16 kwietnia 2026

Zondacrypto: czyja to wina? Dlaczego znów tysiące osób muszą drżeć o swoje pieniądze? Trzy ważne wnioski dla wszystkich

Zondacrypto: czyja to wina? Dlaczego znów tysiące osób muszą drżeć o swoje pieniądze? Trzy ważne wnioski dla wszystkich

Coraz więcej wskazuje na to, że będziemy mieli kolejny przypadek bankructwa instytucji finansowej i zniknięcia pieniędzy klientów (być może ich kradzieży). Nie pierwszy i nie ostatni. Niedawno upadł Cinkciarz.pl, pamiętamy też aferę Getback czy Amber Gold. Gdyby to samo miało się stać z Zondacrypto, to mielibyśmy dodatkowy, specyficzny element – po raz pierwszy upadłaby duża (będąca już w mainstreamie finansowym, a nie w niszy), instytucja działająca na rynku kryptowalut. Czy to coś zmienia? Uważam, że tak. Trzy wnioski wynikające z kłopotów (a być może i katastrofy) Zondacrypto

Nie wiemy jeszcze, jak skończy się problem dziesiątek tysięcy klientów platformy Zondacrypto zajmującej się handlem kryptowalutami, stablecoinami i oferującej usługi związane z cyfrowymi aktywami. Na razie wiemy tyle, że są sięgające dwóch tygodni opóźnienia w wypłacaniu ludziom pieniędzy z tytułu zleconych transakcji. Firma tłumaczy to tak, jak zwykle bankruci tłumaczą się, by spowolnić „pościg” – problemami technicznymi i regulacjami AML czy KYC (czyli koniecznością sprawdzania ręcznie dużej liczby transakcji).

Zobacz również:

Zondacrypto, czyli znowu to samo?

Być może jeszcze za wcześnie na urządzanie pogrzebu, ale sygnały są dość ponure – prezes Zondacrypto Przemysław Kral nie chce podać adresów portfeli, na których podobno czekają pieniądze, którymi można spłacić zobowiązania wobec klientów (mówi o kwocie 1,3 mld zł). Nie chce wytłumaczyć, dlaczego te pieniądze nie zostały jeszcze uruchomione. Wiadomo też, że z portfeli Zondacrypto na konkurencyjną giełdę Kraken ktoś przelewał niedawno hurtowo pieniądze (w sumie 76 mln dolarów).

Wiele wskazuje na to, że mamy co najmniej przypadek przeinwestowania (czyli budowania skali za pomocą ogromnych wydatków na marketing, które nie miały prawa zwrócić się we wzroście przychodów i zysków), a być może nawet zwykłej kradzieży, czyli przelania pieniędzy klientów na zewnętrzne konta (wiadomo, że już w 2024 r. kryptowaluty, prawdopodobnie także te należące do klientów, zostały komuś „pożyczone”). Prezes firmy prawdopodobnie stacjonuje w Monaco, a więc poza potencjalnym zasięgiem polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Można więc się już powoli zacząć zastanawiać, co poszło nie tak, że znów dziesiątki tysięcy osób muszą drżeć o pieniądze. Co prawda nie byłaby to pierwsza upadająca giełda kryptowalut w Polsce, ale pierwsza działająca w tak dużej skali, wydająca tyle pieniędzy na marketing, zatrudniająca do reklam największe gwiazdy ekranu i sportu, sponsorująca Polski Komitet Olimpijski. Zondacrypto chwali się milionem zarejestrowanych klientów, z których połowa to podobno aktywni klienci często wykonujący transakcje.

Czy problem jest z nami, skoro powierzamy pieniądze firmom, o której wiarygodności, tradycji, reputacji nie można wiele powiedzieć? A może winne jest państwo, skoro nie potrafi ochronić swoich obywateli przed kolejnymi fraudami? Coś nie tak jest z prawem, które pozwala na bezkarną jazdę po bandzie? Na bardziej precyzyjne odpowiedzi przyjdzie czas, dziś mam tylko trzy wnioski wynikające z tej sprawy (być może osiągającej właśnie status afery).

Trzy wnioski na przyszłość wynikające z problemów Zondacrypto

Po pierwsze: jeśli ktoś chce ukraść pieniądze, to je ukradnie. Można „tylko” ograniczać ryzyko. Owszem, tym razem mówimy o instytucji, która mogłaby być znacznie lepiej regulowana i nadzorowana. Ale przecież kilka lat temu upadła (pociągając na finansowe dno dziesiątki tysięcy osób) notowana na giełdzie, podlegająca surowym przepisom państwowym i kontrolowana przez Komisję Nadzoru Finansowego spółka Getback. Przez kilka kwartałów fałszowała sprawozdania finansowe i żadne algorytmy, sztuczna ani prawdziwa inteligencja tego nie wykryła.

Nie istnieje żaden sposób ani procedura, żeby zmniejszyć ryzyko do zera. Jedyne, co możemy zrobić, to zmniejszać ryzyko. Jeśli inwestujemy w ryzykowne aktywa i korzystamy z usług pośredników, to sprawdźmy ich reputację w rankingach. Jeśli korzystamy z pośredników o nieznanej reputacji (Zondacrypto w rankingu CoinGecko miała ocenę zaledwie 6/10, teraz ma 3/10), to zawsze limitujmy ryzyko. Nie trzymajmy w takich miejscach pieniędzy dłużej, niż to niezbędne, rozbijmy transakcje na kilku różnych pośredników, a w ramach jednego pośrednika na kilka części.

Inwestując w kryptowaluty, stablecoiny, korzystając ze stakingu (możliwość blokowania kryptowalut celem ich np. „pożyczenia” w zamian za procent) albo innych usług giełd kryptowalutowych, nie traktujmy ich tak, jakby były bankami. Tu nie ma żadnych gwarancji, ochrony państwa. Bierzmy pod uwagę to, że pieniądze w każdej chwili mogą zniknąć. Potencjalnie poszkodowani przez Zondacrypto ludzie to w większości ci, którzy trzymali na tej giełdzie pieniądze tak, jakby to było bezpieczne miejsce. Pewnie nie trzymaliby otwartego samochodu w garażu randomowego właściciela tego garażu (oddając mu kluczyki), a pieniądze w ten sposób przechowywali.

ZOBACZ TEŻ ROZMOWĘ O KRYPTOAKTYWACH:

Po drugie: rynek kryptowalut jest oparty na zdecentralizowanej, społecznej kontroli, więc większa odpowiedzialność spoczywa na jego uczestnikach. Jeśli lokuję pieniądze w banku, to mogę się nie zastanawiać nad jego kondycją finansową. Jest nadzorowany przez państwową instytucję monitorującą jego wyniki finansowe i wskaźniki, musi spełniać wymogi kapitałowe i bierze udział w państwowym systemie gwarantowania depozytów. A jego główni menedżerowie są zatwierdzani przez Komisję Nadzoru Finansowego.

W przypadku rynku kryptowalut nie ma żadnej „centrali”, jest rozproszony rejestr transakcji. Nie ma „banku centralnego”, wszystko oparte jest na algorytmach i kryptografii. Nie ma państwowych instytucji (jak np. Giełda Papierów Wartościowych), są wyłącznie prywatne platformy, jest prywatny „pieniądz” (np. stablecoiny jako cyfrowe odpowiedniki dolarów emitowane przez prywatne firmy). To oznacza większą odpowiedzialność każdego, kto chce być na tym rynku. Albo sam znacznie uważniej pilnujesz swoich pieniędzy (niż „zwykłych”), albo ryzykujesz ich stratę. Decentralizacja i niezależność od państwa ma swoją cenę.

Kryptoaktywa to nie jest rynek taki jak inne. Co Państwo na to?

Po trzecie: rola państwa to zapewnienie, że na terenie Polski zarejestrowane są firmy spełniające pewne minimalne standardy. Ale nawet one nie ochronią klientów w pełni. Popularny jest pogląd, że powinniśmy mieć liberalne regulacje dotyczące kryptowalut, bo inaczej firmy działające na tym rynku sobie pójdą i zarejestrują się gdzieś indziej. Nie uważam tak. Rolą państwa powinno być zagwarantowanie, że emitenci kryptowalut, firmy oferujące usługi oparte na cyfrowych aktywach i ci, którzy ułatwiają handel kryptoaktywami lub ich przechowywanie, spełniają pewne minimalne wymogi.

Obywatel polski ma mieć gwarancję, że zarejestrowana w Polsce firma kryptowalutowa zebrała odpowiedni kapitał, jej menedżerowie nie są przestępcami, że w firmach obowiązują zasady dotyczące ochrony klientów, że rezerwy finansowe i kryptowalutowe tej firmy są weryfikowane. Każda firma miałaby wybór, czy chce te standardy spełniać. I każdy klient miałby wybór, czy chce korzystać z usług firm „premium”, czyli wpisującej się w ramy wyznaczone przez państwo, czy nie. Tak czy siak: to jego – klienta – odpowiedzialność, żeby nie powierzyć wszystkich pieniędzy komuś, kto nie chce wymogów spełnić. Państwo zapewnia tylko opcję jakichś standardów, zmniejszających (trochę) ryzyko.

Wprowadzenie regulacji, które np. zabraniają firmom przelewać pieniądze i aktywa z kont klientów bez ich dyspozycji (czyli nakazujące oddzielenie tych aktywów od aktywów firmowych) i które nakazują firmom posiadanie określonego kapitału oraz nakładają obowiązek niezależnej weryfikacji rezerw – to może ograniczyć ryzyko. O ile państwo będzie te wymogi kontrolować i egzekwować.

Inna sprawa, że polskie państwo już pokazało, że nie potrafi tego skutecznie robić. Cinkciarz.pl też miał obowiązek separować pieniądze klientów i własne, ale tego nie robił. I nikt tego w porę nie skontrolował. A Getback po prostu fałszował sprawozdania finansowe. I też nikt tego nie zauważył, choć zapewne KNF ma speców od analizy tych miejsc w rachunkowości firm, w których intensywnie zaczyna się dziać coś nietypowego. Skoro te dwie firmy – działając na rynku znacznie mocniej regulowanym, niż rynek kryptoaktywów – „ukradły” pieniądze, to nie ma się co łudzić, że jakaś ustawa ochroni kogoś, kto postanowił lokować pieniądze w kryptowaluty. Ale może zmniejszyć (trochę) ryzyko.

Problem z rynkiem kryptoaktywów jest taki, że większość Polaków trzymających pieniądze w kryptowalutach i stablecoinach nie zdaje sobie sprawy z tego, że to nie jest taki sam rynek, jak ten, na którym obraca się akcjami, obligacjami, czy funduszami inwestycyjnymi. To rynek zdecentralizowany, pozbawiony regulacji, na którym wymagana jest większa wiedza i odpowiedzialność. Pieniądz może okazać się oszustwem, giełda może okazać się przekrętem, a kryptowaluta nic niewartym zapisem cyfrowym. Żadna z tych rzeczy się nie zdarzy na regulowanych rynkach. Tutaj może się zdarzyć. Wszystko jest dla ludzi, nawet kryptowaluty. Pod warunkiem że zdajemy sobie sprawę z ryzyka.

———————————

CZYTAJ WIĘCEJ:

w co gra zondacrypto

Zondacrypto - czy pieniądze zostały pożyczone

———————————

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————-

zdjęcie tytułowe: Zondacrypto

Subscribe
Powiadom o
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Яцек
2 godzin temu

Widzę tu sprzeczność: jeśli regulacje będą restrykcyjne, to giełdy dla spekulantów wejdą do Polski z licencją uzyskaną w kraju UE, który nie będzie dusił rozwoju przedsiębiorczości. Musieliśmy zabronić takich ruchów, a to jest niemożliwe bez PolExitu.

james85
2 godzin temu

Trzeba zrobić narodową zrzutkę czytaj stworzyć fundusz pomocy poszkodowanym. Oczywiście w związku z uruchomieniem funduszu należy stworzyć nowe stanowiska pracy bo ktoś musi te środki rozdysponować, rozliczyć itp.. Sprawę marketingowo nagłośnić, że Państwo dba o obywateli, głośno trzeba też mówić, że są już uruchomione wszelkie instytucje, które zbadają proceder, znajdą winnych oraz ukarzą. Państwo zadba również o nowe regulacje, które w przyszłości nie dopuszczą do tego typu sytuacji. Ogólnie partia czuwa, następnie podałbym komunikat cen paliwa na kolejny dzień, zniżka co najmniej 10 groszy.

Pawceluto
2 godzin temu

Bardzo dobry artykuł i w sedno. Co do stwierdzenia „Problem z rynkiem kryptoaktywów jest taki, że większość Polaków trzymających pieniądze w kryptowalutach i stablecoinach nie zdaje sobie sprawy z tego, że to nie jest taki sam rynek, jak ten, na którym obraca się akcjami, obligacjami, czy funduszami inwestycyjnymi.” można sprowadzić do tego, że generalnie ludzie jako gatunek stają się coraz leniwsi i głupsi, a efekty swojej niefrasobliwości próbują potem nadrabiać wzrostem roszczeniowości.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu