4 kwietnia 2017

„Zderzak za 5800 zł? Rozbój w biały dzień!” Tak w Polsce likwiduje się szkody

„Zderzak za 5800 zł? Rozbój w biały dzień!” Tak w Polsce likwiduje się szkody

Niedawno opowiedziałem w blogu historię klienta firmy Link4, któremu uszkodzono na parkingu zderzak. Ubezpieczyciel początkowo wycenił szkodę na ok. 1000 zł, wpisując do kosztorysu m.in. tańsze zamienniki części oraz „rabat” w wysokości 30%. Ów rabat klient – jak rozumiem – miałby wynegocjować z warsztatem. Klient się oczywiście wściekł i przekazał ubezpieczycielowi, że żadnych rabatów negocjował nie będzie, zaś części mają być oryginalne. Umowa ubezpieczenia była wypasiona, ze wszystkimi klauzulami dotyczącymi stosowania oryginalnych części i rozliczenia bezgotówkowego, więc firma ubezpieczeniowa zbytnio nie mogła kręcić nosem. Po krótkim namyśle wypłaciła klientowi 5800 zł (wcześniej wypłaciła niecały 1000 zł wynikający z jej własnej wyceny, którego to przekazu pocztowego klient nie przyjął, obawiając się, że tym samym zgodzi się na niższą wycenę).

Oburzyłem się na ubezpieczyciela, który chciał sporo zaoszczędzić na likwidacji szkody, przerzucając na klienta negocjacje „rabatów” oraz próbując – metodą faktów dokonanych – wymusić naprawę samochodu przy użyciu tańszych części. Po publikacji tego tekstu dostałem od Was mnóstwo korespondencji. Część z Was opisuje w listach do mnie podobne przypadki z życia wzięte, w których początkowa wycena stanowiła 20-30% wartości ostatecznej. I podziela opinię, że każdy ubezpieczyciel to zbój, którego treścią życia jest zaniżyć wypłatę odszkodowania. Ale dostałem też trochę listów de facto wspierających firmę ubezpieczeniową. Piszecie: „5800 zł za zderzak do Toyoty? Przecież to rozbój w biały dzień”. I sugerujecie, że dobrze się stało, iż ubezpieczyciel przynajmniej spróbował się sprzeciwiać wyłudzaniu pieniędzy przez ASO. „Im więcej ASO wyłudzą, tym bardziej firmy ubezpieczeniowe będą nam podnosiły ceny polis” – przekonujecie.

Zobacz również:

Sprawa rzeczywiście nie jest jednoznaczna. W tym konkretnym przypadku klient zapłacił więcej za to, żeby firma ubezpieczeniowa sama dogadywała się z warsztatem, więc uważam, że takie targi – nawet jeśli uzasadnione – powinny odbywać się poza wiedzą klienta i bez traktowania go jak „żywej tarczy”. Ale wchodząc na poziom bardziej ogólny widać problem, który czym prędzej trzeba rozwiązać, bo inaczej będzie bolało. Z jednej strony mamy przemysł motoryzacyjny, dealerów samochodów (którzy coraz więcej zarabiają na serwisie, a mniej na sprzedawaniu aut) i warsztaty – ci goście są w stanie wmawiać nam, że nie wolno użyć żadnego tańszego zamiennika, bo np. to wygasi gwarancję dla samochodu. Albo że zderzak do Toyoty trzeba sprowadzić z Japonii, bo tak jest w książce serwisowej, a oni – czyli ASO – nie będą przecież zaniżać standardów obsługi klientów i instalować innego zderzaka, niż sprowdzony z Japonii.

Z drugiej strony są firmy ubezpieczeniowe, które uwielbiają ściągać jak najwyższe składki i wyplacać jak najniższe odszkodowania. Ale – poza tym, że chcą zarabiać – również powinny dbać o elementarny interes ogółu swoich klientów. Jeśli będą się dawały naciągać ASO, to zadziałają nie tyle wbrew własnemu interesowi, co klientów, na których będą musiały te koszty przerzucać.  Trzeba coś wymyślić, bo inaczej będzie rzeź. Pamiętacie jak kiedyś banki ładnie płaciły nam za zakupy płacane kartą? Dało się zarobić 60-70 zł miesięcznie. A teraz? Bankowcy skasowali albo ograniczyli te programy do minimum, bo sklepikarze wygrali spór o prowizje, które płacili bankom za obsługę kart. Do kieszeni sieci handlowych poszły 2 mld zł, a my nie tylko nie zobaczyliśmy niższych cen w sklepach, ale i dostaliśmy po kieszeni od banków. Tu jest podobnie: jeśli 100% wygranej w sporze przemysł motoryzacyjny-ubezpieczyciele otrzymają ci pierwsi – zapłacimy za to bardzo drogo.

Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której bardzo mocno idą w górę ceny wszystkich polis premium: takich, w których klient ma zagwarantowaną likwidację szkody z użyciem oryginalnych części i w wariancie bezgotówkowym (czyli ubezpieczyciel ma się rozliczyć z warsztatem, a klienta nie obchodzi jak oni to zrobią). Jestem też sobie w stanie wyobrazić drastyczne ograniczenie dla takich polis sieci likwidacji szkód. Ceny nie wzrosną, ale auto będzie trzeba wozić na drugi koniec miasta, żeby naprawił je jeden z nielicznych warsztatów uznanych przez ubezpieczyciela za „niekanciarski”. Trzecia rzecz, czyli stawianie klienta między młotem (niska wypłata) a kowadłem (wysokie ceny narzucane przez warsztaty) już się wydarzyła w przypadku wszystkich tańszych polis, zakładających wypłatę odszkodowania w gotówce, na podstawie wyceny ubezpieczyciela.

Co zrobić, żebyśmy nie obudzili się z ręką w nocniku? Nie przyjmuję do wiadomości gadania, że w razie sporu zawsze można iść do sądu. Uważam, że ubezpieczyciele, przy wsparciu Rzecznika Finansowego oraz Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, powinni opracować i wdrożyć w porozumieniu z największymi serwisami system do szybkiego rozstrzygania sporów na tle kosztów likwidacji szkód. Czyli do odpowiedzi na pytanie: ile powinna uczciwie kosztować wymiana zderzaka w Toyocie? To powinien być taki szybki „sąd arbitrażowy”, który spowoduje, że firmy ubezpieczeniowe przestaną przerzucać na klientów negocjacji z warsztatami, a przemysł motoryzacyjny przestanie nam wciskać kit, że nie można użyć zamiennika, choć to ta sama część, tylko pięć razy tańsza, bo bez logo producenta samochodu.

C69g9hPWoAAOfj42

Subscribe
Powiadom o
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Wik
4 lat temu

Ubezpieczyciele zasłużyli na takie traktowanie….miałem podobny przypadek. Z polisy AC usuwałem uszkodzenie drzwi (należało je wyklepać i pomalować, bez konieczności wymiany); na początku „największy polski ubezpieczyciel po części państwowy” zaoferował 800 pln, co wydawało mi się jednak śmieszną kwotą, bo jak każdy lakiernik wie, trzeba jeszcze „pocieniować” drugie drzwi (do naprawy były tylne) oraz błotnik, aby możliwie jak najbardziej zniwelować różnice w kolorze. Gdyby suma była rozsądna pewnie przyjął bym te ofertę i zrobił to we własnym zakresie szukając lakiernika i blacharza. A skończyło się tym, że ubezpieczyciel zapłacił 2800 pln za naprawę warsztatowi… czy słusznie? pojęcia nie mam, kosztorys… Czytaj więcej »

Krzysztof
4 lat temu

To co wyprawiają ubezpieczyciele to skandal za który powinno być sądzeni. Kilka lat temu miałem stłuczkę nie ze swojej winy odszkodowanie jakie mi przyznała najpowszechniejsza ubezpieczalnia w Polsce to 4700 zł. Rzeczywisty koszt naprawy na oryginalnych częściach wyniósł 24500 zł. Czyli ponad 5 razy więcej. Opinia, że zamienniki to takie same części tylko bez znaczka producenta nie jest prawdą. Próbowałem naprawić auto tańszym kosztem, zderzak miał inne zaczepy i nie dał się zamontować a po całej naprawie na przeglądzie okazało się, że lampa nie dawała się ustawić i trzeba było ją wyrzucić. Więc proszę nie wciskać ludziom, że zamienniki to… Czytaj więcej »

Tomek
4 lat temu
Reply to  Krzysztof

Ja uważam, że tekst o 350 złotych za średnią parę butów jest nie na miejscu. Coś co jest obowiązkowe (jest w pewnym sensie podatkiem…) nie powinno być tak drogie! Jeżeli ktoś chce ubezpieczyć swoje życie lub ubezpieczenie od NNW to robi to dobrowolnie, może poszukać najtańszej oferty lub najlepszej umowy, żeby albo płacić mało, ale mieć cokolwiek wypłacone w razie wypadku albo mieć solidną wypłatę skoro płaci odpowiednio więcej. Obowiązkowe ubezpieczenia powinny być raczej wprost proporcjonalne do wartości posiadanego przez nas samochodu. Dlaczego mam zrzucać się na coraz więcej jeżdżących po Polsce samochodów wyższej klasy? Jeżeli ktoś jeżdżący samochodem za… Czytaj więcej »

Lajkonick
3 lat temu
Reply to  Tomek

Coś ci się kolego pomyliło. Jeżeli właściciel Mercedesa SL za 500 tysięcy przywali w starego Forda Fiesta za 5 tysięcy to koszty jakie będzie ponosił ubezpieczyciel będą niskie. Dlaczego zatem miałby on płacić wysoką składkę. Ze względu na ilość mechanizmów wspomagających bezpieczeństwo bierne powinien mieć jakiś upust, bo mniejsze są szanse że spowoduje kolizję.

road
3 lat temu
Reply to  Lajkonick

Nic mu się nie pomyliło. Im więcej nowych samochodów, tym wyższe koszty średniego ubezpieczenia. Upraszczając- najwięcej powinni płacić kierowcy powodujący szkody oraz kierowcy nowych i prawie nowych samochodów- szczególnie klasy premium. Taka prosta analogia np. dlaczego ktoś kto ubezpiecza szyby i ma małe okienko dachowe ma płacić tyle samo co ktoś kto ma prawie cały dach szklany wiedząc, że to większe ryzyko uszkodzenia oraz większe koszty ewentualnej naprawy. Albo ktoś kupuje rower za 15000 a drugi za 1500 i dlaczego mieliby by płacić tyle samo za ubezpieczenie od kradzieży. Też nie jest to wina właściciela roweru, że złodziej mu ukradł.… Czytaj więcej »

Tomislav
4 lat temu

Takie sytuacje są wynikiem walki cenowej firm ubezpieczeniowych i pazerności warsztatów. Kilka TU ma lub wprowadza warsztaty autoryzowane i podnosi stawki dla najbardziej wypasionych polis, gdzie jest likwidacja w autoryzowanych lub obcych warsztatach. Ostatnio miałem szkodę, którą wyceniono na 3400 zł a po odwołaniu na 4400 zł. Naprawa w warsztacie samochodowym na oryginalnych częściach wyniosła mnie 4200 zł (na używanych było by ok 1000 zł taniej) a gdybym robił to bezgotówkowo przez warsztat to już by wyszło 7800 zł. Stawka za roboczo godzinę w bezgotówkowym sposobie rozliczania szkody, wzrasta o ok. 100% a ponadto warsztat zarabia jeszcze na częściach. Do… Czytaj więcej »

Lajkonick
3 lat temu

W Niemczech koszty likwidacji szkód są o wiele wyższe, a składki ubezpieczeniowe tylko nieznacznie wyższe niż w Polsce. Da się?

Mirela
3 lat temu

Jeżeli miałeś kolizje w ciągu ostatnich 3 lat i chciałbyś sprawdzić, czy nie należy się Tobie dopłata do już wypłaconego odszkodowania z OC – serdecznie zapraszam. Na mieście mówią, że mam najlepsze oferty 🙂 Więcej informacji pod nr 570-660-876.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!