Wygląda na to, że klienci „banków-wydmuszek”, które istnieją tylko po to, żeby cierpieć pod ciężarem portfeli kredytów frankowych, uchronią się przed czarnym scenariuszem. A więc przed upadłością tych banków i brakiem możliwości uzyskania „darmowego kredytu”. Patrząc na wyniki największego z takich „banków-wydmuszek”, czyli Banku BPH, widać z jednej strony monstrualne straty, a z drugiej – chęć zakończenia frankowej sagi bez „wywrotki”
Sytuacja frankowiczów – zwłaszcza tych, którzy już ustawili się w kolejce po orzeczenie nieważności swojego kredytu – nie jest dziś zła. Owszem, frankowicze muszą uzbroić się w cierpliwość, bo niektórzy pewnie poczekają na ostateczne orzeczenie sądu ponad dziesięć lat, ale zarówno TSUE, jak i polski Sąd Najwyższy otworzyły przed nimi prawną autostradę do nieważności kontraktów. W czasie czekania na orzeczenie biją odsetki ustawowe, a dzięki zabezpieczeniu roszczeń można nie spłacać rat.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Już wiadomo, że banki nie przewrócą się pod ciężarem franków, bo wysokie stopy procentowe są dla nich jak manna z nieba. Zyski banków są rekordowe pomimo tworzonych rezerw na przegrane procesy. Dziś banki już nie śnią o zmianie wykładni sądowej, raczej skupiają się na zawieraniu ugód z klientami i „usypianiu” tych, którzy już kredyty spłacili, lecz wciąż mogą sobie przypomnieć o możliwości ich unieważnienia.
Frankowa saga daleko od zakończenia. A jeśli bank jest „wydmuszką”?
W zasadzie jedyna grupa kredytobiorców frankowych, którzy są „na ryzyku”, to ci, którzy mają kredyt w jednym z „banków-wydmuszek”. A więc instytucji finansowych, które zostały przejęte przez konkurentów. Cały majątek (klienci, depozyty, kredyty) został z nich „wyssany”, a został tylko portfel kredytów frankowych, którego nabywca nie chciał przejąć ze względu na ryzyko prawne.
Takie „wydmuszki” nie prowadzą żadnej działalności, więc nie zarabiają też żadnych pieniędzy (poza spłatami odsetek), a jedyną ich funkcją jest serwisowanie umów kredytów walutowych. Jest naturalne, że banki tego typu mają straty (bo nie ma z czego dołożyć do deficytowego portfela kredytów frankowych) i stale wymagają dokapitalizowania. Ich właściciele w zasadzie nie mają widoków na żadne zyski, więc mogliby dokapitalizowanie sobie podarować i w trzy sekundy takie banki musiałyby ogłosić niewypłacalność.
Co oznacza niewypłacalność i bankructwo banku-kredytodawcy, wiedzą klienci Getin Banku. Jeśli ktoś miał w nim walutowy kredyt hipoteczny, to nawet z wyrokiem sądowym w ręku nic nie wskóra, bo majątkiem Getinu zarządza teraz syndyk. Sprawy frankowe, które są w toku, też mogą być zamknięte na wniosek syndyka, bo pozwany bank już de facto nie istnieje, została jeno masa upadłościowa. Kto spłacił więcej, niż wynosił pierwotny kapitał kredytu, może nic nie odzyskać.
„Banków-wydmuszek” jest w Polsce kilka. Każdy mógłby upaść i mieć problem franków z głowy. Ale to się najpewniej nie stanie. Kredyty klientów Raiffeisen Banku przejęła austriacka spółka-matka, z kolei Deutsche Bank ma w Polsce dużą działalność na rzecz finansowania korporacji i zarządzania ich majątkiem (więc nie ma ryzyka, że niemiecka centrala „złoży do grobu” tę część, w której zostały już tylko kredyty hipoteczne – za duże ryzyko). A Bank BPH… tutaj jest grubo, ale chyba też bezpiecznie.
Kilka dni temu Bank BPH ogłosił, że w 2023 r. miał… 5,54 mld zł straty netto. To ogromne pieniądze, niemal dokładnie tyle, ile wyniósł całoroczny zysk największego polskiego banku PKO BP. Tyle że ten bank zarządza aktywami zbliżającymi się do pół biliona złotych, zaś Bank BPH to mikrus, który nie ma żadnej większej działalności poza kredytami frankowymi (ma też inne walutowe i niewielki – jak mi się wydaje – portfel kredytów hipotecznych w złotym). Jego aktywa to 7,8 mld zł, a więc jakieś 1,5% gabarytu PKO BP.
Monstrualne straty Banku BPH. O czym mówią?
Te straty Banku BPH to oczywiście „zasługa” frankowiczów, którzy dość gremialnie udali się do sądów ze swoimi umowami. O ile jeszcze trzy lata temu w sądach było mniej więcej 5000 pozwów, to teraz jest ich już blisko 19 000. Prawdopodobnie dwie trzecie kredytobiorców jest ze swoimi „BPH-owskimi” kredytami w sądach (aczkolwiek w raporcie finansowym banku nie znalazłem dokładnych danych na ten temat).
Do 2020 r. z wartego 10,5 mld zł portfela kredytów walutowych bank spisał na straty miliard złotych. Dziś wartość kredytów objętych pozwami wynosi już 6,9 mld zł (rok temu było 4,2 mld zł), więc i rezerwy lawinowo wzrosły. W 2022 r. bank „dopisał” 1,66 mld zł, w zeszłym roku utworzył jeszcze 5,63 mld zł. Łącznie bank zakłada, że z całego „przedsięwzięcia” uda mu się uchronić przed anihilacją tylko 1,2 mld zł, cała reszta ma pójść „z dymem”, czyli być wypłacona klientom po orzeczeniu nieważności umów.
W 2022 r. ponad 1,6 mld zł straty netto, w 2023 r. aż 5,5 mld zł „w plecy” – każdy inny bank by się przewrócił przy takim tempie „zjadania” kapitału i braku możliwości odrabiania strat na czymś innym. Ale Bank BPH ma bogatego właściciela, amerykański koncern General Electric, który ma roczne obroty na poziomie 60 mld dolarów i w ostatnich dwóch kwartałach przynosił po 1,5 mld dolarów czystego zarobku.
Krótko pisząc: straty BPH monstrualne, ale na biednego nie trafiło. Im bardziej Bank BPH „zjada” kapitał, tym bardziej Amerykanie go dokapitalizowują. W zeszłym roku wykonali operację „ratunkową” o wartości 7 mld zł w postaci skonwertowania pożyczek udzielonych polskiemu bankowi na jego kapitał (czyli de facto umorzyli Bankowi BPH udzielone mu kredyty). Tym sposobem kapitał banku wzrósł do 3,5 mld zł pomimo gigantycznych strat.
Rok temu kapitał banku wynosił niecałe 1,7 mld zł, więc gdyby nie ta konwersja długu na akcje, to po utworzeniu kolejnych rezerw na kredyty frankowe Bank BPH musiałby ogłosić bankructwo. A tak, biorąc pod uwagę, że zdecydowana wartość portfela kredytów frankowych jest już w rezerwach (czyli nie będzie w przyszłości zmniejszała kapitału), sytuacja jest już chyba definitywnie opanowana. Nastąpiło pełne urealnienie sytuacji finansowej banku w związku z portfelem kredytów frankowych i to świadczy o poważnym podejściu amerykańskiego właściciela do sprawy.

W dodatku widać, że szefowie Banku BPH chcą zamknąć kwestię kredytów frankowych w sposób cywilizowany – ruszył program ugód, więc kto nie chce iść do sądu, może się z bankiem dogadać. Propozycja nie jest rewelacyjna, biorąc pod uwagę ostatnie orzecznictwo sądów (Bank BPH proponuje jedynie przeliczenie kredytu tak, jakby od początku był złotowym), jednak jakaś część klientów może uznać, że lepszy wróbel w garści…
Wygląda na to, że grono frankowiczów, którzy zostali z ręką w nocniku, bo ich bank upadł i nie można dostać od niego pieniędzy z tytułu nieważności umowy, nie powinno się powiększyć, choć monstrualne straty BPH mogą sugerować coś innego. Aczkolwiek, jeśli ktoś ma kredyt walutowy w „banku-wydmuszce” i spłacił już kapitał, a czuje, że chciałby nieważności umowy – powinien rozważyć sądowy wniosek o zabezpieczenie roszczeń, by nie płacić już kolejnych rat.
POSŁUCHAJ NOWEGO PODCASTU:
W 212. odcinku podcastu „Finansowe Sensacje Tygodnia” rozmawiamy o dostępie Polaków do gotówki. W ostatnich latach banki podniosły opłaty za operacje gotówkowe w oddziałach. Naturalnym miejscem wypłat i wpłat gotówki są bankomaty, ale ich operatorzy nie mają łatwego życia. Od każdej operacji otrzymują od 1,2 do 1,45 zł, co tylko w części pokrywa koszt utrzymania bankomatów. Co ważne, wysokość tej opłaty nie zmieniła się od ponad 14 lat! Czy Polska może stać się bankomatową pustynią, a Polacy będą mieć problemy z dostępem do gotówki? Gościem podcastu jest Dariusz Marcjasz, dyrektor generalny Euronet Polska. Do wysłuchania zaprasza Maciej Samcik

źródło zdjęcia tytułowego: Austin Keheimer/Unsplash
zdjęcie gościa podcastu: Maciej Bednarek

