1 maja 2019

Pensja raz w tygodniu i czterodniowy tydzień pracy: czy tak powinno wyglądać życie pracownika? Ekonomiści tłumaczą dlaczego

A gdyby tak… pensje były wypłacane raz w tygodniu, zamiast co miesiąc? I gdybyśmy pracowali tylko cztery dni w tygodniu, ale za to szybciej i wydajniej? Dwa rewolucyjne pomysły, które mogłyby zmienić nasze życie na lepsze

Duża część konsumentów to etatowcy, których wynagrodzenie w ogóle – lub tylko w pewnym stopniu – jest uzależnione od wyników pracy. Generalnie otrzymują raz w miesiącu pensję, z której płacą comiesięczne rachunki, raty kredytów i co większe wydatki. Całkiem spora część społeczeństwa funkcjonuje „od pierwszego do pierwszego”, największe płatności planując tuż po wypłacie, a ostatnie dni – lub, co gorsza, tygodnie – w każdym miesiącu przeznaczają na walkę o przeżycie, niekiedy zapożyczając się u rodziny lub w firmach chwilówkowych.

Jak z tym skończyć? W trwały sposób można tylko poprzez zwiększenie dochodów lub zmniejszenie długów (i tym samym kosztów odsetek). Ale doraźnym pomysłem jest próba lepszego zarządzania domowym budżetem. Wielu z nas tuż po wypłacie, widząc „osad” na koncie, luzuje zasady i kupuje rzeczy bez głębszego przemyślenia. Czasem przyjemność kupowania jest od nas po prostu silniejsza. Jeśli mamy na koncie większą kwotę, to po prostu nie potrafimy się powstrzymać.

Czytaj też: Kiedy dług staje się toksyczny? Wystarczy, ze spełnia te trzy warunki

Tygodniówka zamiast comiesięcznej wypłaty i mniej będzie konsumenckich bankrutów?

Podobno niektóre sieci handlowe dostosowują swoje strategie cenowe lub marketingowe do tych momentów w miesiącu, w których największe firmy – zatrudniające po kilkadziesiąt tysięcy ludzi – mają wypłaty. Wiadomo, że kiedy ludzie są przy kasie, mogą być bardziej podatni na pobudzanie ich konsumpcyjnych apetytów.

Niektórzy ekonomiści podpowiadają jak z tym walczyć. Sposobem może być… wypłata tygodniówki. W krajach anglosaskich tygodniówki są dość popularne, ale pod naszymi szerokościami geograficznymi nie zrobiły kariery. Może należałoby namawiać wielkie firmy, żeby właśnie w tym trybie – raz w tygodniu – płaciły pensje swoim pracownikom?

Promotorem takiego rozwiązania – nie tylko w Polsce, ale i w krajach azjatyckich i na Bliskim Wschodzie – jest m.in. Roman Zytek, ekonomista, który pracował m.in. w Międzynarodowym Funduszu Walutowym i JPMorgan Chase (a ostatnio doradza azjatyckim bankom centralnym). Jakiś czas temu czytałem o tym pomyśle w jego artykule: „More Frequent, Faster Paycheck is a Better Paycheck”. Wykłada tam na tyle przekonująco, że postanowiłem Wam to zreferować.

Na pierwszy rzut oka sensu w tym nie ma, bo jedyne co się zmienia, to koszty transakcyjne. Cztery przelewy zamiast jednego, więcej roboty papierkowej, wyższe koszty bankowe, księgowe i operacyjne. W dużych firmach robienie cztery razy tego, co można zrobić tylko raz, jest kłopotem samym w sobie.

No dobra, ale ten medal ma też drugą stronę. Tą stroną jest np. ułatwienie konsumentom zarządzania swoimi domowymi budżetami i zmobilizowanie ich do lepszej kontroli wydatków. W sytuacji, gdy nie dostaję jednego, dużego przelewu, tylko cztery mniejsze – czasem w wysokości zbliżonej do największej pozycji wydatkowej w moim domowym budżecie – muszę zacząć na bieżąco myśleć o płynności finansowej, planować wydatki i bardziej trzymać się dyscypliny. Sytuację, która zwykle spotyka mnie dopiero w drugiej części miesiąca mam na codzień.

Jest i drugi powód. Ludzie nie zawsze potrafią sobie radzić ze świadomością, że na ich koncie jest sporo pieniędzy. Mają głęboką – stymulowaną reklamami – potrzebę wydawania tych pieniędzy lub po prostu zanikają w nich hamulce „wydatkowe”. Jeśli sytuacji, w której jednego dnia ląduje na koncie duży przelew nie będzie, to i pokusy będą mniejsze.

Być może obniżyłby się popyt na kredyt konsumpcyjny i spadłaby liczba ludzi wpadających w pętlę zadłużenia, bo w pewnej części bardzo drogie kredyty zaciągamy przede wszystkim ze względów płynnościowych, a nie strukturalnej nadwyżki wydatków jak dochodami. Ta pojawia się dopiero jako efekt uboczny kosztów drogiego kredytu.

Zyski mogą się też pojawić po stronie sektora bankowego – i nie chodzi tylko o częstsze przelewy, które owocują wzrostem dochodów z opłat i prowizji. Wypłata pensji w dużych firmach w określonych momentach miesiąca (np. tuż przed końcem lub zaraz „po pierwszym”) powoduje, że nagle kończą się pieniądze w bankomatach, w oddziałach banków jest większe zapotrzebowanie na gotówkę, a w oddziałach prowadzących sprzedaż kredytów – dla odmiany spada ono blisko zera. Bankowcy muszą zarządzać tymi wszystkimi procesami, co kosztuje czas i pieniądze.

W sieciach handlowych też woleliby pewnie, żeby popyt na ich produkty – zwłaszcza te droższe – był mniej impulsywny i wahliwy. Chociaż z sieciami handlowymi nigdy nic nie wiadomo, zawsze lubiły impulsowe zakupy.

Zdaniem Romana Zytka im niższe są dochody ludzi, tym częściej powinni otrzymywać wynagrodzenie. Oczywiście: takiego czegoś nie da się zarządzić odgórnie, ale gdyby np. państwowe firmy (państwo to dziś, niestety, 25-30% naszej gospodarki) gromadnie zmieniły system wynagradzania z miesięcznego na tygodniowy, może byłyby w stanie ustanowić standard, do którego przystosowałyby się również firmy prywatne.

Dlaczego państwo miałoby promować taki system? To proste – bo może kopnąć w tyłek obywateli i skłonić ich do lepszego pilnowania domowych finansów, zarządzania płynnością, planowania wydatków. Czy państwo nie powinno chcieć, żeby konsumenci zachowywali się bardziej racjonalnie.

Co myślicie o takim pomyśle? Mógłby pomóc nam w zarządzaniu domowymi finansami? Gotowi bylibyście ponieść takie hasło na tradycyjnym, pierwszomajowym pochodzie? Czekam na Wasze opinie w tej sprawie, mam nadzieję na owocną dyskusję.

Czytaj też: Urlopu tyle ile chcesz, konsjerż w pakiecie socjalnym, pensja nawet po śmierci. Botoks i piwo za friko. Przegląd najlepszych bonusów pracowniczych

A może… wystarczą cztery dni, żeby zrobić to, na co potrzebujemy pięciu?

Jest i drugi pomysł racjonalizatorski – byśmy wprowadzili czterodniowy tydzień pracy. Dlaczego by ośmiu godzin, które musimy wypracować w piątek, nie dołożyć proporcjonalnie do czterech pozostałych „pracowniczych” dni tygodnia? Przez cztery dni w tygodniu pracujmy po dziesięć godzin, a potem miejmy aż trzy dni weekendu.

Głupie? Firmy w różnych stronach świata testują te rozwiązania i odkryły, że prowadzi to do wyższej wydajności, a załoga staje się bardziej zmotywowana i bardziej wydajna. Mniej podobno jest pracowników z objawami wypalenia zawodowego, przemęczenia i pracujących bardzo niewydajnie.

Jednym z przykładów firm, które wdrożyły czterodniowy tydzień pracy jest Planio, przedsiębiorstwo zajmujące się zarządzaniem projektami w Berlinie. W Nowej Zelandii w takim systemie zaczęła działać firma ubezpieczeniowa Perpetual Guardian. Tam poszli na całość, bo nie tyle kazali pracownikom „odpracowywać” dodatkowy wolny dzień, co po prostu wprowadzili 32-godzinny tydzień pracy,

Tutaj więcej: Reuters o czterodniowym tygodniu pracy

Po przebadaniu samopoczucia pracowników i wydajności ich pracy Nowozelandczycy doszli do wniosku, że… w ciągu 32 godzin pracy przez cztery dni pracownicy osiągają taką samą skuteczność, co wcześniej pracując przez pięć dni i „wyrabiając” 40 godzin. Ciekawe, prawda?

W Japonii rząd zachęca firmy do zezwolenia pracownikom na wolne poniedziałkowe poranki, chociaż tutaj raczej nie chodzi o podwyższenie zadowolenia pracowników i jakości ich pracy, co raczej o walkę z pracoholizmem. Brytyjski Kongres Związków Zawodowych (TUC) niesie na sztandarach czterodniowy tydzień pracy.

„Zmniejszyłoby to stres związany z żonglowaniem życiem zawodowym i rodzinnym oraz mogłoby przybliżyć równość płci. Firmy, które już wypróbowały taki sposób pracy twierdzą, że jest to lepsze dla produktywności i dobrego samopoczucia pracowników”

– powiedziała Reutersowi Kate Bell z TUC. Nawet szef Tesli Elon Musk – choć ma wiele wad i kontrowersyjne podejście do pracowników – przyznał, że „nikt nigdy nie zmienił świata 40 godzin w tygodniu”.

36-letni inżynier oprogramowania z Niemiec przetestował czterodniowy tydzień na sobie po tym, jak przez 10 lat harował po 18 godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu:

„Okazało się, że bez problemu wykonuję pracę w ciągu czterech dni. Mając w głowie pięciodniowy tydzień pracy wydaje ci się, że masz więcej czasu, zabierasz więcej czasu na wykonanie roboty, pozwalasz sobie na więcej przerw, częściej wychodzisz na kawę lub rozmawiasz z kolegami. Zdałem sobie sprawę, że mogę wykonać wszystkie obowiązki w ciągu czterech dni, ale muszę być szybki, muszę się skupić. A potem odpoczywam, bo mam wolny piątek”

Z całą pewnością pięciodniowy tydzień pracy jest zabójstwem dla organizmu po 40-tce. Widzę to po sobie, kiedyś mogłem pisać non-stop przez 18 godzin na dobę, teraz po kilku godzinach muszę zrobić sobie przerwę.

Ale czy czterodniowy tydzień pracy mógłby stać się normą? A może powinien dotyczyć tylko najlepszych pracowników, tych którzy pokazali, że potrafią być wydajni, zarządzać swoimi obowiązkami i czasem pracy? Jak myślicie? A może tylko w branżach kreatywnych? Ale przecież tam i tak pracują w sposób nienormowany… A może to byłoby zabójstwo dla wydajności pracy, bo w większości miejsc pracy nie da się nadrobić straconego dnia?

Czytaj też: Nie masz już siły słuchać od swoich pracowników, że chcą podwyżek? Daj im te bonusy

Czytaj też: Twoje zarobki nie rosną? Ominęły cię podwyżki? Oni policzyli gdzie zrobiłeś błąd

 

27
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
13 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
18 Comment authors
DadiiiSamozl0ŻukownikLeszekSławek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Hanna
Gość
Hanna

Miałam tygodniówki koszmar
Tygodniówki masz 400 zł a za mieszkanie płacisz 600zl jesteś więc biedniejszy niż otrzymując 1600 miesięcznie bo planowanie miesięczne mam opanowane i jeszcze żyje a przy tygodniówkach byłam glodna

Leszek
Gość
Leszek

No tak, jeśli ktoś przywykł do tego, żeby wydawać wszystko na pniu co się dostaje, to faktycznie ma problem. Matematyka, szkoła podstawowa, klasa bodajże druga: 4x pensja tygodniowa =1 pensja miesięczna. Lub klasa 3 podstawówki: 1 pensja miesięczna / 4 = 4 pensje tygodniowe. Czyli wychodzi na to samo. Ale zamiast dostać na koniec miesiąca, dostaje się w 4 równych (na ogół) ratach pod koniec każdego tygodnia. Można nie wydawać ani grosza przez cały ten miesiąc i będzie to odpowiednik otrzymania pensji na koniec miesiąca. To w czym problem? Ano w tym, co jest poruszane w w/w artykule: jak jest… Czytaj więcej »

Don Q.
Gość
Don Q.

„4x pensja tygodniowa =1 pensja miesięczna” — nie wiem, która to klasa podstawówki, ale tylko luty może mieć dokładnie 4 tygodnie, w przypadku miesiąca 31-dniowego jest to już 4,43 (co akurat przemawia na korzyść tygodniówek). „To w czym problem?” — choćby w tym, że większość płatności dokonuje się w cyklach miesięcznych, np.: spłatę karty kredytowej, za prąd, czynsz. Wiadomo, że „można nie wydawać ani grosza przez cały ten miesiąc i będzie to odpowiednik otrzymania pensji na koniec miesiąca”, trudno jednak nie zauważyć, że dużo łatwiej zarządzać domowym budżetem, gdy przychody i wydatki następują w tych samych cyklach. Chociażby ze względu… Czytaj więcej »

Sauk
Gość
Sauk

Firmy mają robić sobie więcej roboty papierkowej i kosztów transakcyjnych tylko dlatego, że ludzie są idiotami i nie mogą powstrzymać się przed wydawaniem pieniędzy, których nie powinni wydawać? W jakim świecie my żyjemy…

Kamil
Gość
Kamil

Dokładnie! Następnym krokiem jest wydawanie bonów (kartek?) na chleb, na mąkę, na cukier zamiast pensji, żeby ludzie nie wydawali na głupoty przypadkiem.

Don Q.
Gość
Don Q.

Jeśli sytuacji, w której jednego dnia ląduje na koncie duży przelew nie będzie, to i pokusy będą mniejsze.

Ale mniejsza może też być „pokusa” oszczędzania, np. wpłacenia tysiąca złotych na lokatę bankową lub 10-letnie obligacje skarbowe…

Romek
Gość
Romek

Otóż to. Wypłata wpływa, komórka robi „ping” powiadomieniem, ja się do appki loguję i już tam coś na oszczędnosci leci. Nie za dużo, bom nie krezus – ale leci. Jak to szło? „Najpierw płać sobie”?

Kamil
Gość
Kamil

Z jednej strony promuje Pan w swoich tekstach liberalne poglądy i postuluje, aby Państwo nie wtrącało się w nasze życie, a ludzie brali odpowiedzialności za siebie (serie o oszczędzaniu, ubezpieczeniach itd.; nawet w tym tekście ubolewa Pan, że kilkadziesiąt procent gospodarki podlega bezpośrednio państwu), a z drugiej takie kwiatki, jak „Czy państwo nie powinno chcieć, żeby konsumenci zachowywali się bardziej racjonalnie.” Nie. Rolą Państwa jest zapewnienie tego czego jednostka sobie nie zapewni sama (wojsko, jako taki ład społeczny, infrastruktura, dyplomacja itp.), a nie uczenie dorosłych ludzi, jak się mają zachowywać. Jak mamy rozwinąć jakąkolwiek wolność (osobistą, gospodarczą), skoro ludzie tacy,… Czytaj więcej »

anonymous
Gość
anonymous

Z tym hasłem „im niższe są dochody ludzi, tym częściej powinni otrzymywać wynagrodzenie” to ekonomista nieźle pojechał. Po zmianie na 4-dniowy tydzień pracy co niektórzy pili by przez każdy weekend bez wyjątku. A co z gospodarką? Eksperty trąbią że każdy dodatkowy dzień wolny to milionowe straty. Natomiast czterodniowy tydzień pracy mają w amazonie przy 10,5 godzinnym dniu pracy. Wliczając dojazdy to cztery dni wycięte z życiorysu.

przedsiębiorca
Gość
przedsiębiorca

„Na pierwszy rzut oka sensu w tym nie ma, bo jedyne co się zmienia, to koszty transakcyjne. Cztery przelewy zamiast jednego, więcej roboty papierkowej, wyższe koszty bankowe, księgowe i operacyjne. W dużych firmach robienie cztery razy tego, co można zrobić tylko raz, jest kłopotem samym w sobie.”
Eee… XXI wiek? Automatyzacja?
Prowizje za przelewy pensji pomińmy – to, czy pracownik dostanie 4004 zł pensji, czy 4001 zł, to jest bez różnicy.

Krzychu
Gość
Krzychu

Cztery tygodnie pracy po 10h brzmią świetnie i prawdopodobnie jest tu wiele racji w temacie wydajności jak i prewencji przed wypaleniem. Wydaje mi się, że firmom jednak zależy na 5 dniowym tygodniu bo jak patrzę na innych młodych profesjonalistów to na 40h nigdy się nie kończy, a tydzień pracy jest bliżej 45-50h. W Polsce jeszcze jest świadomość, że jak norma i target wyrobione, to przecież zawsze pracownik może zrobić więcej, bo nie będzie „siedział i się nudził”, a już napewno nie wychodził godzinę wcześniej. W temacie tygodniowych wypłat – ten system jest bardzo popularny w USA o czym się przekonałem… Czytaj więcej »

paradoks
Gość
paradoks

Przedstawione argumenty za tygodniowymi wypłatami kompletnie mnie nie przekonują. Na poziomie czysto praktycznym jest mi w zasadzie wszystko jedno, więc czy jest jeden przelew co miesiąc, czy cztery mniejsze – nic to dla mnie nie zmieni. Nie wierzę też, że zmieni cokolwiek istotnego w przypadku ludzi niezdolnych do zarządzania swoim budżetem. Argument dotyczący kredytów konsumpcyjnych można tutaj właśnie odwrócić i wskazać, że skoro nasze duże dziecko nie jest w stanie powstrzymać się przed drogimi zakupami, kiedy forsę na koncie ma, tym bardziej będzie zaciągało kredyty, kiedy tej większej forsy na koncie nie będzie. Zresztą moim zdaniem to jest właśnie faktyczny… Czytaj więcej »

Don Q.
Gość
Don Q.

„Na poziomie czysto praktycznym jest mi w zasadzie wszystko jedno, więc czy jest jeden przelew co miesiąc, czy cztery mniejsze – nic to dla mnie nie zmieni.
Nie wierzę też, że zmieni cokolwiek istotnego w przypadku ludzi niezdolnych do zarządzania swoim budżetem”
— wyciągi z kart kredytowych są wystawiane w cyklu miesięcznym.
Wiem, że to nie jest powszechna opinia, ja jednak uważam, że płacenie kartą kredytową (i zobaczenie wszystkich swoich wydatków na wyciągu) może pomóc w zarządzaniu swoim budżetem.

Leszek
Gość
Leszek

Tak, o ile ktoś jest w stanie zmusić się do analizy wyciągu. I wyciągnięcia wniosku, gdzie należy przyciąć wydatki. Niestety, często karta służy jako „portmonetka bez dna”, którą „jakoś” się spłaci. A że obecnie oprocentowanie karty kredytowej do bardzo drogich już nie należy, to te (powiedzmy) 9% rocznie od długu jakoś się gubi w wydatkach…

Manius
Gość
Manius

Ciekaw jestem czy w JP Morgan (w polskim oddziale) jest też 40-godzinny 4-dniowy tydzień pracy i czy wypłaty są co tydzień 🙂
Coś czuję, że chyba nie 🙂

floridian
Gość
floridian

Po pierwsze to jest Roman Żytek (przez Ż) a nie Zytek. Znaliśmy się jeszcze z SGH a potem razem robiliśmy doktoraty w USA. Co do wypłaty tygodniowej (w USA głównie pracownicy fizyczni – blue collar) to teoretycznie Roman ma rację, ale w praktyce nie ma to dużego znaczenia. Prawie 70% Amerykanów żyje od wypłaty do wypłaty niezależnie od tego ile zarabia i jak często otrzymuje wynagrodzenie. Ludzie kupują domy, samochody i różne gadżety na które ich nie stać i dlatego nie moga nic zaoszczędzić. Oznacza to, że niespodziewany wydatek ok $1000 dol na zepsutą lodówkę, lub na opłaty szpitalne jest… Czytaj więcej »

Sebastian
Gość
Sebastian

Przerabiałem wersję dwutygodniową i miesięczną w Wielkiej Brytanii. Nad budżetem zapanowałem dopiero gdy miałem normalne miesięczne pensje.

Leszek
Gość
Leszek

No to popatrz, jaką miałbyś kontrolę gdybyś dostawał kwartalne wynagrodzenie. A jaki wypas byłby, gdybyś dostawał kasę raz na rok!

Don Q.
Gość
Don Q.

„A jaki wypas byłby, gdybyś dostawał kasę raz na rok!”
— zależy, czy z dołu, czy z góry 😉

Sławek
Gość
Sławek

no nie wiem… już teraz spędzając 8 godzin w pracy, po godzinie dojazu do i z pracy wychodzi na to, że nie ma mnie w domu 10 godzin z rodziną. To dzieci miałyby jedynie oglądać mnie na zdjęciach? Dzisiaj cała ligostyka z zajęciami dodatkowymi jeszcze jako tako się spina, przy 10 godzinnym dniu pracy nie ma o tym mowy. Bo jak rozumiem, szkoła dalej pracuje 5 dni w tygodniu? czy też nauczyciele będą bardziej efektywni jak będą pracować 4 dni tygodniowo…?
Chyba wolę obecny system…

Żukownik
Gość
Żukownik

Może jeszcze dniówki ? Niech „żuczek” wie, że jak jutro nie przyjdzie do tyry to będzie szukał kolacji w śmietniku !

Dadiii
Gość
Dadiii

Ja bym poszedł o „krok” dalej – usunięcie weekendu, oraz nocy!

system 4/3 12/12
4 dni pracujesz 12h w dzien
3 dni wolne
4 dni, 12h, w nocy
3 dni wolne
4 dni wolne
3 dni pracujesz 12h w dzien
4 dni wolne
3 dni pracujesz 12h w nocy
wychodzi
168h/28dni
prawie jak etat, z jedna sobotą roboczą.

Zalety = możesz wszystko, zawsze tzn kazda instytucja i atrakcja lub usługa jest dostępna ZAWSZE[poza krotkimi momentami zmiany pracownikow]
Masz tydzien wolnego TYDZIEN, CO MIESIAC, a Twój weekend trwa 3 dni. albo cztery, jeszcze lepiej…

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss