20 sierpnia 2022

Przywieźliście paragony grozy znad Bałtyku? Ale które podwyżki są uzasadnione inflacją, a które wykwitem chciwości sprzedawców? Porównałem dane i…

Przywieźliście paragony grozy znad Bałtyku? Ale które podwyżki są uzasadnione inflacją, a które wykwitem chciwości sprzedawców? Porównałem dane i…

Smażoną rybę w tym roku dotknął wzrost ceny surowca i kosztów pracy. Ale frytki podrożały znacznie bardziej, niż można byłoby to uzasadnić inflacją. A na ile uzasadnione wzrostami kosztów są ceny hamburgerów, pizzy, gofrów czy lodów? Porównałem dane z kilku lat, żeby to sprawdzić

Mam wrażenie, że w tym roku jakby mniej pisze się w mediach i w serwisach społecznościowych o tzw. paragonach grozy w miejscowościach turystycznych. Być może wynika to z tego, że właściwie każdy rachunek: ze sklepu spożywczego, ze stacji benzynowej czy od dostawcy prądu można obecnie nazwać paragonem grozy.

Zobacz również:

W ubiegłym roku paragony grozy hulały po internecie do tego stopnia, że aż interweniował burmistrz Mielna, który zainicjował akcję „Odkłamujemy Bałtyk”. Celem akcji była walka z nieprawdziwymi informacjami na temat nadmorskich cen. Krążyły nawet teorie spiskowe, według których za straszeniem Polaków wysokimi cenami w nadmorskich kurortach stali ludzie żyjący z turystyki w innych częściach Polski.

Postanowiłem więc sprawdzić, kto ma rację: burmistrz Mielna czy media epatujące paragonami grozy? Pojechałem do Dębek. Fakt, tanio nie było, ale to normalne, że w turystycznych kurortach tak będzie. Jednak w porównaniu z 2020 r. ceny poszły w górę nie więcej niż o 5-10%. Trzeba też pamiętać, że u progu ubiegłorocznych wakacji inflacja wynosiła już 4-5% w skali roku, a więc „turystyczna drożyzna” miała uzasadnienie w „ogólnej inflacji”. Miałem więc podstawy, by poprzeć akcję „Odkłamujemy Bałtyk”.

Przeczytaj też: „Paragony grozy” to prawda czy mit? Pojechałem nad polskie morze i porównałem ceny. Czy rzeczywiście drożyzna jest większa niż w poprzednich latach?

Sprawdzam ceny w Dębkach i Kołobrzegu

A jak jest z cenami w sezonie 2022? Czytelnicy, którzy śledzą moje teksty, zapewne już wiedzą, że moją ulubioną nadmorską miejscowością są wspomniane Dębki. Staram się tam wpadać każdego roku. Niestety, w tym roku nie było mi to dane. Nie mogłem więc porównać obecnych cen z cenami ubiegłorocznymi z tego samego miejsca.

paragony grozy

Mojej żonie udało się natomiast wyrwać na kilka dni do Kołobrzegu, z którego przywiozła zdjęcia cen z tamtejszych knajp, fast-foodów i restauracji. Dysponuję też cenami z Kołobrzegu z 2020 r., które wówczas zebrała pucka redakcja „Naszego Miasta”. Ponadto z moich obserwacji wynika, że ceny w nadmorskich miejscowościach nie różnią się znacząco. Nie jest tak, że np. w Dębkach za gofra musimy zapłacić 5 zł, a np. w Mielnie dwa razy więcej.

Zebrane informacje o cenach z tego roku i poprzednich lat przynajmniej pozwalają pokazać skalę podwyżek, bo że w tym roku jest drożej, raczej nikt nie ma wątpliwości. Choć są pewne cenowe zaskoczenia, o których opowiem za chwilę.

Przeczytaj też: Przed nami kolejny gigantyczny wzrost cen żywności. Co trzeba zrobić, żeby jedzenie było tańsze? Uzbroić rolnika w te ultrawydajne narzędzia

W tym roku paragony grozy naprawdę straszą

Zacznę od chyba najpopularniejszego zestawu obiadowego, z którego wielu turystów przebywających nad morzem nie jest w stanie zrezygnować. Mam na myśli smażoną rybę, frytki i surówkę. W ubiegłym roku (ale też w 2020 r.) za 100 gr smażonego fileta z dorsza trzeba było zapłacić ok. 9,5 zł. W tym roku ceny w Kołobrzegu skoczyły do 13-15 zł, a więc jest drożej o blisko 50%! Inna sprawa, że cena „surowca”, czyli ryby, też zanotowała w tym czasie zbliżony wzrost cen w hurcie.

paragony grozy

Frytki i surówka? Rok temu nadmorskie knajpki za jedno i drugie liczyły sobie ok. 7 zł. W tym roku zestaw surówek jest droższy o złotówkę (wzrost o 14%), ale ceny frytek wystrzeliły w kosmos. Trzeba za nie zapłacić nawet 12-15 zł, co oznacza, że ich cena wzrosła o ponad 90%. I tutaj już trudno znaleźć logiczne uzasadnienie aż tak wielkiego wzrostu cen.

W ubiegłym roku negatywnie zaskoczyła mnie cena piwa, którego nad morzem, a zwłaszcza w upalne dni, też trudno sobie odmówić. Nie znalazłem ceny niższej niż 9 zł za 0,5l (piwo z kija). W tym roku w Kołobrzegu półlitrowy kufel kosztuje już 10-11 zł, a więc zdrożał średnio o 17%.

Przyjrzyjmy się innym popularnym daniom typu fast-food. W ubiegłym roku najprostsza pizza margherita (32 cm średnicy) kosztowała 21-24 zł, w tym roku już 24-29 zł (wzrost cen średnio o 18%). Zszokowały mnie ceny hamburgerów, za które rok temu liczono sobie ok. 9 zł., a w tym roku średnio aż 17 zł. Hot-dog w zeszłym sezonie kosztował 7-9 zł, a obecnie średnio 11 zł. Mocno zdrożał też kebab podawany na talerzu. Rok temu trzeba było zapłacić 25-29 zł, a w tym już nawet 36 zł.

Nie ma dwóch zdań, że cenami hamburgerów, hot-dogów i zapiekanek w tym roku nad Bałtykiem odbywa się regularne „golenie frajerów”. O ile wzrost cen ryby smażonej, piwa czy pizzy można uzasadnić wzrostem kosztów, to w przypadku klasycznego fast foodu widać, że właścicielom barów puściły hamulce. W lepszej sytuacji są np. fani słodkości. Ceny gofrów czy lodów poszły w górę „tylko” o kilkanaście procent.

MenuKołobrzeg 2020Dębki 2021
Kołobrzeg 2022
Filet z dorsza (100 g)
9,50 zł
9,50 zł
13-15 zł
Surówka
6-7 zł
7 zł
8 zł
Frytki
6-7 zł
7 zł
12-15 zł
Piwo z kija (0,5 l)
7-8 zł
9 zł
10-11 zł
Dorsz wędzony (1 kg)
45-60 zł
59 zł
39 zł
Pizza Margherita (32 cm)
20 zł
21-24 zł
24-29 zł
Hamburger
8 zł
9 zł
17 zł
Hot-dog
5-7 zł
7-9 zł
11 zł
Zapiekanka XXL
10 zł
7-18 zł
17-20 zł
Kebab na talerzu
26 zł
25-29 zł
36 zł
Kebab w bułce
19 zł
18-28 zł
25 zł
Lody włoskie
5 zł
6-7 zł
6-8,5 zł
Gofr suchy5-6 zł6 zł6-8 zł

A cenowe zaskoczenie? Jak już wspomniałem, ceny smażonych ryb (a konkretnie dorsza) są w tym roku o blisko 50% wyższe niż rok i dwa lata temu. Dlatego zdziwiłem się cenami ryb wędzonych. W 2020 r. w Kołobrzegu za kilogram wędzonego dorsza liczono sobie od 45 do 60 zł. W 2021 r. w Dębkach kosztował 59 zł. W tym roku w Kołobrzegu kilogram tej ryby można mieć nawet za 39 zł, co oznacza spadek ceny o ok. 30%.

Ubiegłoroczne paragony grozy znad morza to pikuś. W tym roku restauratorzy i właściciele barów twierdzą, że mają uzasadnienie – rosną nie tylko ceny produktów spożywczych, ale również ceny energii (prąd, gaz), które właściciel knajpki musi wliczyć w cenę. A również i podatki (rząd dociska przedsiębiorców) oraz koszty pracy.

paragony grozy

Czy jednak taka skala wzrostu cen nie jest przesadna? W zeszłym roku sprawdzaliśmy, ile powinna wynosić „uczciwa” cena ryby w smażalni. W tym roku jeszcze nie, ale już gołym okiem widać, że w niektórych miejscach właściciele knajp „zaokrąglają w górę”. Może też przygotowują się do chudych lat i jeszcze ten ostatni raz starają się wycisnąć z dobrego sezonu letniego jak najwięcej.

Źródło zdjęć: Ula Szczepankowska-Bednarek

Subscribe
Powiadom o
26 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Piotr
3 miesięcy temu

Frytki podrożały przez olej

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Piotr

Eeee… a ile tego oleju potrzeba do porcji frytek?

swiatlak
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Standardowo jeden wlew na sezon, ale rekordziści dojeżdżają do trzech.

Maxxx
3 miesięcy temu

Nadmorski kurort na Cyprze – knajpy na promenadzie – gyros na talerzu, frytki sałatka i pita = 4 Eur.
Czy ktoś to może wytlumaczyc majac na uwadze ze srednia pensja w tym kraju to 2 tys Euro?

Bohdan
3 miesięcy temu
Reply to  Maxxx

Na przykład, na Cyprze sezon trwa prawie cały rok zamiast 2 miesięcy?

DawSok
3 miesięcy temu
Reply to  Bohdan

Na Podhalu czy w Karpaczu sezon też trwa cały rok i ceny nie są niższe. Ba, są nawet wyższe, niż w miejscach, gdzie sezon trwa wspomniane 2 miesiące.

Ppp
3 miesięcy temu

Na początku Sierpnia byłem 10 dni w Kielcach. Tylko RAZ zdarzyło mi się zapłacić za obiad (danie plus herbata) nieco ponad ponad 40zł (danie nietypowe i dużo, więc uczciwie). We wszystkich pozostałych przypadkach płaciłem po 25-30zł, a raz się zdarzyło… 17zł.
Zatem nadal MOŻNA tanio zjeść, tylko trzeba poszukać.
Pozdrawiam.

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Ppp

No, ale Kielce jednak nie są nad morzem…

Jakub
3 miesięcy temu
Reply to  Ppp

W Kielcach utarg jest cały rok. Nad morzem przez 4 miesiące trzeba zarobić na cały rok, więc zysk musi być 3-krotnie wyższy.

Przemo
3 miesięcy temu

Wczoraj wróciłem z Gór Izerskich. Drugi wyjazd w sierpniu, z tym że teraz dłuższy bo 3 noclegi. Jest strasznie, Na noclegi nie narzekam. Zajefajny apartament na 6 osób za 600 za noc to tanio. Tanio w porównaniu z resztą. Chętnym odrobiny małego luksusu z przyjemnością podam namiary. Drogo jest bardzo. Atrakcje są drogie i jedzenie, a napoje w szczególności. Wszelkiej maści handlarze żerują na tym, że nie weźmiesz zapasu do plecaka bo nikt ciepłej zupy pić nie będzie. No to bulimy po dyszce za małą butelkę. Pifko dwanaście. Wjazd kolejką gondolową w Świeradowie – 60 PLN od ryja. Na Szrenicę… Czytaj więcej »

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Przemo

Dzięki za ciekawe spostrzeżenia!

Stef
3 miesięcy temu
Reply to  Przemo

I taniej wyjdzie polecieć w góry Atlas.

Fazi
3 miesięcy temu
Reply to  Przemo

UUU…. A ja głupi płakałem, kiedy na Jaworzynę 2 tyg. temu płaciłem 45 zeta za wjazd gondola, co uważam za mocne przegięcie. W Krynicy ceny obiadów też startowały średnio od 45-50 zł i porcje tak duże, że do rana cierpiałem. Szkoda, że nie ma w PL zwyczaju zamawiania połowy porcji z dań, które dają się podzielić, wtedy płacimy 70% normalnej ceny. Od lat jest taka „moda” w wielu restauracjach. Jak nie to bierzemy z żoną jedno takie spore danie i prosimy kelnera, aby doniósł dodatkowy talerz. Wtedy we dwoje zjadamy i przynajmniej nie trzeba wyrzucać jedzenia lub nosić pudełka do… Czytaj więcej »

Przemo
3 miesięcy temu
Reply to  Fazi

Z porcjami to jest tak, że często nie wiemy ile przyniosą. Jak jest duży ruch to czasem można podpatrzeć.
Mnie to doprowadza do szału, że właściciele knajp maksymalizując przychody nie szanują swojej własnej pracy i pieniędzy klientów.
Dla bardzo głodnych powinna być porcja powiększona, dla reszty normalna.
idąc do fajnej knajpki zaczynam od carpaccio na przystawkę i potem danie główne już naprawdę malusie musi być. Ale nie jest. I jak potem dać zarobić na deserze? 🙂

Mike
3 miesięcy temu

Pitu pitu: z tymi cenami od zawsze problem polega na tym ze nie ważne ile one wzrosły a ile faktycznie wynoszą. Bo co z tego że frytki zdrożałyby nawet i mniej jak ich ceny zarówno z 2020 jak i obecne byly i sa z czapy? Z 1,5kg torby frytek typu ARO za 12zl robia w zależności od miejsca od 10 do 20 porcji. Nie smażą tego na oleju tylko w tańszej fryturze której koszt dla wszystkich takich porcji nie przekracza 4 zł. Do tego mocno zaokrąglając w gore zuzycie gazu ziemnego dla biznesu za 6 zł i wychodzi koszt surowca… Czytaj więcej »

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Mike

Dzięki za ciekawe wyliczenia!

Przemo
3 miesięcy temu
Reply to  Mike

Ceny są poperwollone i to wszyscy wiemy.
Natomiast dobra frytura jest od od oleju droższa. I to wiedzą tylko niektórzy.
Nie bronię ceny frytek, bo są chore 🙂

Stef
3 miesięcy temu
Reply to  Mike

Najśmieszniejsze że 90% właścicieli tych knajp to Poznaniacy lub Warszawiacy. Nie ma takich innych biznesów pracuje 2 mce a zarabiam na 12.

Tomasz
3 miesięcy temu

Cena oleju sprawiła zapewne wzrost ceny frytek

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Tomasz

No, ale ile tego oleju potrzeba na porcję frytek?

Przemo
3 miesięcy temu
Reply to  Tomasz

Nooo, to rzeczywiście wyjaśnia cenę porcji frytek – 18 PLN.
A jeden spiralny kartofelek. – 12 PLN.

Kris
3 miesięcy temu

Gdzie jest bariera popytu

Przemo
3 miesięcy temu
Reply to  Kris

No właśnie nie ma. Tłumy wszędzie nieprzebrane…

Przemo
3 miesięcy temu
Reply to  Kris

I jeszcze jest problem z jakością i chciwością.
Zamawiam w jakiejś budzie butelkę pifka 0,0%. Proszę z lodówki, dostaję ciepłe. Na grzeczną uwagę, że ni9e jest zimne dziewczę odpowiada, że lodówka nie daje rady. No to odpowiadam, że zupkę to ja w plecaczku uniosę z dołu, a 12 PLN płacę a to, że zimne.
Zatem skoro ciepłe to skąd ta cena bandycka?
Zurwysyny nie rozumieją. Są na dutki tak pazerni, że zrobią wszystko by ludzi ogolić z kasy.

Fazi
3 miesięcy temu

Odpowiadam na tytuł artykułu: niestety w większości przypadków to chciwość. Dlaczego? Ano tak się składa, że wczoraj wróciłem z pobytu w 3 krajach: Słowacja, Czechy, Węgry, gdzie zarobki są zbliżone do naszych, ceny paliwa na Słowacji czy w Czechach nawet wyższe 8-8,20 zł/litr, ceny gazu czy elektryczności zbliżone. I co widziałem: nie tylko na prowincji, lecz również w dużych miastach jak Koszyce, Budapeszt, Ostrawa, Praga w restauracjach jest taniej niż w Polsce. Paradoksem jest to, że ceny żywności mają wyższe nawet 40-50%. Kostka masła w Lidlu czy Spar na Węgrzech 15-20 zł (krajowa produkcja), nabiał, mięso ok. +40-60% drożej. Kawa… Czytaj więcej »

Boguś
3 miesięcy temu

Inflacja 15,6 % a wzrost niektórych towarów i usług o kilkadziesiąt procent i więcej. Niestety ale pazerność niektórych drobnyych przedsiębiorców i restauratorów nie zna granic. Wykorzystywanie inflacji do nabijania własnego kabzy.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!