Prawdopodobnie właśnie miała miejsce największa pomyłka w historii świata finansów. Kryptowalutowa giełda z Korei Południowej przez błąd pracownika wysłała klientom bitcoiny o wartości… 44 mld dolarów. Tak, miliardów. Mniej więcej pięć minut trwało, nim w firmie zorientowali się co zrobili. Rachunki „obdarowanych” zamrożono, ale ci z najlepszym refleksem sprzedali już omyłkowo wysłane im bitcoiny i wyprowadzili z kont pieniądze. Szukałem większej pomyłki w historii bankowości i okolic, ale… chyba nic grubszego się nigdy nie zdarzyło
Prawdopodobnie ten przypadek rozsławi na cały świat południowokoreańską giełdę kryptowalutową Bithumb. Wysłać przez przypadek pieniądze i nie sprawdzić czy przelew nie jest pomyłkowy? Prawdę pisząc, tym razem to była cała seria przelewów, a nie jeden wart 44 mld dolarów. I to nie były pieniądze, tylko „pieniądze”, czyli bitcoiny. Ale wcale nie jestem pewny czy to jest dla Bithumb okoliczność łagodząca.
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Nadzór finansowy w Korei Południowej też nie jest pewny, bo zapowiedział inspekcję w tej i innych giełdach kryptowalutowych pod kątem działania systemów kontroli wewnętrznej i prawidłowości stosowania procedur.
To największa pomyłka w historii światowych finansów?
Co się wydarzyło? Otóż – jak relacjonuje agencja Reuters – w sobotę rano lokalnego czasu południowokoreańska giełda kryptowalut Bithumb poinformowała, że wskutek pomyłki przekazała klientom bitcoiny o łącznej wartości ok. 44 mld dolarów. Omyłkowe przelewy miały miejsce w piątek po południu. Giełda przyznała, że to nie było włamanie, ani błędne działanie jej systemów informatycznych, ale zwykły błąd pracownika platformy.
Bithumb prowadził tego dnia promocję typu „random box”, polegającą na tym, że klienci wykonujący danego dnia transakcję mogli otrzymać w prezencie „czarną skrzynkę”. W niektórych „paczkach” miały być niewielkie nagrody pieniężne. Pracownik giełdy omyłkowo ustawił jednostkę wypłaty na bitcoin (BTC) zamiast na lokalną walutę, czyli na won południowokoreański (KRW). I zamiast symbolicznej nagrody wynoszącej 2 000 KRW (około 1,5 dolara amerykańskiego) niektórzy użytkownicy otrzymali 2 000 BTC.
Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, że bierzecie udział w jakimś konkursie organizowanym przez bank albo przez inną instytucję finansową, otwieracie „random box” i znajdujecie tam równowartość 500 mln zł w jakichś akcjach, kryptowalutach, czy czymkolwiek innym. Można się zdziwić, prawda? Większość ludzi, którzy otrzymali niespodziewane bitcoiny się zdziwiła i uznała to za błąd, ale znaleźli się tacy, którzy natychmiast przystąpili do sprzedaży „daru niebios” i prób wytransferowania gotówki z kont.
O tym, że co najmniej kilku takich spryciarzy się znalazło świadczy drastyczny spadek ceny bitcoina na tej konkretnej południowokoreańskiej giełdzie o 17% w piątkowe popołudnie (na żadnej innej giełdzie takich ruchów nie było). Zarząd giełdy tłumaczy, że w ciągu pięciu minut ograniczył dostęp do rachunków klientom, którzy zostali omyłkowo „obdarowani” fortuną. W innych źródłach (np. depeszy agencji Reuters) jest informacja, że zajęło to więcej czasu, bo 35 minut.
Być może obie informacje są prawdziwe – po pięciu minutach zablokowano klientom możliwość handlowania, a po pół godzinie wypłacania uzyskanych pieniędzy (bo wymagało to być może kontrasygnaty banku, w w którym giełda ma rachunek). W każdym razie mówimy o prawie 700 klientach, z których większość nie zdążyła zainteresować się sprawą, bo Bithumb podaje, że odzyskał 99,7% omyłkowo wysłanych klientom bitcoinów. Jeśli to prawda, straty giełdy ograniczono do 130 mln dolarów (z których pewnie część da się odzyskać sądownie).
Bithumb: „systemy monitorujące zadziałały prawidłowo”. Gdzie są 44 mld dolarów?
Giełda Bithumb wystosowała przeprosiny i potwierdziła, że incydent był wynikiem „wewnętrznego błędu operacyjnego”, a nie ataku cybernetycznego albo naruszenia standardów bezpieczeństwa. „Wewnętrzne systemy monitorujące wykryły nietypowe transakcje i szybko ograniczyły konta objęte zdarzeniem. System zapobiegania likwidacjom o charakterze efektu domina zadziałał prawidłowo, uniemożliwiając lawinową wyprzedaż, a cena rynkowa na platformie wróciła do normy w ciągu około pięciu minut” – tłumaczy giełda.
Gdyby nie udało się szybko „pozamiatać” tej historii, to spadająca cena bitcoina uruchomiłaby automatyczne zlecenia sprzedaży na kontach innych, Bogu ducha winnych klientów, którzy w oparciu o fałszywe przesłanki pozbyliby się bitcoinów po zaniżonych cenach. Wtedy dopiero byłaby afera – ci klienci zapewne domagaliby się odszkodowania z powodu strat wynikających z nieprawidłowego działania platformy giełdowej.
Ale nadzór finansowy i tak zapowiedział kontrole dotyczące procedur wewnętrznych. Aż nie chce się wierzyć, żeby jednym kliknięciem dało się wyprowadzić 620 000 bitcoinów bez żadnej dodatkowej weryfikacji. Bithumb i tak miał już na pieńku z południowokoreańskim nadzorem z powodu swoich kontrowersyjnych działań reklamowych i wcześniejszych kampanii promocyjnych, które – zdaniem części ekspertów – mogły mieć nieuczciwy lub nieetyczny charakter.
Nie wiadomo czy bitcoiny, które zostały „użyte” do omyłkowej akcji marketingowej, należały do właścicieli giełdy, czy klientów. Należy mieć nadzieję, że do właścicieli giełdy (choć mówimy o tak dużych pieniądzach, że nie jest to takie pewne), bo gdyby się jeszcze okazało, że nie zadziałał jakiś mechanizm oddzielający rachunki giełdy od rachunków klientów tej giełdy, którzy trzymają na nich bitcoiny i inne kryptowaluty – byłoby to już potężne naruszenie zasad.
„W banku taka pomyłka by się nie zdarzyła”. Potrzymaj mi piwo
Powiecie: „w banku to by się nie mogło zdarzyć”. Rzeczywiście, rynek kryptoaktywów wciąż miewa problemy z bezpieczeństwem systemów informatycznych, podatnością na ataki hakerskie, błędami w zasadach compliance. Dlatego wszyscy doświadczeni maniacy kryptoaktywów trzymają je w tzw. „zimnych” (nie podłączonych do internetu) portfelach w smartfonach, a nie na giełdach. Bo na giełdach działy się w przeszłości najróżniejsze fraudy. Ale bylibyście w błędzie, gdybyście myśleli, że w bankach pomyłki się nie zdarzają. Może nie aż tak lekkomyślne, ale…
Pamiętacie omyłkowy przelew na 900 mln dolarów, wykonany w 2020 r. omyłkowo przez pracownika amerykańskiego Citibanku? Miał on wykonać rutynową płatność odsetkową na rzecz wierzycieli firmy Revlon (7,8 mln dolarów). Zamiast tego, przez nieczytelny interfejs systemu i błędną konfigurację pól w formularzu, bank wysłał prawie 900 mln dolarów. Część wierzycieli odmówiła zwrotu pieniędzy, argumentując, że… Revlon i tak był im winien tę kasę. Sąd przyznał im rację. Citi stracił nie tylko pieniądze, ale i najadł się wstydu.
W 2018 r. Deutsche Bank wysłał 28 mld euro „przez przypadek” w ramach wewnętrznego testu płynnościowego. Pracownik Deutsche Banku miał wykonać symulację przelewu, ale zamiast kilku miliardów euro, system wysłał 28 mld euro. Po pierwsze przelew wyszedł naprawdę, a po drugie nie na konto przewidziane w symulacji, ale na rachunek jednego z klientów. Pieniądze wróciły, ale pytania pozostały: jak to możliwe, że środowisko testowe i produkcyjne nie były odpowiednio odseparowane? Jak to możliwe, że system nie zatrzymał transakcji o tak absurdalnej skali?
