16 maja 2019

Kolejni klienci utknęli w „złotych klatkach” funduszy inwestycyjnych zamkniętych. Kto zawinił i jak odzyskać pieniądze?

Fundusz inwestycyjny zamknięty aktywów niepublicznych – coraz więcej osób uczy się dokładniej definicji tych pięciu słów. I kiedy zrozumieją, że zainwestowanych w FIZ pieniędzy nie mogą wypłacić na żądanie, robi się nieprzyjemnie. Mamy kolejne przykłady osób zamkniętych w „złotej klatce” z obietnicą sowitych zysków w przyszłości, pod warunkiem, że… zainwestowane pieniądze jeszcze trochę poleżą „pod kluczem”

Facebook, Uber, Lime Airbnb –  jeśli chciałoby się zainwestować w takie perełki na wczesnym etapie rozwoju, to w zasadzie zwykły zjadacz chleba nie ma takiej możliwości i musi obejść się smakiem. Przeciętni inwestorzy są pomijani jeśli chodzi o źródła finansowania dla spółek na wczesnym etapie rozwoju. Muszą czekać do debiutu giełdowego spółki.

Są jednak fundusze, które pośrednio umożliwiają zarabiania na spółkach nowych technologii, fintechach, branży e-commerce, kiedy firmy dopiero rozwijają skrzydła i jeszcze są niepubliczne, czyli nienotowane na żadnej giełdzie.  I nie mam na myśli funduszy private equity, tylko coś bliższego sercu inwestora indywidualnego.

Takimi funduszami w tej części Europy są Early Birds (dali kasę na N26 – fintech, który oferuje pozabankowe konta, główny rywal Revoluta), czy 3TS Capital Partners (finansują firmę hostingową Hekko, czy producenta oprogramowania dla klubów fitness PerfectGym).

W Polsce takim wehikułem jest fundusz inwestycyjny zamknięty MCI.TechVentures 1.0 ze stajni MCI Capital – inwestycyjne ramię notowanej na GPW spółki MCI. Jego klienci skarżą się nam jednak na to, że furtka z napisem „exit” jest zamknięta. „Czy możecie pomóc ją otworzyć?” – pytają.

Pan Piotr na nowo uczy się alfabetu

MCI.TechVentures 1.0. inwestuje w spółki w Polsce w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej, m.in. we Frisco.pl (zakupy spożywcze z dostawą do domu), czy Answear.com (największy polski sklep modowy). W sumie to kilkanaście różnej wielkości przedsiębiorstw z branży technologiczno-internetowej.

Zgłosił się do nas pan Piotr, który za pośrednictwem swojego prywatnego doradcy finansowego wyłożył niemałą sumę na certyfikaty tego zamkniętego funduszu, niemałą, bo próg wejścia to co najmniej 170.000 zł.

Wyłożył, ale gdy chciał zabrać, okazało się, że tego zrobić się nie da, a przynajmniej nie tak od razu. Czy to powód do lamentu? Ktoś powie – nic dziwnego – w końcu to fundusz zamknięty, więc trudno sobie wyobrazić, że pieniądze będą dostępne na zawołanie. Pan Piotr pisze, że oczywiście o tym wie, ale jednak ma poczucie, że ktoś go od jego pieniędzy odcina.

„Kupując certyfikaty oczywiście miałem świadomość, że wycofanie się z funduszu może być utrudnione, ponieważ wykupy realizowane są trzy razy w roku – koniec marca, czerwca i września, a w momencie gdy wykup osiągnie 10% wartości funduszu – następują redukcje wypłat lub wręcz ich blokada. Ostatnio wykupiono certyfikaty serii: A, B, C, D, E, N, co wyczerpało limit 10% i pozostałe w kolejce certyfikaty po prostu nie zostały wykupione, najbliższy termin możliwości wykupienia to 31.03.2020 r.”

Pan Piotr uważa, że w takim scenariuszu może się zdarzyć, że bardzo długo nie będzie mógł wykupić swoich certyfikatów, bo jego seria jest jedną z ostatnich, ma oznaczenie W1. I zawsze, gdy wypłaty idą od początku alfabetu, nie wystarczy środków.  Czy rzeczywiście sytuacja jest tak zła?

Firma tłumaczy nam, że certyfikaty uprzywilejowane (seria A – N) emitowane były w pierwszych latach działalności Funduszu, gdy nie był on jeszcze dostępny w dystrybucji dla zamożnych klientów indywidualnych (głównie poprzez działy private bankingu). Certyfikaty uprzywilejowane objął główny inwestor, czyli spółka z grupy MCI Capital w celu utworzenia subfunduszu i zapewnienia środków na rozwój.

Stąd w ogóle mowa o uprzywilejowaniu – byliśmy ojcam założycielami, to możemy więcej. To wszystko jest zapisane w „papierach” funduszu, które przed decyzją o inwestowaniu czyta klient i podpisuje, że się z nimi zapoznał. Podobnie spółki idące na giełdę mogą wprowadzać do swoich statutów fragmenty o tym, że akcje założycieli mają podwójną moc na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy.

W związku z tym MCI uspokaja, że  pytanie nie powinno brzmieć „czy” pan Piotr będzie mógł wycofać pieniądze (bo będzie mógł to zrobić), ale kiedy.

„Zakładając scenariusz, w którym właściciele certyfikatów uprzywilejowanych będą co roku korzystać ze swojego uprawnienia do wykupu certyfikatów o wartości wyczerpującej limit roczny wykupów, to prędzej czy później certyfikaty te zostaną w całości wykupione i cały limit będzie przeznaczony na pozostałe certyfikaty. W przypadku późniejszych dni wykupu, dla potrzeb zbadania limitu brane są wszystkie wcześniejsze wykupy certyfikatów w danym roku łącznie (niezależnie od serii)”

Firma nie daje odpowiedzi wprost czy będzie to 2020 r., 2021 r. czy jeszcze później… To zależy – fundusz najpierw musiałby spieniężyć część swoich inwestycji, ale przecież nie może tego robić ad hoc pod presją, bo wtedy może nie uzyskać równie wysokich wycen niż gdyby miał wolną rękę – to kwintesencja FIZ-u. W praktyce długość inwestycji pana Piotra może się wydłużyć nie o 2-3 miesiące, ale o 2-3 lata. Czy to długo? To zależy czego oczekiwał, albo co mu mówiono przy zakupie.

A pani Mariola obserwuje plac budowy i czeka na wbicie pierwszej łopaty

Historia pana Piotra nie jest jedyna. W tym samym mniej więcej czasie na skrzynkę trafiła wiadomość od pani Marioli, która również ma problem z realizacją dyspozycji wypłaty kasy z FIZ-u.  Jej przypadek różni niemal wszystko: rozpoznawalność, rodzaj inwestycji, skala działalności firmy, ale mają jedną cechę wspólną: są to FIZ-y i do tego tak jak w przypadku Tech Ventures niepubliczne.

„Jestem posiadaczką certyfikatów funduszu Retail Parks Fund zarządzanego przez Saturn TFI, których towarzystwo nie wykupuje od prawie roku. Nie rozumiem dlaczego dalej będą realizować takie inwestycje, które przyniosą dalsze straty zamiast np. próbować sprzedać działki z pozwoleniem na budowę. Tylko z moich obserwacji kompletnie nic się nie dzieje na tych działkach”

Retail Parks Fund to nieduży na tle rynkowych tuzów fundusz zarządzany przez towarzystwo Saturn TFI, który buduje liczące po 30-4o sklepów centra handlowe w niewielkich miejscowościach: w Konstancinie, czy Mysłowicach. Faktycznie jeśli chodzi o rynek nieruchomości, to inwestorzy mogą mieć problem z wyższymi kosztami wykonawstwa niż wcześniej zakładali, co odbija się m.in. na wycenie jednostek. Ale czy faktycznie fundusz zaniechał inwestycji?  A może wystarczy poczekać i po sfinalizowaniu projektów wyceny pójdą do góry? Oto jaką odpowiedź uzyskałem:

„Zgodnie z zapisami zawartymi  w Statucie Funduszu możliwość wyjścia z inwestycji, realizacja żądania wykupu, jest związana z posiadaniem przez Fundusz aktywów płynnych, środków pieniężnych pozwalających na realizację złożonych żądań. Aktualny brak płynnych aktywów, wynikający z rozpoczętych i planowanych procesów inwestycyjnych w ramach Funduszu, uniemożliwia wypłatę środków z tytułu złożonego żądania wykupu”

Fundusz przekonuje, że zamierza realizować projekty inwestycyjne i potrzebuje pieniądze inwestorów mieć, a nie się ich pozbywać.

„Analizy dokonane przez przedstawicieli Towarzystwa, na podstawie opracowań przygotowanych przez zewnętrzne podmioty dokonujące wyceny poszczególnych projektów, skłaniają do oceny, iż takie rozwiązanie jest najkorzystniejsze, również z punktu widzenia Uczestników Funduszu. Niemniej, zaznaczenia wymaga, iż Towarzystwo pozostaje otwarte na inne rozwiązania, ale tylko pod warunkiem, iż będą one z punktu widzenia interesów Funduszu i jego Uczestników korzystniejsze aniżeli kontynuowanie założonej liczby projektów (obiektów handlowych) aż do ich finalnego zakończenia i sprzedaży”

– pisze fundusz. I podobnie jak w przypadku MCI i ten fundusz nie jest w stanie podać daty, w której żądania wykupu zostaną zrealizowane.

Czy inwestorzy mają się czego bać?

Co poszło w tych dwóch przypadkach nie tak? Albo inaczej – czy w ogóle tu jest jakiś problem? Obydwa fundusze mają statut, w którym określone są prawa i obowiązki posiadaczy certyfikatów uczestnictwa, a tam jest mowa o bardzo, ale to bardzo ograniczonej płynności. Prawdopodobnie do tej pory, czyli mniej więcej do końcówki ubiegłego roku fundusze zarówno te dwa opisane, jak i inne FIZ-y na rynku nie miały problemów z realizacją dyspozycji wypłat pieniędzy. Coś się jednak zmieniło, coś pękło.

Na rynku można usłyszeć, że fala umorzeń FIZ-ów przybrała na sile po decyzji Altus TFI, że zmienia statut po tym, jak jego klienci złożyli dyspozycję wycofania nawet 90% aktywów (usłyszeli, że prezes i twórca tegoż TFI został zatrzymany przez CBA), a po rynku rozniosły się plotki, że inny fundusz – Trigon TFI – miał stracić licencję KNF na działalność. Do tej pory nic takiego się nie wydarzyło, ale reputacja rynku funduszy zamkniętych mocno ucierpiała.

Po takich informacjach zapewne niejeden inwestor, który miał w portfelu FIZ,  chciałby zabrać swoje „zabawki”. Bez znaczenia jest to, czy fundusz inwestował w obligacje, wierzytelności, czy start-upy. Czyli możliwe, że mamy do czynienia z podręcznikowym przykładem zachowania stadnego. Wystarczy, że lider stada da sygnał do ucieczki, a reszta zwierzyny rzuca się za nim jak w ogień.

Problem w tym, że w tego rodzaju inwestycjach ochrona inwestora zredukowana jest do minimum i że ograniczenie płynności jest podstawowym elementem produktu, który ma także chronić fundusz przed niestabilnością aktywów.

Czytaj teżKlient zamyka ubezpieczenie i mówi, że chce pieniędzy, a firma na to „nie mamy”

FIZ: dlaczego jest tak trudno odzyskać pieniądze?

Wydaje się, że właśnie odrabiamy kolejną lekcje z inwestowania, tym razem temat lekcji to „fundusze zamknięte”. Wielu ludziom wydaje się, że fundusz to fundusz. Wkładam pieniądze, wyjmuję, zarabiam. A tymczasem fundusz funduszowi nierówny.

Fundusz inwestycyjny otwarty (FIO) to jeden z najprostszych sposobów inwestowania. Nie trzeba mieć rachunku maklerskiego, opłaty wyłożone są jak kawa na ławę, a do tego klienci mogą z marszu wpłacać i wypłacać pieniądze. A fundusz inwestycyjny zamknięty (FIZ) to już inna para kaloszy. FIZ do FIO ma się tak jak świnka do świnki morskiej.

Obawiam się, że mogło być tak, że dystrybutorzy w pogoni za prowizją sprzedawali klientom produkty, które nie do końca odpowiadały oczekiwaniom i potrzebom klientów. Dostaję sygnały, że wiele osób inwestowało w FIZ-y z przekonaniem, że ich płynność jest na poziomie lokaty w banku, którą można w każdej chwili zerwać.

A przecież już sama nazwa wskazuje, że jak coś jest zamknięte, to trudno się do tego dostać (w tym przypadku chodzi o pieniądze klientów). – To my już wolelibyśmy nagrywać wszystkie rozmowy z klientami, tak żeby mieć podkładkę, że klient trzy razy powiedział, że rozumie, w co inwestuje – usłyszałem w ostatnich dniach przygotowując ten artykuł.

Nie jest też tak, że zarządzający mogą sobie swobodnie zamykać i otwierać furtki wedle własnego widzi-mi-się, bo zapisy w statucie funduszu precyzyjnie określają nie tylko to co wolno inwestorom, ale i to, co wolno szefom funduszu. Oczywiście: jeśli coś idzie nie tak, to statut przestaje mieć znaczenie decydujące: niezależnie od wszystkiego inwestorzy stają się „zakładnikami”. A FIZ-y ostatnio nie mają dobrej prasy spowodowanej wpadkami kilku dużych firm, m.im. FIZ BPH Nieruchomości stracił 99% kasy swoich klientów.

Co mają niepubliczne FIZ-y? Tajne przez poufne

Wiadomo, że tego typu oferty sprzedaży niepublicznych funduszy FIZ zwykle są kierowane do zamożnych osób (trzeba zainwestować równowartość 40.000 euro) – maksymalnie do 149 inwestorów. To garstka, ale cenniejsza niż ławica „drobnicy”. Wiedzą o tym i zarządzający TFI i dystrybutorzy, którzy chętnie łowią takie grube ryby.

Jaka jest skala tego rynku? Oficjalnie nie wiadomo. Zdaniem Komisji Nadzoru Finansowego nie można publikować statutów, sprawozdań finansowych, a nawet… wycen tego typu funduszy. List KNF ze stanowiskiem w tej sprawie można znaleźć pod tym linkiem. Ostatnie publicznie dostępne dane mówiły, że aktywa takich funduszy to prawie 100 mld zł. Sporo.

Mamy więc ogromny, niepubliczny, owiany tajemnicą rynek, który choć teoretycznie jest pod nadzorem KNF, to praktycznie często dochodzi tam do wpadek. Ofiarami są zawsze inwestorzy. FIZ-y to ultraryzykowna inwestycja z ograniczoną płynnością i z bardzo ogranicoznymi możliwościami manewru, gdy coś pójdzie nie tak. Fundusz może powiedzieć „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?”.

Można pomachać sobie statutem, ale zwykle fundusz w kryzysowej sytuacji przekonuje, że trzeba poczekać, wtedy (może) uda się odzyskać więcej pieniędzy. Warto o tym pamiętać, inwestując pieniądze w FIZ-y.

Czytaj też: Kupiłeś w banku „bezpieczny” fundusz. A to… przekręt. Kto pilnuje funduszowych nielotów?

 

27
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
17 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
TombergenTomasGrzegorzGość Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Don Q.
Gość
Don Q.

Znakomity tekst, mam nadzieję, że od teraz, gdy został opublikowany, nikt inwestujący w FIZ nie będzie już twierdził, że nie wiedział, w co inwestuje. 😉
Dobre jest np. porównanie „FIZ do FIO ma się tak jak świnka do świnki morskiej” 😀, ale najbardziej podoba mi się „przecież już sama nazwa wskazuje, że jak coś jest zamknięte, to trudno się do tego dostać”. Jeszcze od siebie dodam, że FIZ to po prostu produkt dla milionerów — fakt, że można w niego zainwestować tylko 40 k€, nie oznacza, że jest odpowiedni dla osoby posiadającej 40 k€ oszczędności!

Maciej Samcik
Admin

Pełna zgoda. W to-to powinno się inwestować 5-10% pieniędzy i to tylko w porywach

Marian
Gość
Marian

Świnkę morską trzeba owinąć powertape’m w przeciwieństwie do świnki.

Arek
Gość
Arek

A co z funduszem rolnym i leśnym..oszukani przez bank .proszę o artykuł w tej sprawie

Maciej Samcik
Admin

O ile mi wiadomo sprawa jest nadal w lesie, ale poproszę Maćka Bednarka o update

Majakas
Gość
Majakas

Jeśli chcieli płynność, to zawsze mogli zainwestować w MCI Capital które jest notowane na giełdzie 😀 Tym samym również pośrednio staliby sie właścicielami tych „perspektywicznych” spółek.
A to wszystko przy trwałym, coraz bardziej pogłębiającym się dyskoncie, aktualnie wynoszacym 1/3 wartości księgowej spółki 🙂 Aktywa rosną, wielomilionowe zyski, a kurs powoli opada. To jest dopiero przekręt 😀

Maciek
Gość
Maciek

Niestety ten artykuł myli pojęcja. Trigon i Saturn to towarzystwa funduszy inwestycyjnych a nie fundusze. Towarzystwa są spółkami zarządzającymi funduszami, które mają osobowość prawną. Problemem jest nie brak płynności funduszy inwestycyjnych zamkniętych (bo to pozwala realizować politykę inwestycyjną i osiągać zysk), ale sprzedawanie ich przez dystrybutorów, którym się to opłaca i najchętniej sprzedawaliby jak najwięcej takich funduszy bo mają na nich dobrą marżę.

Piotr
Gość
Piotr

„Early Birds (dali kasę na N26 – fintech, który oferuje pozabankowe konta, główny rywal Revoluta)”

Że co? Reszta jest równie „profesjonalna” jak to stwierdzenie?

Autor nie odrobił pracy domowej i wypisuje głupoty. NAwet nie mam ochoty czytać do końca, bo skoro nie wie i nie sprawdza tak prostych rzeczy, to dalej zapewne również pisze bzdury, tyle że takie których nie będę umiał wyłapać.

cyfrowyja
Gość

Artykuł popularyzuje wiedzę o funduszach, ale nie wskazuje, że są i publiczne FIZ. Nie mam specjalnie dobrego zdania o FIZ w żadnej formie. Pamiętam również nagonkę na nieruchomości – było wówczas wiele FIZów w tej branży i choć nie wszystkie skończyły tak marnie, to zwykle nie były to udane inwestycje. Płaciło się prowizję za wejście, za wyjście przed czasem, istne pułapki na pieniądze.
Niepubliczne są faktycznie owiane tajemnicą, co tylko odstrasza, bo utrudnia porównanie, nawet zebranie opinii. No i te kwoty…

Maciej Samcik
Admin

Tak, pełna zgoda

Marcin
Gość
Marcin

Wyjątkowo słaby artykuł. Panie redaktorze to nie FIZy są złe tylko strategię obrane przez niektórych zarządzających, które są nieplynne. Na rynku jest dużo Fizow o wysokim poziomie płynności. Ponad to artykuł jest napisany tak że fizy źle fio dobre. A przecież fio tez mogą zawiesić umorzenia i było i wciąż jest wiele takich przykładów. Proszę rzetelnej podchodzić do tematu. Bo ten artykuł jest za bardzo „subiektywny”. No ale to przecież blog subiektywnie o finansach więc co się czepiam. Jaki poziom wiedzy taki subiektywizm.

Maciej Samcik
Admin

Owszem, płynność we FIO też może być „zawieszona”, ale jakoś to głównie klienci FIZ-ów piszą z pretensjami, że nie mogą odzyskać pieniędzy, choć by chcieli… Inna sprawa czy to widzimisię jest zawsze uzasadnione.

Don Q.
Gość
Don Q.

„fio tez mogą zawiesić umorzenia”
— FIO tylko w sytuacjach wyjątkowych mogą zawiesić odkupywanie jednostek uczestnictwa (na dwa tygodnie, a za zgodą KNF do dwóch miesięcy). Tymczasem FIZ z zasady emitują certyfikaty inwestycyjne, które z założenia są umarzane tylko po wykupie na ustalonych zasadach, w szczególności w ustalonych z góry terminach (zależnych od serii).
Proszę rzetelniej podchodzić do tematu. Sugerowanie, że nie ma różnicy między świnką a świnką morską może być karalne (art. 173 ust. 7 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi).

Grzegorz
Gość
Grzegorz

FIO ma jasno opisane w ustawie przypadki kiedy może zawiesić. Jeżeli będzie za długo zawieszać, to zabiera się TFI zabawekę i każe wszystko sprzedać (zlikwidowac fundusz) i oddać pieniądze. Od kiedy zacznie się likwidacja TFI na funduszu nie zarabia, więc nie jest zainteresowane przeciąganiem procesu.
Każdy FIZ może mieć własne zasady płynności, a jeżeli ich nie łamie to TFI cały czas może zarabiać. Dodatkowo zmiana zasad płynności w trakcie życia produktu też jest możliwa, o ile nie pogarsza sytuacji uczestnikow

Gość
Gość
Gość

Rozumiem ideę artykułu, ale wypowiedziami typu: (…) Fundusz inwestycyjny otwarty (FIO) to jeden z najprostszych sposobów inwestowania. Nie trzeba mieć rachunku maklerskiego, opłaty wyłożone są jak kawa na ławę, a do tego klienci mogą z marszu wpłacać i wypłacać pieniądze. (…) (…) FIZ-y to ultraryzykowna inwestycja z ograniczoną płynnością i z bardzo ogranicoznymi możliwościami manewru, gdy coś pójdzie nie tak. Fundusz może powiedzieć „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?”(…) stwarzany jest miraż, jakoby posiadanie FIO zwalniało od uwzględniania ryzyka. Zwłaszcza, gdy spojrzy się na ich przepiękne parametry opisujące fikcyjną gaussowską rzeczywistość, która nie istnieje w realnym świecie.… Czytaj więcej »

Maciej Samcik
Admin

Zgoda, ale nie pisze o FIO, że nie są ryzykowne, tylko że są proste w obsłudze. W tym kontekście trudno mówić o tworzeniu miraży.

Gość
Gość
Gość

Odnosiłem się do fragmentu (podałem go w szerszym kontekście, by był czytelny): (…) a do tego klienci mogą z marszu wpłacać i wypłacać pieniądze. (…) W pierwszym lepszym KID jednego z najpłynniejszych FIO (bez kryptoreklamy) jest napisane: (…) Posiadacze jednostek uczestnictwa mogą – z zastrzeżeniem zawieszenia umorzeń w wyniku nadzwyczajnych okoliczności – w każdym dniu wyceny złożyć żądanie odkupienia jednostek uczestnictwa. (…). Zakładam, że Maciej Samcik, to nie Maciej Wróżbita i nie potrafi powiedzieć, czy przypadkiem jutro nie nastąpią owe nadzwyczajne okoliczności. Gdyby było inaczej, to uprzejmie proszę o numery najbliższe lotto (gdzie z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że wiem,… Czytaj więcej »

Maciej Samcik
Admin

To jeszcze poproszę o statystyki dotyczące odsetka nie zrealizowanych prawidłowo transakcji na funduszacch otwartych w relacji do wszystkich zleceń odkupienia. Ile to będzie? Promil? A ile mamy afer związanych z FIZ-ami? A to dopiero początek. Wiadomo, że zdarzają się sytuacje nadzwyczajne, a inwestowanie zawsze wiąże się z ryzykiem, ale nie skłoni mnie Pan do uznania, że FIO i FIZ to ten sam profil ryzyka patrząc en bloc. Choć oczywiście mam udziały w kilku FIZ-ach (odkupy raz w miesiącu raz lub na kwartał) i niektóre z nich pod względem profilu ryzyka są „łagodniejsze”, niż np. fundusz akcji tureckich, który też mam… Czytaj więcej »

Gość
Gość
Gość

Skąd wniosek, że próbuję skłonić kogokolwiek, do takiego założenia? Wyraźnie nawiązuję do faktu, że nie istnieje sposób policzenia prawdopodobieństwa zaistnienia zdarzeń wpływających na ryzyko posiadanych instrumentów finansowych (ani FIO, ani FIZ) w związku z czym operowanie przymiotnikami celem opisania ryzyka, jako „łagodniejsze” lub „ostrzejsze” jest próbą zaklinania rzeczywistości, jakoby miało się wiedzę pozwalającą na takie stwierdzenia. Zawsze należy liczyć się z utratą całości kapitału i całkowitym brakiem płynności. To nie kasyno, gdzie wszystko da się policzyć i każda wygrana jest wypłacana. Z treści doniesień prasowych płynie przekaz, że lwia część inwestorów ulega takiemu błędowi narracji i nie zakłada żadnego ryzyka… Czytaj więcej »

Maciej Samcik
Admin

Odsetek inwestorów mających kłopoty z wykupem w przypadku FIZ i FIO nie jest taki sam. Tylko to chcę powiedzieć. Co nie znaczy, że FIO nie niosą ze sobą ryzyka, a FIZ-y niosą. Tak jak Pan napisał – wszystko co daje powyżej 1,x (no, może 2.x) jest obarczone ryzykiem i to wielowymiarowym, acz o różnych natężeniu. I o to różne natężenie – mam wrażenie – jest między nami spór

Don Q.
Gość
Don Q.

„wszystko co daje powyżej 1,x (no, może 2.x) jest obarczone ryzykiem” — hmm… Tak szeroko patrząc to wszystko jest obarczone ryzykiem nawet niezależnie od oprocentowania: pieniądze (czy to w banku czy w skarpecie) może nam pożreć hiperinflacja, nieruchomości mogą zostać znacjonalizowane lub wysoko opodatkowane, złoto może ukraść złodziej lub nawet państwo etc. Jednak patrząc tak bardziej życiowo, praktycznie, to obligację skarbowe EDO dające tyle, ile wynosi inflacja CPI (lub 0 w przypadku deflacji) powiększona o marżę 1,5 (np. 1,5 + CPI 2,2 = 3,7%) wydają się w miarę bezpieczne… Gdyby państwo przestało je wykupywać, to oznaczałoby to kompletną katastrofę, więc np.… Czytaj więcej »

Maciej Samcik
Admin

Tak, zgoda, mam ulokowane pieniądze w EDO i uważam, że to dobry plan

Don Q.
Gość
Don Q.

„operowanie przymiotnikami celem opisania ryzyka, jako »łagodniejsze« lub »ostrzejsze« jest próbą zaklinania rzeczywistości” — nieprawda. Widzę, że mamy tu do czynienia z osobą początkującą, więc polecam zapoznanie się z wydanym przez KNF poradnikiem Agnieszki Siwek i Łukasza Wojakowskiego „Jednostki uczestnictwa i certyfikaty inwestycyjne funduszy inwestycyjnych – porównanie zagadnień prawnych i organizacyjnych”, gdzie w przystępny sposób wytłumaczono różnice między FIO a FIZ, łącznie z różnicami dotyczącymi ryzyka: „W przypadku FIO Ustawa [o funduszach inwestycyjnych i zarządzaniu alternatywnymi funduszami inwestycyjnym] restrykcyjnie podchodzi do jego otwartego charakteru, definiowanego ciągłością zbywania i odkupywania jednostek uczestnictwa oraz brakiem ograniczeń co do inwestorów, którzy mogą przystąpić… Czytaj więcej »

Tomas
Gość
Tomas

Panie Macieju, w przypadku MCI.TechVentures problem nie tkwi w braku zrozumienia po stronie uczestnikow zasad dzialania funduszy zamknietych. Problem polega na tym, ze Tomas Czechowicz kieruje zarzadem MCI Capital (glowny wlasciciel certyfikatow) i jednoczesnie jest zarzadzajacym funduszem (dostep do pelnej wiedzy o aktywach). Bedac w konflikcie interesow i dysponujac wiedza wieksza niz pozostali inwestorzy podjał decyzje o wykupie wylacznie swoich certyfikatow i tym samym zablokowal pozostalych inwestorow. Co wazne, wczesniej zapewnial osobisice i za posrednictwem swoich wspolpracownikow, ze nigdy nie potraktuje inwestorow gorzej niz siebie. Jak Pan ocenia takie postepowanie ?

Maciej Samcik
Admin

Na tym etapie oceniam negatywnie. Ale zakładam, że firma to jakoś wytłumaczy. P. Czechowicz wciąż ma co do garnka włożyć, więc nie powinien aż tak potrzebować żywej gotówki, by zdobywać ją z pokrzywdzeniem inwestorów, którzy mu zaufali. Będziemy się tej sprawie przyglądać.

bergen
Gość
bergen

Dołącz do dyskusji…Znamy nie jeden przypadek, gdzie osoby mają co włożyć do garnka, a potrafili zrobić inny kuku…Moim zdaniem nie byłoby problemu jak przy marcowym wykupie TechMCI każdy otrzymałby 10% swoich środków. A tak Pan Czechowicz przegiął jest mała afera

Tom
Gość
Tom

Przyszło mi na myśl, że fundusz RPF powstał tylko po to, aby Marek Falenta mógł wypchnąć swoje działki po sowitych cenach a panowie Fijałkowski i Pałasz pobierać wynagrodzenie przez 5 lat za coś co nigdy nie powstało. Dogadało się zatem kolesi: Fijałkowski, Pałasz i Falenta i na potrzeby tych trzech panów został stworzony RPF. http://www.propertynews.pl/centra-handlowe/falenta-fijalkowski-i-palasz-lacza-sily-w-nowym-biznesie,23887.html . Najpierw Falenta wypchnął swoją działkę we Wrocławiu , na której nie powstał hotel przy Traugutta, bo nie o budowę hotelu tu chodziło tylko o sprzedaż działki. Udalo się! https://www.tuwroclaw.com/wiadomosci,nie-bedzie-nowego-hotelu-przy-traugutta-grunt-jest-do-kupienia-za-ponad-7-mln-zlotych,wia5-3273-26761.html Zatem zasilił następnymi działkami portfel spółki Real2B, której celem mała być budowa 50 centrów handlowych… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss