Jak większość bywalców „Subiektywnie o Finansach” zapewne wie, jedną z gwiazd rynku depozytowego w Polsce jest Trade Republic. To niemiecki neobank o profilu „inwestycyjnym”, który działa w Polsce niemal dokładnie od roku i oferuje atrakcyjnie oprocentowane konto. Do kwoty 200 000 zł można dostać 6% w skali roku. Część klientów chcących wpłacić tam duże pieniądze ma pytanie, czy to tak samo bezpieczne jak lokowanie w klasycznym banku, zwłaszcza że ten bank nie wydaje klientowi spersonalizowanej umowy. Są też pytania o to, czy Trade Republic może inwestować pieniądze klientów. Wyjaśniam
Ujawnienie: Trade Republic nie miał żadnego udziału w powstaniu tego tekstu ani wpływu na jego treść (nie licząc wypowiedzi przedstawiciela firmy), ale firma jest Partnerem komercyjnym „Subiektywnie o Finansach”
- Kupić, wynająć, wyleasingować? Samochód coraz częściej jest usługą, a nie własnością. „Klient chce płacić ratę i mieć święty spokój” [POWERED BY BNP PARIBAS]
- Polak z bankiem na wakacjach. Czego oczekujemy od banku w czasie wypoczynku, jaka może być rola AI w planowaniu wyjazdów? [POWERED BY VISA]
- Dwa nowe ETF-y śledzące polski rynek obligacji, czyli trzecia droga dla posiadaczy kapitału inwestujących w polski dług. Komu to się opłaci i ile można zarobić? [POWERED BY PZU]
Trade Republic to z jednej strony bezpośredni konkurent takich platform inwestycyjnych jak XTB czy Saxobank, a z drugiej strony, w linii fintechowej, potencjalny rywal Revoluta czy platformy Raisin. Ma w Europie kilkanaście milionów klientów i ogromne ambicje, by zrobić karierę poza strefą euro, zaczynając tę ekspansję od Polski. Główną usługą Trade Republic jest platforma inwestycyjna z możliwością lokowania pieniędzy na globalnych rynkach w akcje spółek czy ETF-y.
Ale głównym punktem „zahaczenia” klienta na większości rynków jest dobre oprocentowanie oszczędności. Trade Republic wychodzi z założenia, że jeśli klient bezpiecznie zarobi znacznie większe odsetki, niż w innych bankach, to prędzej czy później zdecyduje się też skorzystać z opcji inwestowania. Trade Republic ma duży atut w postaci niemieckich gwarancji depozytowych (ma licencję bankową w Niemczech). Największy w Europie fintech, czyli Revolut, ma licencję i gwarancję w mniej renomowanej jurysdykcji na Litwie.
W Polsce Trade Republic – który oficjalnie zadebiutował niemal dokładnie rok temu (11 września) – początkowo oferował uczciwe oprocentowanie pieniędzy na poziomie stopy depozytowej NBP. W maju zdecydował się na bardziej spektakularny wabik, czyli 6% stałego oprocentowania w skali roku. Na tych warunkach nowy klient może ulokować do 200 000 zł, co oznacza, że w skali roku dostanie od takiej kwoty 9 720 zł odsetek po uwzględnieniu podatku Belki.
Brak spersonalizowanej umowy: czy to oznacza jakieś ryzyko?
Sądząc po liczbie pytań o bezpieczeństwo lokowania pieniędzy w niemieckim neobanku, które wysyłacie do „Subiektywnie o Finansach”, oferta Trade Republic „daje po oczach”. Ale nasi czytelnicy są nie tylko często ludźmi zamożnymi, ale też ostrożnymi i nieufnymi. Jeśli wkładają gdzieś pieniądze, chcą mieć pewność, że to bezpieczne. A Trade Republic po założeniu rachunku wydaje klientom jedynie elektroniczne umowy ramowe, bez danych konkretnego klienta.
„Czy jest jakiś sposób, żeby w sytuacji awaryjnej udowodnić, że się posiadało pieniądze w Trade Republic? Bo te umowy, które klienci podpisują, nie są indywidualne, są bez danych osobowych. Mógłby Pan się dowiedzieć jak to działa?”
– to jedno z takich pytań. Rzeczywiście, umowy podpisywane z Trade Republic nie są spersonalizowane, co może budzić niepokój w sytuacji, gdy ktoś chce do tej firmy przelać np. oszczędności życia (protip: nigdy nie przelewamy w jedno miejsce całych oszczędności życia, choćby nie wiem jak dobrze „płaciło”). Trade Republic działa w modelu, w którym dokumenty są identyczne dla wszystkich klientów ze względu na model działania firmy. Jest on taki, że żadne zapisy nie są negocjowane, a klient nie wybiera żadnych parametrów umowy, wszystkie dokumenty są identyczne dla każdego klienta. I są publikowane jako ogólne warunki umowy.
Brak spersonalizowanej umowy oznacza konkretne oszczędności dla firmy, bo nie trzeba generować milionów personalizowanych dokumentów (także w przypadku zmiany dokumentacji). Umowa jest „ramowa”, a jej personalizacja odbywa się w aplikacji mobilnej. Jest to zgodne z europejskimi regulacjami. Fintechy w takim przypadku zobowiązują się – pod karą utraty licencji na działalność – że dane osobowe klientów, numery rachunków, aktywa, limity i inne dane będą „przywiązane” do konkretnego klienta w systemie informatycznym firmy i możliwe do identyfikacji w każdej chwili.
Personalizacja jest więc w systemie, a nie w papierach. Klient ma być zidentyfikowany zgodnie z zasadami KYC („know you client”, czyli „znaj swojego klienta”), trzeba też wydawać klientom indywidualne potwierdzenia transakcji (dane klientów muszą też być na wyciągach, potwierdzeniach przelewów i dokumentach podatkowych), ale nie ma obowiązku podpisywać z nimi spersonalizowanych umów.
Czy to daje wystarczające poczucie bezpieczeństwa? To kwestia indywidualnej oceny, ale być może to też element pozwalający oferować np. konkurencyjne oprocentowanie pieniędzy. Z punktu widzenia kogoś, kto chciałby mieć w każdym momencie możliwość udowodnienia, że jest lub był klientem danej platformy, miał tyle-a-tyle pieniędzy i realizował takie-a-takie transakcje – rady są dwie. Po pierwsze archiwizować wszystkie wyciągi i potwierdzenia transakcji. A po drugie?
„W kwestii dowodu posiadania rachunku. Każdy klient może w aplikacji w każdej ściągnąć potwierdzenie posiadania rachunku, karty, numeru IBAN itp. Są to oficjalne wyciągi, które potwierdzają posiadanie rachunku w Trade Republic”
– odpowiedział mi na to pytanie Kamil Szymański, szef polskiego oddziału Trade Republic. Dodałbym jeszcze trzecią radę: o konieczności dywersyfikacji. Pieniądze wszędzie są cyfrowe, w tradycyjnych bankach też. Ewentualna awaria może nie tylko utrudnić dostęp do pieniędzy, ale też utrudnić udokumentowanie, że się w ogóle jakieś pieniądze ma. Coraz rzadziej dostajemy z banków papierowe wyciągi i potwierdzenia transakcji. Dlatego trzeba mieć je w kilku miejscach i dokumentować transakcje, przepływy i wyciągi.
Gwarancje bankowe w Trade Republic: czy pieniądze mogą być inwestowane?
Pytanie czytelników „Subiektywnie o Finansach” dotyczą też kwestii gwarancji bankowych. Trade Republic ma gwarancje w ramach niemieckiego systemu gwarantowania depozytów (działającego na tych samych zasadach, co polski, do równowartości 100 000 euro, ale w złotych). Klienci pytają jednak o zapisy w regulaminie, które mówią o tym, że firma – choć nie udziela kredytów, jak tradycyjny bank – może inwestować pieniądze klientów.
„Chodzi o zapis w regulaminie, który mówi, że Trade Republic może inwestować pieniądze klientów przechowywane na ich rachunkach powyżej pewnej kwoty. Czy te pieniądze mogą być obciążone jakimś ryzykiem? Trade Republic nie udziela kredytów, ale może lokować gdzieś pieniądze klientów. Czy wtedy one są objęte gwarancjami do 100 000 euro, czy mniejszymi?”
– pyta czytelnik. Z moich informacji wynika, że mechanizm działania gwarancji rzeczywiście jest trochę inny, niż w bankach tradycyjnych, ale nie powoduje, że pieniądze klientów są narażone na ryzyko. Klasyczne banki mogą inwestować pieniądze uzyskane od klientów – w formie depozytów – w obligacje, fundusze pieniężne (albo udzielać z użyciem części tych pieniędzy kredytów).
Trade Republic teoretycznie może robić to samo – lokować pieniądze klientów w bezpiecznych, płynnych narzędziach do uzyskiwania odsetek, np. obligacjach. Nie udziela natomiast kredytów, więc jest de facto „bezpieczniejszy” (bo banki upadają głównie z powodu źle udzielonych kredytów). W regulaminie Trade Republic jest zawarta możliwość lokowania pieniędzy klientów w płynne aktywa. Jeden z polskich klientów otrzymał taką wiadomość od niemieckiego supportu w ramach odpowiedzi na swoje pytanie (tłumaczenie na język polski moje):
„8000 euro jest przechowywane w gotówce w bankach partnerskich. Środki powyżej tej kwoty, na przykład kolejne 92 000 euro, mogą być inwestowane w fundusze rynku pieniężnego. Fundusze te są traktowane jako aktywa wydzielone i nie będą częścią masy upadłościowej w przypadku bankructwa. Działają podobnie, jak ETF-y, które również nie ma ubezpieczenia depozytów, ale są wydzielonymi aktywami przechowywanymi przez bank powierniczy”
Jeśli firma część pieniędzy przekieruje do funduszu rynku pieniężnego, który jest osobnym instrumentem finansowym, to ta część nie będzie depozytem. Te pieniądze muszą być w każdym momencie płynne i dostępne dla klienta, więc nie można ich inwestować w nic jakkolwiek ryzykownego. Tak przynajmniej interpretuję te zapisy regulaminowe, które niepokoją niektórych – najbardziej ostrożnych – czytelników „Subiektywnie o Finansach”.
Te pieniądze muszą być wydzielone i są instytucjonalnie zabezpieczone przed możliwością bankructwa Trade Republic lub firmy zarządzającej funduszem (nie wchodzą do ewentualnej masy upadłościowej). A więc – podobnie jak w przypadku samodzielnego inwestowania w fundusze – to nie obniża poziomu bezpieczeństwa „instytucjonalnego” pieniędzy klientów. Ani nie obniża poziomu gwarancji ze strony Trade Republic (100 000 euro na klienta).
„Mogę potwierdzić że na chwilę obecną środki klientów nie są w nic inwestowane. Leżą na rachunkach banków powierniczych, w przypadku Polski na rachunku w Deutsche Bank. Przy czym warto zaznaczyć, że kiedyś możemy zdecydować się na taki ruch, to normalne, że banki część depozytów lokują w różnego rodzaju instrumenty dłużne”
– odpowiedział mi na to pytanie Kamil Szymański z Trade Republic. W obu przypadkach – tradycyjnego banku i nowoczesnego banku cyfrowego takiego jak Trade Republic – mamy gwarancje bankowe i w obu przypadkach państwowe regulacje bronią przed podejmowaniem przez te instytucje nadmiernego ryzyka (w przypadku banków kredytowego, w przypadku platform – inwestycyjnego).
Wygląda na to, że klienci Trade Republic, mającego licencję bankową, są w lepszej sytuacji niż ci, którzy trzymają pieniądze na platformach nie mających licencji banku (taką jest np. XTB) – w ich przypadku limit gwarancji państwowych jest niższy, niż w przypadku depozytów (równowartość 22 000 euro). Niezależnie od tego gdzie trzymacie swoje pieniądze – pamiętajcie o podstawowej zasadzie, by nie wkładać wszystkich jaj do jednego koszyka. Najlepiej mieć je w kilku różnych… kurnikach.
CZYTAJ TEŻ:
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————
zdjęcie tytułowe: Copilot AI