W 2005 r. makler japońskiego biura maklerskiego Mizuho Securities chciał sprzedać jedną akcję za 610 000 jenów. Ale przez pomyłkę wystawił zlecenie na 610 000 akcji w cenie 1 jen. Czeski błąd. Pechowo na rachunku, z którego była zlecana transakcja była tak duża liczba akcji. Zaś tokijska giełda nie anulowała transakcji, mimo że błąd był oczywisty. Mizuho straciło ok. 225 mln dolarów, a cała sytuacja obnażyła słabości japońskiej infrastruktury giełdowej.
W 2012 r. fundusz Knight Capital, specjalizujący się m.in. w strategiach algorytmicznych (czyli kupowaniu i sprzedawaniu akcji na podstawie trendów odczytywanych przez algorytmy z analizy wykresów) zaliczył 440 mln dolarów straty w 45 minut. Ale tym razem to nie był błąd człowieka, lecz kodu. Knight Capital wdrożyła aktualizację oprogramowania, która przypadkowo aktywowała stary, nieużywany moduł tradingowy.
Algorytm zaczął generować tysiące błędnych zleceń, kupując i sprzedając akcje w sposób kompletnie oderwany od realiów rynkowych. W ciągu 45 minut – zanim się zorientowano, że system szaleje i go wyłączono – firma straciła niecałe pół miliarda dolarów i musiała zostać ratowana przez konsorcjum banków. Ponieważ to nie był błąd ani człowieka, ani pieniądze nie były nigdzie wysłane przez pomyłkę – całość strat firma musiała wziąć na klatę.
————————
CHCESZ MNOŻYĆ PIENIĄDZE?
W lutym najlepsza lokata bankowa oferuje 6,6%. Jak ją „zarezerwować”? Trzeba wejść do Okazjomatu Samcikowego, pobawić się chwilę suwakami (okres lokaty, kwota), kliknąć check-box (uwzględnić czy wyciąć promocje dla nowych klientów?) i wszystko stanie się jasne. Wybieramy, klikamy, zarabiamy. Zapraszam do sprawdzenia, nie ma czasu do stracenia:
————————
Cyfrowe pieniądze mogą znikać lub… się mnożyć
Bywały też i „znikające” pieniądze. Bank of America w 2011 r. omyłkowo zawyżył swoje kapitały o 50 mld dolarów w raportach przekazywanych amerykańskiemu bankowi centralnemu. A dwa lata później PayPal przez pomyłkę pokazał jednemu z klientów saldo na koncie w wysokości 92.233.720.368.547.800 dolarów. Jeśli dobrze liczę, klient zobaczył, że ma 92 biliardy dolarów. Tylko Elon Musk by się nie zdziwił. Jego majątek to dzisiaj jednak nędzne 850 mld dolarów, więc może jednak nawet on trochę by się zdziwił.
Błędnie wyświetlane salda to nie tak rzadkie pomyłki, coś takiego od czasu do czasu dzieje się także w polskich bankach. Podobnie jak omyłkowe przelewy. Cztery lata temu brytyjski oddział banku Santander wysłał ludziom na Boże Narodzenie 75 000 błędnych przelewów o łącznej wartości 130 mln funtów. Pieniądze trafiły do tysięcy odbiorców i nie wszystkie udało się odzyskać. To sytuacja trochę podobna do tej, która zdarzyła się na południowokoreańskiej giełdzie. Ale w tym przypadku ludzie dostali równowartość 9 000 zł, a nie równowartość pół miliarda złotych.
A i w Polsce mieliśmy – co prawda na małą skalę – sytuacje, w których błąd w oprogramowaniu bankomatów powodował, że klienci dostawali więcej pieniędzy, niż zadysponowali. A więc świat finansów (zwłaszcza cyfrowych) jest pełen niespodzianek. Jestem dziwnie pewien, że będzie ich jeszcze więcej w przyszłości. Dlatego warto mieć aplikację mobilną, żeby móc w czasie rzeczywistym śledzić ruchy na rachunkach i otrzymywać powiadomienia, gdy niespodziewanie pieniądz znika lub… się pojawia. A co z tą wiedzą zrobicie to już zupełnie inna sprawa.
—————————-
CZYTAJ JAK MOŻNA STRACIĆ PIENIĄDZE:
——————————–
CZYTAJ O OKAZJACH INWESTYCYJNYCH:

———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
ZOBACZ „MAGAZYN” I SUBIEKTYWNE ROZMOWY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtube. Rozmowy o pieniądzach, komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. A w każdy wtorek „Magazyn Subiektywnie o Finansach” o Twoich pieniądzach. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube.
zdjęcie tytułowe: Copilot Designer/DALL-E









