Odkąd banki i organizacje płatnicze zaoferowały Polakom wygodne płacenie kartą przez zbliżenia (do 50 zł bez podawania PIN-u) pojawił się jeden drobny, lecz irytujący problem – czas upływający między wykonaniem transakcji, a jej rozliczeniem. W różnych bankach funkcjonują różne procedury, ale często w celu szybkiego przeprowadzenia zbliżeniowej transakcji kartą terminal nie łączy się z bankiem i nie sprawdza salda na koncie, tylko “wierzy karcie na słowo”, że na koncie są pieniądze. Transakcja bez łączenia się z bankiem jest jeszcze szybsza, a klient chętniej płaci kartą. Wszyscy są zadowoleni, ale… jest małe “ale”.

Jeśli klient nie jest bardzo aktywnym użytkownikiem karty, zaś bank uzależnia opłaty za kartę od wartości zakupów dokonanych w danym miesiącu z użyciem plastiku, to może się zdarzyć, że transakcje wykonane przez klienta jeszcze w danym miesiącu nie zostaną przez bank rozliczone w tym miesiącu, lecz dopiero w kolejnym. Zdarzają się przypadki, w których to opóźnienie sprawia, że klient jest przekonany, iż prowizji za kartę nie będzie płacił, zaś bank mu tę prowizję nalicza, bo z jego punktu widzenia warunek darmowego używania karty nie został wykonany.

Jakiś czas temu miałem w blogu wysyp takich protestów klientów, którzy nie chcieli płacić prowizji spowodowanych faktem, że bank nie zdążył z rozliczeniem jakichś transakcji w danym miesiącu. Bywało, że sytuacje zaczynały wyglądać komicznie, bo banki dawały sobie nawet dwa tygodnie na rozliczenie transakcji dokonywanych w trybie offline (czyli bez połączenia terminala z bankiem-wydawcą karty). Kiedyś napisałem prześmiewczy (choć był to śmiech przez łzy) felieton, w którym doradzałem klientom, by robili zakupy tylko w pierwszych dwóch tygodniach każdego miesiąca, bo w innym wypadku zawsze będzie ryzyko, że ich zakupy nie zostaną przez bank zaliczone jako uprawniające do np. darmowego korzystania z karty płatniczej.

Czytaj też: Historia pewnej reklamacji. Co zrobić, żeby bank zechciał ją… przyjąć w swej bezbrzeżnej łaskawości?

Prowizje za kartę: w T-Mobile i mBanku wyliczą uczciwie

Ale jest dobra wiadomość! Świat się zmienia. Już kilka miesięcy temu informowałem Was, że mBank zmienił zapisy regulaminowe i będzie we wszelkiego rodzaju rozliczeniach brał pod uwagę datę wykonania transakcji, nie zaś jej rozliczenia. To jest właściwe, fair podejście do klienta, bo przecież urząd skarbowy też nie nakłada na podatników kary za to, że poczta dostarczyła ich PIT po terminie. Jeśli wysyłam coś pocztą, liczy się moment wysłania, bo tylko na to mam wpływ. Klient wykonujący transakcję kartą nie jest w stanie przewidzieć kiedy ta transakcja zostanie rozliczona, więc nie można przerzucać na niego odpowiedzialności za to.

Czytaj też: Nie chcesz wpaść w pułapkę prowizji? Zrób zakupy do 15-go

Moim sojusznikiem w walce o uczciwe zasady gry jest Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który ciśnie bankowców, by – skoro już uzależniają opłaty za kartę od aktywności klienta – uwzględniali moment wykonania transakcji, a nie jej rozliczenia. I coraz więcej banków uwzględnia to podejście. Kilka dni temu bank T-Mobile, który nie jest może gigantem rynkowym, ale ma już sporo klientów, poinformował, że…

“1 września 2017 roku zmienia się Taryfa Opłat i Prowizji w T-Mobile Usługi Bankowe dla Klientów Indywidualnych. (…) Podstawą faktyczną dokonanych zmian jest stanowisko Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, że zdarzeniem warunkującym brak naliczenia opłaty za kartę powinno być dokonanie takiej transakcji przez konsumenta, a nie jej rozliczenie przez bank”

A sama zmiana polega na tym, iż dotychczasowy zapis, który mówi, iż podstawą zerowych opłat za kartę jest “rozliczenie przez Bank w danym miesiącu rozliczeniowym transakcji bezgotówkowych kartą na kwotę minimum 500 zł” zostanie od 1 września zastąpiony frazą mówiącą, iż tym warunkiem jest “dokonanie przez Klienta w danym miesiącu rozliczeniowym transakcji bezgotówkowych kartą (transakcje nie mogą zostać anulowane) na kwotę minimum 500 zł”

Mała rzecz a cieszy. Wygląda na to, że mamy początek trendu, który pozwoli klientom żyć spokojnie, a bankom – nie przerzucać na klientów konsekwencji procesów, na które ci klienci nie mają wpływu. Bank też często nie ma, ale to bank ustala warunki w postaci liczby lub wartości transakcji uprawniających do darmowej karty. Jeśli więc ustala, to niech też uczciwie w stosunku do klienta te warunki ocenia.

A jak jest w innych bankach? Klienci jak dojne krowy

Niestety, np. w największym polskim banku, który aż kipi od patriotyzmu, nadal robią miliony Polaków w trąbę. W PKO BP jest “Konto za zero”, które za zero jest tylko wtedy, gdy klient zapłaci kartą w danym miesiącu rachunki w sklepach za przynajmniej 300 zł. Zapis uprawniający do “zerowości” karty jest zdefiniowany następująco:

“Dotyczy operacji bezgotówkowych dokonanych kartą debetową, rozliczonych w okresie, za który pobierana jest miesięczna opłata za kartę. Okres, za który jest pobierana opłata miesięczna za kartę uzależniony jest od daty wydania karty. Kwota operacji z tytułu zwrotu towaru zakupionego kartą lub anulowania operacji dokonanej kartą zmniejsza sumę wartości i liczbę operacji bezgotówkowych”

Idźmy dalej. W Alior Banku, który – oprócz tego, że też jest zrepolonizowany jak ta lala – mają w ofercie m.in. “Konto Internetowe”, sytuacja jest podobna. Tu karta debetowa może kosztować okrągłe zero, albo aż 8 zł, o ile klient nie wykona kartą w danym miesiącu operacji sklepowych o wartości co najmniej 300 zł. Jak jest zdefiniowany warunek dotyczący transakcji? Przeczytajmy:

“Opłata nie jest pobierana w miesiącu, w którym została wydana Karta lub pod warunkiem, że w danym miesiącu na rachunku zostaną rozliczone transakcje bezgotówkowe wykonane Kartą na łączną kwotę minimum 300 zł, liczone dla każdej wydanej do rachunku Karty indywidualnie. Opłata jest pobierana od Kart ze statusem ‘Do aktywacji’, ‘Aktywna’, ‘Zablokowana'”

Tu więc jest jeszcze weselej. Zrepolonizowany Alior Bank (ten sam, który usługowo prowadzi bankowe usługi dla T-Mobile) pobierze opłatę nie tylko uzależniając ją od rozliczenia – nie zaś wykonania – transakcji, ale też naliczy ją od kart, których klient nie aktywował. Uważajcie na tych ancymonów, bo – to moim zdaniem niezgodne z prawem, ale chętnie usłyszę co na ten tamat ma do powiedzenia mój dobry kolega z (jego) czasów dziennikarskich, a dziś prezes UOKiK Marek Niechciał – oni będą liczyli prowizję za kartę, której klient nie zamówił, a oni ją mu wysłali w ramach wznowienia. Albo za kartę, która nie dotarła do klienta, mimo że bank nie jest w stanie udowodnić, że ją dostarczył (nie sądzę, żeby Alior wysyłał karty do aktywacji listem poleconym).

Czytaj: Alior Bank znów przykręca klientom śrubę. Kto od 1 lipca płaci więcej?

Są to kanty grubymi nićmi szyte. Ale wróćmy do naszych baranów, czyli do prowizji za karty pobierane wtedy, gdy bank nie zdąży rozliczyć jego transakcji w danym miesiącu. Ostatni przykład, który wziąłem pod lupę to BZ WBK – trzeci największy bank w Polsce. Do części rachunków wydają tam kartę debetową o nazwie “Visa Sol”. Karta może być darmowa albo może kosztować 4 zł miesięcznie. Warunkiem jest oczywiście aktywność klienta – musi wykonać pięć transakcji bezgotówkowych. No właśnie: klient musi wykonać czy bank rozliczyć? Z taryfy opłat i prowizji jasno wynika, że opłata jest pobierana…

“…co miesiąc w przypadku nierozliczenia przez BZ WBK w poprzednim miesiącu kalendarzowym co najmniej 5 transakcji bezgotówkowych dokonanej przy użyciu karty (z wyłączeniem transakcji typu Quasi Cash)”

Jak widać w wielu bankach – w tym w bankach numer jeden oraz numer trzy na rynku, obsługujących łącznie więcej, niż co trzeciego z nas – wciąż obowiązują zapisy, które trudno uznać za fair wobec klientów. Dobrze, że w banku T-Mobile – z małą motywacją ze strony UOKIK – postawili na uczciwość i jasność zasad. Czekam na następnych śmiałków. Prezes Marek Niechciał też czeka.

Czytaj też: Koniec ery money-back? Ten bank zapłaci… punktami Payback