26 lutego 2018

Bój o porozumienie, którego… nie było. Wygrał z bankiem proces o pół miliona i wciąż nie ma dość!

Bój o porozumienie, którego… nie było. Wygrał z bankiem proces o pół miliona i wciąż nie ma dość!

Współpraca z bankiem, niezależnie od tego w jakim charakterze się z nim współpracuje, może być ryzykowna. Przekonał się o tym mój czytelnik, pan Andrzej, któremu jednak udało się wygrać batalię. Uzyskał pół miliona złotych i… na tym nie zamierza poprzestać

W 2015 r. pan Andrzej pozwał bank ING o ponad 2 mln zł tytułem niewykonania umowy, która łączyła go z bankiem. Umowa została zawarta w 2008 r., zaś jej przedmiotem nie był kredyt, ani inny produkt bankowy, lecz prowadzenie przez pana Andrzeja placówki partnerskiej dla banku ING.

Zobacz również:

Smutni panowie dwaj. Prosto z banku

Co prawda współpraca banku i ajenta miała trwać do 2012 r., ale niespodziewanie skończyła się pod koniec maja 2011 r.  W tym przypadku słowo „niespodziewanie” należy rozumieć dosłownie.

Mianowicie pewnego dnia po południu do biura pana Andrzeja wparowało kilku przedstawicieli banku i złożyło mu propozycję nie do odrzucenia. Albo do godz. 10.00 następnego dnia podpisze i złoży w banku dostarczone mu przez owych dżentelmenów porozmienie o rozwiązaniu umowy partnerskiej z dniem 31 maja, albo grozi mu „wyprowadzenie” z oddziału banku.

Powody postępowania banku nie są jasne, prawdopodobnie chodziło o zmianę strategii rozwoju ING, któremu przestalo zależeć na utrzymywaniu placówek partnerskich. Banki od kilku lat zmniejszają sieć oddziałów, bo coraz więcej klientów załatwia swoje sprawy samoobsługowo. Można się domyślać, że chodziło właśnie o restrukturyzację działalności, bowiem podobna sytuacja dotknęła także innych partnerów banku.

Czytaj też: Faktury w chmurze czyli nowa oferta dla przedsiębiorców

Biznes is biznes, ale do czasu

W przypadku pana Andrzeja umowa była tak skonstruowana, że z jednej strony bank przekazał mu lokal, zapewnił wsparcie informatyczne i możliwość używania jego logotypów, zaś z drugiej ajent płacił miesięcznie 14.000 zł brutto miesięcznie opłaty franczyzowej. Z trzeciej – miał prowizję o sprzedanych produktów.

Interes nie był najgorszy, bowiem pan Andrzej miesięcznie wyciskał z prowizji 47.800 zł (co wiemy z przedstawionych w sądzie dokumentów), zaś poza opłatą franczyzową musiał jeszcze opłacić rachunki i wynająć pracowników, co kosztowało go średnio 6.500 zł miesięcznie.

Jak łatwo policzyć, placówka zarabiała średnio ponad 25.000 zł miesięcznie (część z tych pieniędzy szła na „inwestycje” w pozyskiwani nowych klientów). Zerwanie umowy przez bank i to nagle było więc dojmująco przykrą okolicznością.

Najgorsze było to, że bank zadziałał z zaskoczenia, żądając podpisania porozumienia. Gdyby miał powód, pewnie wypowiedziałby umowę (w papierach sądowych jest mowa o jakichś nieprawidłowościach w związku z akcją „Szkoła”, ale nie ma szczegółów i – co ważniejsze – pretekst ten nie został wykorzystany do zerwania umowy).

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach„, zapisz się na newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

Wycofany podpis pod umową

Ajent wpadł w panikę, oczami wyobraźni widział już jak nazajutrz rano, na oczach klientów, jakieś osiłki wyrzucają go z placówki. Porozumienie podpisał i zaniósł w zębach do banku. Ultimatum było krótkie, pan Andrzej przez noc nie miał szans, by znaleźć prawnika, z którym można byłoby skonsultować decyzję.

Wkrótce jednak ajent zaczął się zastanawiać czy aby bank miał prawo tak postąpić. Osoby, które go odwiedziły, nie dysponowały żadnymi pełnomocnictwami z ramienia ING. A metody „przekonywania” były bardziej podobne do sposobów działania drobnych szantażystów, niż przedstawicieli szanowanej instytucji bankowej. Pan Andrzej, po konsultacji z innymi ajentami i prawnikiem wysłał do banku pismo odwołujące zgodę na zawarcie porozumienia rozwiązującego umowę, które wcześniej podpisał.

Pismo zostało wysłane do banku 23 maja. Bank jednak się tym nie przejął i zachowywał się tak, jakby umowa z dniem 31 maja została rozwiązana. 7 czerwca do pana Andrzej dotarło pismo datowane na 27 maja, z którego wynikało, iż bank przystąpił do porozumienia. Zaś jeszcze wcześniej – 1 czerwca – bank faktycznie przejął od niego placówkę.

Pan Andrzej z dnia na dzień został pozbawiony pracy i ani myślał się poddać. Skierował sprawę do sądu, próbując dowieść, że bank złamał prawo rozwiązując z nim umowę. I zażądał unieważnienia porozumienia. Wcześniej – w ramach przedsądowych negocjacji – zażądał od banku 300.000 zł odszkodowania, po kilku miesiącach podnosząc roszczenie o kolejne 700.000 zł. Próby polubownego załatwienia sprawy się jednak nie powiodły.

Czytaj też: Wystawiasz faktury, fotografujesz je, wysyłasz im i od razu dostajesz kasę. Ile kosztuje mikrofaktoring?

Czytaj też: Masz firmę? Zarządzaj ryzykiem! A jak się za to zabrać?

Czytaj też: Złote czasy dla leasingu? Oni chcą, żebyś mógł wypożyczyć online prawie wszystko

Czytaj też: Czujesz, że potrzeba ci auta? Oni wynajmą ci je online od A do Z. I przywiozą pod dom 

Porozumienie, którego… nie było

Sąd pierwszej instancji stwierdził, że pan Andrzej nie może zażądać unieważnienia porozumienia z ING, bo… żadnego porozumienia nie było. Może natomiast żądać odszkodowania za złamanie trwającej umowy. Ale jednocześnie sąd stwierdził, że pozew wpłynął już po upływie okresu przedawnienia dla roszczeń z tytułu tego rodzaju umów (trzy lata). I w ten sposób pan Andrzej przegrał w pierwszej instancji.

Sąd potwierdził natomiast, że kwit, który przynieśli pracownicy banku, nie mógł być ofertą złożoną mu przez bank (wtedy jego przyjęcie podpisem pana Andrzeja kończyłoby sprawę). Po pierwsze pracownicy nie mieli pełnomocnictwa banku, a po drugie przyniesiony przez nich dokument nie był podpisany przez nikogo ze strony banku.

Skoro oferty banku nie było, to dokument porozumienia, na którym pan Andrzej złożył podpis, był od strony formalnej… jego ofertą. A że pan Andrzej podpis wycofał, to umowa partnerska nadal powinna obowiązywać.

Bank argumentował, że ofertę zaakceptował już wcześniej, zanim jeszcze została odwołana przez pana Andrzeja. Jednak żadnych dowodów na to brak. Jedynym pismem, które do niego dotarło w sprawie rozwiązania umowy było to z 27 maja, w którym bank informuje o wygaśnięciu umowy. Tymczasem pan Andrzej swój podpis wycofał 23 maja.

„Bank nas wycisnął, a potem wykopał”

Pan Andrzej nie ustąpił i odwołał się od wyroku. Szanse wydawały się niewielkie, ale… okazało się, że Sąd Apelacyjny inaczej spojrzał na kwestię przedawnienia. Stwierdził, że podejmowane w tzw. międzyczasie próby ugodowe przerywały jego bieg, więc klient ze złożeniem pozwu się wyrobił. A skoro roszczenia się nie przedawniły, to klient wygrał!

Sąd Apelacyjny ustalił, że ING powinien zapłacić swojemu byłemu partnerowi niemal 500.000 zł tytułem utraconych korzyści plus 50.000 zł kosztów postępowania w dwóch instancjach. To znacznie mniej, niż żądał klient (sąd uznał, że nie ma żadnej pewności, iż umowa byłaby kontynuowała dłużej, niż przez kolejny rok z okładem). Ale wygrana jst wygraną.

Teraz pan Andrzej idzie za ciosem i występuje do sądu o świadczenie wyrównawcze. Oraz do prokuratury w sprawie oszustwa, jakiego mieli się dopuścić na jego szkodę pracownicy banku. W tej ostatniej sprawie mój czytelnik ma już w ręku potwierdzenie o wszczęciu śledztwa. Pan Andrzej zamierza walczyć o całą pulę, bo – jak twierdzi – bank w sposób niegodny go wykorzystał.

„Wcześniej my, partnerzy, mogliśmy tylko podejrzewać świadome działania ING. Bankowi chodziło tylko o to wykonali najdroższą i najtrudniejszą część pracy – otworzyli i rozwinęli placówki. Potem postanowiono zabrać najlepsze placówki oraz wygasić umowy z partnerami. W mojej sprawie świadkowie banku potwierdzili nasze podejrzenia”

Zmiana strategii czy oszustwo?

Pan Andrzej twierdzi, że zeznania świadków ING Banku wraz z posiadanymi przez niego dokumentami umożliwiły zgłoszenie możliwości popełnienia przestępstwa oszustwa na szkodę partnerów banku.

Chodzi o to, że przy negocjowaniu i podpisywaniu umów bankowcy mieli roztaczać wizje długoterminowej współpracy i pokazywać kalkulatory przy założeniach uwzględniających pracę placówek co najmniej na 10 lat. Na tej podstawie partnerzy inwestowali większość zysków w akwizycję klientów, dzięki którymi mieliby zapewniony dochód z prowizji.

Jakkolwiek trudno ocenić na ile partnerzy rzeczywiście mieli podstawy, by uwierzyć w 10-letnią współpracę (skoro umowy były zawarte na cztery lata z możliwością automatycznego przedłużenia), to niewątpliwie o tej sprawie będzie głośno. Ścięty dość bezceremonialnie biznes franczyzowy przyniósł bowiem bankowi przejęcie niemałej liczby pozyskanych przez partnerów – częściowo za ich pieniądze – klientów.

Z dokumentacji sądowej wynurza się też dość wstydliwy sposób załatwiania spraw przez bank. Można było poczekać do chwili, w której umowy z partnerami się zaczną kończyć i wycofać się ze współpracy w bardziej dżentelmeński sposób.

Pozbawieni swoich placówek partnerzy ING już kilka lat temu przedstawiali mi swój problem, ale wtedy – po uzyskaniu informacji od bankowców – doszedłem do wniosku, że sprawa jest nieklarowna  Jednak pikantne szczegóły, które dziś wychodzą na jaw w dokumentach sądowych dowodzą, iż jednak nie wszystko było w porządku.

Nie tylko ING ma problem z agentami

Nie tylko ING ma konflikt z byłymi partnerami. Ostatnio stało się głośno o aferze, w której porzywdzeni czują się partnerzy PKO BP, którym bank chce zmienić zasady wynagradzania. Ponad pięciuset agentów się na nie zgodziło, ale ponad stu wciąż protestuje. Ich zdaniem nowe zasady są tak skonstruowane, że ich podpisanie oznaczałoby wpadnięcie w pułapkę i brak możliwości zarabiania.

W tym przypadku agenci również zamierzają walczyć w sądzie o wypłatę świadczeń wyrównawczych od banku, m.in. za zbudowanie bazy klientów.

 

Subscribe
Powiadom o
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
6 lat temu

Bo liczą się ludzie 🙂

Ppp
6 lat temu

500.000zł – utracone korzyści,
50.000 – koszty sądowe.
A gdzie KARA dla banku za niewłaściwy sposób załatwienia sprawy?
Pan Andrzej ma rację i życzę mu powodzenia.
Pozdrawiam.

Bardzo dobrze Pan Andrzej robi, miejmy nadzieję że uda mu się wygrać tą batalię.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu