Największy w Polsce program lojalnościowy Payback ostatnio przeżywa okres burz i naporów. Stracił jednego z najcenniejszych partnerów, sieć Empik, z programu wypisał się też jakiś czas temu bank BZ WBK, który najwyraźniej stwierdził, że nie jest to dla klientów jakaś szczególna wartość dodana. O wadach Paybacka pisałem już w blogu nie raz, więc nie będę się powtarzał. Hasłowo przypomnę tylko, iż nie widzę szans powodzenia dla programu, który w XXI wieku wciąż opiera się na plastikowych kartach, bonusowe punkty „wypluwa” w formie papierowych „paragonów”, zaś aplikację mobilną ma głównie po to, żeby klient mógł sprawdzić ile ma punktów. Payback nie ma argumentów, by przekonywać swoich członków do większych zakupów w sieciach handlowych, które się z nim sprzymierzyły. Nie ma ich tym bardziej, że jest to program punktowy, w którym odległość między procesem kupowania, a odbiorem nagrody jest przepastna.
Mimo tych wszystkich problemów na wejście do Paybacka zdecydował się mBank, czwarty największy bank w Polsce, obsługujący pewnie z 5 mln klientów. Payback nie został „zainstalowany” na ich rachunkach. Kto chce zbierać punkty Payback używając produktów mBanku musi sobie sam za to „zapłacić”. A więc założyć specjalną odbianę eKonta Payback, które od zwykłego różni się tym, że jest obowiązkowa opłata za kartę debetową w wysokości 2 zł. Od swego zarania mBank był instytucją, która podstawowe usługi dawała za free – początkowo bez żadnych warunków, a ostatnio z warunkami, ale dość łatwymi do spełnienia. eKonto Payback jest chyba pierwszym z podstawowych rachunków, w którym nie ma możliwości korzystania z usług „za zero”. Dlatego właśnie piszę, że prawo do nabijania sobie punktów Payback w mBanku trzeba sobie „kupić”. Kosztuje dokładnie 2 zł miesięcznie.
- Prosty portfel inwestycji z pięciu polskich ETF-ów? To już możliwe. Nie trzeba się ruszać z polskiej giełdy, żeby inwestować globalnie [POWERED BY PZU]
- Kilkanaście kliknięć od zaplanowania przyszłości finansowej. Automatyczne inwestowanie: jak zrobić to w pięć minut (albo nawet szybciej)? Przewodnik
- Zupełnie nowy rachunek z kartą w nowym banku: ile minut zajmie ci jego otwarcie? Sprawdziłem. Nie masz prawa narzekać na swój bank

No to teraz policzmy czy ten deal się opłaca, Wiedza ta może się przydać nie tylko nowym klientom, którzy zastanawiają się które z oferowanych rachunków sobie zaordynować, ale i tym już korzystającym z usług mBanku, bo i oni mogą skonwertować swoje „zwykłe” konto na paybackowe. Ile punktów można zebrać w zamian za ponoszenie 2-złotowej, bezwarunkowej opłaty za konto? Na starcie – za samo przypięcie do programu karty debetowej – dostaje się 3000 pkt. Jeśli w ciągu trzech pierwszych miesięcy zrobimy co najmniej dwie transakcje kartą płatniczą dostaniemy dodatkowo 1000 pkt. (to jednorazowy bonus). Jeśli przez co najmniej dwa z trzech pierwszych miesięcy posiadania eKonta Payback wpływy na nie będą przekraczały 1000 zł, to bank dorzuci kolejny 1000 pkt. jednorazowej „zapomogi”. Wychodzi, że dość łatwo i prawie bezkosztowo można „zasłużyć” w mBanku na 5000 pkt. Payback, co przekłada się na 50 zł w wartości nagród (Payback ma dość prosty przelicznik: 100 pkt to 1 zł w nagrodach)
Co dalej? Dalej przestaje być tak wesoło, bowiem mBank przyznawał będzie 1 pkt. Payback za każde 2 zł zapłacone kartą w sklepie, ale… tylko przez pierwsze pół roku. Docelowo przelicznik został ustawiony na 1 pkt. za 4 zł wydane kartą. Najwyraźniej w banku nie ma wiary, iż perspektywa punktów Payback skłoni klientów do porzucenia gotówki i płacenia wyłącznie plastikiem :-)). Przy założeniu, że miesięczny „urobek” płatności kartą wyniesie 1000 zł (to dużo nawet jak na nowoczesnych klientów mBanku), przybędzie za to 500 pkt Payback w pierwszych miesiącach (czyli 5 zł, co przekłada się na 0,5% money-backu w nagrodach) oraz 250 pkt. miesięcznie w kolejnych (czyli 2,5 zł w nagrodach za wydany kartą 1000 zł – 0,25% money-backu). Nie można powiedzieć, by był to hit sezonu, choć oczywiście lepszy taki money-back, niż żaden.
Trzeba jednak pamiętać, że dochody z punktów Payback muszą pokryć 2-złotową opłatę miesięczną za kartę. Przy 1000 zł obrotów na karcie (po ukończeniu 6-miesięcznego okresu promocyjnego) klient wychodzi de facto na zero (płaci 2 zł za kartę i dostaje 2,5 zł w nagrodach za punkty Payback). Interes zaczyna się opłacać (ale i tak w mikroskali) dopiero przy 2000 zł obrotów miesięcznie kartą. Wtedy do wzięcia jest 5 zł w nagrodach miesięcznie, czyli – po potrąceniu opłaty za kartę – zyskuje się 3 zł miesięcznie i 36 zł w skali roku. Szaleństwo. Oczywiście: są wśród nas heavy-userzy kart płatniczych, którzy wykręcają swoimi kartami 5000 zł miesięcznego obrotu i więcej. Ale przed rozbiciem banku z punktami Paybank mBank się dobrze zabezpieczył – przestaje naliczać punkty po przekroczeniu przez klienta 2000 zł miesięcznego obrotu kartami. Innymi słowy: z wachlowania plastikiem da się „ukręcić” najwyżej 3 zł w nagrodach miesięcznie netto (przez pierwsze pół roku – 8 zł miesięcznie). No, może nawet 10 zł, bo ostatnio weszła dodatkowa promocja: zwrot opłaty za kartę debetową po dokonaniu co najmniej transakcji kartą (lub BLIK-iem) w miesiącu. Ta promocja obowiązuje przez pierwszych sześć miesięcy korzystania z karty. Oznacza to de facto, że przez pierwsze pół roku używania konta z programem Paybank klient może wyciskać z niego nawet 10 zł miesięcznie.
Większe bonusy punktowe (nie licząc 5000 pkt na start i podwójnej „wagi” punktowej przez pierwszych sześć miesięcy) są do „ukręcenia” za korzystanie z dodatkowych produktów banku, czyli kredytu odnawialnego (plus 1000 pkt. jednorazowo, czyli 10 zł „w naturze”), karty kredytowej (też 1000 pkt.) oraz kredytu gotówkowego (1 pkt. za każdy pożyczony 1 zł). Gdybym więc wziął 10.000 zł kredytu gotówkowego, dostałbym 10.000 pkt., które przekładają się na 100 zł nagrody. I to już jest coś. Przy założeniu, że za ten kredyt – wzięty na rok – zapłaciłbym 8% oprocentowania (w sumie odsetki wyniosłyby 432 zł) i 3% prowizji (300 zł), koszt kredytu wyniósłby 732 zł, ale 100 zł „odzyskać” można w nagrodach z punktów Payback. To oznacza, że punktasy przekładają się na obniżkę oprocentowania o niecałe 2% (punkty procentowe) bądź o 1% rabatu w prowizji. Szału nie ma, ale ulga jest zauważalna.

