Im bardziej nasz świat jest zamknięty w smartfonie podłączonym do internetu, tym łatwiej marketingowcy mogą sterować naszymi zachowaniami konsumenckimi. Właściciele aplikacji, które zainstalowaliśmy w smartfonach, mogą wiedzieć gdzie się znajdujemy i – jeśli są to aplikacje z funkcją płatności – obserwować co kupujemy. Mogą się z nami komunikować za pomocą powiadomień, wykorzystując geolokalizację i wiedzę o naszych słabostkach. Jeśli są to banki – mogą też kusić dostawą pieniędzy na jeden klik. Ten, kogo wpuścimy do naszego smartfona, ma szansę trzymać nas na krótkiej smyczy. Ale ta rewolucja może dotyczyć nie tylko relacji sprzedawca-konsument, ale i pracodawca-pracobiorca. A jak wygląda nowoczesny pracodawca? Wygląda jak Uber.

Ostatnio w kilku amerykańskich portalach czytałem wieści o podchodach, jakie czyni pod adresem swoich kierowców firma Uber. Jak wiadomo aplikacja ta powstała po to, żeby ludzie mający samochód i dużo czasu mogli sobie dorobić przewożąc tych, którzy mają mało czasu i nie stać ich na taksówkę. Kłopot w tym, że pomysł się wykrzaczył i Uber stał się klasyczną korporacją. A korporacja nie potrzebuje pracowników, którzy jeżdżą wtedy, kiedy mają czas i ochotę, tylko takich, którzy wożą ludzi na okrągło i nigdy nie idą spać. Bo tylko wtedy można zapewnić klientom krótki czas dojazdu, niskie ceny i działać w modelu niedostępnym dla firm taksówkowych, czyli definiując jedną trasę dla kilkorga klientów czekających po drodze.

Czytaj też: Uber był już u mnie skończony. Ale zrobił to…

Skoro już Uber zatrudnia tabuny speców od optymalizacji wszystkiego, a zwłaszcza tzw. user experience, to dlaczego by nie wykorzystać ich wiedzy do zarządzania kierowcami? Przynajmniej dopóki kierowcy są w ogóle do czegoś potrzebni (marzeniem firmy jest samochód autonomiczny, który prowadzi się sam). Uber – jak donoszą amerykańskie źródłazaczął więc testować manipulowanie pracownikami. Nawet jeśli nie macie z Uberem nie wspólnego, to warto przeczytać jak to się robi, bo… niedługo będą tak robić wszyscy pracodawcy, którzy mają z pracownikami relację nieetatową opartą na kontakcie przez smartfona.

Uber mianowicie zaczął motywować pracowników do dłuższej pracy wyświetlając każdemu kierowcy chcącemu wyłączyć aplikację (czyli pójść do domu) komunikaty o tym, że „jeszcze tylko godzina i wypracuje tyle pieniędzy, ile w zeszłym tygodniu”. Albo, że „dziś nie wypracował jeszcze tyle, ile zwykle”. Sposobów na to, by wejść pracownikowi na ambicję jest sporo, ale żaden szef nie jest w stanie zrobić tego ze wszystkimi pracownikami w najlepszym możliwym czasie. A aplikacja może. Poza tym uberowcy zaczęli testować wysyłanie tych komunikatów przez różne osoby z centrali – mężczyzn, kobiety, blondynki, brunetów… I zbierać informacje na którego pracownika jaki komunikat „motywujący” – i przez kogo przekazany – działa najlepiej. Podłe, co?

Czytaj: Dzięki tej aplikacji zniknąć kolejki do przychodni? Lekarz jak Uber

Im więcej Uber będzie wiedział o każdym ze swoich kierowców, tym łatwiej będzie w stanie nacisnąć mu na odcisk. Ale naciskać można też w czasie pracy, a nie tylko wtedy, gdy pracownik chciałby już ją skończyć. Dlatego Uber wprowadził jakiś czas temu do aplikacji dla kierowców „niewyłączalną” funkcję zlecania im nowych kursów jeszcze przed zakończeniem tych trwających. O ile kierowca w tradycyjnej korporacji taksówkowej dostaje zlecenia wtedy, kiedy zgłosi zapotrzebowanie, o tyle w Uberze dostawał je zawsze w czasie jazdy z poprzednim klientem. Mógł oczywiście zlecenia nie brać, ale to tak jakby nie podniósł kasy leżącej na ulicy. Nikt nie lubi być frajerem, prawda? Uber ostatnio został też oskarżony o zwykłe manipulacje (miał podawać klientowi wycenę na podstawie dłuższej trasy, a kierowcy – dla krótszej, przez co kierowca zarabiał mniej), ale to już jest zwykłe oszustwo, a nie manipulacja umysłami.

Zmierzam do tego, że nowa era nadchodzi nie tylko w relacjach konsumentów z handlowcami i marketingowcami, ale też w kontaktach pracodawców z pracobiorcami. Wszędzie tam, gdzie nie działają regulacje dotyczące czasu pracy, przerw regeneracyjnych i obowiązkowego odpoczynku, zaś pracodawcy mogą wykorzystywać dostarczane pracownikom aplikacje mobilne – będzie się działo. Wystarczy tylko zatrudnić kilku psychologów, speców od planowania behawioralnego oraz od big-data i problem niedociążonych pracowników szybko zniknie. System sam podpowie którą strunę trzeba dotknąć żeby pracownik tańczył jak mu pracodawca zagra. Na szczęście zawsze można wyłączyć smartfona ;-).

Czytaj też: Płaciłem okiem, a mój mózg powiedział jakie auto mam kupić

Share This

Zapisz się na mój newsletter!

 

W prezencie otrzymasz:

- Wstęp na e-spotkania, na których odpowiem na Twoje pytania

- Pakiet e-booków z praktycznymi poradami finansowymi

- Dostęp do dokumentów ułatwiających walkę o Twoje prawa (wkrótce)

Gratulacje! Jesteś zapisany!