6 listopada 2019

Czterodniowy tydzień pracy i ta sama pensja? Oni to przetestowali i wszystkim polecają. Ale skutki mogą być opłakane. Mam lepszy pomysł!

Kto przebiera już nogami, licząc na wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy i trzydniową weekendową labę, powinien napić się melisy i wziąć na luz. Dla niektórych marzeń będzie lepiej, jeśli nigdy się nie spełnią. Nawet jeśli w jednej, czy drugiej firmie takie rozwiązanie się sprawdzi, nie ma opcji, by stało się powszechne. Ale… mam coś lepszego!

Pewnie słyszeliście, że japoński oddział korporacji Microsoft testował przez jeden miesiąc czterodniowy tydzień pracy. Wyobrażam sobie, że dla Japończyków, dla których etos pracy jest bardzo ważny (żeby nie powiedzieć, że mają cechy pracoholików) to musiał być szok.

Polegało to to na tym, że dla 2.300 pracowników biuro było zamknięte w piątki i zostali odcinani od służbowej poczty od czwartkowego wieczora. Czyli jeden dodatkowy dzień wolny i to bez redukcji pensji. To nie pierwszy i nie ostatni test czterodniowego dnia pracy, a rezultaty były podobne to poprzednich tego typu eksperymentów – okazało się, że wydajność pracowników wzrosła o 40%.

Pracownicy Microsoftu, jakże by inaczej, byli wniebowzięci – 92,1% z nich stwierdziło, że podoba im się czterodniowy tydzień pracy. Firma zapowiedziała już, że w zimie przeprowadzi podobne testy.  

Takie rozwiązania już zresztą funkcjonują – np. krócej pracują urzędnicy w duńskiej gminie Odsherred, a nowozelandzka firma ubezpieczeniowa Perpetual Guardian sprawdziła, że samopoczucie i wydajność pracowników w trybie 32 godzin pracy przez cztery dni byłą taka sama, jak przez 40 godzin pracy przez pięć dni. Dodatkowa zaleta, to oszczędność środowiska – cztery dni pracy, to mniejsze emisja CO2 i mniejsza produkcja śmieci.

Gdy zadania trzeba ogarnąć w cztery dni zamiast pięciu, ludzie podświadomie nastawiają się na efektywniejszą pracę, rzadziej wychodzą „na papierosa” i zadaniowo podchodzą do rozwiązywania problemów, bo wiedzą, że czas nagli. W piątek, piąteczek, piątunio i tak często pracuje się na pół gwizdka, więc dlaczego tego nie zalegalizować?

Mamy więc przykłady z poszczególnych przedsiębiorstw i urzędów. Ale czy to ma sens, gdyby stało się prawem obowiązującym w całej gospodarce?

Czytaj też: Ile w przyszłym roku muszą ci zapłacić za godzinę pracy? I czy to dużo czy mało? Krok ku sprawiedliwości czy granda? Liczę!

Czytaj też: Nie masz już siły słuchać od swoich pracowników, że chcą podwyżek? Daj im te bonusy

Piątkowy dzień wolny. Wszystkim po równo?

Ustalmy fakty: kto miałby dostać przywilej niepracowania w piątki? Czy tylko pracownicy biurowi? A co ze szkołami? Sklepami? Urzędami? Może tylko sektor prywatny? Ale co z pozostałymi pracownikami?

Wyobraźmy sobie nauczycieli, którzy pracują przez cztery dni w tygodniu. Pedagodzy może by skorzystali, ale co z ich podopiecznymi? Czy to nie odbiłoby się na poziomie nauczania, biorąc pod uwagę jak przeładowane są już dziś szkoły i plan zajęć? Czy nie trzeba by napisać programów na nowo, w okrojonej wersji?

To samo dotyczy urzędników. Już teraz załatwienie sprawy w urzędzie wymaga niebagatelnych umiejętności planowania i często urywania się ze swojej pracy, bo przecież urzędnik o godz. 16.00 zamyka swoje „okienko”. Dodatkowy dzień wolny w piątek zwiększyłby kolejki, chyba że urzędy przez cztery dni w tygodniu byłyby czynne od bladego świtu do późnej nocy. 

Sądy? Już dziś ledwo zipią, a na rozstrzygnięcie prostych spraw czeka się kilka lat. Wolne piątki oznaczałyby, że kolejki na wokandę jeszcze by się zwiększyły. Wyłączyć sędziów z „czterodniówki”? Wtedy trzeba by im więcej zapłacić. Sprawę rozwiązałaby informatyzacja sądów, ale ona jest w lesie.

Czytaj też: Urlopu tyle ile chcesz, konsjerż w pakiecie socjalnym, pensja nawet po śmierci. Botoks i piwo za friko. Przegląd najlepszych bonusów pracowniczych

Lekarze? Personel medyczny jest skrajnie przepracowany i jest go w Polsce za mało – w przeliczeniu na 1000 mieszkańców mamy najmniej w Europie lekarzy i pielęgniarek. Tak, lekarze zdecydowanie zasługują na czterodniowy tydzień pracy. Ale co z pacjentami? Nie od dziś wiadomo, że w weekendy szpitalne oddziały zamieniają się w przechowalnie chorych – jest lekarz dyżurny, zabiegów nie ma, nic się nie dzieje.

Zachorować w weekend to już dziś katastrofa dla pacjenta. A co by było, gdyby weekend był trzydniowy? Obawiam się, że pacjenci okupujący w tej sytuacji SOR-y mogliby tego nie przeżyć – i to dosłownie, nie w przenośni.

Budowlańcy – latami narzekaliśmy na wolne tempo budowy dróg w Polsce. Teraz na budowach praca wre nawet i przez siedem dni w tygodniu, ale nie za darmo. Pracownicy na budowach każą sobie płacić za nadgodziny weekendowe. Wydłużenie tygodnia pracy to pewny jak w banku duży wzrost cen mieszkań – tych kupowanych na własność i, w ślad za tym, wynajmowanych. 

Swoją drogą ciekawe czy wydłużenie weekendu spowodowałyby, że np. spółdzielnie mieszkaniowe rozszerzyłyby zakaz hałasowania na czwartek (obowiązuwałby od 16.00 w czwartek do poniedziałku do 8.00)? Jak żyć? Jak kuć w ścianie? Zapewne wszystko jest kwestią pieniędzy i płacenia za nadgodziny – ale czy przy absurdalnie wysokich kosztach robocizny nas stać na długi weekend w każdy weekend i idące w ślad za tym wyższe wynagrodzenia dla fachowców?

Sklepy – no tak, trzydniowy weekend to na pewno byłaby dobra wiadomość dla kin, restauracji, instytucji rozrywkowych. Ich klienci mieliby jeszcze jeden dzień na swobodne wydawanie pieniędzy. Ale co z branżą handlową? Skoro weekend byłby trzydniowy, to czy sklepy byłyby zamknięte? A jeśli nie, to czy pracownicy nie zażądaliby wyższych pensji, za które zapłacilibyśmy przy zakupach?

Poza tym jadąc do pracy jesteśmy nie tylko pracownikami, ale i konsumentami: zużywamy paliwo ( rosną wpływy do budżetu  z akcyzy), kupujemy samochody (chociaż to chyba wyjdzie zaraz z mody), jemy śniadanie i lunch na mieście, a wracając z pracy robimy zakupy na długi weekend A gdybyśmy zostali w domu, spora część wydatków zostałaby w naszych kieszeniach.

Chociaż bez paniki, pieniądze pewnie byśmy wydawali, tylko inaczej. Nota bene to właśnie w długie weekendy marnuje się najwięcej jedzenia, bo przed takimi okazjami najtrudniej nam ocenić ile zapasów potrzebujemy zrobić. Wydłużenie każdego weekendu może więc nie spowodowałoby spadku naszych zakupów, ale mogłoby spowodować większą skalę marnowania jedzenia.

Czytaj teżCzterodniowy tydzień pracy i pensja raz w tygodniu? Niektórzy ekonomiści przekonują, że wcale byśmy na tym nie stracili

Czytaj też: Sprawdzam czy dobrze płacą ci za godzinę pracy. Ile powinieneś zarabiać w swoim fachu?

Co zamiast trzydniowego weekendu? Home office po polsku

Jeśli nie możemy solidarnie ogłosić piątku dniem wolnym od pracy i ciężej pracować od poniedziałku do czwartku (wygląda na to, że koszty byłyby wysokie i że jest to pomysł, który może zadziałać dobrze głównie w krajach, które już są bogate), może powinniśmy  pracować z domu? Oczywiście, mowa o profesjach, które mają takie możliwości, górnicy raczej się nie załapią, choć np. chirurdzy, mogą już operować zdalnie, przy pomocy robotów ;-).

To coraz popularniejsza opcja i bardzo ceniona przez pracowników. Nawet słynące z pracowniczego „zamordyzmu” korporacje dają pracownikom możliwość pracy raz na jakiś czas z domu. Oczywiście, pozostaje kwestia mierzenia efektywności pozostawionego sam na sam z komputerem pracownika, ale łatwo to zmierzyć, gdy dostanie zadanie do wykonania – i albo je „dowiezie” albo nie.

Pracownicy najlepiej zorganizowani de facto moga sobie dzięki „domowym piątkom” zorganizować na legalu długi weekend. A kto nie umie albo nie chce tak szybko pracować przez cztery dni – może w piątek mimo wszystko przyjść do biura albo zaszyć się w domowym zaciszu i tak „dorzeźbić” projekt. W domu niektórzy pracują znacznie wydajniej, niż w biurze.

W USA opublikowano właśnie bardzo ciekawe i bardzo obiecujące dane na ten temat. Po pierwsze, w ostatnich latach o 4 pkt. proc. – do 43% – wzrósł odsetek osób, które chociaż raz w tygodniu mają przywilej zostania w domu i pracy zdalnej. Co ciekawe, z ankiet na portalu LinkedIn wynika, że taki luksus chciałby mieć 82% menedżerów.

Rzeczywistość rozmija się z pragnieniami, bo ciągle jednak tylko 5,2% pracowników może pracować z domu. Ale  – jak wynika, z badań Census Bureau – średnia zarobków osób pracujących zdalnie wyniosła w 2018 r. do 44.400 dolarów rocznie i była powyżej średniej dla całej gospodarki o 6.000 dolarów.

Świat się zmienia. Sam pamiętam czasy, w których rodzicie mieli „soboty pracujące”, a standardem był wolny tylko jeden dzień w tygodniu.  Wolne soboty to zdobycz kilku ostatnich dekad (w Polsce – głównie ery gospodarki wolnorynkowej). Niewykluczone, że wraz ze wzrostem automatyzacji produkcji pięciodniowy tydzień pracy też stanie się przeżytkiem. Ale zanim to nastąpi, czeka nas etap przejściowy, polegający na częstszej pracy z domu. 

Zawsze można zacząć od wariantu mocno pośredniego, czyli… ograniczenia czasu spotkań firmowych do 30 minut, wprowadzenia zdalnych konferencji, ograniczenia papierologii w firmach. Wydajność pracy natychmiast by wzrosła. Podobno szef Amazona Jeff Bezos zakazał używać w firmie prezentacji PowerPoint, a firma rośnie jak na drożdżach. 

źródło zdjęcia:PixaBay

 

19
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
13 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
ParadoksJacekAnnaGreganonymous Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Chrystian
Gość
Chrystian

Dobrymi checiami jest wybrukowane piekło.by nie skończyło się że będzie się pracowało 4 dni po 10godz.

anonymous
Gość
anonymous

Dokładnie tak jest w amazonie a właściciel najbogatszy na świecie. A nie dlatego że zakazał powerpointa.

Paweł
Gość
Paweł

„byli w niebo wzięci” – 2 rażące błędy ortograficzne w (co jak widać nie dla wszystkich jest oczywiste) jednym wyrazie.

Maciej Samcik
Admin

Racja, to ja redagowałem, ale o piątej rano, więc nie byłem wniebowzięty i do tego miałem jedno oko zamknięte :-).
Poprawione

Sylwester Bogusiak
Gość

Co za durny artykuł. Przecież skrócenie czasu pracy w tygodniu, nie oznacza wcale stale wolnych piątków, ani sobót, ani nawet niedziel. Pomyśl Pan wcześniej ze dwa razy nim coś naskrobiesz. Nawet w jednej dużej firmie, czy jakimś szpitalu – dużury mogą trwać nieprzerwanie w systemie zmianowym. Po to jest skrócenie czasu pracy, aby też zredukować bezrobocie.

Maciej Samcik
Admin

Nie zrozumiał Pan istoty. To nie jest tekst o skróceniu tygodnia pracy, tylko o czterodniowym tygodniu pracy przy zachowaniu tego samego wymiaru etatu.

Sylwester Bogusiak
Gość

Zrozumiałem o czym Pan pisał. To Panu się wydaje, że całkowicie wolne piątki, soboty i niedziele są w jakimś zdrowym państwie z gospodarką wolnorynkową wogóle możliwe? Takie podejście jest conajmniej naiwne. Proszę zrozumieć, że nawet w systemie edukacji gdzie nauczyciel, czyli pracownik ma w tygodniu do wyrobienia te 32 godziny z umowy na pełnym etacie, może ten system wciąż nauczać dzieci/studentów w piątki i w soboty, a nawet w niedziele… gdyby ktoś chciał. Myślenie naprawdę nie boli. A tak to generalnie artykuł i analizy poprawne, lecz złe założenia przyjęte na wstępie. Pozdrawiam. P.S. Każdy sektor kospodarki może mieć inne dni… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

Te niedziele – o piątkach i sobotach nie wspominając- nie są niczym szczególnym na uczelniach lub w szkolach.Praktycznie nie ma uczelni bez rozmaitych studiów w trybie wieczorowym,zaocznym czy korespondencyjnym lub podyplomowych. Im różnorodniejsze formy,tym jednostka elastyczniejsza i bardziej przyjazna studentom,zwłaszcza,że te weekendowe mają lepsze przeliczniki na godziny do pensum.Są też całe kombinaty szkół średnich,policealnych,pomaturalnych w wymienionych trybach pracujące,zatem to żadna nowinka w tej „branży”.Tu nie ma o co kruszyć kopii. A ponieważ myślenie czasem jednak boli,to przypominam zasadę,której sama nie wymyśliłam, a która z pozamerytorycznych powodów została „utopiona” przy likwidacji niedzielnego handlu:czterodniowy alias Xgodzinowy tydzień pracy personelu,nie znaczy takiegoż tygodnia… Czytaj więcej »

Sylwester Bogusiak
Gość

Ja się z Pani wypowiedzią zgadzam w 100%. A Pani z moją nie? Znam tą branżę bliżej niż się Pani zdaje bo w rodzinie mam nauczyciela i wśród znajomych, poza tym dzieci w wieku szkolnym, które również uczą się w weekendy. Dlatego właśnie dziwnym wydawało mi się w ogóle tłumaczenie i zwracanie uwagi Pana Samcika na potrzebę ustanawiania wolnych piątków dla ucznów/studentów. Rozumie mnie Pani?

Sylwester Bogusiak
Gość

Dodaję ponownie moją odpowiedź, bo tamtą gdzies wcięło. Zrozumiałem o czym Pan pisał. Napisał pan wyraźnie o czterodniowym tygodniu opracy i trzydniowym weekendzie. To Panu się wydaje, że całkowicie wolne piątki, soboty i niedziele są w jakimś zdrowym państwie z gospodarką wolnorynkową wogóle możliwe? Takie podejście jest conajmniej naiwne. Proszę zrozumieć, że nawet w systemie edukacji gdzie nauczyciel, czyli pracownik ma w tygodniu do wyrobienia te 32 godziny z umowy na pełnym etacie, może ten system wciąż nauczać dzieci/studentów w piątki i w soboty, a nawet w niedziele… gdyby ktoś chciał. Myślenie naprawdę nie boli. A tak to generalnie artykuł… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

Post Scriptum:co do możliwości kapitalizmu i wolnego rynku w zakresie skracania/ograniczania czasu pracy,to radzę sięgnąć do historii.Projekty ustaw skracających dzienny czas pracy kolejno z 16 (i późniejszych) godzin dziennie czy likwidacji pracy dzieci(znowu:początkowo tylko w wieku 9-12lat) uważano za skandaliczne ograniczenie wolności (Sic!!!) obywatelskich i kolejne gwoździe do trumny wzrostu gospodarczego.Po czym przyszły dalsze ograniczenia i wykluczenia aż pojawiły się angielskie soboty i wiek XX. Dziś mamy wiek XXI i ,naturalnie, inny krajobraz zatrudnienia. A wszystko to dokonało się w ramach tegoż wolnego rynku,o którym tak pesymistycznie Pan pisze – kraje realnego socjalizmu co najwyżej na kapitaliżmie się wzorowały nawet… Czytaj więcej »

Sylwester Bogusiak
Gość

Wszystko się zgadza. Tylko wybaczy Pani, że zapytam – gdzie ja się pesymistycznie wypowiedziałem o zaletach wolnego rynku? Można dodać coś o przyszłości. Gdyby teoretycznie za 50 – 100 lat udało się stworzyć w pełni automatyczną (bez potrzeby obsługi człowieka) fabrykę żywności, a następnie w 100% automatyczne fabryki pracujące w innych sektorach. To czym mieli by zająć się ludzie, skoro wytwarzanie tzw. „produków pierwszej potrzeby” zostało opanowane? Co stanowi właściwie barierę do nieustannego rozwoju? Poza tym optymizmu i fantazji to mi nie brakuje, ale dziękuję.

Joses
Gość
Joses

Ale Panie Ireneuszu nikt nie mówi o wydłużeniu weekendu. Czterodniowy tydzień pracy, a trzydniowy weekend to są dwie różne rzeczy. Przecież Część pracowników może mieć wolny poniedziałek, część wtorek, część środę itp. W razie czego można ich ściągnąć bez płacenia nadgodzin – po prostu taki dodatkowy urlop w wysokości 1 dnia tygodniowo. Co do HO, to niestety jest możliwy tylko w indywidualnych zawodach (specjaliście), bo jak ktoś dzieli z kimś pracę, to tak się podzielą w domu, że nikt jej nie zrobi. No a niestety z doświadczenia wiem, że od razu Ci dzielący pracę zazdroszczą tym co mają HO i… Czytaj więcej »

Sylwester Bogusiak
Gość

To samo odnośnie weekendu zaznaczyłem w swojej wypowiedzi to autor mnie sprostował, że oczywiście nie zrozumiałem tekstu, który napisał.

Greg
Gość
Greg

Oddział gigantycznej korporacji odtrąbił sukces bo okazało się, że 90% durnych spotkań jest nikomu niepotrzebna ( a głównie ograniczenie spotkań było driverem sukcesu). Pewnie każde korpo zanotowałoby wzrost produktywności eliminując zbędne nasiadówki. W firmach gdzie takich rzeczy nie ma w takie cuda produktywności nie wierzę.

Anna
Gość
Anna

Tak samo nie wierzono u nas ,w Polsce,w dobroczynne skutki wszystkich wolnych sobót.Przekonały do nich głosy lekarzy – takich zwykłych internistów z najniższych szczebli przychodni: poniedziałki przestały być dniami o najwyższej liczbie przyjęć.Przestały mianowicie przychodzić przepracowane kobiety,które zyskały dzień – sobotę – na prace gospodarskie i ODzyskały niedzielę na odpoczynek.
Argumenty zaś przeciw wszystkim wolnym sobotom były wypisz- wymaluj,jak te tu wyliczane.

Sylwester Bogusiak
Gość

Brawo Pani Anno! Po raz kolejny rozsądny głos w sprawie. Na przełomie lat 90-00 była spora „moda” na nadgodziny. Pracodawcy tłumaczyli krótko, szczególnie młodym osobom – jeśli chcesz jeszcze pracować to musisz przyjść też w weekendy. Dzisiaj sytuacja na rynku pracy jest dużo lepsza, ale młody człowiek zaczynający pracę i tak swoje często musi dość ciężko „odrobić”.

Paradoks
Gość
Paradoks

Dobry komentarz. Bezsensowne spotkania i „calle”, których głównym celem jest zorganizowanie czasu w pracy tym, ktorzy nie za bardzo mają coś sensownego do roboty, ale muszą wysiedzieć w biurze du**godziny to jest PLAGA korporacji. Wzrost efektywności bierze się z tego, że ta garstka specjalistów, która akurat robi coś sensownego, nie musi tracić czasu i się rozpraszać na te pierdoły, które wymyśla korpobiurwa.

Jacek
Gość
Jacek

(…)Oczywiście, mowa o profesjach, które mają takie możliwości, górnicy raczej się nie załapią, choć np. chirurdzy, mogą już operować zdalnie, przy pomocy robotów ;-).(…)
Wystarczy odpalić jakiegoś następcę WannaCry i mamy masakrę…

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss