8 stycznia 2026

Czy powinno obchodzić nas to, co dzieje się wokół Wenezueli? Trzy możliwe i pięć niemal pewnych skutków dla naszych portfeli

Czy powinno obchodzić nas to, co dzieje się wokół Wenezueli? Trzy możliwe i pięć niemal pewnych skutków dla naszych portfeli
Współautor: Maciej Samcik

Czy powinno obchodzić nas to, co dzieje się wokół Wenezueli? Jakie może to mieć skutki dla naszych portfeli? Co może oznaczać długoterminowo dla inwestujących pieniądze, a co dla przeciętnego konsumenta, który tankuje benzyną swoje auto na stacji? Czy ewentualny powrót wenezuelskich baryłek oznacza tańsze paliwo w Europie i w Polsce, czy raczej zmieni na niekorzyść układ sił między największymi światowymi gospodarkami? Akcja w Wenezueli i skutki dla naszych portfeli. Trzy możliwe i pięć niemal pewnych

Po uprowadzeniu Nicolasa Maduro, człowieka podającego się za prezydenta Wenezueli, prezydent USA Donald Trump zapowiada przejęcie kontroli nad ropą naftową tego kraju. Ma być ona przetwarzana przez amerykańskie rafinerie i wykorzystywana do napędzania amerykańskiego przemysłu. Bloomberg pisze, że powrót wenezuelskich baryłek do amerykańskich nabywców może oznaczać jedną z najważniejszych zmian na światowych rynkach energetycznych w ostatnich latach. I otwarcie ważnego frontu w wojnie gospodarczej z Chinami. To się nie rozejdzie po kościach.

Zobacz również:

Cel Trumpa w Wenezueli: obniżyć cenę ropy do 50 dolarów za baryłkę

Wenezuela jest najlepszym dowodem na to, że bogactwo naturalne potrafi być bardziej przekleństwem niż błogosławieństwem. Ten kraj ma największe udokumentowane zasoby ropy naftowej na świecie szacowane na około 300 miliardów baryłek. To mniej więcej 20% globalnych zasobów możliwych do wydobycia. I liczba, która działa na wyobraźnię polityków i inwestorów.

Prezydent Trump ogłosił w ostatnich godzinach, że Wenezuela już w najbliższym czasie ma sprzedać od 30 do 50 milionów baryłek ropy objętej dotychczas amerykańskimi sankcjami po cenach rynkowych. Wpływy ze sprzedaży ropy mają być przelane na konta bankowe kontrolowane przez USA, a uzyskane w ten sposób pieniądze mają zostać zwrócone Wenezueli. Tankowce będą transportować ropę bezpośrednio do doków odbiorczych w USA. To oznacza, że wenezuelska ropa przestanie płynąć do Chin. Te w odpowiedzi oświadczyły, że USA „naruszają prawo międzynarodowe”. I zapewne przygotowują odpowiedź.

Wenezuela, członek-założyciel naftowego sojuszu OPEC, dziś wydobywa zaledwie około 800 000 baryłek ropy naftowej dziennie. Dla porównania Stany Zjednoczone wydobywają obecnie około 13,8 miliona baryłek dziennie. Większe dostawy ropy naftowej z Wenezueli mogą zbijać rynkowe ceny ropy naftowej, które w 2025 roku odnotowały największy spadek roczny od czasu pandemii. Już dziś producenci ropy wydobywają jej więcej, niż potrzebuje światowa gospodarka.

Rok temu baryłka ropy Brent kosztowała na rynku 74 dolary, teraz to tylko 60 dolarów. W ostatnich godzinach cena rynkowa ropy Brent spadała już nawet poniżej 60 dolarów za baryłkę (momentami do 56 dolarów). Według analityków BNP Paribas producenci ropy będą nadal pompować dużo baryłek na rynek, co może doprowadzić do spadku cen do 55 dolarów za baryłkę już w pierwszej połowie roku. Stratedzy surowcowi z JPMorgan Chase i Goldman Sachs spodziewają się, że ceny ropy Brent spadną do… 50 dolarów za baryłkę. I to już w 2026 roku.

Ceny ropy naftowej w 2025 r.
Ceny ropy naftowej w 2025 r.

Taki właśnie, jak pisze „The Wall Street Journal”, jest plan Trumpa: dać władzom USA kontrolę nad większością rezerw ropy naftowej na półkuli zachodniej i w miarę możliwości doprowadzić do sytuacji, w której amerykańskie firmy kontrolują produkcję paliw. Ma to dać obniżenie cen energii dla amerykańskich konsumentów. Dla Trumpa preferowany poziom ceny ropy naftowej to 50 dolarów za baryłkę. Dla wielu firm naftowych ten poziom wyznacza próg, poniżej którego wiercenie staje się nieopłacalne.

Szefowie amerykańskich firm naftowych Chevron, ConocoPhillips i ExxonMobil mają się spotkać z Trumpem w Białym Domu, aby omówić plany zainwestowania miliardów dolarów w przemysł naftowy w Wenezueli. Chevron jest jedyną z tych firm, która wciąż działa w Wenezueli. Aktywa ConocoPhillips i Exxon zostały znacjonalizowane przez byłego prezydenta Wenezueli Hugo Cháveza w połowie pierwszej dekady XXI wieku, co Trump określił jako „największą kradzież w historii Ameryki”.

A jeśli Trumpowi się uda w Wenezueli? Trzy efekty dla naszych portfeli

Z jednej strony niskie ceny ropy mają dać tanią energię z paliw kopalnych i napędzać konkurencyjność amerykańskiej gospodarki, a z drugiej strony utrudnić życie Chinom i ich stronnikom, odcinając je od dużej części taniego surowca. Marzeniem dla Trumpa byłoby jednoczesne pozyskanie Rosji do antychińskiego sojuszu (albo przynajmniej uzyskanie jej neutralności), bo to przy jednoczesnej utracie Ameryki Łacińskiej postawiłoby Chiny w trudnej sytuacji. W zasadzie jej głównym sojusznikiem zostałaby w dużej części już „skolonizowana” Afryka („odebrana” przez ostatnie dekady Europie).

Jakie skutki miałaby skuteczna realizacja planu Trumpa dla naszych portfeli? Po pierwsze tanie paliwo, również na polskich stacjach benzynowych (ale jednak najtańsze dla amerykańskich konsumentów i firm mających siedzibę w USA). Czyli mniejsze ryzyko „importowanej” wraz z cenami energii inflacji. Mniejsze ryzyko inflacji to niższe stopy procentowe, a więc większa atrakcyjność inwestowania w akcje (m.in. spółek dywidendowych) i niższa opłacalność posiadania obligacji, zwłaszcza tych indeksowanych inflacją. Choć trzeba pamiętać, że nie tylko ceny ropy naftowej i energii decydują o inflacji.

Po drugie Ameryka silniejsza, ma ogromne rynki zbytu pod kontrolą z dostępem do taniej energii. To z jednej strony może być wciąż ważne miejsce do inwestowania oszczędności, z drugiej strony prawdopodobnie mniejsze ryzyko kryzysu lub upadku amerykańskiego dolara. Jeśli Ameryka będzie rządziła na rynku energii, to będzie też rządził jej „petrodolar”, za pomocą którego świat będzie się zasilał w energię. Niewykluczone, że to może być argument ograniczający nieco atrakcyjność inwestowania w złoto (choć są przecież inne argumenty, które przemawiają na rzecz wzrostu cen złota).

Po trzecie: jeśli Ameryka zaleje świat tanim paliwem, to jednocześnie ograniczy opłacalność inwestowania w nowe źródła energii. Po prostu ich konkurencyjność, ze względów czysto finansowych, będzie mniejsza. To może oznaczać problem dla Europy, która chce uniezależnić się od paliw kopalnych (bo ma stosunkowo małe zasoby surowców). Można się obawiać jeszcze mniejszej konkurencyjności europejskiego przemysłu.

Ale czy to się rzeczywiście wydarzy? Na rynku panuje jednak sceptycyzm co do tego, czy duże spółki giełdowe byłyby skłonne inwestować w niestabilnym regionie w obliczu spadających cen ropy naftowej na świecie, gdyby nie miały żelaznych gwarancji, że ich inwestycje będą chronione. Pojawiają się również wątpliwości, czy Wenezuela, która posiada największe na świecie rezerwy ropy naftowej, będzie w stanie ponownie wydobywać znaczące ilości tego surowca po latach zaniedbań i korupcji, które spowodowały spadek wydobycia z 3,5 mln baryłek ropy dziennie 25 lat temu do 800 000 baryłek dziennie – czyli mniej niż 1% światowego rynku.

Ropa z Wenezueli
Ropa z Wenezueli

Według analizy Rystad Energy, globalnej firmy konsultingowej, wielomiliardowa inwestycja niezbędna do zwiększenia produkcji ropy naftowej w Wenezueli do poziomu z okresu jej świetności pod koniec lat 90. ubiegłego wieku może wymagać 15 lat prac w celu naprawy zdegradowanej infrastruktury kraju i nakładów inwestycyjnych sięgających nawet 185 mld dolarów. To kwota porównywalna z dwuletnimi globalnymi inwestycjami całego sektora największych firm naftowych.

A dziś? Problemy logistyczne, brak rozcieńczalników potrzebnych do transportu wyjątkowo ciężkiej wenezuelskiej ropy sprawiają, że nie będzie łatwo ożywić wydobycie. To nie jest ropa, którą można po prostu wypompować i załadować na tankowiec.

Scenariusze inwestycyjne: kto finansowo wygra w Wenezueli?

W powszechnej wyobraźni więcej ropy oznacza niższe ceny. W praktyce liczy się nie tylko ilość, ale też jakość. Wenezuelska ropa jest ciężka i „brudna”, z dużą zawartością siarki. To dokładnie taki typ surowca, pod który przez lata były dostosowane rafinerie przerabiające rosyjską ropę. Po odcięciu Rosji od większości zachodnich rynków takich baryłek na rynku ubyło. W przyszłości może zmienić się układ sił na rynku ciężkich gatunków ropy. To tłumaczy, dlaczego akcje rafinerii rosną, mimo że realna produkcja jeszcze się nie zmienia.

Z punktu widzenia Polski i Europy znaczenie tej historii jest pośrednie, ale realne. Polska po 2022 roku szybko i skutecznie przebudowała kierunki importu ropy, opierając się głównie na Arabii Saudyjskiej, Norwegii i Stanach Zjednoczonych. Wenezuela nie jest dla nas strategicznym dostawcą. Ale każda potencjalna dodatkowa podaż ciężkiej ropy na rynku światowym działa stabilizująco: obniża napięcia, zmniejsza ryzyko gwałtownych skoków cen i poprawia bezpieczeństwo energetyczne. To nie oznacza taniej benzyny z dnia na dzień, ale oznacza mniejsze ryzyko szoków cenowych w przyszłości.

Większość dużych instytucji finansowych traktuje potencjalny powrót Wenezueli jako czynnik obniżający długoterminowe ryzyko niedoboru surowca. Analitycy Goldman Sachs wskazywali w swoich analizach, że nawet relatywnie szybki wzrost wydobycia w Wenezueli – do około 2 mln baryłek dziennie w perspektywie kilku lat – mógłby obniżyć długoterminową równowagową cenę ropy o kilka dolarów za baryłkę. To niewiele z punktu widzenia przeciętnego obywatela, ale bardzo dużo z punktu widzenia rentowności projektów wydobywczych o wysokich kosztach krańcowych.

Z tego powodu potencjalnymi beneficjentami „wenezuelskiego scenariusza” nie są klasyczni producenci ropy, lecz rafinerie, firmy handlowe i podmioty operujące na różnicach jakościowych i cenowych. W ostatnich latach rynek ciężkiej, siarkowej ropy był napięty po odcięciu rosyjskich dostaw, co podniosło dyferencjały i poprawiło marże rafineryjne. Każda wiarygodna perspektywa powrotu dodatkowych baryłek tego typu działa na korzyść rafinerii, które są technicznie przystosowane do przerabiania takiego surowca.

Warto też spojrzeć na Wenezuelę przez pryzmat globalnego cyklu surowcowego. Prognozy International Energy Agency sugerują, że w drugiej połowie dekady świat może wejść w okres strukturalnej nadpodaży ropy, napędzanej wzrostem wydobycia w obu Amerykach i relatywnie słabym wzrostem popytu. W takim otoczeniu każda dodatkowa baryłka wzmacnia presję na ceny i premiuje spółki o niskich kosztach oraz stabilnych przepływach pieniężnych kosztem projektów ryzykownych i kapitałochłonnych.

Jak zareagują Chiny? Nadchodzi czas niepewności?

Wenezuela przez lata była politycznym i finansowym klientem Pekinu, spłacając chińskie kredyty dostawami ropy, często sprzedawanej z dyskontem. To efekt ponad piętnastoletniej strategii Pekinu polegającej na zabezpieczaniu dostępu do surowców w zamian za finansowanie. W ciągu 20 lat Chiny udzieliły Wenezueli kredytów i linii finansowych szacowanych łącznie na ponad 60 mld dolarów, z czego znaczna część była spłacana nie gotówką, lecz dostawami ropy.

Potencjalne przesunięcie Wenezueli w stronę Stanów Zjednoczonych oznaczałoby dla Chin wyłącznie realną stratę wpływów, ale niekoniecznie natychmiastowy kryzys. Po pierwsze, chińskie rafinerie – zwłaszcza mniejsze, niezależne zakłady – już wcześniej stopniowo ograniczały zakupy wenezuelskiej ropy z powodu problemów logistycznych i ryzyka sankcyjnego. Po drugie, Pekin w ostatnich latach systematycznie dywersyfikował źródła dostaw, zwiększając import z Bliskiego Wschodu, Rosji i Afryki. Dlatego utrata preferencyjnego dostępu do Wenezueli byłaby dla Chin bolesna politycznie, ale nie zagrażałaby ich bieżącemu bezpieczeństwu energetycznemu.

Stąd też cała sytuacja nie oznacza dla Chin czynnika, na który musiałyby natychmiast zareagować, ale zwiększa napięcie w relacjach amerykańsko-chińskich. Być może „rewanż” Chin przyjdzie w innym miejscu świata. Jako pierwszy na myśl przychodzi Tajwan. Mamy więc sygnał wzrostu niepewności na świecie, na którym mógłby skorzystać, chociażby rynek złota oraz inne aktywa uznawane za „antykryzysowe”.

Jeśli Chiny uznałyby, że Stany Zjednoczone zbyt agresywnie wypychają je z ważnych obszarów wpływów – takich jak Ameryka Łacińska – to naturalną reakcją Pekinu byłoby szukanie miejsca, w którym może pokazać swoją siłę lub podnieść stawkę negocjacyjną. Tajwan jest w tej układance najbardziej oczywistym punktem nacisku, bo od lat pozostaje dla Chin kwestią strategiczną, symboliczną i politycznie wrażliwą.

To nie musi od razu oznaczać wojny ani inwazji. Znacznie bardziej prawdopodobne są działania poniżej progu konfliktu: większa presja militarna wokół wyspy, częstsze manewry wojskowe, ostrzejsza retoryka dyplomatyczna czy naciski gospodarcze. Takie działania Chiny stosowały już wcześniej, zwłaszcza w momentach pogorszenia relacji z USA. Ich celem nie jest natychmiastowa eskalacja, lecz zwiększenie kosztów politycznych po drugiej stronie i pokazanie, że Pekin też ma narzędzia wpływu.

Dla rynków finansowych sama możliwość takiego scenariusza ma znaczenie, nawet jeśli do niego nie dochodzi. Inwestorzy reagują na wzrost niepewności: rośnie zmienność, kapitał okresowo ucieka w bezpieczniejsze aktywa.

Jaki może być długoterminowy wpływ akcji w Wenezueli na nasze inwestycje?

Plan Trumpa jest taki: przejąć kontrolę nad produkcją dużej części światowej ropy i gospodarczo dominować na zachodniej półkuli. Jeśli zakładamy, że mu się to uda, zapewne jest to argument na rzecz utrzymywania inwestycji w amerykańskie akcje (choć większość analityków radzi przesunąć się raczej w kierunku Europy, która jest tańsza i powoli się ożywia). I argument, by mniej bać się „bankructwa” dolara, zaś bardziej kłopotów Europy właśnie. No i mniej obawiać się inflacji.

Ale nawet gdyby ta wizja się spełniła, po drodze będą „skutki uboczne”, czyli czynniki, które wpłyną na nasze inwestycje zdecydowanie deprymująco. Nie ma co kryć, że Ameryka weszła na nowe pole konfliktu z Chinami o dominację gospodarczą na świecie. To rodzaj „zimnej wojny”, w której budowa stref wpływów jest w pewnym sensie zamiennikiem starcia militarnego. Czy w końcu do niego dojdzie? Zobaczymy. Spodziewać się należy następujących komplikacji:

>>> Większe ryzyko szoków rynkowych, wynikających z kolejnych działań USA w krajach, nad którymi prezydent Trump będzie chciał przejąć kontrolę oraz Chin w ich strefie wpływów. Co się może stać z cenami akcji, gdyby USA „zajęły” Grenlandię, a Chiny Tajwan? Zapewne mielibyśmy krótkoterminowe wstrząsy, na które portfele muszą być przygotowane poprzez rozsądną dywersyfikację jeśli chodzi o klasy aktywów (akcje, obligacje, lokaty bankowe, aktywa alternatywne). Ani duży udział akcji, ani obligacji nie jest gwarancją stabilności portfela w takich czasach.

>>> Strategia dominacji energetycznej USA może w dłuższym terminie wpłynąć na wzmocnienie dolara i osłabienie euro, bo Europa może być jedną z „ofiar” tej polityki (u nas nie ma zasobów energetycznych, na których Trump próbuje zbudować swoją potęgę). Niewykluczone, że wzrośnie chęć Chin, by wykreować własną walutę, alternatywną dla dolara i być może opartą na złocie. To argument wzmacniający rolę kruszcu nie tyle jako „pieniądza”, co alternatywy dla dolara, pożądanej na Wschodzie.

>>> Wojna gospodarcza z Chinami wchodzi w nowy etap, co może zwiastować większą wahliwość. Będzie się trzeba spodziewać większych zmian cen aktywów (w tym tych uznawanych za stabilne). To ponownie argument za dywersyfikacją. Rzeczywistość staje się bardziej nieprzewidywalna, co jest argumentem za zwiększeniem części płynnej portfela, choćby po to, by móc w razie potrzeby manewrować jego strukturą. Posiadanie 10-15% portfela w podręcznej gotówce lub na koncie oszczędnościowym (zwłaszcza przy niskiej inflacji) może mieć więcej sensu, niż jeszcze kilka lat temu.

>>> Jesteśmy w erze wojen surowcowych. Trzeba to uwzględnić w portfelu. O ile przez ostatnich kilka lat problemem był kryzys energetyczny, a potem inflacja, o tyle dziś znaleźliśmy się w fazie rywalizacji mocarstw o dostęp do zasobów takich jak surowce, w tym te strategiczne. Wydaje się, że to jest ostatni moment, by włączyć do swojego portfela inwestycji fizyczne aktywa, takie jak złoto, czy srebro, być może warto mieć ekspozycję na inne surowce. Surowce jako osobna klasa aktywów w portfelu – to może mieć sens. Pewnie nie na poziomie większym, niż 15-20%, ale też nie na niższym niż 10%. Takie czasy.

>>> Czy warto jeszcze chronić się przed inflacją? Wydarzenia wokół Wenezueli z jednej strony dają pewne nadzieje na tańszą ropę, a więc mniejszą globalną inflację. Z drugiej jednak strony nie da się ukryć, że mocarstwa „idą na zwarcie”. A to może oznaczać powrót wojny na cła. Z drugiej strony cła i szantaże handlowe mogą być też narzędziem wywierania wpływu na państwa, które znajdą się w strefie wpływów mocarstw. Dlatego szoków inflacyjnych, wynikających z wprowadzania barier handlowych nie można całkiem wykluczyć. Nie warto całkiem rezygnować z ochrony antyinflacyjnej w portfelu (zwłaszcza, że przegrani w globalnej rywalizacji mogą paść ofiarą kryzysu zadłużenia).

—————————

CZYTAJ TEŻ:

strategia czterech ćwiartek

lekcja buffetta

——————————-

ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM

Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————–

SPRAWDŹ RANKING LOKAT

Zastanawiasz się, co zrobić z pieniędzmi? W którym banku jest najwyższe oprocentowanie pieniędzy na długo, a w którym na krótko? Który najlepiej zapłaci za nowe środki, a który „w standardzie”? Sprawdź „Okazjomat Samcikowy” – to aktualizowane na bieżąco rankingi lokat, kont oszczędnościowych, a także kont osobistych, rachunków firmowych i kart kredytowych. Wszystkie tabele znajdziesz w zakładce „Rankingi” w „Subiektywnie o Finansach”.

——————————-

ZNAJDŹ SUBIEKTYWNOŚĆ W SOCIAL MEDIACH

Jesteśmy nie tylko w „Subiektywnie o Finansach”, gdzie czyta nas ok. pół miliona realnych odbiorców miesięcznie, ale też w mediach socjalnych, zwanych też społecznościowymi. Tam krótkie spostrzeżenia o newsach dotyczących Twoich pieniędzy. Śledź, followuj, bądź fanem, klikaj, podawaj dalej. Twórzmy razem społeczność ludzi troszczących się o swoje pieniądze i ich przyszłość.

>>> Nasz profil na Facebooku śledzi ok. 100 000 ludzi, dołącz do nich tutaj

>>> Samcikowy profil w portalu X śledzi 26 000 osób, dołącz do nich tutaj

>>> Nasz profil w Instagramie ma prawie 11 000 followersów, dołącz do nich tutaj

>>> Połącz się z Samcikiem w Linkedin jak 23 000 ludzi. Dołącz tutaj

>>> Nasz profil w YouTube subskrybuje 10 000 widzów. Dołącz do nich tutaj

———————————-

ZOBACZ SUBIEKTYWNE ROZMOWY:

„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtube. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube

———————————

Zdjęcie tytułowe: Pixabay. Canva

Subscribe
Powiadom o
18 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Dawid
3 miesięcy temu

Zaraz ropa będzie po 5,19 na stacjach i ktoś odhaczy konkret 😉

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Dawid

Załatwią to jak Donald z Donaldem

Ppp
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Dodatkową przyjemnością będzie oglądanie ceny Uralsa: koszt wydobycia podobno ok. 30$/baryłkę, cena sprzedaży tyle samo, ale trzeba jeszcze odjąć fracht i inne koszty. Rosyjski budżet ląduje w grobie. Wiecznego odpoczynku nie racz mu dać, Panie – jeno męki wiekuiste!
Pozdrawiam.

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Tak, to będzie sama rozkosz widzieć Uralsa na 30 dolarach za baryłkę. Trump ma swoje dobre strony 😉

BadaczTalmudu
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

„Rosja w poniedziałek zacznie bankrutować”, „Krach rosyjskiej gospodarki zacznie się już w poniedziałek”, „Atak na Ukrainę to atak na Polskę” napisał 27 lutego 2022 „znafca” niejaki Maciej Samcik na tym portalu i do dziś nie ustaje w równie „trafnych” prognozach… :-)))

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  BadaczTalmudu

Spokojnie, już bankrutują. Rosja przeznacza 45% budżetu państwa na prowadzenie wojny (żaden kraj na dłuższą metę nie utrzyma się na powierzchni z taką strukturą budżetu, Hitler nie wytrzymał tego, choć przynajmniej miał jakieś zdobycze terytorialne ;-)), wyprzedaje już nawet swoje rezerwy złota, Putin ukradł połowę „wealth fund”, a cena ropy Urals (plus opusty i koszty pośredników) jest na granicy opłacalności jej wydobycia. Zajęło trochę dłużej, niż myślałem, ale Putin uzyskał niestety silniejsze wsparcie innych dyktatur komunistycznych, niż przewidywałem. Ale już niedługo moja prognoza się spełni. Zaś z ruskimi trollami dyskutować na ten temat nie zamierzam, więc zamykam tę rozmowę. Czas… Czytaj więcej »

BadaczTalmudu
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

[CENZURA-red, użycie zakazanego słowa]

Niko
3 miesięcy temu

Skoro mogą być napiecia i metale szlachetne jak złoto czy srebro plus surowce np.miedż nie powiedzialy ostatniego słowa to moze warto wykorzystać ich obecnå korekte i dokupić etfy,plus kopalnie np.Rio tinto,Kghm czy Free-port Mcmoran🤔

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Niko

Brzmi dobrze 😉

Niko
3 miesięcy temu

Akcje Exxon mobil ostatnio poprawiły Ath a nasz Orlenik ładny zjazd dzisiaj nie wiem czy to ma jakiṣ̌ zwiazek z Wenezuelą ale kręci się wokół ropy.

Derko
3 miesięcy temu

Teza, że Wenezuela ma najwięcej ropy na świecie jest niepotwierdzona przez zewnętrzne, niezależne instytucje. Proszę posłuchać podcastu Elektryfikacja J. Wiecha. Chiny bez ropy z Wenezueli się obejdą, stanowiła ona jedynie 4% importu. Czy chodzi tu o ropę? Wątpię. Trump (jak Putin) nie dopuszcza, by wrogie mocarstwa podchodziły, przejmowały strefy wpływów, które uznaje za przynależne do swego kraju.

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Derko

Nie wiem, nawet jeśli nie mają najwięcej na świecie to mają dużo. Ale oczywiście chodzi też o strefy wpływów

Endriu
3 miesięcy temu

Ekonomistą nie jestem, ale ja to widzę tak:

  • USA zyska źródło taniej ropy = większe bezpieczeństwo energetyczne tego kraju,
  • firmy z USA położą swoje łapki na wenezuelskiej ropie = dodatkowa kasa dla USA,
  • tania ropa dla USA, to zwiększenie konkurencyjności w stosunku do Chin, nie wspominając o UE, które dalej ślepo brnie w swoje eko rozwiązania.

Moim skromny zdaniem, większym problemem niż CO2, są śmieci, w szczególności wszechobecny plastik – niestety mało się o tym mówi, żeby nie powiedzieć, że wcale.

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Endriu

Myślę, że nie najgorzej Pan kombinuje jak na nieekonomistę 😉

Derko
3 miesięcy temu

portal RP.pl: „ExxonMobil odrzuca plan Trumpa. Nie chce wracać do Wenezueli
Plan Donalda Trumpa dotyczący zaangażowania amerykańskich koncernów w naftowy przemysł Wenezueli nie wzbudził entuzjazmu samych zainteresowanych. Mówią oni wprost o braku warunków do inwestowania oraz o negatywnych doświadczeniach z przeszłości.”, „Podczas spotkania z przedstawicielami największych firm naftowych z USA prezydent Trump naciskał na nich, by jak najszybciej wrócili do działalności w Wenezueli. Entuzjazmu ani otwartych deklaracji o powrocie jednak nie było.” Czyli miał rację p. Wiech. Ropy z Wenezueli za dużo nie będzie…..

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Derko

Też trochę o tym piszemy, że to nie będzie takie proste

Luigi
3 miesięcy temu

Warto dodać, że podczas nacjonalizacji za Chaveza amerykańskie firmy dostały stosowne rekompensaty, oraz nigdy całkowicie nie wyszły z Wenezueli. Wenezuelska, państwowa spółka zapewniła sobie 60% udziału w rynku. W świetle takich informacji Trumpowskie stwierdzenie 'o największej grabieży w historii’ nijak ma się do rzeczywistości, jednocześnie jest jak to zwykle bywa w jego przypadku – megalomańskim bajdurzeniem. Trump tą akcją, nie dość że jawnie rysuje linie podziału wpływów to jednocześnie daje argumenty do relatywizowania poczynań innych rządzących. Jestem sobie w stanie wyobrazić urzeczywistnienie narracji Kremla o nielegalnym sprawowaniu władzy w Ukrainie przez prezydenta Zełeńskiego, objawiającej się jego …porwaniem i osądzeniem poza… Czytaj więcej »

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Luigi

Zgadzam się, może być fascynująca. Nie umiem powiedzieć jaka jest skala uzależnienia technologicznego (czy czipowego) łańcucha dostaw od TSMC, ale na pewno jakaś-tam jest. Choć TSMC chyba zaczął już budować fabrykę w USA

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu