Dzisiaj koniec roku szkolnego. Kto nie ma dzieci, nie docenia wagi tego wydarzenia, ale dla „dzieciatych” ten dzień jest cezurą oddzielającą czas pracy od czasu, w którym potencjalnie można pozwolić sobie na wyjazd urlopowy. Kiedy nie miałem dzieci, wyjeżdżałem na wakacje w czerwcu albo we wrześniu, kiedy jest taniej, mniej tłoczno i większy wybór miejsc w opcjach last minute.

Niezależnie od tego czy już macie wybraną wakacyjną – jak to się teraz modnie mówi – „destynację”, czy też będziecie walczyć o okazję w opcji last minute, powinniście zrobić kilka rzeczy, dzięki którym zmniejszycie ryzyko, że coś pomiesza Wam wakacyjne szyki. Oto check-lista rzeczy do zrobienia jeszcze zanim zaczniecie się pakować. Albo nie: najpierw uroczyste powitanie wakacji by Samcik. Każdemu czasami odbija, ja zawsze witam wakacje rapując.

No dobra, do rzeczy. Zanim znajdziecie się na jednej z dzikich plaż, trzeba zrobić te cztery rzeczy.

Sprawdzamy ubezpieczenie mieszkania

Ponad połowa Polaków ma ubezpieczenie mieszkania – jest to jedyny rodzaj nieobowiązkowych ubezpieczeń, których nie trzeba nam wciskać. Właśnie w czasie wakacji takie ubezpieczenia przeżywają swój najważniejszy „stress-test” (albo inaczej pisząc: chwilę prawdy).  Mieszkanie pozostawiamy na kilkanaście dni albo i kilka tygodni bez opieki, co zwiększa ryzyko, że zainteresują się nim złodzieje.

Warto, aby polisa w takim przypadku nie okazała się być tanią wydmuszką, która nie daje nam wysokiej wypłaty odszkodowania w razie kradzieży podczas naszej nieobecności. Zanim wyjedziesz – i to najlepiej już teraz, a nie w ostatniej chwili – sprawdź więc, czy masz ubezpieczone mieszkanie, a jeśli tak – to na jakich warunkach. Sprawdzić trzeba następujące elementy polisy:

>>> Czy ubezpieczyłeś tylko mury, czy również ruchomości domowe. I czy ubezpieczenie obejmuje tylko klęski naturalne (zalanie, pożar, eksplozja gazu), czy również kradzież z włamaniem.

>>> Jaka jest suma ubezpieczenia w przypadku ruchomości domowych. Ponieważ ubezpieczenia tego, co mamy w domu, są dużo droższe niż ubezpieczenia murów, część z nas oszczędza na składkach i ruchomości ubezpiecza na symboliczne kwoty – np. 5000 zł. To błąd, już lepiej nie mieć żadnej polisy, niż płacić składki za niby-ochronę.

Czytaj też: Ubezpieczyłeś mieszkanie? Uważaj na tę pułapkę! Możesz nie dostać odszkodowania po wizycie złodzieja!

>>> Do jakiej kwoty odpowiada ubezpieczyciel w przypadku kradzieży np. elektroniki. Poza łączną sumą ubezpieczenia sprawdź, jakie są limity odpowiedzialności ubezpieczyciela dotyczące szkód w poszczególnych składnikach naszego majątku, ze szczególnym uwzględnieniem elektroniki i szczególnie cennych przedmiotów. Chodzi o to, żeby się nie okazało, że choć z mieszkania zniknęły komputer, dwa laptopy, trzy tablety, telewizor i drogi sprzęt hi-fi, to z odszkodowania dostaniesz np. 5000 zł.

Wszystkie te parametry są wypisane w druku polisy. Jeśli w polisie zauważymy coś niepokojącego, w każdym momencie możemy zmienić zakres i sumę ubezpieczenia.

Czytaj też: Ubezpieczyciele wreszcie ubezpieczą od kradzieży rower nie tylko wtedy, gdy stoi zamknięty w piwnicy! Na jakich warunkach? Sprawdzam!

Kupujemy kartę walutową lub uruchamiamy wielowalutowość

Płacenie za granicą jest zwyczajnie drogie. Wszystko przez koszty wymiany walut lub prowizje i spready (przy płatnościach bezgotówkowych). Zabierając gotówkę za granicę, musimy przez cały czas mieć oczy dookoła głowy, by ktoś nas nie okradł. Utrata gotówki oznacza koniec udanego wypoczynku. Poza tym trudno oszacować, ile gotówki powinniśmy wziąć za granicę – jeśli weźmiemy za mało, to będziemy biedować, jeśli za dużo, to stracimy na spreadzie w kantorze. A drobnych kantory często nie przyjmują.

Z kartą wygodniej i bezpieczniej, ale płacenie za granicą polską kartą do ROR-u to finansowe samobójstwo. Spread lub opłaty za przewalutowanie sprawiają, że taki zakup już na starcie jest o 5-8% droższy, niż wynikałoby to z prostego przeliczenia kursu dolarów lub euro na złote.

Czytaj też: Popularny serwis turystyczny naciąga klientów? Wynajmujesz pokój, pokazują ci cenę, a potem…

Dlatego już teraz, na kilka tygodni przed wyjazdem, warto zadbać o możliwość wygodnego i bezgotówkowego płacenia za granicą bez kosztów spreadów i przewalutowań. Sposoby na to są dwa:

>>> konto i karta w walucie obcej: zakładamy w naszym banku dodatkowe konto denominowane w walucie obcej (np. euro). Do tego konta bierzemy kartę w tej samej walucie. Jeśli nasz bank ma internetowy kantor pozwalający wymieniać waluty online, to napełnienie konta walutowego pieniędzmi nie zajmie więcej niż kilka kliknięć myszką. A spread powinien być znacznie mniejszy niż w zwykłych kantorach.

Czytaj też: Bankowe cwaniaki w formie. Zrób ten błąd, a nie poznasz swojego konta po powrocie z zagranicy

Jeśli nasz bank nie oferuje wymiany walut online, to można skorzystać z jednego z wielu kantorów internetowych. Transakcja polega na tym, że zakładamy darmowe konto w takim kantorze, przelewamy na nie złotówki, klikamy „kup walutę” i wskazujemy, na jaki rachunek kantor internetowy ma wpłacić kupione euro, dolary lub funty.

Mając konto napełnione walutą obcą i kartę do niego, można już bezpiecznie płacić bezpośrednio w walucie obowiązującej w kraju, do którego się wybieramy. Konto i karta mogą kosztować ok. 1 euro lub dolara miesięcznie, ale to koszt, który w większości przypadków warto ponieść.

Jeśli planujesz za granicą m.in. płacić za hotele, wynajem samochodu albo np. za większe zakupy, koszty spreadów i przewalutowań mogłyby pochłonąć nawet kilkaset złotych. Przy wydatkach rzędu 2000 zł poziom 5-8% kosztów przewalutowań oznacza, że oddamy bankowi 100-180 zł. To nieporównanie więcej, niż może kosztować konto i karta walutowa. Jest tylko jedno „ale” – kartę warto zamówić już teraz, bo jej wyprodukowanie i wysłanie na twój adres korespondencyjny może zająć trochę czasu.

>>> karta wielowalutowa: kilka banków (w tym Pekao, Citibank, PKO BP oraz ING) ma w ofercie karty wielowalutowe. Czyli takie, które same „odgadują”, w jakiej walucie chcesz zapłacić i – jeśli tylko na subkoncie walutowym są wystarczające środki – ściągają z konta pieniądze bezpośrednio w euro lub dolarach. Sprawdź, na jakich zasadach twój bank wydaje i prowadzi karty wielowalutowe (w przypadku Pekao trzeba poprosić o specjalną odmianę debetówki, w Citibanku trzeba mieć dość wysokie dochody, bo inaczej za ROR i kartę debetową mogą ściągnąć nawet 30 zł miesięcznie);

>>> pozabankowe elektroniczne portmonetki: do nich też można zamówić kartę. Karty walutowe oferuje np. kantor internetowy Cinkciarz.pl, serwis DiPocket oraz system Revolut.

Czytaj też: W których bankach i na jakich warunkach można wziąć kartę wielowalutową? Porównuję!

Czytaj też: Jedna karta do wszystkich walut. A pieniądze przelewasz bez spreadu, jednym klikiem. Tak działa Revolut

Uwaga: rozstrzygając kwestię używania karty za granicą, warto też sprawdzić, czy do karty jest dołączone ubezpieczenie od kradzieży plastiku. Jeśli nie wykupiłeś dodatkowego ubezpieczenia, bank może przerzucić na ciebie koszty złodziejskich transakcji dokonanych przed zastrzeżeniem karty do równowartości 50 euro. To niewiele, ale utrata nawet takiej kwoty potrafi skutecznie zepsuć humor. Ubezpieczenie karty zwykle obejmuje też sytuację, w której ktoś okrada nas przy bankomacie. Bank w takiej sytuacji pokrywa wszystkie straty. Rozbudowane ubezpieczenia kart uwzględniają też kradzież bagażu, a nawet… pokrywają koszty spowodowane opóźnieniem wakacyjnego samolotu o więcej niż trzy godziny.

Sprawdzamy ubezpieczenie turystyczne

Nie ruszam się z kraju bez ubezpieczenia turystycznego. Koszt takiej polisy jest niewielki – od kilku do kilkunastu złotych za „osobodzień” – a w razie wypadku, choroby lub innego zakłócenia wypoczynku mogę liczyć na to, że ktoś pokryje koszty pomocy ratowników lub lekarzy. Sam miałem kiedyś przypadek, gdy moje dziecko rozchorowało się podczas pobytu na egzotycznej wyspie, i musiałem wydać kilkaset euro na lekarzy i leki. Wszystko zwrócił mi później ubezpieczyciel po przedstawieniu rachunków.

Czytaj też: Ubezpieczenie na życie jak abonament za VOD. Płacisz 30 zł miesięcznie, a co dostajesz w zamian? Prześwietlam!

Wizyta lekarza, który w egzotycznych miejscach każe sobie płacić słono (także z powodu kosztów dojazdu), to jeszcze nic – złamanie nogi czy wypadek komunikacyjny mogą się skończyć koniecznością skorzystania z transportu medycznego bądź pozostania w szpitalu. I tu już wchodzą w grę naprawdę konkretne sumy, liczone nie w setkach, lecz w tysiącach i dziesiątkach tysięcy euro i dolarów.

Znam przypadek klienta firmy ubezpieczeniowej, którego dziecko po wypadku musiało przez tydzień leżeć w szpitalu w Szwajcarii. Rachunek wyniósł kilkadziesiąt tysięcy złotych i gdyby nie ubezpieczyciel, byłyby to dla tego nieszczęśnika najdroższe wakacje w życiu.

Czytaj też: Miała wypadek „wart” 7000 euro. Firma ubezpieczeniowa odmówiła wypłaty odszkodowania, bo…

Polisa turystyczna ma też opcję OC, czyli chroni na wypadek sytuacji, gdybyśmy to my coś zbroili i narazili się na roszczenia. W niektórych krajach zwyczaje dotyczące wypłat odszkodowań dla osób, którym zrobiliśmy – choćby niechcący – krzywdę, są katorżnicze (oczywiście z punktu widzenia tych, którzy są winni). Warto o tym pomyśleć np. w przypadku, gdybyśmy chcieli wynajmować samochód za granicą.

Polisę turystyczną możesz kupić choćby w ostatniej chwili, przez internet. Ale warto zawczasu – choćby już teraz – zrobić wstępne rozeznanie. A więc prześwietlić ofertę swojego banku (prawie wszystkie banki mają już w ofercie polisy turystyczne), a także firmy, w której ubezpieczyliśmy mieszkanie. Można też zerknąć do internetu (polecam porównywarki). Rozstrzał cen jest naprawdę duży, więc warto nie zostawiać wyboru na ostatnią chwilę, by zakup polisy turystycznej nie okazał się rosyjską ruletką.

Czytaj też: Ile warto zapłacić za polisę turystyczną? Porównuję ceny i warunki

Najtańsza polisa może kosztować 2-3 zł za „osobodzień”. Ale poziom ochrony w tej cenie jest dość marny. Koszty leczenia – maksymalnie 10 tys. euro. Ubezpieczenie NNW, czyli od następstw nieszczęśliwych wypadków, raptem 2-5 tys. euro. No i zwykle nie ma w takim pakiecie polisy OC.

Droższe wersje polis turystycznych kosztują 5-10 zł za „osobodzień” i – przynajmniej jeśli chodzi o koszty leczenia w razie choroby lub nieszczęśliwego wypadku – suma jest już godna, średnie do 100 tys. zł. Koszty ratownictwa medycznego są ograniczone do 20-40 tys. zł (czyli z transportu helikopterem w razie potrzeby nici). W tej cenie mogę też mieć OC na 50 tys. zł. Ale za nieszczęśliwy wypadek wypłata jest w dalszym ciągu symboliczna – średnio 10 tys. zł.

Polisa full-wypas: kilkanaście złotych za „osobodzień”. Porządne ubezpieczenia, dające ubezpieczenie kosztów leczenia do 100 tys. euro, co najmniej tyle samo kosztów ratownictwa, a do tego OC i NW, kosztują powyżej 10 zł za „osobodzień”.

Analiza opłacalności polisy turystycznej jest prostsza, niż się wydaje: biorę zwykle tę, która ma przynajmniej 100 tys. zł kosztów leczenia (a najlepiej 100 tys. euro) i uwzględnia koszty transportu medycznego oraz transportu zwłok, ma sensowne OC (kilkadziesiąt tysięcy złotych) i. to wszystko. Poziom ubezpieczenia NNW nie ma większego znaczenia, podobnie jak wysokość i warunki ubezpieczenia bagażu (nawet najbardziej wypasione będzie tylko nędzną protezą).

Ubezpieczenie w podróży zagranicznej bywa niekiedy dodawane do bardziej prestiżowych kart płatniczych. Zadzwoń na infolinię swojego banku – numer znajduje się na karcie płatniczej – i dowiedz się, czy z twoją kartą są związane jakieś dodatkowe ubezpieczenia w podróży i jakie są ich warunki. Oraz – co bardzo ważne – co trzeba zrobić, by ubezpieczenie zaczęło działać. Niektóre banki każą klientom uruchamiać polisę przed każdym przekroczeniem granicy Polski, inne obejmują ubezpieczeniem tylko aktywnych klientów – tych, którzy wykonali kartą w poprzednim miesiącu obroty o określonej wartości.

Czytaj też: SkyCash wprowadza „minutowe” ubezpieczenie od wypadków. Kupujesz je przez smartfona, wsiadając do tramwaju

Jeśli wykupiłeś polisę w biurze podróży… to zapewne masz też podstawowe ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków oraz kosztów leczenia za granicą. Ale warunki takich ubezpieczeń z biura podróży są zwykle niezbyt wyśrubowane, bo to podbijałoby cenę wycieczki, a touroperatorzy konkurują dziś między sobą właśnie ceną.

Zamawiamy kartę EKUZ

Jeśli zamierzasz wypuszczać się poza Polskę, to przyda się Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego, czyli przedłużenie prawa do korzystania z usług naszego NFZ na cały teren Unii Europejskiej. Karta nic nie kosztuje i można ją zamówić przez internet. Ale – żeby uniknąć nerwów, kolejek i straty czasu – warto to zrobić już teraz, czyli na kilka tygodni przed planowanym wyjazdem wakacyjnym. Żeby wygodnie uzyskać kartę EKUZ, trzeba wejść na stronę swojego oddziału NFZ, tam znaleźć odpowiedni formularz, wypełnić go, zeskanować i wysłać na wskazany adres e-mail. Za kilkanaście dni powinniśmy dostać pocztą kartę.

EKUZ nie uchroni nas przed wszystkimi potencjalnymi wydatkami (dlatego warto mieć też dodatkowe ubezpieczenie turystyczne), bo nie we wszystkich krajach podstawowe usługi medyczne są refundowane przez państwowe ubezpieczenie na takim poziomie jak w Polsce. Ale z kartą EKUZ w ręku zawsze mamy pewność, że w sytuacji awaryjnej będziemy mogli liczyć na podstawową pomoc – z ubezpieczeniem turystycznym różnie bywa (np. w sytuacji, gdy ulegniemy wypadkowi, wypiwszy uprzednio jedno piwo, ubezpieczyciel może próbować się wykręcić, przywołując wyłączenie odpowiedzialności z powodu alkoholu).

Czytaj też: Dbasz o siebie, mierzysz tętno, ćwiczysz co najmniej raz w tygodniu, a oni… ci za to płacą. Taka polisa

Więcej przedwakacyjnych porad znajdziecie w kilku klipach, które polecam do obejrzenia.

Jak nie dać się nabić w spready i przewalutowania?

Jak nie dać się okraść w podróży wakacyjnej?

Jak przygotować się do wakacyjnego wyjazdu?

Jak kupić wakacje po najlepszej cenie? Triki Samcika:

Pięć rzeczy, o których nie wolno zapomnieć przed urlopem: