Zwykle piszę w tym miejscu o nieetycznych praktykach banków, firm ubezpieczeniowych, pośredników finansowych lub innych przyjemniaczków. Dziś dla odmiany będzie o tym jak kantować chcieliby niektórzy klienci. A więc: pożyczyć pieniądze w sytuacji, w której być może nie powinni ich dostać bądź nie powinni dostać ich tak dużo. Zjawisko to nie jest tak powszechne jak wyłudzanie odszkodowań przez posiadaczy polis komunikacyjnych (tu podobno 20% szkód to sprawy wymyślone lub naciągane), ale… za to bywa wesoło.

Oczywiście wszędzie tam, gdzie banki i pozabankowi pośrednicy pożyczają pieniądze, trwa nieustanna wojna informacyjna. Pożyczkodawcy starają się dowiedzieć o swoich klientach jak najwięcej (by właściwie ocenić ryzyko wynikające z przekazywania im kasy), zaś chętni na pożyczki często-gęsto nie mówią całej prawdy o sobie, by zminimalizować ryzyko odrzucenia swojego wniosku. Szczególnym przypadkiem są klienci, w przypadku których określenie “nie mówiąc całej prawdy” to eufemizm – oni po prostu łżą, licząc na to, że pożyczkodawcy dadzą się nabrać.

Ci ostatni nabierają się niezbyt często, z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że odsetek kredytów i pożyczek, które okazują się fraudami (czyli wyłudzeniami), nie przekracza w branży 4% wszystkich udzielonych. Dużą w tym zasługę mają różnego rodzaju systemy antyfraudowe, których zadaniem jest sygnalizowanie wszelkich rozbieżności pomiędzy informacjami podanymi przez klienta oraz rzeczywistością. Albo jakichś podejrzanych zależnościach między danymi.

Na jednej z konferencji finansowych, którą miałem przyjemność prowadzić, wystąpili przedstawiciele Biura Informacji Kredytowej – to założona przez banki baza danych o naszych obecnych/przeszłych kredytach – i pokazywali działanie stworzonej przez siebie platformy antyfraudowej. Porównuje ona dane o kliencie z różnych miejsc i szuka nieprawidłowości. Każda instytucja pożyczkowa może się do niej podpiąć i sprawdzić potencjalnego biorcę pieniędzy pod kątem jego uczciwości. Co z tego wynika? Fura śmiechu i barwne przykłady pomysłowych kredytobiorców, którzy postanowili pokazać we wniosku kredytowym swoją “drugą twarz”.

Za mądry, za szybki, “Misiewicz”…

Przykład pierwszy. Niedawno do jednego z banków zgłosił się po pożyczkę 21-latek. Wszystkie parametry jego sytuacji finansowej były poprawne, a w historii kredytowej nie widniał żaden nie spłacony kredyt. W ogóle nie widniał żaden kredyt (bo klient jeszcze nie zdążył się “pokazać” od tej strony. System zaalarmowała automatyczna formuła porównująca wiek klienta z innymi parametrami. Klient zadeklarował bowiem… wyższe wykształcenie. Może chciał dodać sobie punkty do lansu albo zwiększyć dzięki temu kwotę pożyczki? A może… jest geniuszem, który potrzebuje pieniędzy na najnowszy wynalazek? System doszedł do wniosku, że 21-latek z dyplomem w kieszeni do zjawisko podejrzane. I klient trafił pod lupę w kwestii swojego ewentualnego geniuszu oraz pozostałych danych.

Przykład drugi. Do jednego z banków zgłosił się chętny na pożyczkę. We wniosku podał oczywiście – pośród innych danych – dane pracodawcy i wysokość dochodu. Międzybankowy system antyfraudowy przeszukał informacje dotyczące tego pracodawcy i… okazało się, że w ciągu dwóch dni do różnych banków trafiło sporo wniosków kredytowych, w których podano NIP tej właśnie firmy. Może to tylko zbieg okoliczności (bo firma nie zapłaciła pensji). A może… pracodawca był tylko po to, żeby można było podać jego dane i wziąć dzięki nim sporo pożyczek?

Przykład trzeci. Do dwóch banków zgłosił się w krótkim czasie ten sam kredytobiorca, który… podał inny adres w każdym z wniosków kredytowych. Może zwykła pomyłka, może klient w tzw. międzyczasie się przeprowadził, a może po prostu ma dwa mieszkania i w jednym jest zameldowany, a w drugim mieszka? Ale niewykluczone, że klient podaje za każdym razem inny adres dla zmylenia ewentualnego “pościgu”, gdyby przestał spłacać pieniądze.

Przykład czwarty. Gdy w jednym wniosku kredytowym ta sama osoba występuje jako mężatka, a w drugim jako singielka, to system antyfraudowy podnosi alarm. Może to był tylko szybki rozwód, a może skłonność do koloryzowania, by podrasować swoją zdolność kredytową? A jeśli ten sam klient, składając w odstępie niespełna 60 dni dwa wnioski o pożyczkę, zadeklarował w jednym z nich wynagrodzenie w wysokości 1400 zł, a w drugim – 2600 zł?

Może dostał podwyżkę (jest tak zdolnym, młodym człowiekiem jak niejaki Bartłomiej Misiewicz), a może… nie? Czasem trzeba pokazać się z lepszej strony po odrzuceniu poprzedniego wniosku. Bankowcy to istoty bardzo podejrzliwe. A im więcej mają narzędzi, tym bardziej ich podejrzliwość rośnie. Czasem to zakrawa wręcz na paranoję. Bo jeśli rzeczywiście jesteście geniuszem, robicie błyskawiczną karierę na uczelni lub w pracy, macie mnóstwo nieruchomości (a potrzebujecie jedynie pożyczki-chwilówki na zapłacenie podatku od nich), macie rozbujane życie uczuciowe i zmieniacie żony/mężów jak rękawiczki… Macie przerąbane i to zupełnie niesłusznie.

Sprawdzą gdzie naprawdę jesteś i poproszą żebyś się pokazał “na żywo”

Jak widzicie bankowcy prześwietlają nas coraz bardziej wnikliwie i korzystając z coraz większych baz danych. Tylko kwestią czasu jest dołączenie do analizy danych, które zostawiamy o sobie np. w portalach społecznościowych. Tam też można szukać informacji, które potwierdzają naszą kondycję finansową, mieszkaniową i nie tylko. Pisałem niedawno, że Facebook zaczyna być wykorzystywany do oceny naszej wiarygodności płatniczej. I prawdomówności też.

Czytaj też: Chcesz pożyczyć pieniądze? Daj hasło do Facebooka!

Czytaj też: Przez Facebooka mogą cię okraść z pieniędzy. Jak?

Systemy antyfraudowe w bankach coraz częściej są wyposażone w moduły sprawdzające gdzie znajduje się komputer z którego składamy wniosek o pożyczkę (tu też podnoszą alarm, gdy okaże się, że jako miejsce zamieszkania wnioskodawca podaje Warszawę, a komputer jest np. w Azji). A jeśli wnioskujemy przez smarfona to potrafią sprawdzić czy system operacyjny nie był “poprawiany” oraz jaki jest wykorzystywany przez klienta język (w ten sposób wykrywa się międzynarodowe szajki wyłudzaczy, ale przerąbane mają też zapewne lingwiści i tłumacze ;-))).

A na koniec? Na koniec poproszą nas, żebyśmy wyjaśnili ewentualne niezgodności danych przez wideoczat. Tak, tak, jest już pierwszy bank, który do swojego systemu antyfraudowego dołożył moduł połączenia wideo z klientem. Trzeba się ładnie przywitać z automatem, pokazać dowód osobisty, zrobić sobie fotkę (która jest potem weryfikowana biometrycznie pod kątem “czy ja to ja”). Dobrze, że to tylko automat, a nie pracownik banku, który patrzy na nas z wyrzutem w oczach. Bo tego bym już – gdybym chciał wyłudzić pieniądze – nie zniósł ;-)).

Czytaj też:  Koniec ze skanowaniem dowodów? Teraz pokażesz go w… kamerce

Zapisz się na mój newsletter!

 

W prezencie otrzymasz:

- Wstęp na e-spotkania, na których odpowiem na Twoje pytania

- Pakiet e-booków z praktycznymi poradami finansowymi

- Dostęp do dokumentów ułatwiających walkę o Twoje prawa (wkrótce)

Gratulacje! Jesteś zapisany!

Share This