Jak Donald Trump może zmienić rynek kryptowalut? Na wyniku amerykańskich wyborów najbardziej „wygrali” inwestorzy, którzy obstawili ten scenariusz poprzez zakup kryptowalut. Był to ryzykowny krok, bo w przypadku zwycięstwa kandydatki Demokratów kryptowaluty ciężko by odchorowały zawód. Teraz kryptowaluciarze są w ekstazie: liczą na liberalizację przepisów regulujących działalność branży, odejście nielubianego szefa Komisji Nadzoru Giełdowego oraz stworzenie państwowego funduszu, który skupiłby milion bitcoinów. Czy się nie zawiodą?
Branża kryptowalutowa była prawdopodobnie największym – obok szefa Tesli Elona Muska – donatorem kampanii wyborczej Donalda Trumpa. Operator giełdy kryptowalut Coinbase przekazał na kampanię Trumpa prawie 100 mln dolarów, zaś kryptowalutowa platofrma płatnicza Ripple – prawie 50 mln „zielonych”. I teraz kryptowaluciarze oczekują „stopy zwrotu” ze swojej „inwestycji”.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Wyrazem tych oczekiwań jest ekstaza, która zapanowała na rynku największych kryptowalut. Bitcoin, który od wiosny był w trendzie spadkowym, obniżając loty z 73 000 dolarów do 54 000 „zielonych”, już od dwóch miesięcy drożał, ostatnio zbliżając się do granicy 70 000 dolarów. Przekroczył ją na ostatniej prostej kampanii wyborczej, a po ogłoszeniu wygranej Trumpa kurs bitcoina wystrzelił o 8%, przekraczając 75 000 dolarów po raz pierwszy w historii. Druga najpopularniejsza kryptowaluta Ethereum poszła w górę natychmiast z 2 400 dolarów do 2 800 „zielonych”.

Jak Donald Trump może zmienić rynek kryptowalut?
A Donald Trump obiecał branży krypto dużo. Wielcy świata kryptowalut spodziewają się, że powstanie bardziej liberalne środowisko dla innowacji opartych na technologii blockchain, co powinno pomóc w tworzeniu i wprowadzaniu do mainstreamu większej liczby projektów kryptowalutowych. Analitycy krypto spodziewają się zmian w kierownictwie komisji nadzoru giełdowego SEC, działań na rzecz utworzenia „rezerwy strategicznej bitcoinów” przez państwo, utrącenie projektów CBDC, czyli tworzenia cyfrowej waluty amerykańskiego banku centralnego (która mogłaby konkurować z prywatnymi kryptowalutami).
Po wyborach wzrosły nadzieje kryptowaluciarzy na to, że na giełdę będzie mógł wejść największy emitent stablecoina Tether oraz że dopuszczone zostaną do handlu ETF-y kupujące bezpośrednio większą liczbę kryptowalut (dziś są notowane tylko ETF-y na bitcoina oraz ethereum, ale o możliwość stworzenia „swoich” ETF-ów walczy np. solana). To, że nadzór giełdowy rok temu zgodził się na utworzenie notowanie na giełdach ETF-ów kupujących bezpośrednio bitcoina jest uznawane za nadzorczy „stempel”, który wprowadził kryptowaluty na salony. Nadzór zrobił to niechętnie, ale presja inwestorów była duża, a twórcy funduszy inwestycyjnych zaczęli omijać zakaz tworząc ETF-y oparte o kontrakty terminowe na bitcoina.
Kolejnym krokiem ma być zaakceptowanie na giełdzie prywatnego „cyfrowego dolara”. Stablecoin Tether to cyfrowy odpowiednik dolara, ale zarządzany przez prywatną firmę, która zapewnia, że jej aktywa mają pełne pokrycie w amerykańskich krótkoterminowych obligacjach (obecnie ludzie mają w nim 100 mld dolarów). A więc i to, że każdy posiadacz cyfrowego coina USDT może go w każdej chwili wymienić na „realnego” dolara po kursie 1:1. Dzięki temu „prywatne dolary” można – jako USDT – przesuwać z jednego końca świata na drugi bezpośrednio między portfelami w smartfonach, bez pośrednictwa banków.
W przeszłości podobne projekty okazywały się oszustwami (np. „cyfrowy dolar” o symbolu UST – jak się okazało – nie był zabezpieczony wystarczająco dobrze aktywami i okazał się bezwartościowy). Tether jest już „przetestowany” przez inwestorów, ale jest objęty dochodzeniem w sprawie naruszenia sankcji i przepisów dotyczących przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy. „Można się spodziewać, że dochodzenie to nie będzie prowadzone z takim samym entuzjazmem, jak za czasów administracji Bidena” – przeczytałem w analizie CoinDesk, ważnego portalu informacyjnego w branży krypto.
———
ZAPROSZENIE:
Jeśli myślisz o lokowaniu części oszczędności w kryptowaluty, ale nie wiesz, jak się za to zabrać i gdzie kupić swoją pierwszą kryptowalutę, to możesz skorzystać z usług sieci kantorów Quark. To najstarsza sieć tego typu w kraju – w bezpieczny, wiarygodny sposób kupisz tam kryptowalutę i uzyskasz pomoc dotyczącą jej przechowywania. Zapraszam, sam korzystałem z usług sieci Quark i kupiłem odrobinę bitcoina z natychmiastową „dostawą” do aplikacji kryptowalutowej, z której korzystam. Więcej szczegółów na stronie Quark.
———
Znienawidzony Gary Gensler. Szef SEC odejdzie i przestanie bruździć?
Świat kryptowalut oczekuje, że ze stanowiska ustąpi teraz Gary Gensler, przewodniczący nadzoru giełdowego SEC (zwykle po zmianie u steru państwa tak się dzieje). A trudno sobie wyobrazić, by na jego miejscu – zwłaszcza po takim wyniku wyborów – zasiadł ktoś równie źle nastawiony do kryptoaktywów. Gary Gensler wyjątkowo często dawał do zrozumienia, że nie uważa kryptowalut za nic wartościowego, a raczej za źródło scamów i ryzyka dla ludzi.
SEC za czasów Genslara ostrzegała przed inwestowaniem w kryptoaktywa i uważa, że kryptowaluty to papiery wartościowe, a więc muszą stosować się do regulacji dotyczących akcji spółek notowanych na giełdach (czyli np. ich emitowanie i obrót nimi musi podlegać surowym regulacjom). Branża krypto walczy o to, żeby ich „produkty” były uznawane przez nadzór za towary, czyli były objęte bardziej liberalnymi zasadami.
Zwolennicy kryptowalut uważają, że „szersze tory regulacyjne” (ładnie to określają, ale realnie chodzi o to, żeby regulacje im za bardzo nie przeszkadzały) doprowadzą do włączenia w mainstream inwestycyjny szerszej gamy aktywów cyfrowych. I że łatwiejszą drogę do portfeli zwykłych ludzi będą miały np. DeFi, czyli platformy zdecentralizowanych finansów oparte o blockchain (to m.in. możliwość deponowania kryptowalut na procent, podobnie jak w bankach i pożyczania pieniędzy w kryptowaktywach lub z zabezpieczeniem w postaci kryptowalut).
W kampanii wyborczej Trump obiecał, że Stany Zjednoczone staną się „wiodącym centrum kryptowalut”, co – według bramży kryptowalutowej – powinno przełożyć się na korzystniejsze regulacje zarówno dla wprowadzania na giełdy produktów finansowych opartych na kryptowalutach (np. ETF-ów), jak i dla zaakceptowanie cyfrowych coinów jako pełnoprawnej inwestycji lub wręcz – to byłoby już kozackie – pod pwenymi warunkami nawet „lekkiego” odpowiednika pieniądza (w przypadku stablecoinów).
Czytaj i się dowiedz: Jak przechowywać oszczędności, by mieć do nich stały dostęp i żeby to było bezpieczne? „W pamięci” – przekonują zwolennicy kryptowalut. Czyli jak? Pytam
Bank centralny będzie kupował bitcoiny jak złoto?
Od razu po tym, jak okazało się, że nowym prezydentem USA będzie Donald Trump, wróciły nadzieje na to, że Stany Zjednoczone będą wspierały krypowaluty nie tylko łagodząc regulacje dotyczące tej klasy aktywów, nie tylko dobrym słowem i zapowiedziami przerobienia Ameryki na kryptowalutowe eldorado, ale też konkretnymi pieniędzmi. A więc m.in. utworzeniem przez bank centralny lub amerykański rząd „strategicznej rezerwy bitcoinów”.
Zwolennicy tego pomysłu – zgłosili go podczas kampanii wyborczej doradcy Trumpa – uważają, że rezerwa państwowa bitcoinów, do której docelowo miałoby trafić milion BTC, to sposób na dywersyfikację amerykańskich aktywów rezerwowych i – tego już nikt otwarcie nie mówi, ale chyba ma na myśli – uchronienie państwa przed kłopotami w przypadku dewaluacji dolara. Jest to dość schizofreniczne, że państwo miałoby się chronić przed katastrofą emitowanej przez siebie waluty.
Bitcoin Policy Institute (BPI) nazajutrz po wyborach opublikował 53-stronicowy raport na temat zalet ustanowienia przez Stany Zjednoczone strategicznej rezerwy bitcoinów (SBR). Jak przeczytałem u Franka Corvy z Bitcoin Magazine, autorzy raportu wytyczyli cztery kluczowe korzyści płynące z posiadania przez państwo bitcoina jako strategicznego aktywa rezerwowego.
>>> Stabilność gospodarcza i monetarna – bitcoin jest zabezpieczeniem przed deprecjacją waluty i niestabilnością zadłużenia
>>> Konkurencja geopolityczna – USA mogą zyskać strategiczną przewagę nad innymi krajami, które rozważają uruchomienie rezerwy bitcoina i mogą wzmocnić wpływ USA na globalne standardy finansowe
>>> Energia i klimat – wydobycie bitcoinów może być wykorzystane do przyspieszenia ruchu w kierunku energii odnawialnej (chodzi o to, że tworzenie bitcoinów pożera ogromne ilości energii, co motywuje firmy zajmujące się tym do przechodzenia na zieloną energię)
>>> Inkluzywność i wolność finansowa – Stany Zjednoczone mogą promować zarówno koncepcję wolności osobistej, jak i integracji finansowej obywateli USA.
Gdyby państwo zaczęło kupować bitcoiny i zawarło je w swoich rezerwach walutowych, to z jednej strony dałoby sygnał, że uznaje, iż to aktywo nie jest bezwartościowe i uzależnione tylko od mody, zaś z drugiej strony zapewniłoby stały popyt na te aktywa. Mniej więcej tak samo, jak dziś banki centralne zapewniają mniejszy lub większy (ale w miarę przewidywalny) popyt na złoto. No i – w pewnym sensie – państwo stałoby się „zakładnikiem” branży krypto.
Nieważne jak złe rzeczy by się działy w kryptowalutach, nie dałoby się już ani delegalizować, ani ograniczać działania aktywów, które są w rezerwach walutowych państwa. „W ten sposób możemy zmienić narrację wokół Bitcoina z czegoś, czego należy się bać i co należy kontrolować, na coś, co powinno być przyjęte i wykorzystane, a także możemy stanąć za narzędziem, które można wykorzystać do zwiększenia płynności finansowej zarówno ludzi, jak i instytucji na całym świecie, zamiast stawać mu na drodze” – czytam w komentarzu do raportu.
Donald Trump może zmienić rynek kryptowalut. Ale czy w dobrą stronę?
To wszystko może spowodować, że urodzi się nowa hossa na rynku kryptowalut, która obejmie nie tylko najbardziej popularne tokeny, ale szerokie spektrum kryptowaktywów. To oczywiście otwiera liczne spekulacyjne pułapki dla osób, które zechcą posiadać kryptowaluty w swoich portfelach. Bo cyfrowe aktywa nie są ani łatwe w wycenie, ani w ocenie. Dopiero co świat kryptowalut oczyścił się z licznych scamów i piramid finansowych, więc pytanie, czy liberalizacja nie przyprowadzi na ten rynek kolejnej fali oszustów.
Na razie jednak na rynku kryptoaktywów panuje idylla. Bitcoin osiąga najwyższe ceny w historii, rosną też szerokie indeksy cyfrowych „pieniędzy”. Są jednak pewne zastrzeżenia. Forsowane przez Trumpa cła – przyszły prezydent chce je nakładać na Chiny i Europę – spowodują wzrost cen konsumpcyjnych, rentowności obligacji będą musiały zatem wzrosnąć (to się już zresztą dzieje), a stopy procentowe być może będą musiały pozostać na podwyższonym poziomie. To zawsze zła wiadomość dla ryzykownych aktywów, którymi są kryptowaluty.
zdjęcie tytułowe: Pixabay

