Raz na jakiś czas biorę do ręki szklaną kulę i przyglądam się w blogu – korzystając z danych firm badawczych i konsultingowych – przyszłości polskich banków. Czy odsetki od naszych depozytów nadal będą spadały? Czy dostęp do kredytów będzie trudniejszy, niż do tej pory? Czy skończy się era darmowych ROR-ów (bo że kończy się era darmowych bankomatów w blogu już było ;-))? Czy razem z erą darmowych kont i bankomatów skończy się też era kart płatniczych? I czy to, co nastąpi po nich będzie aby na pewno dla nas lepsze? Na kilka z tych pytań próbuje odpowiedzieć firma doradcza Deloitte, która raz na dwa lata wrzuca na ruszt swoich analityków banki z naszego regionu Europy i przelicza im różne wskaźniki. Dziś w blogu macie kilka najważniejszych spostrzeżeń, które wynikają z najnowszego – opublikowanego właśnie – raportu Deloitte.

Czytaj też: Najpóźniej za rok polskie banki rozwalą system? Wszystko przez…

ZWROT SPREADÓW NIE ZABIJE BANKÓW, ALE… Według analityków Deloitte przyszły rok będzie dla banków wyjątkowo smutnym czasem. Ich zyski najprawdopodobniej spadną o połowę (co oznacza, że niektóre banki znajdą się pod kreską) – do jakichś 6,4 mld zł. To mało, bo kiedyś liczyłem w blogu, że „bezkarnie” – czyli nie ryzykując zmniejszenia ich możliwości udzielania kredytów – można zabrać bankom trochę sporo kasy, ale powinno im zostać jakieś 8-9 mld zł rocznego zysku. Inaczej będzie problem z ich rozwojem, wliczając w to skłonność do kredytowania gospodarki oraz dotowania klientów promocjami (np. money-back). Dobra wiadomość jest taka, że te 6,4 mld zł jest policzone już po odjęciu 7,5 mld zł spreadów od kredytów frankowych, które – jak spodziewa się Deloitte – banki będą musiały oddać. Wniosek jest taki, że ewentualny zwrot spreadów banków nie zabije, a tylko zmniejszy do minimum (lub wręcz poniżej zera) ich możliwości zwiększania akcji kredytowej. Ale, jak wiadomo, bez kredytów można żyć. Choć w Planie Morawieckiego piszą coś innego ;-)). Więcej o pomysłach posłów dotyczących walki z frankowym nieszczęściem jest pod tym linkiem.

…BANKOWOŚĆ BĘDZIE BIZNESEM DLA FRAJERÓW. Według Deloitte w przyszłym roku średni zwrot z kapitału zainwestowanego w bank wyniesie 3,5% (teraz wynosi 8%). Co to oznacza? Jeśli ktoś kupuje akcje banków (zwłaszcza jeśli tym „ktosiem” jest inwestor strategiczny tego banku), to liczy na to, że będzie wyciągał trochę kasy z dywidendy i drugie trochę włoży w kapitał własny, dzięki któremu bank będzie mógł nie tylko rolować już udzielone kredyty, ale też udzielać nowych. Oba te czynniki sumują się do wskaźnika ROE. Dzisiejsze 8% oznacza, że w dywidendzie i wzroście potencjału banku do zarabiania kasy w przyszłości (co powinno odbijać się pozytywnie w cenach akcji) akcjonariusze dostają cztery razy tyle, ile na lokowaniu pieniędzy w obligacjach rządowych. W przyszłym roku będą mieli jednak tylko półtora raza tyle, ile na obligacjach. To oznacza, że albo nie wypłacą sobie dywidend, albo nie zwiększą potencjału banku na przyszłość.

Gdyby ten stan się utrzymał, biznes bankowy stałby się biznesem dla ostatnich frajerów (tym bardziej, że nie brakuje branż, w których rentowność kapitału własnego ROE wynosi kilkanaście procent). Na szczęście – także dla repolonizatorów, którzy pewnie nie chcieliby okazać się ostatnimi frajerami – spadek ROE w polskiej branży bankowej będzie przejściowy i już w 2018 r. wskaźnik wróci do poziomu 8%. Tym niemniej można się spodziewać, że w Polsce przyspieszy konsolidacja branży bankowej, czyli banki będą się łączyły, żeby efektem skali powalczyć z mizerią ROE. Mniej banków to mniejsza konkurencja, a mniejsza konkurencja to wyższe ceny kont, kart, kredytów. Ale być może przynajmniej przyjemniej Wam będzie płacić wysokie prowizje polskim bankom, niż niemieckim, włoskim, amerykańskim, czy hiszpańskim?

LIKWIDACJA PLACÓWEK PRZYBIERZE NA SILE. A PRACOWNIKÓW? Z cyferek prezentowanych przez Deloitte wynika, że w Polsce na 10.000 mieszkańców przypada znacznie więcej placówek bankowych, niż w innych krajach regionu. U nas jest to 3,8 placówki na 10.000 ludzi, w innych krajach Europy Środkowej – 3,2. Oczywiście ten stan może się utrzymać ze względu np. na to, że te placówki staną się bardziej dochodowe (bo może znajdą taki model działalności, który pozwala im zarabiać kasę). Ale na razie się na to nie zanosi. Dziś w Polsce jest 14.500 oddziałów banków, a w ciągu trzech ostatnich las ich liczba spadła o jakiś tysiąc.

Gdyby zagęszczenie placówek miało się zmniejszyć w Polsce do poziomu środkowoeuropejskiego, to musiałoby ich być o 15% mniej, niż dziś. Czyli o jakieś 2100 mniej. To oznaczałoby dwukrotne przyspieszenie likwidacji placówek w porównaniu z obecnym tempem. Innymi słowy – istną rzeź. Na szczęście wywalanie na bruczek pracowników banków może mieć mniejszy zakres, bo akurat w tej dziedzinie mamy nad innymi krajami tę przewagę, że proporcjonalnie do liczby placówek w polskich bankach pracuje o 15-20% mniej ludzi, niż w krajach sąsiednich.

OPROCENTOWANIE DEPOZYTÓW PRZESTANIE SPADAĆ? Pewnie zastanawiacie się czy banki mogą płacić za nasze depozyty jeszcze mniej, niż płacą. Owszem, jest to możliwe, bo na Zachodzie są już banki, które każą klientom (co prawda głównie korporacyjnym) dopłacać do trzymania pieniędzy w skarbcu (czyli naliczają zerowe lub ujemne oprocentowanie). W Polsce marża odsetkowa – czyli zysk banku z różnicy między ceną pieniądza pożyczonego od klienta a tego udostępnionego innemu klientowi minus straty z nie trafionych kredytów) wynosiła w 2012 r. jakieś 2,7%. Teraz wynosi 2,3%, ale Deloitte nie spodziewa się, by miała dalej spadać. W 2018 r. ma wynosić 2,4%. To oznacza, że możemy mieć cień nadziei na utrzymywanie się oprocentowania depozytów na mniej więcej tym poziomie co dziś. Lepiej nie będzie, ale może nie będzie też gorzej?

SZUKASZ NAJBARDZIEJ NOWOCZESNEGO BANKU? ZAPRASZAMY DO… Deloitte postanowił zabawić się w Samcika :-)) i też założył konta w wielu bankach. A konkretnie w 76 bankach z ośmiu krajów. A potem sprawdził jak te banki radzą sobie w internecie. Analitycy wyhaczyli 650 funkcjonalności ważnych w nowoczesnej bankowości w pięciu dziedzinach (gromadzenie informacji o kliencie przed zadzierzgnięciem z nim relacji, otwarcie konta, onboarding czyli dzialania „powitalne”, codzienne operacje, rozwój relacji bank-klient oraz zakończenie tejże). I sprawdzili jaką część z nich banki oferują w internecie lub aplikacji mobilnej w smartfonie. Co wyszło z tego ćwiczenia? Ano okazało się, że tylko 10% kluczowych funkcjonalności jest dostępnych w prawie wszystkich bankach (a dokładniej w 80% banków lub więcej) przez internet. Do kanału mobile (czyli do banku w smartfonie) prawie wszystkie banki włożyły tylko 3% funkcjonalności bankowych.

Jeśli szukacie banku, w którym najwięcej rzeczy da się załatwić przez internet lub smartfona, to zapraszamy… na Słowację. Najlepiej zdigitalizowany bank w naszym regionie to Tatra Banka, największy bank na rynku słowackim. Ale zaraz za nim znalazły się w rankingu ING Bank Śląski, mBank, zaś na czwartym miejscu zagościł jeszcze Bank Millennium. W piątce namieszał jeszcze konkurent Tatra Banku na Słowacji, czyli bank VUB. Polskie banki najlepiej w regionie radzą sobie z przyjmowaniem klientów na pokład w sposób zdalny, zaś słabiej od słowackich banków – z utrzymaniem z klientami digitalnej relacji przy codziennym bankowaniu.

Te procenty, które widzicie na wykresie powyżej to odsetek wszystkich funkcjonalności zauważonych w najlepszych bankach regionu, które wdrożył dany bank. Czyli np. Tatra Banka ma dwie trzecie wszystkich nowinek, które zostały zauważone przez Deloitte w najlepszych (najbardziej digitalnych) bankach całego regionu. A z kolei na wykresie poniżej macie krótkie podsumowanie tego co potrafią zrobić z klientem w kanale digitalnym (czyli przez internet lub smartfona) banki z poszczególnych krajów. W Polsce jest moc!

 

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany