24 września 2022

Prof. Tyrowicz: nie ma na co czekać z podwyżkami stóp, powinny być wyższe. Wysokiego bezrobocia nie będzie. A jeśli przegramy z inflacją – będzie znacznie gorzej

Prof. Tyrowicz: nie ma na co czekać z podwyżkami stóp, powinny być wyższe. Wysokiego bezrobocia nie będzie. A jeśli przegramy z inflacją – będzie znacznie gorzej

Prof. Joanna Tyrowicz, nowa członkini Rady Polityki Pieniężnej, w rozmowie z „Subiektywnie o Finansach” opowiada Maciejowi Danielewiczowi, jak powinna przebiegać walka z inflacją. Czy musi boleć, jak bardzo, i co będzie, jeśli tej walki nie zaczniemy wreszcie wygrywać?

  • Tak bardzo realnie ujemnych stóp procentowych jak Polska nie ma żaden rozwinięty kraj na świecie. Przy obecnej inflacji i stopach procentowych w rok każdy traci 10% realnej wartości swoich oszczędności, a Polska staje się krajem wyjątkowo nieatrakcyjnym dla inwestorów. Może nas to drogo kosztować.
  • Czy można przeczekać wysoką inflację? Zamożne gospodarstwa domowe zapewne mogą sobie na to pozwolić, ale dla części gospodarstw domowych wysoka i uporczywa inflacja będzie miała dotkliwe skutki. Wymusi rezygnację z zakupów podstawowych produktów, takich jak leki czy żywność przyzwoitej jakości. Inflacja już dziś jest problemem społecznym, a jej utrwalenie będzie tylko jeszcze bardziej szkodliwe.
  • Podnoszenie stóp procentowych malutkimi porcjami mija się z celem. Skoro uznajemy, że powinny być wyższe niż teraz, to trzeba je podnieść teraz, żeby nie odraczać efektów tych działań. Jeśli teraz nie przejdziemy przez ten trudny moment [walki z inflacją], to znajdziemy się w dużo trudniejszej sytuacji. Zapłacimy jeszcze jedną karę: nasza waluta będzie się osłabiać wobec walut takich jak euro czy dolar, bo tam ludzie uwierzą w rychły spadek inflacji.
  • Każdemu, kto się obawia, że podwyżki stóp sprowadzą na nas nieszczęście wysokiego bezrobocia rodem z wczesnych lat 2000., mówię z otwartą przyłbicą: nie! Dziś inna jest demografia, inaczej reagują przedsiębiorstwa, w inny sposób poszukuje się pracy. Tamta historia się nie powtórzy. Nawet gdyby dziś podnieść stopy procentowe o 2, 3 czy potencjalnie 4 pkt procentowe – nadal nie będziemy stali nawet blisko restrykcyjności polityki pieniężnej z tamtych czasów. Mamy wyjątkową sytuację: wysoką inflację, ale niezły wzrost PKB i silny rynek pracy. W takiej sytuacji po prostu trzeba podnosić stopy
  • Kredytobiorcy hipoteczni powinni pamiętać, że choć ich rata rośnie, to inflacja podgryza wartość ich kredytu jeszcze bardziej. Nominalna wartość nieruchomości rośnie wraz ze wzrostem cen, a wartość zobowiązania wobec banku pozostaje taka sama. Oczywiście trzeba zrozumieć, że chwilowo dla wielu osób ta sytuacja jest trudna, bo raty wzrosły, ale w średnim i dłuższym okresie inflacja uszczupla kredyt szybciej niż wzrost rat obciąża gospodarstwa domowe.
  • Nie chodzi o to, żeby „się zgadzało w tabelkach” [2,5% inflacji jako cel NBP], tylko żebyście mieli Państwo poczucie, że pieniądze, na które ciężko pracujecie, zachowają realną wartość! Że nie musicie się martwić, co zrobić z pieniędzmi, żeby nie straciły tej wartości. Zadaniem Rady Polityki Pieniężnej jest zapewnienie wszystkim tego bezpieczeństwa

Prof. Joanna Tyrowicz, jest nowo powołaną członkinią Rady Polityki Pieniężnej. Za półtora tygodnia będzie uczestniczyć po raz pierwszy w nowej roli na posiedzeniu RPP. Zaś od RPP zależy oprocentowanie lokat i kredytów, a także sporo innych kwestii w naszym systemie finansowym, w tym kurs złotego. Prof. Tyrowicz w rozmowie z „Subiektywnie o Finansach” ujawnia kuchnię działania RPP, kulisy podejmowania decyzji i mocno polemizuje z opiniami większości członków RPP do do sposobów walki z inflacją.

Zobacz również:

Ostatnio słyszeliśmy od prezesa NBP, że kończy się cykl podwyżek stóp procentowych. Że czeka nas może jeszcze jedna, niewielka podwyżka w październiku i kredytobiorcy będą już mogli spać spokojnie. Zapewne tak będzie, bo opinię prezesa NBP podziela większość składu RPP. Mimo, że inflacja wynosi ponad 16%, z tego 10% to inflacja bazowa, niezależna od wojny i kryzysu energetycznego.

Ale prof. Tyrowicz mówi, że stopy procentowe koniecznie trzeba podnosić dalej. Punktem odniesienia może być poziom inflacji bazowej, która obecnie wynosi ok. 10%. Stopa referencyjna NBP wynosi obecnie 6,75%. Obecnie poziom stóp proc. jest bardzo silnie ujemny. I nawet gdyby stopy proc. podnieść o kolejne 2, 3 pkt proc., a może nawet 4 pkt proc. to i tak restrykcyjności polityki pieniężnej byłaby bez porównania mniejsza niż wcześniej w latach wysokiej inflacji.

Podwyżki mogą oznaczać chwilowe schudnięcie wielu portfeli, ale – zdaniem naszej rozmówczyni – nagrodą będzie stabilność cen, czyli ochrona realnej wartości naszych wynagrodzeń i oszczędności w długim terminie. Oraz większa szansa na to, że za kilka lat zdrowa gospodarka ruszy do przodu na zdrowych podstawach.

Prof. Tyrowicz mówi też: „nie bójmy się dużego bezrobocia, nie będzie go”. Jej zdaniem gospodarka jest na takim etapie rozwoju, że dostosowanie rynku pracy do wyższych stóp procentowych odbędzie się w taki sposób, że pracownicy nie dostaną podwyżek wynagrodzeń. Nie będzie masowych zwolnień ani upadłości firm.

Maciej Danielewicz: Jest pani nowo wybraną członkinią RPP, ale również profesorem ekonomii, pracuje pani na Uniwersytecie Warszawskim, jest pani szefową i założycielką ośrodka badawczego GRAPE, czyli – różne funkcje. Rozumiem, że teraz RPP będzie na pierwszym planie?

Prof. Joanna Tyrowicz: Niewątpliwie. To jest zdecydowanie największa odpowiedzialność i najważniejsze zadanie.

Wraca pani do NBP po kilku latach nieobecności. Jak się pani czuje?

Żartowaliśmy z kolegami, że stanę na dole i krzyknę „Honey, I’m home”, ale to mogłoby być opacznie zrozumiane, więc się powstrzymałam. Inna sprawa, że bank dziś to zupełnie inna instytucja niż ta, którą znałam. Moja Mama powtarzała, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki i bardzo silnie odczuwam sens tych słów dzisiaj.

W Narodowym Banku Polskim kilka lat temu przez wiele lat zajmowała się pani m.in. przygotowywaniem analiz i wszystkich danych do projekcji inflacji. Wie pani, co trzeba przygotować, żeby RPP mogła efektywnie podejmować decyzje. Przed wyborem do RPP mówiła pani, że czeka na możliwość zapoznania się z danymi. Miała już pani taką okazję?

My jako analitycy mieliśmy zawsze bardzo daleko idącą specjalizację. Dzięki temu mogliśmy być naprawdę na bieżąco z tą częścią gospodarki, za którą każdy z nas odpowiadał i główną siłą tego całego zespołu badawczego było to, że nawzajem uzupełnialiśmy swoją wiedzę i umiejętności. Nie jest więc prawdą, że bardzo dokładnie wiem o wszystkich danych, bo zajmowałam się swoimi obszarami – rynki pracy, gospodarstwa domowe, czasem sektor przedsiębiorstw. Natomiast rzeczywiście aktywnie uczestniczyłam w procesie tworzenia materiałów i przekazywania ich członkom rady, więc rzeczywiście moje doświadczenie jest może nie wyjątkowe, ale rzadkie.

Inna sprawa, że nie tylko członkowie RPP są pewnego rodzaju ciałem obcym dla banku centralnego, ale również prezesi. Czasami zdarza się, że członkami zarządu zostają osoby związane przez wiele lat z bankiem i znający instytucję od podszewki, ale nie jest to częste. Nieczęsto się też zdarza, żeby członkiem RPP – czy członkinią – została osoba, która ma tyle lat doświadczenia analitycznego. Do RPP wchodzili naukowcy, z bardzo dużym dorobkiem badawczym, czy osoby z dużym doświadczeniem praktycznym, ale chyba z mniejszym doświadczeniem analitycznym.

Rozmawiamy tuż przed blackoutem, czyli okresem, w którym członkowie RPP nie wypowiadają się dla mediów. Jeśli za moment będzie blackout, to znaczy, że już niedługo będzie posiedzenie RPP i to będzie pierwsze dla pani posiedzenie RPP…

Pierwsze w nowej roli.

Czy wie już pani więcej niż przed wyborem, co się będzie działo na tym posiedzeniu? I zna już pani wszystkie potrzebne materiały?

To ciekawy wątek i pokazuje, jak bardzo zmienił się bank na przestrzeni lat. Z czego bierze się koncepcja blackoutu? Kiedy członkowie RPP czy analogicznych ciał w innych bankach centralnych dostają nowe materiały analityczne, to często są to materiały oparta o dane czy wiedzę, do której nie mają dostępu uczestnicy rynku, np. z banków komercyjnych czy dziennikarze. Blackout to oczekiwanie, że ta wyjątkowa wiedza nie opuści murów banku, dopóki nie zostanie podjęta decyzja o stopach procentowych, aby wszyscy uczestnicy rynku mieli równe szanse.

Blackout nie jest wolą jakiejś osoby, wynika wprost z dostępu do wyjątkowej wiedzy, a nie z kalendarza jako takiego. Z doświadczenia z pracy w NBP sprzed kilku lat wiem, że nie śmielibyśmy dostarczyć materiałów w terminie krótszym niż 7 dni przed posiedzeniem, a przed RPP materiał musiał przecież zaakceptować zarząd NBP, czyli prezes. Gdyby materiał nie dotarł do członków RPP na przynajmniej tydzień przed posiedzeniem, uważalibyśmy, że uniemożliwiliśmy im przemyślenie, zadanie pytań, przetrawienie całości itp.

Ale dostała pani już te materiały?

Gdybym dostała, to byśmy nie rozmawiali.

Czyli to się zdarzy w przyszłym tygodniu?

Jak się zdarzy, to będę panu w stanie powiedzieć po następnej radzie, jak długi blackout faktycznie powinien być obecnie.

Poprosiła pani o jakieś wyjątkowe materiały?

Jeszcze nie miałam takiej szansy, bo to trzeba zgłosić do protokołu na posiedzeniu RPP.

Czyli jest pani w takim stanie wiedzy, jak w momencie przekraczania progu NBP w tej nowej roli?

Na pewno więcej wiem, jak funkcjonuje dzisiaj bank.

Kolejne posiedzenie odbędzie się już za półtora tygodnia. Prezes Glapiński zapowiadał, że odbędzie się dyskusja, czy podwyższać stopy proc. o 25 pkt bazowych czy 0 pkt bazowych. Ma pani już jakieś zdanie na ten temat?

Mam i nie jest ono bardzo podobne do zdania pana prezesa. Generalnie w polityce pieniężnej stosuje się kilka zasad.

Pierwsza jest taka, że jeżeli uważasz, że stopy powinny być na określonym poziomie, podnoszenie stopniowe mija się z celem. Jest tak dlatego, że efekty podnoszenia stóp widziane są w gospodarce z odroczeniem, więc takie drobienie kroczkami, po troszku, odsuwa moment, w którym zobaczymy skuteczność poprzednich zmian stóp procentowych.

W tym sensie podniesienie stóp ostatnio o 25 pkt bazowych miałoby sens tylko wtedy, gdybyśmy mieli bardzo silne przekonanie, że stopa faktycznie i docelowo powinna wynosić 6,75%. Jeśli docelowa stopa referencyjna powinna być wyższa, to podnoszenie po 25 pkt bazowych po prostu nie ma sensu.

Nie jest za bardzo skuteczne podnoszenie cztery razy po ćwierć pkt proc., jeśli podnieść trzeba o cały punkt procentowy. Zresztą widać to w decyzjach EBC czy Fed: podnoszą stopy znacznie bardziej zdecydowanie, mimo że inflacja i w strefie euro, i w USA jest niższa i wolniej narasta niż w Polsce. To jest tzw. dobra sztuka prowadzenia polityki pieniężnej.

Z drugiej strony możemy mieć wątpliwości co do pożądanego docelowego poziomu stóp procentowych, bo to zawsze jest i będzie obciążone niepewnością. Możemy szukać analogii w przeszłości, ale gospodarka się rozwija, więc analiza przeszłości może być co najwyżej punktem startu.

Mamy w Polsce realnie bardzo silnie ujemne stopy procentowe: jeżeli inflacja pozostałaby na niezmienionym poziomie, to przy tych stopach procentowych każdy traci około 10%. Tak silnie realnie ujemnych stóp procentowych nie ma praktycznie żaden rozwinięty obszar walutowy na świecie. I to też oznacza, że Polska jest wyjątkowo nieatrakcyjna dla inwestorów, co widzimy w kursie walutowym, szczególnie w tych momentach, kiedy inne obszary walutowe podnoszą stopy procentowe.

Podsumowując – nie ma sensu podnosić stopniowo, bo i tak skumulowane efekty widać z opóźnieniem, a nasze stopy proc. są wyjątkowo niskie.

Po trzecie jest oczywiście perspektywa kredytobiorców: stopy wydają się wysokie, bo wzrosły od zero procent jeszcze nie tak dawno temu do ponad 6%. Ale trzeba sobie uświadomić, że choć wysokość raty rośnie, to inflacja podgryza nasz kredyt bardziej, bo przecież nominalna wartość naszej nieruchomości rośnie wraz ze wzrostem cen, a wartość zobowiązania wobec banku pozostaje taka sama. Choć trzeba zrozumieć, że chwilowo dla wielu osób ta sytuacja jest trudna, bo raty wzrosły, to w średnim i dłuższym okresie inflacja uszczupla państwa kredyt szybciej niż wzrost tych rat obciąża państwa gospodarstwa domowe.

Po czwarte działamy w warunkach wyjątkowych. Jedno to wysoka inflacja, wciąż przyzwoita dynamika PKB, silny rynek pracy. W takiej sytuacji po prostu trzeba podnosić stopy procentowe. Drugie to sytuacja geopolityczna, tuż za naszą granicą od ponad pół roku trwa wojna, a zaczyna się właśnie druga. I jeszcze dodatkowo globalny kryzys energetyczny. W warunkach tych bardzo dużych niepokojów wskazane wydaje się nawet bardziej zdecydowane podnoszenia stóp procentowych.

Po piąte wszystko jeszcze jest podlane w Polsce sosem bardzo ekspansywnej polityki fiskalnej. To odróżnia Polskę dziś od wielu innych krajów rozwiniętych oraz czyni politykę pieniężną bezzębną albo … „mniejzębną”. Skuteczność podnoszenia stóp proc. jest niższa, bo w praktyce stopy proc. mają powiedzieć gospodarstwom domowym: trzeba przystopować z wydatkami.

Tymczasem transfery ze strony fiskalnej mówią: hulaj dusza, piekła nie ma; wydawaj, ile chcesz. Biorąc to pod uwagę, polityka pieniężna musi być jeszcze bardziej restrykcyjna, niż byłaby w normalnych warunkach, stopy proc. będą musiały być wyższe i będą musiały pozostać na tym poziomie przez dłuższy czas, żeby osiągnąć ten sam cel.

Po szóste i po ostatnie, nie chodzi przecież o to, żeby się zgodziło w tabelkach, bo obiecaliśmy 2,5% (cel inflacyjny NBP), tylko żebyście mieli państwo poczucie, że pieniądze, na które ciężko pracujecie, mają zachowaną wartość. Że nie musicie się martwić, co zrobić z pieniędzmi, żeby nie straciły wartości. Zadaniem Rady jest zapewnienie wszystkim bezpieczeństwa, że pieniądze, które zarabiają mają stabilną wartość.

Biorąc pod uwagę tych sześć aspektów, nie ma dzisiaj wątpliwości, że stopy trzeba podnosić, że są dzisiaj zdecydowanie za niskie i że trwanie przy podnoszeniu ich o 0,25 pkt proc. na kolejnych posiedzeniach nie byłoby rozsądną strategią. Czy trzeba je podnosić na najbliższym posiedzeniu, to jest zupełnie inna kwestia.

Pięknie pani zarysowała cały obszar prowadzenia polityki pieniężnej, ale co ma powiedzieć taki konsument, jeśli ze strony NBP płynie sygnał, że jest co prawda wysoka inflacja, ale ona pochodzi z zewnątrz, my (w sensie RPP) nie mamy na nią żadnego wpływu, a dodatkowo już niedługo wszystko się uspokoi. I że pod koniec przyszłego roku inflację będziemy „trzymać w karbach”, być może zaczniemy obniżać stopy.

W karbach to nie znaczy w celu.

Cytuję pana prezesa NBP, który tak powiedział. Przeciętny kredytobiorca, konsument myśli sobie: „jeszcze poczekam kilka kwartałów i wszystko wróci do normy”. W związku z tym ani specjalnie nie ogranicza swoich wydatków, ani nie oszczędza – chociaż pewnie powinien, przy inflacji, która wynosi 16% i przy niewiadomych perspektywach rynku pracy… Ale mamy zapowiedzi, że wszystko będzie dobrze w przyszłym roku. Ile ma wynieść inflacja na koniec przyszłego roku, nie podejmuję się rozstrzygać w tej chwili, były różne koncepcje…

6, 9 albo 12? Celem podnoszenia stóp procentowych jest zachęcenie gospodarstw domowych do tego, żeby nie zwiększały wydatków. Jeśli ceny rosną, to ja np. za swoje pieniądze dzisiaj mogę kupić więcej rzeczy, niż jak poczekam parę miesięcy. Dlatego inflacja dla części gospodarstw domowych, szczególnie wysoka inflacja, może stanowić impuls do zakupów. A to wzmacnia impuls inflacyjny i przedłuża jego oddziaływanie na gospodarkę.

Jeśli patrzymy na dane z rynku pracy, to widać wyraźnie, że od samego początku przyspieszenia inflacji, czyli od półtora roku, nie ma wysokich wzrostów wynagrodzeń, ani w sektorze publicznym, ani w małych przedsiębiorstwach. Wzrosty dotrzymywały mniej więcej kroku inflacji tylko w sektorze przedsiębiorstw, czyli dla 8,5 mln pracowników pracujących w firmach powyżej 49 pracowników z 16 mln pracujących ogółem.

Najnowsze dane wskazują, że nawet w tej grupie osób już dzisiaj dynamika realnych wynagrodzeń jest ujemna, tzn. dzisiaj średnia pensja pozwala kupić mniej niż rok temu. I niezależnie od tego, co zrobiłaby polityka pieniężna, gospodarstwa domowe w Polsce mogą sobie dzisiaj pozwolić na mniej konsumpcji. I jest to pożądane, bo pomaga stopniowo schładzać gospodarkę. Oczywiście poza dochodami z pracy są jeszcze dochody z transferów i to właśnie niepokoi, to właśnie wybija zęby polityce pieniężnej.

Czy można przeczekać inflację? Oczywiście są gospodarstwa domowe, które są na tyle zamożne, że z ich punktu widzenia wzrost cen w koszyku konsumpcji o 10, 15 czy 20% to może być powód do irytacji, ale nie jest to coś, co faktycznie wpłynie na ich wybory konsumpcyjne. Ale dla znacznej części społeczeństwa spadek realnej wartości pieniądza jest obiektywnie odczuwalny. Nawet jeśli nie jest on odczuwalny w wydatkach podstawowych, jak żywność czy ubrania, to kiedy zaczynamy domykać budżet wydatkami na ogrzewanie, na prąd, to budżet przestaje się spinać, więc strategia na przeczekanie jest dla większości z nas niedostępna.

Możemy oczywiście uronić łzę nad ciężkim losem kogoś, kto musi zacisnąć pasa bardzo komfortowego poziomu życia na komfort+, ale dla części gospodarstw domowych inflacja wymusi rezygnację z realnie podstawowych produktów, takich jak leki czy żywność odpowiedniej jakości. Dlatego inflacja już dziś powoduje problem społeczny i jej utrwalenie będzie tylko jeszcze bardziej szkodliwe.

Między innymi na tym polega dzisiaj problem z polityką fiskalną w Polsce. To nie jest tak, że głupi ekonomiści nie rozumieją, że trzeba pomóc tym osobom, które sobie nie radzą, tylko na tym, że zamiast sensownie adresować środki do tych osób, które sobie nie radzą, kierujemy zbędne środki też do tych, z których możemy przyjaźnie pożartować.

Musimy rozmawiać osobno o gospodarstwach w naprawdę trudnej sytuacji, dla których wsparcie rządu okaże się niewystarczające – a osobno o tych, dla których to wsparcie jest zbędne, ale zachęci je do podtrzymywania popytu konsumpcyjnego i przedłuży okres wyższej inflacji dla wszystkich, w tym również dla osób, które sobie z obecną sytuacją nie poradzą. Nie chodzi o to, żebyśmy przestali realizować transfery społeczne, to nie odwieczny spór między lewicą a prawicą, lecz twarde pytanie o sens gospodarczy tego, co robimy.

Nie jest wartością samą w sobie przekazywanie środków finansowych do wszystkich, czyli także do tych, którzy ich nie potrzebują. Wakacje kredytowe okazały się takim właśnie instrumentem. Jest on bardzo kosztowny, akurat nie dla budżetu, a dla sektora bankowego, uniwersalnie korzystny (choć duża grupa kredytobiorców z nich nie skorzystała), a jednocześnie jest to instrument wprowadzany w momencie, kiedy jest rekordowe nadpłacanie kredytów hipotecznych.

Jednym słowem można by wydać mniej pieniędzy, np. z budżetu, a pomóc lepiej i aż tak bardzo nie wpłynąć na wzrost konsumpcji, ale to są kwestie polityki fiskalnej. Bank centralny wie o tym i co ma zrobić w tej sytuacji? Musi prowadzić swoje działania, dbać o inflację.

Rada Polityki Pieniężnej i bank centralny mają tylko jeden mandat i on brzmi: utrzymywanie stabilności cen. Inne cele społeczne mogą próbować osiągać instytucje rządowe, ale jedynym celem polityki pieniężnej z mocy prawa w Polsce i z praw ekonomii jest sprowadzenie inflacji do celu.

Każdemu, kto chce powiedzieć, że takie podejście sprowadzi na nas nieszczęście wysokiego bezrobocia wczesnych lat 2000., że dzisiaj tacy ludzie jak ja chcą doprowadzić do tego samego, mówię z otwartą przyłbicą: nie. Inna jest demografia, inaczej reagują przedsiębiorstwa, w inny sposób funkcjonuje poszukiwanie pracy, tamta historia się nie powtórzy. Ale też – nigdy w Polsce nie było ujemnych realnych stop proc. na poziomie 10%. Wtedy RPP obniżała inflację, utrzymując realne stopy procentowe na poziomie plus 12%. To jest 22 pkt proc. różnicy realnych stóp proc. wobec dzisiejszej sytuacji!

Chciałam to przypomnieć wszystkim państwu, którzy się niepokoją, że podnoszenie stóp proc. przypomina prowadzenie polityki pieniężnej w latach 90. Nawet gdyby dziś podnieść stopy procentowe o 2, 3 czy potencjalnie 4 pkt procentowe –przy dzisiejszych danych – to nadal nie będziemy nigdzie blisko skali restrykcyjności tamtej polityki pieniężnej. Przy czym ocena, czy to powinny być 2, 3 czy 4 pkt procentowe wymaga wcześniejszej analizy skuteczności wcześniejszych podwyżek.

Czy z ujemnymi realnymi stopami proc. da się wygrać z inflacją, nawet jeśli to będzie jeszcze podwyżka o 2, 3, 4 pkt proc.? Cały czas będą ujemne.

Pytanie, co to jest inflacja, czy patrzymy tylko na inflację bazową czy na całą inflację.

Inflacja bazowa to 10%.

I to właśnie jest punkt odniesienia dla podwyżki stóp. To obecnie bardzo ciekawa dyskusja naukowa prowadzona na całym świecie, bo Polska nie jest jedynym krajem o ujemnych realnych stopach procentowych: czy jest możliwe obniżenie tak rozbuchanej inflacji przy realnie ujemnych stopach.

Część odpowiedzi brzmi: ponieważ jesteśmy po 10 latach luzowania ilościowego, to stopa procentowa nie jest jedynym instrumentem dla banków centralnych. Mają one do dyspozycji zacieśnienie ilościowe, czyli ściąganie z rynku tej płynności, której dostarczały w bardzo dużych ilościach w ostatniej dekadzie. To oznacza, że nie można tak po prostu patrzeć na podwyżki stóp, bo one są na sterydach tego dodatkowego zacieśniania ilościowego. Z tym że nie jest to argument dla Polski, bo w Polsce luzowania ilościowego nie było.

Wczoraj największy bank centralny, czyli amerykański Fed, podniósł stopy procentowe już trzeci raz w tak dużej skali, czyli o 75 pkt bazowych. Rynki finansowe się tego spodziewały, ale zapowiedziano też dalsze podwyżki do końca tego roku do 4,4 proc. Czyli znacznie więcej niż wcześniej oczekiwano. Przekaz jest jasny: ma boleć, musi boleć. Rynek pracy musi osłabnąć i wzrost gospodarczy musi osłabnąć.

Powiedziała Pani, że w Polsce stopy muszą być znacznie wyższe i szybsze. I w ciągu kilku kwartałów doprowadzić do osłabienia gospodarczego, spadku konsumpcji, osłabienia rynku pracy. Czy do wzrostu bezrobocia? Już nie będzie w Polsce bezrobocia na poziomie 20%?

Poziomu 20% na pewno nie będzie.

Ale prezes Glapiński pokazał na konferencji taką dychotomię – albo jesteśmy bardzo ostrożni, albo bezrobocie skoczy do 30% i będziemy mieli ludzi pod mostami i bankrutujące firmy.

Nie wiem, skąd prezes Glapiński ma takie informacje, na pewno nie wynikają one z takich analiz danych, które ja rozumiem, znam i byłabym w stanie sama zrobić.

Czyli kryzysu na rynku pracy nie należy się bać?

Dzisiaj w Polsce dostosowania rynku pracy do sytuacji w gospodarce odbywają się za pośrednictwem płac i to już teraz widzimy. Nie będą się odbywały za pośrednictwem masowych zwolnień. Nawet w okresie po bankructwie Lehman Brothers czy potem w 2013 r., czyli okresach słabej koniunktury, nie było masowych zwolnień i nie ma powodu, żeby były teraz.

Nie lubię tej narracji także dlatego, że wszystkie banki centralne od kilku miesięcy zmieniły zupełnie ton: przestały bagatelizować inflację, zwracają uwagę na odkotwiczenie oczekiwań inflacyjnych. Dzisiaj te banki mówią bardzo twardymi słowami: na nas spoczywa odpowiedzialność „dowiezienia” przed wszystkim stabilności cen.

Amerykańska narracja brzmi: jeśli nie zapewnimy teraz wystarczającej wiarygodności polityki pieniężnej, to powtórzymy błąd z lat 70. i będziemy mieli utrzymującą się przez długi czas inflację i niski wzrost PKB. Europejska narracja mówi: jak tego nie zrobimy, to zapłacą najsłabsi. Nikt nie mówi, że boli, bo musi boleć – wszyscy mówią, że jeśli teraz nie przejdziemy przez ten trudny moment, to znajdziemy się w dużo trudniejszej sytuacji. Ta twarda retoryka ma także pomóc w zakotwiczeniu z powrotem oczekiwań inflacyjnych, które przesunęły się, po długim okresie stabilności, z 0% do 2,5%, ale nie zatrzymały się i nadal narastają.

Natomiast jeśli spojrzymy na komunikację banku centralnego w Polsce, to nie wiem, do czego chcemy przekonać gospodarstwa domowe. W mojej ocenie potrzebne jest nie mniej twarde zobowiązanie, że doprowadzimy inflację maksymalnie szybko do celu. Trzeba stanąć w prawdzie i ocenić, gdzie zawiodły interpretacje danych, pomyliliśmy się, myśleliśmy, że jakieś zjawiska są przejściowe, a okazały się wyjątkowo trwałe – ale teraz już jesteśmy mądrzejsi i zmieniamy i nastawienie, i politykę. To by było coś, co w jasny sposób zakomunikowałoby, jakiego rodzaju działań po stronie banku centralnego należy się spodziewać.

Podniesienie stóp przez Fed o 0,75 pkt proc. nie było dla nikogo zaskoczeniem, bo twarda retoryka Jerome’a Powella, szefa Fed, od dwóch miesięcy przywraca wiarygodność jego słowom. My mamy „6, 9, 12 …” i karby zamiast celu inflacyjnego. Powinniśmy się zobowiązać do przywrócenia inflacji do poziomu 2,5%. Jak tego nie zrobimy, to zapłacimy jeszcze jedną karę: nasza waluta będzie się osłabiać wobec walut takich jak euro czy dolar, bo tam ludzie uwierzą w rychły spadek inflacji.

A jak pani ocenia skuteczność swoich działań na posiedzeniach RPP?

Jedna osoba ma jeden glos w docelowo 10-osobowej [docelowo, bo na razie brakuje 2 osób – przypis Maćka Danielewicza]. Radzie Polityki Pieniężnej. Jeden głos ma prezes Glapiński [w przypadku równowagi w głosowaniu, głos prezesa przeważa – dopisek autora], jeden głos mam ja. Jeżeli dla czytelników, słuchaczy i widzów jest w jakiś sposób przekonująca moja narracja gospodarcza i cele polityki pieniężnej, to jesteśmy w stanie podejmować mądrzejsze wybory w naszym codziennym życiu, a może też jesteśmy stanie przekonać do zmiany zdania większą liczbę członków RPP.

Chciałabym, żebyśmy przestali dyskutować o podwyższaniu stóp procentowych w kontekście „dowalenia” kredytobiorcom albo dorżnięcia biznesu, tylko – jak dorośli ludzie – ustalili, że mamy kilka opcji, z których żadna nie jest idealna, ale niektóre są wyraźnie gorsze. Pozwolenie inflacji na trwanie nie jest rozwiązaniem łagodnym, to rozwiązanie najbardziej szkodliwe dla wielu grup społecznych i to szkodliwe długofalowo. Doprowadzenie inflacji do celu najszybciej, jak się da, jest tym, co zapewnia nam wszystkim stabilność relacji gospodarczych.

Bank centralny USA w komunikacie po ostatnim posiedzeniu podał też prognozy przyszłej inflacji. Fed spodziewa się powrotu inflacji do celu wyznaczonego przez bank centralny w 2025 r., czyli później niż wcześniej sądzono. Podobnie będzie w Polsce?

Prognozy i projekcje opracowywane dla RPP obejmują dwa lata do przodu, a jesteśmy w 2022 r.

A w horyzoncie projekcji widzi pani taką możliwość?

Nie, inflacja nie wraca do celu w horyzoncie projekcji, a przecież dynamikę cen w Polsce maskują tarcze antyinflacyjne, mamy ciągle nowe pomysły na transfery pieniędzy do społeczeństwa, a rok wyborczy zazwyczaj nie ułatwia roztropności w polityce fiskalnej.

Po każdym posiedzeniu RPP odbywają się konferencje prasowe. Obecnie są to wystąpienia prezesa NBP, przed pandemią obok prezesa zawsze zasiadało dwóch (albo dwoje) członków RPP. Czy planuje pani po posiedzeniach swoje wypowiedzi w takiej formie parakonferencji, żeby dać szansę wszystkim uczestnikom życia finansowego i gospodarczego w Polsce możliwość zapoznania się z pani opiniami?

Rozmawiamy teraz, każdy może wysłuchać naszej rozmowy. Nie wiem, czy formuła konferencji jest taką, która najlepiej służy komunikacji z obywatelami. Rozmawiam z panem, jednocześnie z pana słuchaczami, czytelnikami. Taki bezpośredni sposób komunikacji wymaga oczywiście poświęcenia więcej czasu, ale pozwala dostosować rozmowę i odpowiedzi do zainteresowań poszczególnych grup odbiorców.

Jaki jest w takim razie komunikat dla słuchaczy podcastu „Finansowe sensacje tygodnia” i czytelników „Subiektywnie o Finansach” na dziś? Jak mają się zachowywać, co robić, czego mają się bać?

Mój przekaz jest zawsze pozytywny: spokojnie, damy radę! Media mają naturalną tendencję, by trochę podkręcać informacje. Pana podcast nazywa się „Sensacyjnie o Finansach”?

„Finansowe sensacje tygodnia”, więc – musimy „dowieźć” jakąś sensację.

Sensację, właśnie. A życie się toczy każdego dnia: trzeba zarabiać, płacić rachunki, robić zakupy. Decyzje ekonomiczne nas wszystkich to nie jest coś, co trwa 15 sekund, zapali się i zgaśnie, bo jutro mamy nową sensację. Kiedy rozmawiamy o gospodarce musimy rozsądnie rozważyć między tym, co jest rzeczywiście newsem dnia, tak jak wczoraj była nim decyzja Fed (rozmowa odbyła się w czwartek 22 września), a tym, że ta decyzja będzie oddziaływała na nas przez długi okres, a nie tylko tego jednego dnia. Spokojnie, damy radę!

 

A tu można jeszcze wysłuchać całej rozmowy w wersji audio, w podcaście Finansowe Sensacje Tygodnia.

Subscribe
Powiadom o
136 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Mike
1 rok temu

Taka prosba, powtarzana nie tylko tutaj i nie tylko do twórców tego portalu: w dzisiejszych czasach jeżeli jakiś profesor, ekspert, znawca, specjalista itd. przed wypowiedzeniem swoich mądrości nie jest gotow polozyc na szali całego swojego majątku powinien być traktowany jako zwykly szarak i przedstawiany jako głos z komentarzy. Kilkadzieista lat temu chociażby tytuł naukowy coś znaczył i nie chodzi mi tylko o prestiż, ale i odpowiedzialność za wypowoadanr slowa, chociażby we wlasnym środowisku. Profesorowie bali się opowiadać dyrdymały które się potem nie sprawdzaly bo za to groził ostrazym i bilet w jedną stronę. Dzisiaj eksperci czy profesorowie klepią trzy po… Czytaj więcej »

Admin
1 rok temu

Bardzo fajnie, że to przypominasz. Inflacja niszczy sens pracy, bo jest ona wyceniana w coraz mniej wartym pieniądzu. Cztery lata temu złoto kosztowało 4000 zł za uncję, teraz 8000 zł. Czyli muszę dwa razy więcej zarobić, żeby kupić tę samą wartość. Z cenami mieszkań to samo. Za niszczenie wartości pracy ludzi powinien być pluton egzekucyjny

Tobiasz
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Na dzień dzisiejszy inflacja będzie najmocniej dociskać osoby, które nie są wyborcami PiS i których PiS nie targetuje. Górnicy dostaną zaraz kolejne podwyżki, bo Solidarność, czyli PiS – owska przybudówka sobie to wychodzi. Tak samo zaraz najpewniej pojawi się propozycja 15 emerytury, ponieważ 13 i 14 już nie starczają, dojdzie waloryzacja 500+, kolejne tarcze dla ogrzewających węglem i inne bzdetne programy wyborcze.

Admin
1 rok temu
Reply to  Tobiasz

No tak, ale przy inflacji rzędu 20-25% rocznie – a tyle ona realnie wynosi dla elektoratu PiS – nie ma możliwości w pełni tego zrefundować transferami. Oni będą biednieli

Tobiasz
1 rok temu

W krótkim okresie zostanie ona zrekompensowana transferami, ale długookresowo wiadomo, że ostatecznie pogrąży wszystkich 😉

T-1000
1 rok temu

Nie, inflacja nie jest demokratyczna. Nie daje każdemu po tyłku po równo, a właśnie jest najbardziej dolegliwa jest dla najuboższych. Pisowcy chcą tak trwać w tej inflacji, bo wtedy więcej i więcej ludzi będzie oczekiwało od nich zrzucania kasy z helikopterów i uzależniania się od tej złodziejskiej bandy.

Piotr
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Zgoda ze wszystkim, oprócz ostatniego zdania.(-;

jsc
1 rok temu

(…)Pani prof. Tyrowicz od kilkunastu lat zajmuje się analizowaniem rynku pracy i wszystkiego, co wiąże się z bezrobocie i zatrudnieniem.(…)
To proszę zadać Pani prof. pytanie dodatkowe… jak ona analizuje ten rynek w sytuacji, gdy jakieś 40% Polaków nie ma prawa do rejestracji jako bezrobotny?

Grzegorz
1 rok temu

Słuchałem tej Pani w Pana wywiadzie. Jej spójność wypowiedzi, merytoryka i proste argumenty bez żadnych zbędnych emocji nadają się na konferencję NBP a nie wypowiedzi Pana Glapińskiego typu może będzie tak a może będzie tak. Pani swoimi prostymi argumentami jest w stanie trafić do każdego słuchacza i wyjaśnić w czym jest problem. Najbardziej podobał mi się argument że jak idziemy po podwyżkę tylko z powodu inflacji a nie z powodu że lepiej pracuję, firma więcej zarabia dzięki mnie itp. to już nie jest dobrze. Tak jak Pani słusznie również zauważyła kredytobiorcy teraz mają ciężko bo mają wyższa ratę ale jak… Czytaj więcej »

Gienia
1 rok temu
Reply to  Grzegorz

Słuchałam wypowiedzi pani prof. już kilkakrotnie i zgadzam się z Panem. Jedyna nadzieja, że po wyborach tacy ludzie przejmą władzę. Będzie potrzeba kogoś mądrego i odważnego jak kiedyś Balcerowicz. Wiem, ze kadencja NBP nie odsunie Glapińskiego automatycznie po wyborach, ale już sama zmiana w M Finansów daje nadzieję.

T-1000
1 rok temu
Reply to  Gienia

Już wiadomo, że w 2023 r. w Polsce będzie duży problem z wyborami a przede wszystkim z oddaniem władzy przez obecny reżim.

Ppp
1 rok temu

Miło przeczytać wywiad z kimś mądrym. Tylko optymizm na końcu wydaje mi się nieco nadmierny.
Pozdrawiam.

karpiofil
1 rok temu

Pan Prezes już opanował inflację. Pani Profesor najwyraźniej nie słuchała konferencji 😉
A tak na poważnie to może przydałoby się Pana Prezesa na jakieś szkolonko z wystąpień publicznych wysłać bo widać, że da się lepiej komunikować politykę monetarną w Polsce.

E.G
1 rok temu

Glap mówi to co Kaczyński chce usłyszeć . Tego psuja sam prezes jednoosobowo wybrał żeby wygrać wybory, a skundlony Sejm i RPP merdała z aprobatą ogonem . Zobaczymy co zrobi obecna , teraz decyduje się przyszłość nowych pokoleń .

T-1000
1 rok temu
Reply to  karpiofil

Jego miejsce jest w pierdlu za podejmowanie decyzji narażających całe społeczeństwo na wielkie straty.

Szymon
1 rok temu

Pani profesor niby pamięta, ale jednak wypowiada się, jakby zapominała. Dokręcanie stop procentowych przy jednoczesnym dodruku kasy przez prezesa NBP spowoduje, że polska aspirująca klasa średnia z kredytem na własny kąt stanie się polską biedotą, a inflacja od tego nie zmaleje.
Stopy procentowe to mechanizm zarobku banków i nie ma to żadnego pozytywnego wpływu na resztę. A na wielu ma wpływ wręcz tragiczny. Dla niej bezrobocie czy współczynnik ubóstwa to tylko cyferki w tabelce, dla ludzi kosmiczny wzrost zadłużenia przez podwyżki stóp procentowych to tragedia. Bo wynagrodzenia nie rosną nawet w tabelkach tak szybko jak raty kredytów.

Tobiasz
1 rok temu
Reply to  Szymon

Tylko, że jeśli RPP będzie dalej podnosić stopy to drukowanie pieniądza przez rząd stanie się mniej opłacalne, ponieważ zwiększy się koszt obsługi zadłużenia, co nieuchronnie prowadzi do bankructwa państwa.

Szymon
1 rok temu
Reply to  Tobiasz

Tobiasz: tylko pchanie kasy w banki to nie jest metoda. Wysoka inflacja to zbyt duża podaż pieniądza na rynku. Przepchanie go do najbogatszych tej inflacji nie zmniejszy a jedynie sprawi, że biedni będą biedniejsi, a bogatsi mechanizmem państwowym będą jeszcze bogatsi. A z rynku pieniądz nie znika. Odpowiedzią byłaby odpowiedzialna polityka podatkowa, w tym podwyżki podatków tam, gdzie kasy nadmiarowej jest najwięcej. A rząd zamiast tego podatki obniża, pozostawiając więcej pieniędzy.
Zabawa stopami procentowymi to po prostu wyssanie kasy z tych którzy nie są totalnie biedni w taki sposób, żeby takimi biednymi się stali.

jsc
1 rok temu

Tylko czy przykład kraju (…)Nasz dolar wasza inflacja(…) jest miarodajny?

Grzegorz
1 rok temu
Reply to  Szymon

Sprawa jest jasna że każdy ma swoją prywatną sytuację. Część martwi się rosnącymi ratami kredytów, inni topniejącymi oszczędnościami, jeszcze inni tym że aktualnie nie mają jak wziąć kredytu a chcieliby kupić swoje pierwsze mieszkanie itp.. Ja wiem jedno, że jeżeli tak wysoka albo wyższa inflacja pozostanie z nami na dłużej to każda z tych grup oberwie jeszcze gorzej dlatego popieram to co mówi Pani Tyrowicz. Walka z inflacja zawsze bolała i też wolałbym żeby zapłacili za to Ci którzy ją wywołali a nie zwykli obywatele no ale…. Wyższa inflacja dla gospodarki patrząc oczywiście globalnie a nie z punktu widzenia jednostki… Czytaj więcej »

Admin
1 rok temu
Reply to  Grzegorz

Panie Grzegorzu, wydaje mi się, że Pańska konkluzja jest słuszna

E.G
1 rok temu
Reply to  Grzegorz

Też popieram prof. Tyrowicz. Puste półki i życie na kartkach przez całe lata jest jeszcze gorsze niż wysokie raty kredytów. skuteczna kuracja musi boleć jak się latami przekupuje elektorat i teraz wszystko zmierza do krachu.

Marek
1 rok temu
Reply to  Szymon

Tylko że kredytobiorcy którzy mają problem ze spłacaniem rat mają problem z przyjeciem do wiadomości że tak na prawdę nigdy nie było ich stać na dany kredyt czy daną nieruchomość. To że go mają zawdzięczają tylko i wyłącznie patologicznej polityce banków centralnych na całym świecie i kreowaniu pustego pieniądza.

Admin
1 rok temu
Reply to  Marek

Coś w tym jest – zerowe stopy procentowe to była patologia. Najgorsze jest to, że my ich nie potrzebowaliśmy

Szymon
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

W pełni się zgadzam z tym, że zerowe stopy to patologia. Ale teraz łatanie tego na szybko tłukąc biednych w kieszeń to jest sadyzm.

Szymon
1 rok temu

Za rok nic nie kupię, bo wszystko pójdzie na ratę kredytu. Niepotrzebnie sili się pan na złośliwość.

Szymon
1 rok temu

Panie Macieju Pytanie podstawowe jest następujące: dlaczego ten bałagan inflacyjny, który wywołany jest m.in. pchaniem bezmyślnego 500+ czy ochnastych emerytur, przy okazji podlany sosem wojny (która PiSowi spadła z nieba, bo na coś mogą zrzucić winę) musi być ratowany przez stosunkowo niedużą grupę ludzi. Główni beneficjenci transferów socjalnych mają nadal masę pustego pieniądza, ale zerowy koszt, bo najczęściej jest już bez kredytu, z majątkiem (lokum) zdobytym w tanich czasach. Podnosiłem to w komentarzu, który nie został chyba opublikowany – stopy procentowe to mechanizm duszenia aspirującej klasy średniej i pasienia banków. I jest to sposób nieskuteczny w obszarze redukcji podaży pieniądza,… Czytaj więcej »

Szymon
1 rok temu

Panie Macieju, argument o 1/5 w portfelu mniej już pan podnosił, ale podwyższone raty hipoteki zabierają więcej niż to, a inflacja zabiera swoje. Więc aspirujący z hipoteka mają nie 1/5 a 1/2 mniej. Za sam fakt istnienia wręcz. Oczywiście rozumiem, że rpp ma tylko jedno narzędzie w ręce, ale rodzi się pytanie o sens jej istnienia, skoro jedyne co potrafi to bawić się st00pkami. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jestem zbiasowany, bo mam kredyt hipoteczny, ale biorąc go kalkulowalem sobie pewne ryzyka. Natomiast ciężko przewidzieć ryzyko pod tytułem „aparat państwowy wyrzmie cię jak mokrą ścierkę”. A tym są… Czytaj więcej »

Grunwi
1 rok temu

Ja przyznam, że nie rozumiem dlaczego Pan dość uparcie ignoruje to co podnoszą wszyscy, z którymi Pan polemizuje – nikt nie ma nic przeciwko walce z inflacją przez podnoszenie stop procentowych. Tak, wszędzie się tak wygrywa. Ale nie wygra się z inflacją podnosząc stopy procentowe i jednocześnie sypiąc kasą, bo tego jakoś nie przypominam sobie w działaniach Fed. I taka konkluzja powinna paść z ust tej mądrej jakoby pani a jeśli nie, to prawdziwy dziennikarz powinien o to sam zapytać, a nie kiwać głową i słuchać mądrości, które przy tym co robi ten rząd po prostu nie mają zastosowania. O… Czytaj więcej »

E.G
1 rok temu
Reply to  Szymon

Te „ochniaste” emerytury to często 1400-1600 zł często na 2 osoby . Te mieszkania to często klitki z ślepymi kuchniami na które pracowali wiele lat.
Dalej zazdrościsz Szymonie ?

E.G
1 rok temu

Ma pan rację , przeżyłem tamten krach i nie chcę by papier toaletowy znowu awansował do miana papieru toaletowego a dziecko czekało na lato żeby przestać chodzić w butach zimowych .

E.G
1 rok temu
Reply to  E.G

Oczywiście miało być że papier toaletowy awansował do rangi papieru wartościowego

Marcin Kuchciak
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Citki jakiś czas temu przygotowały raport o polityce NIRP (ang. negative interest rate policy). Nie znaleźli jednoznacznie przekonujących argumentów, które stoją w teorii za tym, że negatywne stopy procentowe prowadzą do tego, iż banki centralne poprzez mało atrakcyjne oprocentowanie depozytów banków komercyjnych, zmuszają je do zwiększania akcji kredytowej. Cierpi na tym realny efektywny kurs walut (REER). Dochodzi do zakłóceń w prawidłowej wycenie instrumentów dłużnych i potencjalnie błędnej alokacji kapitału. Niskie stopy „wypychają” pieniądz w poszukiwaniu wyższych stóp zwrotu kosztem ponoszonego ryzyka (vide wieloletni rynek byka poprzedniej dekady w USA). Następuje lokowanie kapitału w obligacje o długich tenorach i słabym ratingu.… Czytaj więcej »

Szymon
1 rok temu

„To najbiedniejszym powinno zależeć, żeby zwalczyć wzrost cen jak najszybciej, bo oni najwięcej wydają na tzw. życie bieżące, i za rok im nie starczy, więc powinno się stopy podwyższyć w imię ochrony tych najbardziej potrzebujących.” Spoko, w tym tempie za rok dołączę do tych najbardziej potrzebujących jak rata pójdzie w górę jeszcze np. 50% Uprzedzając: kredyt brałem dość ostrożnie, na 30-40% zdolności, z ratą na poziomie 1/8 dochodów. Teraz rata to 1/3 dochodu, a inflacja mnie też dotyka, bo kredytobiorcy oprócz zwiększonych rat nie mają immunitetu na podwyżki cen, co wydaje się, że niektórzy zupełnie w swoich wypowiedziach zapominają. z… Czytaj więcej »

Szymon
1 rok temu

„Wszyscy musimy i będziemu musieli jeszcze bardziej zacisną pasa, po prostu. Nawet jeśli sami nie jesteśmy „winni”” 1. Nie potrzebuje współczucia. To frazes i tylko drażni. Zresztą ja sobie radzę, jestem tylko wkurzony. 2. Co do tego „wszyscy musimy” to jest to kłamstwo. Bo realnie dotyka to dość ograniczona grupę ludzi. Firmy odsetki przyjmą jako koszt, zakupy ratalne jak zdrożeją, to krótkoterminowo i nieba gigantycznymi kwotami (przeważnie). Jedynymi, którzy serio dostają po dupie są ci z hipoteka. Więc nie, nie wszyscy. Wszyscy cierpią przez inflację (poza rządem, bo to droga taniego wykupu z zadłużenia obligacjami itp.), ale realne obciążenie spada… Czytaj więcej »

Marek
1 rok temu
Reply to  Szymon

Nie mam pojęcia jak doszedłeś do takiego wniosku. Po pierwsze – mamy mimo wzrostów nadal najbardziej negatywne stopy procentowe w stosunku do inflacji na poziomie prawie -10, a więc kredyty wbrew pozorom nadal się dewaluują. Po drugie, nie dość że kredyty się dewaluują to znacząco wzrosła wartość nieruchomości na które te kredyty wzięto. Po trzecie – za tanie kredyty najwięcej płacą ludzie mający oszczędności ulokowane w bankach i oni też tracą najwięcej na inflacji, bo nie dość że inflacja uszczupla ich wartość to jeszcze jak ktos chce kupić nieruchomość bez kredytu to chyba nigdy na nią nie nazbiera bo wbrew… Czytaj więcej »

Jacek
1 rok temu
Reply to  Marek

Jaką pociechą dla kredytobiorców ma być fakt, że ich kredyt się dewaluuje, skoro to samo dotyczy wynagrodzenia, z którego jest spłacany? Ponadto wraz ze wzrostem rat zwiększa się tylko koszt obsługi tego zadłużenia, gdyż nie tylko procentowy udział, ale i nawet nominalna, nie mówiąc o realnej wartość części kapitałowej w racie najzwyczajniej spada.

Adam
1 rok temu
Reply to  Jacek

Kredyt ma większą wartość. Działa procent składany. Pensje wzrastają, obecnie poniżej inflacji, ale jednak.
W związku z tym, najbardziej poszkodowaną grupą są osoby z oszczędnościami, które często było zbierane przez wiele, wiele lat, a trudno to czymkolwiek skompensować. Podwyżka pensji nie wystarczy.

Jacek
1 rok temu
Reply to  Adam

Mam i kredyt i oszczędności – oczekuję ukrócenia druku fałszywego pieniądza w postaci wszelkich transferów i zapomóg, które tylko dodają impetu inflacji. Ale wiem, że są rodziny, które poduszki finansowej już nie mają i podniesienie WIBOR sprawi, że utracą jakąkolwiek płynność.

T-1000
1 rok temu
Reply to  Szymon

Twoje wypowiedzi idealnie pokazują, jak Kaczyński obsiadł to niepodmiotowe społeczeństwo i robi z nim co chce, stosując prostą, a nawet prostacką metodę „dziel i rządź” – na Polaków zupełnie wystarczającą. I dlatego ludzie w Polsce skaczą sobie teraz do gardeł, bo każdy uważa, że mu się należy od państwa pomoc a tylko elektorat tego pisowskiego szkodnika ją otrzymuje a reszta go w ogóle nie interesuje, bo dla niego po prostu nie istnieją.

mw.waligora
1 rok temu
Reply to  Szymon

jedynymi, którzy dostają po d… są posiadający oszczędności. jeśli ktoś ma problem ze spłatą hipoteki raptem już po roku od wzrostu stóp tzn. że tego kredytu nigdy nie powinien dostać. oprocentowanie kredytu na poziomie 8-9% to i tak dwukrotnie poniżej inflacji, natomiast dawanie 6-7% dla oszczędności to farsa bo wychodzi, że lepiej się zapożyczać niż oszczędzać. płacze pan nad kredytobiorcami -słusznie bo ja nie wierzę, że ich większe raty powstrzymają inflację, ale co powiedzieć o tych którzy przez 10 lat oszczędzali na mieszkanie by je kupić za gotówkę, a przez tanie kredyty najpierw ceny nieruchomości odfrunęły, a teraz te oszczędności… Czytaj więcej »

Tobiasz
1 rok temu

RPP powinna dalej podnosić stopy, żeby nie doprowadzić do osłabienia naszej waluty., co tylko spotęgowałoby nasze problemy z inflacją. Później wyciągnięcie waluty z dna może wiązać się z koniecznością podjęcia radykalnych działań. Podwyżki stóp zniechęcają również do dodrukowywania pieniądza, ze względu na rosnące koszty obsługi długu publicznego. Dodatkowo RPP powinna zacząć mocniej naciskać na rząd na zmianę polityki fiskalnej.

Jarek
1 rok temu

Świetny pomysł z highlightami na początku artykułu! Zdecydowanie warto rozważyć we wszystkich tekstach na SOF

Admin
1 rok temu
Reply to  Jarek

Dzięki za dobre słowo. Ale się zastanawiam, bo potem nikt nie będzie czytał całych tekstów, które w pocie czoła płodzimy 🙂

Jarek
1 rok temu

Dzięki za obie odpowiedzi! Jako stały czytelnik podzielę się szczerym feedbackiem o tym, jak to wygląda z tej drugiej strony 🙂 Oczywiście może istnieć ryzyko czytania tylko głównych punktów — ale no właśnie: czy to na pewno ryzyko? Finanse to moje hobby, mogę na nie przeznaczyć kilka godzin tygodniowo, a śledzę kilka blogów i kanałów o tej tematyce. Pewne zagadnienia interesują mnie bardziej, a inne mniej. Sam tytuł artykułu często jednak nie wystarcza, aby ocenić, jaką wartość przyniesie mi jego przeczytanie, a mój czas jest ograniczony. Moim zdaniem highlighty to takie transparentne, kawa-na-ławę przekazanie czytelikowi propozycji wartości, jaką dostarcza dany… Czytaj więcej »

Jarek
1 rok temu

Na pewno wrócę 😀
Uszanowanie!

Karol
1 rok temu

Ja gdyby nie zachęcający skrót na początku, wogóle bym nie spojrzał na ten tekst. Więc może Pan dorzucić moją obecność do koszyka z plusami. Pozdrawiam Panów

Admin
1 rok temu
Reply to  Karol

Dzięki za wskazówkę!

Marcin
1 rok temu

Hmmm……. A może walczyć z inflacją ale nie kosztem osób które chciały mieć własne mieszkanie. Może by tak podnieść podatki, zabrać 500 plus i wszystkie plusy, czemu osoby chcące mieć swoje cztery kąty mają walczyć z inflacją, cały naród do walki z inflacją

Admin
1 rok temu
Reply to  Marcin

Racja, gdyby rząd nie przeszkadzał, to kredytobiorcy dostaliby mniejszy łomot

Jacek
1 rok temu

Jeśli stopy w górę, to równocześnie koniec transferów opartych na druku fałszywego pieniądza. Jako posiadacz zarówno oszczędności, jak i kredytu przynależę do grup, które niejeden próbuje antagonizować.
Doszło do jakiejś patologii, gdy osoby chcące kupić mieszkanie i gotowe spłacać latami kredyt nie mogą go już obecnie dostać, natomiast roszczeniowcy mają kasę za darmo tylko dlatego, że uważa się ich za potencjalnych wyborców mogących przedłużyć immunitety ewidentnych szkodników zasiadających w rządowych i poselskich ławach.

Grunwi
1 rok temu

W naszym kraju nie ma rozdziału rządu i RPP, istnieje fikcyjny podział, więc to słaby argument. Redaktor prowadzący zresztą nie raz i słusznie to podkreślał.

Grunwi
1 rok temu

Dokładnie – rząd ma wpływ, RPP straciła już dawno niezależność. Dodatkowo, co nam po „głosie eksperckim, analitycznym”, który operuje w ramach czystej teorii? My wiemy, jak się walczy z inflacją na świecie, ja bym chciał od eksperta usłyszeć, jak planuje z nią walczyć nie w teorii gdy gra sam ze sobą, ale w realnym otoczeniu polityczno – gospodarczym. Nie znam się, ale na moje oko to ekspert powinien powiedzieć, że to tylko teoria a jeśli rząd nie zmieni swojej polityki, to RPP z inflacją nie wygra i tylko kredytobiorcy poniosą koszty. P.S. Byłoby miło, gdyby porzucił Pan te pasywno –… Czytaj więcej »

Romek
1 rok temu

Proszę bardzo, niech stopy sobie rosną ALE w takim razie oprocentowanie kredytów hipotecznych powinno być zamrożone. Banki już wystarczająco sobie zarobiły na kredytobiorcach, widać to po ich notowaniach.

Admin
1 rok temu
Reply to  Romek

No, akurat po notowaniach nie widać, bo niektóre banki spadły o połowę

Szymon
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Po rekordowo wysokich zyskach pierwszego półrocza.

Ja na przykład w tym roku zapłaciłem więcej odsetek niż w 2020 i 2021 razem wzięte.banki nie zbiedniały.

Adam
1 rok temu
Reply to  Szymon

To znaczy, że w 2020 i 2021 zapłaciłeś za mało, a nie teraz dużo.

Krzysztof
1 rok temu

Witam Państwa, trochę nie w temacie. Czy mennica gdańska jest odpowiednim miejscem na kupno monety inwestycyjnej? Z góry dziękuję za odpowiedź.

miki
1 rok temu
Reply to  Krzysztof

Kupiłem dwie sztuki monety Lewandowskiego za 1800 i 2100 zl. Na dzień dzisiejszy jestem ponad tysiąc do przodu. Na allegro już są aukcje, które dają nawet większy procent zysku, a możliwość odbioru była od 20 września. Jest to pierwsza moneta z kolekcji 8, które mają być emitowane w przyszłych latach. Miałem nadwyżkę budżetową i to wykorzystałem, a taka moneta jeść nie woła, a i nie są to jakieś wielkie pieniądze, żeby nie spróbować. Akurat w przypadku Lewandowskiego, biorąc pod uwagę jego zasięg globalny, myślę, że to dobra inwestycja, choć moje myślenie może być obarczone pewną dozą stronniczości. Można z resztą… Czytaj więcej »

JanNiezbedny
1 rok temu

Zgadzam się z Panią prof. Trzeba oderwać ten plaster. Nawet jeśli jest to nieprzyjemne i skończy się bankructwami firm zombie.

Rafał
1 rok temu

Z ciekawością przeczytałem artykuł. Bardzo dziękuję. Poglądy Pani Tyrowicz jako nowego członek RPP z pewnością budzą zainteresowanie. Jedna uwaga do artykułu: „Mimo, że inflacja wynosi ponad 16%, z tego 10% to inflacja bazowa, niezależna od wojny i kryzysu energetycznego.” Trudno zgodzić się z tym stwierdzeniem. W cenie każdego dobra producent/dystrybutor uwzględnia koszty surowców, energii oraz paliw. Jeśli ceny ww. kosztów rosną, to w celu zachowania rentowności producent/dystrybutor dóbr uwzględnianych w inflacji bazowej musi podnieść swoje ceny np. makaronu lub chleba lub usługi strzyżenia. A to oznacza, że inflacja bazowa nie jest niezależna od wojny i kryzysu energetycznego. Odnosząc się do stwierdzeń… Czytaj więcej »

Jacek
1 rok temu

Jak teraz czują się redaktorzy, którzy nie nawoływali do niekorzystania z wakacji kredytowych?
Nie rozumiem w całym wywodzie tezy, że należy największymi kosztami walki z inflacją obciążyć kredytobiorców, którzy przecież zdobywają środki do życia przede wszystkim dzięki pracy, którą wykonują (do tego sprowadzi się podniesienie stóp %). A może lepiej by było uciąć transfery w postaci wszelkich rządowych tarcz i zapomóg, a nawet kazać je zwrócić? Skoro stajemy w prawdzie finansowej, to zróbmy to wszyscy naraz.

Last edited 1 rok temu by Jacek
Grzegorz
1 rok temu
Reply to  Jacek

Prawda niestety jest taka że im więcej będą rozdawali tym wyżej będą musiały iść stopy a kredytobiorcy dostają rykoszetem przez to że polityka fiskalna i pieniężną nie są spójne.
Chyba że powiedzą stop i inflacja niech się samą sobą zajmie ale to będzie tragedia dla wszystkich.
Idą wybory więc pewnie polityki fiskalnej nie zacisną chociaż też byłbym za tym w pierwszej kolejności.

Artur
1 rok temu

Większość takich jak Tyrowicz potrafi mądrzyć się. Jak podniosą stopy do 10% to ludzie prestaną spłacać kredyty a koszt dla gospodarki będzie katastrofalny. Tacy mądrale i spekulanci jak Tyrowicz niech lepiej zamilkną.

sss
1 rok temu

Glapiński ze swoją „wiedzą” do pięt nie dorasta Pani Profesor. Ucz się glapa i nie politykuj !!!! Naród prosi !!!!

T-1000
1 rok temu
Reply to  sss

Tu nie chodzi o wiedzę, a o realizowanie poleceń z Nowogrodzkiej. Po kiego mu wiedza, skoro ten człowiek jest tylko kolejnym trybikiem w całej machinie???

Ewa
1 rok temu

Dla mnie to niestety ale Pani Profesor jest kolejną osobą zza biurka… Ostatnio spotkałam młodego człowieka, który ukończył UW – tam są ludzie, którzy się kiedyś czegoś nauczyli i nie mają pojęcia o realnym świecie… Tak mi to właśnie wygląda. Kolejne podnoszenie stóp procentowych utopią tysiące rodzin z kredytami hipotecznymi, a przecież dlaczego nie mówi się ciągle o innych sposobach na inflację, tylko stopy…? Jeśli ktoś miał ratę 1800zł, potem 2200zł a teraz 3200zł – prawdziwa historia, to budżet domowy może się jednak przestać spinać. Co do podwyżek pensji to może górnicy lub kilka innych grup społecznych dostają, ale wszędzie… Czytaj więcej »

T-1000
1 rok temu
Reply to  Ewa

Typowo polskie podejście – dowalić komuś na oślep personalnie w odwecie za argumenty, które odnoszą się do sedna problemu, czyli do wspólnego dobra Polaków, bo wszyscy cierpią z powodu inflacji. Ale u nas Polak oczywiście patrzy tylko na swój interes a cały świat dookoła i inni go nie obchodzą.

Raider
1 rok temu

Nareszcie! Wspaniały wywiad. Wspaniały artykuł. Jako stały czytelnik tego bloga proszę o więcej takich artykułów! Dziękuję. Tylko znowu żałosne stękanie w komentarzach kredyciarzy, którzy nigdy nie powinni dostać kredytu, bo zapragnęli życia ponad stan. Potrzeba wreszcie kogoś z jajami żeby podnieść stopy procentowe do wielkości inflacji i skończyć z utopijnym życiem na kredyt kosztem wszystkich. Odpoczęło sobie towarzystwo na wakacjach kredytowych to przyda się kolejne 8-10% podwyżki stóp aby ratować oszczędności. Mam tutaj na myśli między innymi emerytów, którzy odłożyli na starość po pół miliona PLN na lokacie i tych wszystkich, którzy w trakcie rządów PiS próbowali zebrać 50% wartości… Czytaj więcej »

Admin
1 rok temu
Reply to  Raider

My też gorąco pozdrawiamy i dzięki za dobre słowo 😉

Natalia
1 rok temu
Reply to  Raider

Tak, nieruchomości sprzedać można, tylko pytanie za jaką cenę, zwłaszcza, jeżeli ceny nieruchomości faktycznie by spadły?

Bohdan
1 rok temu
Reply to  Natalia

Przy 20% wkładu własnego musi spaść przynajmniej o 20% żeby się nie dało spłacić kredytu.

Jarek
1 rok temu
Reply to  Bohdan

Tylko, kto to kupi, jak nikt nie ma zdolności kredytowej? Gotówkowi chyba wszystkiego nie odkupią?

Raider
1 rok temu
Reply to  Jarek

Jarku tylko wydaje Ci się, że nikt nie ma zdolności kredytowej. Skoro znajdują się chętni na deweloperskie mieszkania po 17k/metr w budynku, którego nie ma i nie wiadomo jeszcze przez ile lat nie będzie, to dlaczego miałoby nie być chętnych na rynek wtórny? Jest mnóstwo chętnych na nieruchomości na rynku wtórnym, z odłożoną gotówką, czy zdolnością kredytową. Po prostu ceny ofertowe nie są jeszcze – już to przerabiałem po 2008 – atrakcyjne. Zamiast redukować straty, przy niedającej się spłacić racie, sprzedający naiwnie chcą na sprzedaży zarobić. Wbrew tym oczekiwaniom kupujący nie rzucą się na mocno przewartościowane nieruchomości. Wszyscy poczekają co… Czytaj więcej »

jsc
1 rok temu
Reply to  Raider

Skoro wojna tak bije w ceny mieszkań to podaj o ile obniża ją w Izraelu cała ta jazda nie tylko z Iranem, ale i z Palestyną?

Admin
1 rok temu
Reply to  jsc

Oczywiście, że obniża, bo od wojny nie można nieruchomości ubezpieczyć? Choć Izrael ma dobrą obronę przeciwlotniczą

jsc
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

I nie tylko OPL… Mossad też ma renomę, a jakoś te masy rakiet do Palestyny trafiają.

Jarek
1 rok temu

Wszystko spoko, ale jak na razie ileś podwyżek stóp nie zrobiło na inflancji żadnego wrażenia.

Admin
1 rok temu
Reply to  Jarek

Bo jak inflacja wynosi 16%, to na inflacji wrażenie zrobiłyby stopy 20%. Wszystko poniżej po niej spływa 😉

Jarek
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

No to jesteśmy w czarnej …. 🙂

Admin
1 rok temu
Reply to  Jarek

Tak 🙂

mw.waligora
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

tym bardziej jeśli na koncie oszczędnościowym czy lokacie dalej będzie 6%. ja w ostatnich miesiącach prawie w ogóle przestałem oszczędzać bo to nie ma sensu i wydaję pieniądze jak nigdy przedtem. głównie takie zachowania napędzają inflację, ale ja nie będę dobrym wujkiem żeby moje pieniądze tylko leżały nas kontach i traciły na wartości. w mbanku na koncie emax w dalszym ciągu jest 0.01%!

Admin
1 rok temu
Reply to  mw.waligora

Wydawanie kasy tylko po to, żeby ją wydać, nie ma większego sensu, bo potem pojawi się problem i trzeba iść do lombardu

Roberto
1 rok temu

Zrozumiane może być opacznie, a nie opatrznie…

Admin
1 rok temu
Reply to  Roberto

Panie Robercie, mamy błąd czy to taka uwaga „rzucona w powiecze”?

Roberto
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Szanowny Panie, oczywiście, że macie błąd (gdyby go nie było, to nie byłoby tego komentarza):
Cytat: „Żartowaliśmy z kolegami, że stanę na dole i krzyknę „Honey, I’m home”, ale to mogłoby być opatrznie zrozumiane, więc się powstrzymałam”
Powinno być napisane opacznie – od słowa na opak.
Żart z „powieczem” trochę nie na miejscu, zwłaszcza że – jak widać – nie sprawdzili Państwo własnego tekstu.
Łączę wyrazy szacunku
Robert

Admin
1 rok temu
Reply to  Roberto

Ale to nie był żart, tylko podziękowanie za zwrócenie uwagi 🙂

Grzegorz
1 rok temu

Fajnie, super, ekstra. Wielu ekonomistów nawołuje, żeby dźwigać stopy procentowe na potęgę. Ale to, że zaraz ludzie będą tracić mieszkania (to realne, nie jest tak, że każdy kto ma hipotekę może wytrzymać każdą ratę) to już cisza. I marne pocieszenie, jak mówi ekonomistka, że rośnie wartość mojego mieszkania. Dlaczego walka inflacją robiona ma być tylko kosztem kredytobiorców hipotecznych ?

Admin
1 rok temu
Reply to  Grzegorz

W sumie bardziej jest robiona kosztem oszczędzających (głęboko ujemne stopy procentowe)

Jarek
1 rok temu
Reply to  Maciej Samcik

Ale przecież ponoć większość Polaków nie ma żadnych oszczędności? ?

jsc
1 rok temu
Reply to  Jarek

Większość raczej nie, ale znaczna część na pewno.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu contrast close letter