Jak dobrze pójdzie to już wkrótce płacenie mandatów – za przechodzenie na czerwonym świetle, jazdę rowerem po ulicy zygzakiem, wyprzedzanie na podwójnej ciągłej lub za inne wykroczenia – ma być czystą przyjemnością. Policjanci będą mieli terminale do przyjmowania płatności kartą lub smartfonem i będzie można pozbyć się ciężaru wyrzutów sumienia od razu, na miejscu, instant. Swoją drogą bardzo jestem ciekaw czy software instalowany na tych terminalach płatniczych będzie zawierał opcję „napiwek” lub „drobna łapówka w zamian za niższy mandat”.

Jednak zanim ta wiekopomna chwila nastąpi i każdy policjant będzie jednocześnie merchantem (tak w branży kartowej nazywa się sklepikarzy przyjmujących płatności kartami) trzeba się jeszcze pomęczyć z opłacaniem mandatów kredytowych. Teoretycznie nie jest to wielki problem, bo w czasach bankowości internetowej rzecz jest do załatwienia zwykłym przelewem online. Jeśli zaś ktoś używa bankowości mobilnej z opcją skanowania faktur, to może spróbować zapłacić mandat… robiąc mu zdjęcie (ciekaw jestem czy tego rodzaju opłatę system prawidłowo zidentyfikuje i wypełni formatkę).

Czytaj też jak nie mieć mandatów: Oto pierwsze ubezpieczenie, które nagradza za ostrożną jazdę

Czytaj też: Obiecują 30% zniżki na ubezpieczenie jeśli będziesz grzeczny

Sprawę próbują jeszcze bardziej uprościć pośrednicy. Sopocka firma Blue Media od kilku dni promuje serwis www.zaplacmandat.pl, który ma jeszcze przyspieszyć proces opłacania mandatów online. Wystarczy wpisać imię i nazwisko, serię i numer mandatu, swój PESEL, kwotę do zapłaty i e-mail, na który ma przyjść potwierdzenie, iż mandat został opłacony. Potem już tylko wybieramy formę płatności (BLIK, przelew ekspresowy z konta bankowego, karta płatnicza) i potwierdzamy transakcję.

System automatycznie zajmuje się tym, by pieniądze trafiły na właściwe konto. Formalnie wysyłamy przelew na konto Blue Media, a ona przekazuje płatność do urzędu skarbowego, który zajmuje się przyjmowaniem płatności mandatowych. Rzecz niestety nie jest tania, bo takie pośrednictwo kosztuje 5 zł prowizji. Ale w Blue Media twierdzą, że opłaca się tę prowizję zapłacić. Dlaczego?

A choćby dlatego, że przelew należności z tytułu mandatu z punktu widzenia bankowości internetowej banków nie jest zwykłym przelewem, tylko podatkowym (niezależnie od tego gdzie nabroiliśmy, pieniądze trafić mają na konto Urzędu Skarbowego w Opolu). Przelewy podatkowe są zaś bardziej skomplikowane, niż zwykłe. Trzeba wypełnić kilka pól, których w normalnych przelewach nie ma i które nie są zbyt dobrze wytłumaczone. Np. „symbol formularza”, „typ identyfikatora”, „okres rozliczenia”, „identyfikacja zobowiązania”. Jeśli ktoś nie jest przedsiębiorcą i nie płaci co miesiąc podatków, to może wymięknąć.

A ci, którzy wymiękli, biegną zapłacić mandat na pocztę, gdzie pracownicy pomogą uiścić należność, ale też nie za darmo. Prowizja za zapłacenie mandatu na poczcie wynosi 10 zł. I właśnie w tę lukę pomiędzy podwyższonym stopniem skomplikowania przelewów podatkowych (a taki status ma zapłata mandatu) oraz czasochłonnością i kosztem wizyty na poczcie chce się wbić Blue Media ze swoim nowym serwisem do opłacania mandatów.

Pewnie z chwilą, gdy wszystkie patrole policyjne zostaną wyposażone w terminale płatnicze racja bytu serwisu mandatowego się zmniejszy, ale dopóki to nie nastąpi – a policja to przecież duża „firma”, w której młyny wolno mielą – www.zaplacmandat.pl może być niezłym sposobem na bezstresowe i wygodne płacenie mandatów. Ale mam pewną wątpliwość. Co się stanie, gdy jakiś mandat nie trafi do celu, bo się np. zawieruszy? Przecież od strony technicznej nasze pieniądze trafiają na konto Blue Media, a nie na policyjne. Mamy potwierdzenie wysłania pieniędzy do Blue Media, a nie zapłaty mandatu.

Czytaj też: Możesz przez internet sprawdzić ile masz punktów karnych. Jak to zrobić? Sprawdzam! 

Czy w przypadku awarii systemu albo jakiegoś błędu policja może nas ścigać za niezapłacony mandat? Przeczytałem regulamin usługi i wynika z niego tylko to, że… „Spółka ponosi wobec Użytkownika odpowiedzialność za niewykonanie lub nienależyte wykonanie transakcji płatniczej (…)” oraz że gdyby nie wykonała zlecenia to „niezwłocznie zwraca Użytkownikowi kwotę niewykonanej lub nienależycie wykonanej transakcji płatniczej”. Jednakowoż „Odpowiedzialność Spółki za niewykonanie lub nienależyte wykonanie transakcji płatniczej jest wyłączona w przypadku siły wyższej”.

Co to wszystko oznacza? Blue Media, gdyby coś poszło nie tak, zwróci klientowi pieniądze wpłacone za karę. Ale gdyby się okazało, że z powodu nie wywiązania się z umowy na klienta spadły jakieś dodatkowe konsekwencje finansowe, to chyba nie trzeba byłoby się domagać pokrycia strat w bardziej skomplikowany sposób – na mocy przepisów prawa mówiących o odszkodowaniach – bo regulamin usługi nic o tym nie mówi.

„Regulamin znajdujący się na stronie zaplacmandat.pl nie wyłącza odpowiedzialności Blue Media na ogólnych zasadach odpowiedzialności kontraktowej z kodeksu cywilnego w przypadku niewykonania albo nienależytego wykonania transakcji płatniczej (art. 147 UUP). Jednocześnie Blue Media jest bezpośrednio obowiązane do zwrotu płatnikowi wszelkich opłat i odsetek, które musiał uiścić płatnik w przypadku błędu po naszej stronie (art. 146 ust. 2 UUP)”

– uspokajają przedstawiciele Blue Media w przesłanym do mnie oświadczeniu. A więc: w przypadku, gdy pieniądze nie zostaną przekazane przez Blue Media do Urzędu Skarbowego w Opolu, firma zobowiązuje się zwrócić je klientowi (odpowiedzialność „wprost” z Ustawy o Usługach Płatniczych). W przypadku gdy klient poniósł w związku z tym jakieś konsekwencje (np. odsetki od zaległego mandatu), może domagać się od Blue Media naprawienia takiej szkody.

Ustalenie odpowiedzialności za szkody klienta spowodowane niewykonaniem transakcji przez Blue Media wymaga jednak ustalenia wysokości szkody, a także związku przyczynowego pomiędzy błędem firmy i poniesioną szkodą. Każdy przypadek będzie zatem rozpatrywany indywidualnie, co może być długie i bolesne 😉

Czytaj też: Wreszcie nagrodzą nas za terminowe płacenie rachunków? I to jak! Wystawią laurkę

zdjęcie tytułowe: kard z filmu „Drogówka”, reż. Wojciech Smarzowski