Zawodowe tenisistki chcą zarabiać więcej. My za to zapłacimy. Ale z uśmiechem, bo tenis wydłuży nam życie statystycznie o… 10 lat. Ile wart każdy rok?

Zawodowe tenisistki chcą zarabiać więcej. My za to zapłacimy. Ale z uśmiechem, bo tenis wydłuży nam życie statystycznie o… 10 lat. Ile wart każdy rok?

Są sporty, które kojarzą się z potem, wysiłkiem i walką z własnymi słabościami. I są sporty, które kojarzą się z czymś jeszcze: z konkretnym stylem życia oraz z… kasą. Tenis od dawna należy do tej drugiej kategorii. Ma w sobie coś z elegancji. Tenisista nie tylko się rusza, ale też żyje na określonym poziomie. Kort, białe linie, regularność, partner po drugiej stronie siatki, godzina wpisana do kalendarza. To bardzo uporządkowana forma dbania o siebie. Okazuje się, że to wydłuża życie. I to konkretnie! A najlepsi tenisiści na świecie zarabiają po 50 mln euro rocznie. I jeszcze im mało

Wielka awantura o wielką kasę wybuchła w tenisie. Kilka najważniejszych tenisistek – z Coco Gauff i Aryną Sabalenką na czele – zastanawia się nad bojkotem turniejów wielkoszlemowych. Twierdzą, że nagrody finansowe przyznawane w nich są… za niskie. I podają konkretny przykład: skoro w golfie za wygranie turnieju mistrzów (Masters) zwycięzca dostaje 3,8 mln euro (4,5 mln dolarów), to nie może być tak, że zwycięzcy tenisowego Roland Garros w singlu – przy oglądalności wielokrotnie większej – mogą wzbogacić się o nędzne 2,8 mln euro. Brutto.

Zobacz również:

„To my jesteśmy głównymi aktorami w tym show. Bez nas nic byście nie zarobili” – mówią tenisistki do włodarzy zawodowego touru. I mają rację. Szefowie zbliżającego się turnieju w Paryżu przyznają, że we French Open przeznaczają na nagrody jedynie 15%  przychodów z turnieju, ale mimo wszystko jest to aż 61 mln euro. W pozostałych turniejach proporcje są podobne. Tenisiści chcą, żeby zwiększyć tę pulę do 25%.

Prawda jest taka, że najlepsze tenisistki i tak największą kasę przygarniają poza kortem. Np. najlepiej wynagradzana sportsmenka świata, Coco Gauff, według rankingu Forbesa zarobiła w poprzednim sezonie 37,2 mln dolarów, z czego tylko 8 mln dolarów na korcie. Aryna Sabalenka z nagród turniejowych miała 15 mln dolarów, a nasza Iga Świątek – 10,1 mln dolarów. Najlepiej zarabiający tenisiści świata – Carlos Alcaraz i Jannik Sinner – z nagród na korcie i kontraktów ze sponsorami mają prawie po 50 mln dolarów… rocznie.

Cóż, druga strona tego medalu jest taka, że na tenisie zarabia dobrze – poza organizatorami tej „zabawy” najwyżej 150-200 najlepszych tenisistów i tenisistek świata. Pozostali albo ledwo wiążą koniec z końcem (o ile są profesjonalnymi graczami) albo po prostu dopłacają do „interesu” (jeśli są amatorami, którzy grają dla przyjemności). Przy założeniu, że organizacje tenisowe nie ograniczą własnych zysków, a tenisistki (i tenisiści) wywalczą podwyżki – prawdopodobnie wszystko to zostanie wliczone w ceny: piłek, strojów, butów, ceny za oglądanie tenisa w ramach abonamentu stremingowego.

Ale zapłacimy. I będziemy się przy tym uśmiechać. Tenis przez lata dorobił się bowiem opinii sportu eleganckiego, prestiżowego. Ale z mojego punktu widzenia najciekawsze nie jest dziś to, kto grywa na korcie, tylko czy ta gra naprawdę coś daje. Nie towarzysko, nie wizerunkowo, tylko zdrowotnie. A najnowsze badania pokazują, że daje bardzo dużo. Co tak właściwie kupujemy razem z rakietą tenisową. Lepszą kondycję? Silniejsze serce? Więcej relacji z ludźmi, więcej ruchu, więcej dyscypliny?

To wszystko też. Ale przede wszystkim kupujemy coś najcenniejszego – czas. Czyli dłuższe życie. To ma oczywiście dwie strony: z jednej „stopa zwrotu” jest najwyższa z możliwych (bo czas to coś najcenniejszego), ale z drugiej – jeśli grasz w tenisa, to musisz zdawać sobie sprawę z tego, że ten tenis zmusza do… oszczędzania. Dłuższe życie oznacza konieczność posiadania większych oszczędności.

Tenis może przedłużyć życie o nawet 10 lat

W ostatnich latach pojawiły się badania, które ustawiły sporty rakietowe bardzo wysoko, jeśli chodzi o związek z długością życia. Najgłośniejsze było duńskie badanie oparte na Copenhagen City Heart Study. Badacze obserwowali 8577 osób przez maksymalnie 25 lat i porównywali ich różne rodzaje aktywności (oraz parametry życiowe z tym związane) z aktywnością grupy osób prowadzących siedzący tryb życia.

W tym zestawieniu tenis wypadł najlepiej: był związany z dłuższym życiem o 9,7 roku. Dalej były badminton z wynikiem 6,2 roku, piłka nożna z wynikiem wydłużenia życia o 4,7 roku, jeżdżenie na rowerze dające dodatkowo 3,7 roku życia, pływanie wydłużające pobyt na Ziemi o 3,4 roku i jogging dający ekstra 3,2 roku życia. Sami autorzy zastrzegali jednak bardzo wyraźnie, że jest to badanie obserwacyjne, więc nie daje pewności, że relacja ma charakter przyczynowy. Pokazuje silny związek, ale nie rozstrzyga, jaka część efektu wynika z samego sportu, a jaka z cech osób, które ten sport uprawiają.

To zastrzeżenie jest ważne, bo bez niego łatwo popaść w dość mylący skrót: „kup rakietę, dostaniesz 10 lat życia więcej”. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. W tym samym badaniu widać, że osoby grające w tenisa częściej miały wyższe wykształcenie, lepiej oceniały swoje zdrowie i swoją kondycję niż osoby nieaktywne.

Innymi słowy, tenis może być nie tylko aktywnością fizyczną, ale też wskaźnikiem pewnego stylu życia. To mogą być osoby bardziej zdyscyplinowane, bardziej nastawione na profilaktykę, mające wyższe dochody, lepszy dostęp do opieki zdrowotnej i bardziej uporządkowaną codzienność. Autorzy wprost pisali, że pozostaje niepewne, czy ta zależność jest przyczynowa, ale jednym z tropów, który ich zainteresował, była rola kontaktów społecznych, bo najlepiej wypadały sporty wymagające interakcji z innymi ludźmi.

I tu dochodzimy do drugiego dużego badania. W analizie obejmującej 80306 dorosłych z Wielkiej Brytanii sprawdzano ryzyko zgonu u sportowców. Wynik znów był wyśmienity dla sportów rakietowych. Uczestnictwo w nich wiązało się z 47% niższym ryzykiem śmierci z dowolnej przyczyny oraz z 56% niższym ryzykiem zgonu sercowo-naczyniowego. Dobrze wypadały też pływanie i aerobik. To oczywiście nadal nie oznacza, że tenis działa jak polisa na życie, ale dwa duże badania idące w podobnym kierunku mogą zasugerować, że to nie jest wyssane z palca.

No właśnie, ale dlaczego tenis? Prawdopodobnie dlatego, że łączy kilka rzeczy naraz. Jest wysiłek interwałowy, są nagłe zrywy, praca nóg, refleks, koordynacja ruchowa, koncentracja i praca całego ciała. Oprócz tego w tenisa trudno grać samemu. Trzeba się umówić, trzeba wyjść z domu, trzeba pojawić się o określonej porze. Na siłownię można nie pójść. Bieganie można przełożyć. To może oznaczać, że mamy też społeczny „przymus”, który pomaga utrzymać regularność. Duńscy autorzy zwracali uwagę właśnie na ten element: sporty bardziej społeczne dawały najlepsze wyniki.

Jak drogie jest dłuższe życie? Tenis i jego koszty

Najlepsi tenisiści świata – jako się rzekło – zarabiają na tenisie po 50 mln euro rocznie. Najlepsze tenisistki – po 30-35 mln euro rocznie. Iga Świątek w czasie swojej kariery na korcie zarobiła 35 mln euro, a łącznie z kontraktami marketingowymi zapewne dwa razy tyle. Na emeryturę wystarczy. Ale to sport mocno konkurencyjny, więc większość z uprawiających tenis osób odniesie tylko jedną korzyść – dłuższe życie. A ile za nie zapłacą?

Z perspektywy zwykłego człowieka najważniejsze pytanie brzmi, ile kosztuje ten styl życia? Przyjmijmy wariant możliwie rozsądny, ale nie skrajnie oszczędnościowy. Rakieta za 800 zł, buty za 300 zł i puszka piłek za około 30 zł. To daje 1130 zł na start. Oczywiście można kupić tańszą rakietę, można kupić droższe buty, można dorzucić torbę, odzież, owijki, akcesoria. Ale nawet przy dość oszczędnym podejściu start nie jest zerowy. Tenis od początku wymaga wydatku wejściowego, którego nie ma choćby przy spacerach, marszach czy domowych ćwiczeniach.

Prawdziwe koszty zaczynają się wtedy, gdy ktoś chce grać regularnie. Przy treningach z trenerem raz w tygodniu pierwszy rok gry kosztuje mniej więcej od 10 700 zł do 13 900 zł. W tej kwocie mieści się już sprzęt, trener i kort. Jeśli jednak ktoś ma traktować tenis nie jak jedną lekcję tygodniowo, ale jak realny element stylu życia, to zwykle na samym treningu z trenerem się nie kończy. Dochodzi przynajmniej jedna dodatkowa gra tygodniowo z partnerem. Wtedy roczny koszt rośnie do około 12 700 zł – 16 400 zł. To już nie są pieniądze, które łatwo schować w kategorii „rozrywka”.

Jeśli gramy przez 30 lat, czyli w zasadzie przez większość dorosłego życia, to wydamy równowartość dzisiejszych co najmniej 600 000 zł (bo jeszcze trzeba uwzględnić inflację). Zatem każdy rok dłuższego życia „wycenia” na 60 000 zł. Dużo? Mało? I właśnie tutaj zaczyna się najciekawszy moment całej historii. Bo jeśli tenis kosztuje rocznie kilkanaście tysięcy złotych, to naprawdę warto zapytać, co w zamian dostajemy.

Najprostsza odpowiedź to: ruch, zdrowie, sprawność, kontakt z ludźmi, lepszą kondycję, może mniej siedzącego trybu życia. To już samo w sobie jest dużo. Dla każdego wartość każdego następnego dnia spędzonego na ziemi będzie inna, ale jeśli sport działa, to jego koszt nie kończy się na korcie. Może pojawić się drugi rachunek, koszt dłuższej emerytury.

ZOBACZ TEŻ ROZMOWĘ O TYM:

Ile będzie kosztować dłuższa emerytura tenisisty?

Jeśli założyć, że dzięki lepszej kondycji i aktywności życie wydłuża się o dodatkowe 10 lat, to przy luce między emeryturą z ZUS a kwotą, którą chcemy wydawać na emeryturze w wysokości 2000 zł potrzebny dodatkowy kapitał to 240 000 zł. Przy luce wynoszącej 3000 zł robi się 360 000 zł. Przy luce 4000 zł wychodzi 480 000 zł. A więc osoby uprawiające tenis „kupują” za 60 000 zł jeden dodatkowy rok życia, ale jednocześnie muszą uzbierać od 250 000 do 500 000 zł dodatkowego kapitału emerytalnego, czyli od 25 000 zł do 50 000 zł na każdy rok życia. 

Oczywiście wszystko zależy od czasu, który „inwestujemy” w tenis. Jeśli do emerytury zostało 30 lat, to uzbieranie dodatkowych 240 000 zł oznacza konieczność odkładania po ok. 700 zł miesięcznie. Dla 360 000 zł wychodzi ok. 1000 zł miesięcznie. Dla 480 000 zł już ok. 1300 zł miesięcznie. Jeżeli do emerytury zostało 20 lat, poprzeczka rośnie: trzeba odkładać mniej więcej od 1000 zł do 2000 zł miesięcznie. To już pieniądze, które realnie konkurują z innymi ważnymi potrzebami: mieszkaniem, edukacją dzieci, wakacjami, inwestowaniem, poduszką bezpieczeństwa.

I właśnie z tego powodu tenis można potraktować jako bardzo ciekawy przykład tego, jak zdrowie i finanse przenikają się w praktyce. Zwykle myślimy o nich osobno. Zdrowie to jedna szuflada, pieniądze to druga. Tymczasem w realnym życiu te dwie rzeczy są ze sobą bardzo mocno splecione. Ale czy to znaczy, że tenis „się nie opłaca”? Nie. Właściwie z tych wszystkich liczb płynie raczej wniosek odwrotny.

Jeśli rzeczywiście jest to aktywność, która łączy ruch, regularność, relacje społeczne i potencjalnie lepsze wyniki zdrowotne niż wiele innych form rekreacji, to może być jedną z sensowniejszych rzeczy, na które wydaje się pieniądze. Tylko trzeba wiedzieć, jakiego rodzaju jest to wydatek. To nie jest wydatek jednorazowy. To nie jest też zwykła zachcianka. To jest raczej długoterminowa inwestycja w siebie. Natomiast jeśli „stopa zwrotu” ma być w pełni „zainkasowana”, potrzebna jest też dyscyplina, jeśli chodzi o oszczędzanie pieniędzy.

——————————

ZOBACZ TEŻ TO:

koszyk inflacyjny

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

zdjęcie tytułowe: HansMarkutt/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu