz czy jest tak naprawdę? Policzmy.

Co prawda nie uczyli nas w szkołach matematyki finansowej, ale dziś już każde dziecko wie, że w ratach bankowych pożyczek najwięcej odsetek mieści się na początku. Nawet jeśli rata jest stała przez cały czas obowiązywania umowy, to najpierw spłaca się odsetki, a potem kapitał. Ile więc można odzyskać biorąc np. trzyletni kredyt w BGŻ BNP Paribas o wartości 4000 zł? Z reklamy wynika, że oprocentowanie wynosi 4,4%, czyli niewiele.

W klasycznym kredycie z takim oprocentowaniem rata kapitałowo-odsetkowa wynosi 118,8 zł miesięcznie, zaś łącznie trzeba oddać o 277 zł więcej, niż pożyczyliśmy. Jednak o ile w pierwszych ratach jest mniej więcej po 15 zł części odsetkowej, o tyle w ratach spłacanych w ostatnim roku – jest to 5 zł lub mniej. Rezygnacja przez bank z odsetek naliczonych w trzecim roku oznacza więc ulgę w wysokości… niecałych 33 zł. Czyli tylko nieco 10% wszystkich naliczonych odsetek. Taka jest smutna prawda o „ostatnim roku bez odsetek”.

To niestety nie jest jedyna smutna konkluzja. Zarówno w przykładzie reprezentatywnym, jak i w tabeli prowizji pojawia się też prowizja za udzielenie kredytu. Może ona wynieść nawet do 15% wartości przyznanych pieniędzy, ale w przykładzie reprezentatywnym przyjęto 12%. Nawet jeśli jest to płatność jednorazowa, to i tak bardzo podbija koszty. W przypadku 4000 zł pożyczki 12-procentowa prowizja wyniosłaby 480 zł. Mielibyśmy więc kredyt, którego bazowe odsetki wynoszą 277 zł, bank udziela 33 zł rabatu, a następnie dowala 480 zł prowizji.

W regulaminie promocji tego kredytu znalazłem jeszcze dwa niepokojące zapisy. Pierwszy dotyczy formy podpisania umowy. Aby wziąć udział w promocji należy złożyć w oddziale banku lub za pośrednictwem infolinii wniosek kredytowy, przystąpić do promocji „poprzez zaakceptowanie w oddziale regulaminu” oraz „zawrzeć w oddziale umowę kredytu”.

Z tego wynika, że aby mieć szansę na promocję trzeba osobiście udać się do placówki i wziąć udział w grillowaniu. W skrajnej sytuacji może się okazać, że koszt dojazdu do oddziału jest większy, niż udzielona ulga (kredyt można zaciągnąć też przez internet, ale już bez promocji).

Drugi niepokojący zapis dotyczy karty kredytowej. Na samym początku regulaminu promocji, w dziale z definicjami, jest również opisane słowo „kredyt”. Jego znaczenie jest następujące: „kredyt gotówkowy w złotych oferowany przez bank klientom, z okresem kredytowania od 24 miesięcy, udzielany w ramach umowy o kredyt gotówkowy i kartę kredytową”.

Jeśli dobrze rozumiem tę definicję, w oddziale podsuwają klientowi specyficzną umowę łączoną: „o kredyt i kartę kredytową”. Czyli sprzedają dwa kredyty zamiast jednego. Sprytne, nie powiem. Oczywiście karta kredytowa kosztuje i to nawet wtedy, gdy rzucimy ją w kąt i nie wykorzystamy ani złotówki z przyznanego limitu. W BGŻ BNP Paribas opłata roczna za kredytówkę wynosi 75 zł.

Podsumujmy więc raz jeszcze: mamy bardzo nisko (na 4,4% rocznie) oprocentowany kredyt gotówkowy, w którym bank obiecuje w dodatku, że jego ostatni rok będzie darmowy. Do tego kredytu dopisywana jest bardzo wysoka prowizja oraz karta kredytowa, zaś ulga w oprocentowaniu pojawia się dopiero wtedy, gdy klient spłacił 90% pieniędzy. O ile więc w reklamie córka mówi do ojca: „to nie jest tak jak myślisz, tato”, o tyle ja mówię do BGŻ BNP Paribas: „bo to zła pożyczka była”.