22 czerwca 2021

Czy fotowoltaika w Polsce przestanie się opłacać po likwidacji systemu opustów? Liczę opłacalność paneli „po nowemu”

Czy fotowoltaika w Polsce przestanie się opłacać po likwidacji systemu opustów? Liczę opłacalność paneli „po nowemu”

Fotowoltaika i opusty cen prądu: idą duże zmiany. Entuzjaści taniego prądu ze Słońca kładą się Rejtanem przed projektowaną przez Ministerstwo Klimatu zmianą systemu subsydiów. A rząd wymięka – planowane wejście w życie nowych przepisów opóźniono o pół roku. Ale co mówią liczby i firmy, które instalują fotowoltaikę? Czy to rzeczywiście koniec opłacalności fotowoltaiki? A może dowód na to, że poleganie wyłącznie na dotacjach to droga do biznesowej klapy? Co pokazują chłodne kalkulacje?

Ministerstwo Klimatu chce zmienić system wsparcia fotowoltaiki. Dziś składa się on z trzech filarów: dotacji, ulgi podatkowej i systemu opustów. Zdemontowany ma być trzeci filar, a zamiast niego wprowadzony niedookreślony system handlu energią przez prosumentów. Nowe zasady miały wejść od nowego roku, ale…

Zobacz również:

Regulacje wprowadzające zmiany w modelu rozliczania prosumentów mogą wejść w życie najwcześniej w drugiej połowie przyszłego roku – powiedział PAP Ireneusz Zyska, wiceminister klimatu i środowiska. Oficjalnie dlatego, że proces legislacyjny jest długi. W praktyce, rząd mógł się wystraszyć oporu społecznego. Czy słusznie? Czy fotowoltaika będzie się jeszcze opłacać?

Czytaj też: Fotowoltaika: idą duże zmiany w 2022 r. Kto zyska, a kto straci na likwidacji systemu opustów? Co już wiemy, a czego jeszcze nie wiemy o planach rządu?

Lepsze 0,75 zł/kWh czy opusty? Prosumenci dziękują Zjednoczonej Prawicy

Historia subsydiów dla fotowoltaiki to podręcznikowy przykład na potwierdzenie tezy, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeszcze kilka lat temu zdecydowana większość osób, które dziś montują fotowoltaikę, nie wiedziała o tym, że istnieje coś takiego jak opusty i nie zastanawiała się czy są im potrzebne. Takie osoby instalowały fotowoltaikę, bo chciały, bo było je na to stać, bo uważały, że dzięki temu długoterminowo zyskają na tańszym prądzie. Dziś te same osoby są gotowe wyjść na ulicę i protestować w obronie państwowych dotacji.

Obowiązujący dziś „filar” opustów powstał jako zapchajdziura po poprzednim systemie wsparcia, który nawet nie zdążył wejść w życie. Na odchodne koalicja PO-PSL uchwaliła system taryf gwarantowanych. Prosument (czyli producent i konsument energii) miał dostawać przez 15 lat „okrągłe” 75 groszy za kilowatogodzinę każdej nadwyżkowo wprowadzonej do sieci porcji energii.

To nie było głupie i miało poparcie ekspertów branżowych (którzy patrzą na rynek chłodniejszym i bardziej obiektywnym okiem niż nastawione na zysk firmy instalatorskie). W dodatku ówczesne zasady nie sprzyjały budowaniu zbyt dużych instalacji. Na 0,75 zł/kWh mógł liczyć właściciel instalacji do 3kW (12 sztuk modułów słonecznych o mocy 250Wp każdy). Nadwyżki z większych instalacji – o mocy 3kW-10kW (czyli 40 modułów) wyceniane były na 0,65 zł. Ten mechanizm pozwalał kalkulować zwrot z instalacji na ok. 7-8 lat.

Ale system taryf gwarantowanych nie zdążył wejść w życie, bo Zjednoczona Prawica uchwaliła nową ustawę, która wprowadziła znane dziś opusty. W przeciwieństwie do prostej filozofii działania taryf gwarantowanych (przypomnijmy – 0,75 zł do ręki za każdą nadwyżkową kilowagodzinę), zrozumienie zasady działania opustów nie jest łatwe. Nadwyżka energii produkowana w lecie i nieskonsumowana od razu może zostać przez prosumenta odebrana w nocy (albo zimą) z rabatem 80%.

Eksperci ten pomysł krytykowali, a prosumenci polubili. Fotowoltaika i opusty – to było to, co tygrysy lubią najbardziej. Do wyobraźni trafiał koronny argument o spadku miesięcznych rachunków prawie do zera (przez 15 lat od podpisania umowy). Można nie lubić polityków Zjednoczonej Prawicy, ale to PiS, trochę wbrew i na przekór sobie, nakręcił boom na fotowoltaikę. Teraz będzie się starał schłodzić rynek i wprowadzić go na właściwe tory. Jakie?

Czytaj też: Fotowoltaika: czy tym, którzy ją sobie zamontowali, nie umknął pewien „drobny” element kosztów? Symulacje opłacalności fotowoltaiki o tym nie mówią, ale…

Czytaj też: Fotowoltaika na balkonie, na wspólnym dachu i na parkingu. Czy to się może opłacać? Ile to kosztuje?

W 2022 r. opusty będą tylko wspomnieniem. Czy fotowoltaika będzie się jeszcze opłacać?

Wygląda na to, że dni „tandemu” fotowoltaika i opusty są policzone. Niestety, sposób wprowadzania zmian utwierdza nie najlepsze tradycje obecnej władzy. Ustawa pojawiła się na stronach rządowych na początku długiego czerwcowego weekendu i była zaskoczeniem dla całej branży.

Niektórzy mówią, że projekt poleży w szufladach do jesieni. Nastroje na rynku są jednak inne. „Ustawa formalnie jest po konsultacjach. Zostają opinie obiegowe opinie resortów i szybkie głosowanie w Sejmie w środku nocy. Możemy swoje uwagi wysłać mailem” – słyszę od jednego z przedstawicieli branży fotowoltaicznej.

Rząd tłumaczy, że musi zmienić istniejące zasady, bo zmusza go do tego unijna dyrektywa. Pewnie można by podzielić takie twierdzenia przez dwa, ale na to samo wskazują niezależni eksperci – docelowo prosument ma być uczestnikiem rynku energii. A o potrzebie zmian w opustach mówił już rok temu prezes URE.

Z drugiej strony, nie wiadomo, czy Zjednoczona Prawica uciuła większość, żeby przegłosować zmiany, bo okoniem staje kierowane przez Jarosława Gowina Ministerstwo Rozwoju. Czy po ewentualnych zmianach fotowoltaika minus opusty będzie się opłacać? I jak to policzyć?

Na obecnych warunkach na zwrot z inwestycji w przydomową fotowoltaikę czeka się 6-7 lat. Kalkulacje są łatwe, bo mamy komplet danych – kwotę wsparcia (5000 zł), ulgę podatkową i wiemy, jak działa system. W tym artykule przeprowadziliśmy symulację w oparciu o konkretną fakturę jednego z czytelników. Pan Michał przed erą fotowoltaiki płacił rocznie 3000 zł za prąd. Od kiedy ma panele – płaci 22 zł miesięcznie, 264 zł rocznie. Jego oszczędność to 2700 zł. Uwzględniając realny koszt instalacji (po odjęciu dotacji i ulgi) inwestycja rzędu 13 000 – 15 000 zł zwróci się po 5-6 latach.

Fotowoltaika i opusty: próbujemy policzyć konsekwencje zmian prawa

A bez opustów? Kalkulacje są trudniejsze i obarczone dużym ryzykiem błędu – nie wiemy, co dokładnie jest w ustawie. W teorii punktem wyjścia jest opcja sprzedaży nadwyżek prądu z naszej fotowoltaiki po cenie rynkowej netto z poprzedniego kwartału – dziś to 25 groszy za kilowatogodzinę. Ta stawka jest mizerna w zestawieniu z 75 groszami ceny prądu przewidzianej w ustawie z 2015 r.

Dla porównania: dziś rynkowa cena energii z sieci osiąga już stawkę 70 groszy. Czyli mielibyśmy sprzedawać po 25 groszy coś, co kupujemy po 70 groszy – wygląda to na rozbój w biały dzień. Ale ta cena to tylko benchmark. Być może ktoś zaproponuje nam więcej – tak przynajmniej zakłada ustawa.

Ale kto i na jakich warunkach miałby to robić? Przepisy mówią o „agregatorach” rynku energii. Dziś takich firm (instytucji?) jeszcze nie ma. Docelowo ma to być dodatkowy pośrednik między prosumentem, firmą dystrybucyjną, a być może kimś, kto będzie miał duży magazyn energii i będzie mógł skupować nadwyżki prądu. I być może zaproponuje nam nie 25 groszy za kilowatogodzinę, ale 50 groszy, a może więcej.

No, ale to nie jest pewne. Jak pisaliśmy w poprzednim artykule, grozi nam raczej nadpodaż energii ze słońca, a w konsekwencji spadek cen. Że nie wspomnę o tym, iż zdaniem organizacji branżowych, na rozwinięcie się tego typu usług (która są już na Zachodzie) potrzeba kilku lat.

Załóżmy, że za nadwyżki energii oddane do sieci będziemy dostawać 25 groszy. I że w ciągu roku sprzedamy 70% naszej produkcji, czyli ze średniej wielkości instalacji będzie to 2100 kWh. Z tego uzbiera się „skromne” 525 zł (2100 x 0,25 zł). A poza tym, nie wiadomo, co z podatkiem dochodowym od sprzedaży czy z VAT-em…

Pomijając te niuanse, spróbujmy to policzyć. Jeżeli realny koszt instalacji (z ulgą podatkową i dotacją) wyniósł 15 000 zł, to z jednej strony spadają nam rachunki za prąd z powodu autokonsumpcji – załóżmy, że będzie ona poziomie 30%. Czyli jeżeli rocznie wydawaliśmy na prąd 2000 zł, rachunki spadną o jedną trzecią, czyli do 1400 zł. 600 zł zostaje nam w kieszeni.

Z drugiej strony sprzedajemy nadwyżki. Razem to 600 zł oszczędności na prądzie i ok. 530 zł zarobku na sprzedaży – w sumie 1130 . Zakładając, że instalacje kosztowała 15 000 zł, jej koszt zwróci nam się po 13 latach z małym hakiem (bez uwzględnienia spadku wydajności, awarii czy innych nieprzewidzianych zdarzeń). To dwa razy dłużej niż na obecnych zasadach, ale nie jest to z pewnością perspektywa sięgająca za horyzont. Fotowoltaika minus opusty cały czas będzie się opłacać, choć trochę mniej.

źródło: YouTube – kanał Panele Fotowoltaiczne

Czytaj też: Polski system dotowania OZE jest postawiony na głowie. Jak trzeba go zmienić, żeby fotowoltaika i pompy ciepła bardziej nam pomagały? Mówi Grzegorz Wiśniewski z IEO

Czytaj też: Fotowoltaika przed rewolucją? Polska firma otwiera pierwszą fabrykę perowskitów na świecie. Najpierw pomogą zaoferować… dynamiczne ceny w sklepach

Fotowoltaika i opusty: „Jeśli biznes upada bez dotacji, to co to za biznes?”

Wprowadzanie z dnia na dzień nowych przepisów nigdy nie jest dobre dla rynku. A już szczególnie dla rynku, który dzięki dotacjom rozgrzał się do czerwoności – w ciągu ostatnich dwóch lat przybyło setki firm, które dały prace kilkudziesięciu tysięcy osobom.

Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej „Polska PV” ostrzega, że likwidacja opustów skończy się utratą wielu miejsc pracy i upadkiem dopiero co powstałych firm. I ostatecznie na rynku fotowotaliki będzie tak, jak na rynku „dużej” energetyki – zostanie 3-5 najmocniejszych graczy, którzy będą dyktować ceny. Wcześniej jednak, czyli w drugiej połowie roku, skokowo wzrośnie popyt (i być może ceny) dla osób, które będą chciały wejść do obowiązującego systemu.

Co o tym sądzić? Gdy jakiś sektor rozwija się dzięki napędzanym przez państwo dotacjom, zawsze kiedyś przychodzi zapłacić za to cenę. Strumień pieniędzy rządowych kiedyś się kończy i cały model biznesowy bierze w łeb.

Z drugiej strony energetyka w ogóle, a energetyka odnawialna szczególnie, to nie jest typowy biznes. To działalność nie tylko ściśle regulowana (taryfy, zasady przyłączeń, rozliczeń), ale wręcz co do zasady, dotowana przez państwo – i tak jest na całym świecie. Być może te dotacje były w Polsce zbyt duże, być może rynek jest już dojrzały, więc teraz rząd powinien umiejętnie z tego nadwsparcia zrezygnować, a nie kończyć z nim praktycznie z dnia na dzień.

Zmiana jest potrzebna również dlatego, że z punktu widzenia systemu energetycznego, taniej jest budować wielkopowierzchniowe farmy fotowoltaiczne, a nie takie na dachach domów. Według szacunków Instytutu Energetyki Odnawialnej czysty koszt kilowatogodziny (bez dotacji i bez podatków) z przydomowej instalacji to 40-50 groszy. Z dużej farmy słonecznej – 25 groszy. Firmy są wstrzemięźliwe w komentowaniu zmian.

„Rekomendowalibyśmy mocne rozszerzenie dofinansowań na magazyny energii i inne rozwiązania zwiększające autokonsumpcję, np. w ramach programu Mój Prąd. A po drugie odchodzenie jednak od systemu opustów, ale stopniowe, rozpisane np. na 3-5 lat”

 – mówi nam Bartosz Majewski, członek zarządu Edison Energia.

„Dotychczasowy system wsparcia fotowoltaiki był bardzo korzystny – także na tle innych europejskich krajów – i spełnił swoją rolę pobudzenia rynku i propagowania odnawialnych źródeł. Należy pamiętać, że mimo zmian w systemie opustów, fotowoltaika będzie cały czas się opłacać, choć jako źródło energii wymaga jeszcze finansowego wsparcia. To powinien zapewnić program Mój Prąd 3.0, który startuje już w lipcu, choć wciąż nie są znane dokładne warunki udzielania dotacji”

– mówi nam Michał Skorupa, prezes firmy Foton Technik, jednej z największych w branży. Niektóre firmy wiedzą dobrze, że opusty są dla konsumentów tym, czym miód dla misia – i będą go kusić własnym systemem wsparcia. Taką drogę wybrała firma Columbus Energy. Już w lutym opisywaliśmy ofertę tej firmy, która polega na tym, że użytkownicy, którzy wybiorą fotowoltaikę od Columbusa mogą w pakiecie skorzystać z „opustów” na takich zasadach, jak te rządowe, a może i lepszych – bo dających opcję odebrania nie 80% nadwyżek, ale 100% nadwyżek wyprodukowanego prądu.

Firma w reakcji na opublikowanie ustawy przyspieszyła wprowadzenie oferty w życie. Jak to wygląda od strony formalnej? Trochę to skomplikowane, Columbus musiał w tym celu kupić inną spółkę, która zajmuje się sprzedażą prądu. Czy są haczyki? Ja znalazłem cztery. Ale dobrze, że firmy komercyjne już główkują jak skłonić Polaków do instalowania fotowolitaiki po likwidacji opustów.

Podsumowując, gdyby rząd zmienił zasady opustów jeszcze rok czy półtora roku temu, pies z kulawą nogą by się tym nie zainteresował. Dziś pod nosem Zjednoczonej Prawicy wyrosła „partia” pół miliona (plus rodziny) prosumentów, z których zdaniem politycy muszą się liczyć, bo na stole jest żywy pieniądz i realne, prawie 100-procentowe obniżki rachunków za prąd.

Fotowoltaiczne piwo zostało nawarzone, ale nie wiadomo, kto je teraz wypije. Wiadomo jednak, że hasła o końcu fotowoltaiki w Polsce niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Rynek czeka reinkarnacja, a energia ze słońca pojawi się w nowym, być może lepszym wcieleniu.

źródło zdjęcia: PixaBay

Subscribe
Powiadom o
20 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Martin
1 miesiąc temu

Polecam kanał na Youtube Panele Fotowoltaiczne z którego pochodzi zresztą grafika zaprezentowana w tym artykule. Tam znajdziemy więcej ważnych tematów dla tych co korzystają z prądu i dziwią się czemu tak drogo

Marek
1 miesiąc temu
Reply to  Martin

Albo ten gość z kanału ma niesamowitą intuicję albo jest blisko wydarzeń związanych z fotowoltaiką bo dopiero półr oku później wybuchają afery w tematach o których on już mówił. Pamiętacie jak w 2017 roku ostrzegał, że będzie rosło napięcie w sieci? „fachwcy” pisali wtedy, że to fizycznie niemożliwe a w 2021 prblem ze zbyt dużym napięciem jest powszechnie znany.

Pan Krzysztof
1 miesiąc temu
Reply to  Marek

„Albo ten gość z kanału ma niesamowitą intuicję albo jest blisko wydarzeń związanych z fotowoltaiką”.
Pewnie zna tajemne prawo Ohma 😉 Dla elektryków czy elektroników było to oczywiste. Nie ma tu żadnej afery. I tak lepsze to niż wiatraki, bo nie obciążają sieci przy zanikach wiatru.

Wacław
1 miesiąc temu
Reply to  Pan Krzysztof

Zepsułeś taką piękna reklamę kanału, wszystko owiane było nutka tajemniczości. Energia wytwarzana ze słońca, czy strazytni Majowie posiedli ta wiedzę od kosmitów? Tajemniczy bóg Om i jego okrutne prawa. I jasnowidz z tajemniczego kanału zwanego twoją tubą.

Chula Vista 11
1 miesiąc temu

Panie Macieju, ale te zombiaki po lewej to Covidianie przecież =)

short-quick-offtopic
1 miesiąc temu

Zupełnie poza tematem, ale wiadomość dla tysięcy klientów Ideabank warta będzie zainteresowania Autorów bloga – Chyba to cud, ale … Pekao to z żubrem wielce godnie zachowało się wobec klientów przejętej Idei:
https://www.pekao.com.pl/idea-bank/aneksowanie-umow.html

Aaa
1 miesiąc temu

„Ustawa formalnie jest po konsultacjach” i „nie wiemy co dokładnie jest w ustawie” – nieźle ten PiS prowadzi konsultacje. Tak, że nikt nic nie wie ale konsultacje „zaliczone”.

krzysztof
1 miesiąc temu

Z drugiej strony, sprzedajemy nadwyżki. Razem to 600 zł oszczędności na prądzie i ok. 530 zł zarobku na sprzedaży – w sumie 1.130 zł. Zakładając, że instalacje kosztowała 15.000 zł, jej koszt zwróci nam się po 13 latach z małym hakiem. To sie nie ma prawa spiac: bo nie uwzglednia serwisu, ubezpieczenia, kosztow napraw( falownik po 10 latach jest do wymiany, koszt najmniej kilka tysiecy) oraz spadku wydajnosci instalacji, gdy to wszystko dodamy to nagle koszt sie nam zwroci nie po 13 latach ale po 20.caly czas piszemy o zwrocie kosztu a nie zysk? mamy wylozyc kilkadziesiat tysiecy zlotych tylko… Czytaj więcej »

Rafał
1 miesiąc temu

Ja mam sprzedawać prąd latem za 25gr. a następnie kupować za 70gr. zimą dla pompy ciepła? To jaką instalację musiałbym zainstalować żeby wyjść na zero z rachunkiem? Ok. 30kWp a to koszyt ok. 100tyś zł. Kto wyda tyle? I kiedy to się zwróci? NIGDY!!
Więc dalej będę palił w kopciuchu jak wejdzie ta nowa ustawa.

Slawek
1 miesiąc temu

Nie bardzo rozumiem dlaczego ktoś dokłada do opustów?
Prosument produkuje prąd w szczycie więc to jest na korzyść energetyki, ponieważ wtedy jest największe zapotrzebowanie. Potem zimą odbiera prąd, który włożył, a energetyka pobiera sobie 20-30% prowizji za jego przechowanie. Czy to nie jest dla niej zysk? Więc gdzie ta dopłata i czemu to jest coś złego? Jak dla mnie prosta i przejrzysty wolnorynkowy mechanizm.

Jarek
1 miesiąc temu

Za korzyści prosumentów płacą inni odbiorcy energii elektrycznej. Firmy fotowoltaiczne dają kasę mediom by lobbowały za utrzymaniem patologii. Dlaczego konsumenci mają płacić daninę na rzecz prosumentów?
Polecam tekst: Konsumenci płacą haracz prosumentom
https://www.polandsecurities.com/konsumenci_placa_haracz_prosumentom.html

Jacek
1 miesiąc temu
Reply to  Jarek

(…)Za korzyści prosumentów płacą inni odbiorcy energii elektrycznej.(…)
Prosumenci spłaszczają dolinę nocną, a off-gridyzacja odbiorców indywidualnych powinna znacząćo poprawić parametry jakościowe prądu w sieci… zatem gdzie masz haracz? Jeśli to chyba w drugą stronę.

Jarek
1 miesiąc temu
Reply to  Jacek

Prosumenci wytwarzający prąd z paneli słonecznych oddają go wtedy gdy inni prosumenci czynią to samo… – świeci słoneczko. Nadpodaż energii i cena na rynku hurtowym jest niska. A odbierają część prądu w godzinach szczytu, cena wówczas może być kilka razy wyższa. Druga strata to podnoszeniu kosztu utrzymania mocy w systemie elektroenergetycznym. Gdy zajdzie słońce rynek przestawia się na stabilne źródła prądu – które muszą gwarantować moc szczytową. Czyli cały czas potrzeba klasycznych źródeł prądu, które mają pracować w bardzo ograniczonym czasie – nie trudno zauważyć, że to stwarza wysoki koszt i w rezultacie będzie podbijało opłatę mocową na rynku. Off-grid?… Czytaj więcej »

Jarek
1 miesiąc temu
Reply to  Jacek

Prosumenci wytwarzający prąd z paneli słonecznych oddają go wtedy gdy inni prosumenci czynią to samo… – świeci słoneczko. Nadpodaż energii i cena na rynku hurtowym niska. A odbierają część prądu w godzinach szczytu, gdy cena może być kilka razy wyższa. Druga strata to podnoszeniu kosztu utrzymania mocy w systemie elektroenergetycznym. Gdy zajdzie słońce rynek przestawia się na stabilne źródła prądu – które muszą gwarantować moc szczytową. Czyli cały czas potrzeba klasycznych źródeł prądu, które mają pracować w bardzo ograniczonym czasie – nie trudno zauważyć, że to stwarza wysoki koszt i w rezultacie będzie podbijało opłatę mocową na rynku. Off-grid? OK.… Czytaj więcej »

Jacek
1 miesiąc temu
Reply to  Jarek

(…)Prosumenci wytwarzający prąd z paneli słonecznych oddają go wtedy gdy inni prosumenci czynią to samo… – świeci słoneczko. Nadpodaż energii i cena na rynku hurtowym niska. A odbierają część prądu w godzinach szczytu, gdy cena może być kilka razy wyższa.(…)
To raczej straty prosumentów, a nie narodowych czempionów energetyki.

(…)Gdy zajdzie słońce rynek przestawia się na stabilne źródła prądu – które muszą gwarantować moc szczytową.(…)
Tzw. stabilne źródła prądu to nie szczytówka tylko baza.

(…)Off-grid? OK. To już off-prosument.(…)
Widać nie wiesz co oznacza pojęcie off-grid… poczytaj to http://www.eu-ecogrid.net/ … to może pomoże ci zrozumieć o co tu biega.

Jarek
28 dni temu
Reply to  Jacek

„To raczej straty prosumentów, a nie narodowych czempionów energetyki.” Straty prosumentów gdy oddają prąd w sytuacji gdy jest jego nadpodaż, a odbierają gdy jest deficyt energii? Ważna jest cena energii a nie to że odbierają 80% procent. Jeśli oddasz 100 jednostek po 5 zł a odbierzesz 80 jednostek po 20 zł to jesteś do przodu: 1600 – 500 = 1100 zł. System musi gwarantować moc szczytową na każdą godzinę (są jej projekcje) a to że energetyka przechodzi na moc z klasycznych elektrowni gdy zajdzie słoneczko to chyba oczywiste bo księżyc za dużo prądu na panelach nie wygeneruje. Rozumiem że znaczenie… Czytaj więcej »

Jacek
27 dni temu
Reply to  Jarek

(…)Ważna jest cena energii a nie to że odbierają 80% procent. Jeśli oddasz 100 jednostek po 5 zł a odbierzesz 80 jednostek po 20 zł to jesteś do przodu: 1600 – 500 = 1100 zł.(…) Prąd, który ciągniemy z gniazdek ma stałą cenę… po za tym jakoś nie widziałem, żeby ktoś krzyczał o skandal jak gazownicy korzystają z podobnego spradu. (…)System musi gwarantować moc szczytową na każdą godzinę (są jej projekcje) a to że energetyka przechodzi na moc z klasycznych elektrowni gdy zajdzie słoneczko to chyba oczywiste bo księżyc za dużo prądu na panelach nie wygeneruje.(…) Dalej mylisz eletrownie szczytowo-pompowe… Czytaj więcej »

Jarek
27 dni temu
Reply to  Jacek

Niezależnie od planowanej mocy faktycznej, jest projekcja mocy szczytowej (w tym zapas na awarie). Zwrócę uwagę na inną rzecz, bo mam wrażenie że Kolega może nie wiedzieć kiedy jest szczyt zapotrzebowania na energię elektryczną. On następuje wtedy gdy zachodzi słońce, wieczorny szczyt zapotrzebowania na energię jest równocześnie dziennym szczytem.W styczniu zaczyna się ok. 16:30, a w kwietniu ok. 20. W szczytowym zapotrzebowaniu uruchamia się szczytowe moce.

Jacek
27 dni temu
Reply to  Jarek

Od mocy szczytowej mogę wymagać pełnej mocy w ciągu max kilku minut… a rozbujanie takiego Bełchatowa to bodajże pół dnia.

Janek
1 miesiąc temu

Dramat goni dramat. I jak się okazuje zmiany szykują się juz od stycznia 2022r. Co teraz? Wyjście jest jedno. Zakasać rękawy, znaleźc wykonawcę i wrzucić realizację na prędce w tym roku. Sam aktualni tak kombinuję z ads green. Na szczęscie bylismy już po wstępnych rozmowach, więc powinno się udać zrealizowac inwestycje zgodnie z planem. Nie odpuszczę tego tematu, za długo oszczędzałem na ten projekt

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!